Dwie dusze - to za dużo na jednego człowieka. Jedna dusza - to za mało na dwoje.
Dwie dusze Mateusza Kusego zakłócają rytm życia mieszkańców Rutek nad jeziorem Ruty, a jedna dusza Wiedźmawy musi wystarczyć na dwoje – na nią i na Upa. To historia tajemniczych losów trojga bohaterów i trzech dusz zagubionych w lasach, wśród jezior, mokradeł i przydomowych sadów.
Justyna Hankus w Dwie i pół duszy. Folk noir oswaja metafizykę współczesnego świata, bez nadawania mu statusu magii. Przywołując Wodnika, martwca i topielice, sięga do tradycji i wierzeń ludowych, którymi tka poruszającą opowieść o podwójnym życiu zawieszonym pomiędzy dobrem a złem, o namiętności, trudnej miłości i skomplikowanym macierzyństwie. I o chłopcu, który z powodu swojej inności zostaje napiętnowany przez zamkniętą społeczność małej miejscowości.
4.85⭐️ Niesamowita uczta- słowa i wyobraźni❤️ Ta powieść stoi klimatem. To jest coś, co bardzo doceniam. Autorka pięknie maluje słowem, do tego wzrusza i to też nie mało, oczy zaszkliły mi się pierwszy raz jeszcze w pierwszym rozdziale. Przez całą książkę odczuwałam niepokój, który to narastał, to opadał. Ale pod koniec książki, szczególnie w jednej scenie to ciary i gęsia skórka- groza w najlepszym wydaniu, dokładnie takim jaki doceniam. W pewnym momencie działo się dla mnie troszkę, troszkę za dużo, mam na myśli fragmenty dotyczące Opa, ale rozumiem czemu to miało służyć. Autorce jednak szczęśliwie udało się połączyć wszystkie wysnute nici- Jedyny minus i z tego powodu nie mogę dać 5⭐️ to czasy współczesne czyli 1997 są zbyt wspołczesne jak na opisany klimat, ludzi i to, co się tam dzieje. Nawet lata 60-te wydają mi się niepasujące do świata, który przedstawiają. Tak, czt inaczej bardzo polecam- Niesamowita książka❤️👌🍯
Bardzo klimatyczna historia 🔥 Lektor wspaniały, chciałoby się powiedzieć, że do niej stworzony 🔥
Fabularnie coś mi jednak zazgrzytało jak piach między zębami. Podekscytowanie z czasem siadło. Rowerek nabrał rozpędu z górki, a potem - w obliczu natłoku wątków i postaci - rozleciał się na części pierwsze. Do mety dojechał, ale wiwatów też nie było. Przyzwoicie.
Książka zdecydowanie stoi klimatem i słowiańskim tudzież ludowym folklorem. Autorka pięknie i misternie snuję swoją opowieść, która ma dużo w sobie z takiej mrocznej, niepokojącej baśni. Natomiast nie jest to niestety w pełni zachwyt, bo była dla mnie momentami zbyt chaotyczna i niedopowiedziana.
Kiedy przerzuciłem pierwszych kilkadziesiąt stron, wiedziałem już, że „Dwie i pół duszy. Folk noir” jest opowieścią, która oferuje to wszystko… i jak się okazało, jeszcze więcej.
Głęboka wieś, gęsty las, mało uczęszczane drogi. 🌲🛖 W tych miejscach niesamowitość jest czymś naturalnym, a dawne wierzenia oraz strachy nigdy nie przeszły do legendy, nadal są żywe i mieszkają między ludźmi 👹
Wskutek działania sił, którym trudno się przeciwstawić, jednego z nich trafia nieszczęście noszenia w sobie dwóch dusz. Ten fakt pokieruje życiem nie tylko jego, ale i całej społeczności. Dokąd go ostatecznie zaprowadzi?
Książka prowadzi w mroczne miejsca, jest pięknie napisana, a jednocześnie surowa i bezpośrednia. Jeśli jesteście wrażliwi na to, co kryje się pod płaszczem codzienności, co ucieka w ciemne kąty, gdy skierować nań wzrok, co tańczy między snem a jawą, igrając z naszymi zmysłami, to jest to książka dla Was. Bez względu na to, czy w ramach swych przekonań, naprawdę w to wierzycie, czy uznajecie za ciekawą warstwę literacką.
Dużo czytelników jako aspekt, który działa na plus tej książki wymienia klimat. Osobiście uważam się, za czytelnika bardzo podatnego na klimat, to jest zresztą to co przyciągnęło mnie do tej lektury. Natomiast ten klimat nie zadziałał na moją wyobraźnię.
Bardziej niż klimat mroku, daje się tu odczuć klimat wiejskości. To jest z kolei jeden z dosłownie kilku motywów, o których piszą polscy pisarze. Jak sięgam po książkę polskiego pisarza, w zasadzie mniej więcej wiem czego mogę się spodziewać. W tym przypadku tak właśnie było, zero zaskoczenia.
Akcja książki nie dzieje się aż tak daleko wstecz, a miałam wrażenie jakby osadzona była w Ciemnogrodzie.
Za dużo było wszystkiego, totalny miszmasz, wiele zabobonów, wierzeń wrzuconych w jeden worek, przy jednoczesnym braku wyraźnej i ciekawej fabuły. Przez pewien moment, pod sam koniec, książka na chwilę mnie zainteresowała. Jak ją czytałam to cały czas z tyłu głowy miałam książkę Polowanie na małego szczupaka, gdzie również fabuła opiera się na wierzeniach, nie ma stricte wyraźnej linii fabularnej, ale tamtą książkę czytałam z ogromnym zaciekawieniem, a tu stara, polska bida.
Jako plus wymieniłabym styl narracji. Lekki, przyjemny. Podobało mi się jak autorka pewne wydarzenia sprytnie wplotła i zakomunikowała czytelnikowi – niby od niechcenia i potem szła dalej, wierząc, że czytelnikowi tak krótka informacja wystarczy do zrozumienia całości. To jest rzadkość i to doceniam. Dla mnie średniaczek.
Powieść, która zachwyca i przeraża, literatura piękna, połączenie grozy, realizmu magicznego, motywów ludowych i religijnych, słowiańskich i jak najbardziej współczesnych – OBŁĘDNA!
Powieść Justyny Hankus to groza, to horror, to realizm magiczny, to baśń i zagadka zbrodni (niejednej zresztą) w jednym. Wodniki kochają się w pięknych Cygankach, młode kobiety wchodzą skuszone do lasu, a dzieci mogą wcale nie być do końca dziećmi. Człowiek może mieć dwie dusze, a może mieć duszy pół. Zmarli mówią i szepczą po śmierci. Są psy i są mali chłopcy. Są słoiki, których zawartości należy strzec za wszelką cenę. I jest las. Od lasu wszystko się zaczyna, na lesie wszystko się kończy. Czyta się z zapartym tchem, z poczuciem narastającego przerażenia, chociaż ten strach przekształca się podczas lektury. Jest inny niż ten, który czuliśmy na początku. I my też na koniec jesteśmy inni.
Taką grozę chciałoby się pożerać łyżkami – zachwycająca, przerażająca, nasza rodzima do szpiku kości. Najlepsza.
Wspaniała książka, zachwycająca klimatem i pomysłem, maksymalnie wciągająca od pierwszej strony, angażująca i błyskotliwa. Język jest tu fascynujący, nietuzinkowy, ale doskonale pasujący do historii, w której można się dzięki niemu jeszcze bardziej rozsmakować. To bardzo upojna książka, dała mi ogrom literackiej satysfakcji ❤️
Niezwykle klimatyczna powieść, mroczna i mokra, pogranicze światów, nowoczesności i wierzeń, obrzędów pogańskich. Napisana pięknym językiem. Myślę, że spodoba się wszystkim, którym podobała się Stara Słaboniowa, tylko tu jest o wiele mroczniej.
„Niektórzy mówili, że widzieli… Zaklinali się na wszystkie świętości, bili w piersi, ale zapytani: co?, nie umieli odpowiedzieć i kreślili dłońmi w powietrzu jakiś kształt duży, nijaki, a potem milkli, przestraszeni, gestem krzyża odganiając mary.“
Bałam się, że to będzie kolejna zainspirowana folklorem historia o polskiej wsi, ale bardzo się pomyliłam. Coś oryginalnego jest w tej powieści - jej język, klimat, to że tak naprawdę jest historią o miłości i poświęceniu, przez co bije z niej dojmujący smutek i szczere emocje.
Początek był klimatyczny, mroczny — byłam zaciekawiona. Jednak im dalej w las, a raczej w fabułę, moje zainteresowanie malało. Tematyka słowiańska i wierzeń ludowych jest „nie moja” co dodatkowo wpływa na mój odbiór. Więc jednym zdaniem: nie podobała mi się ta literacka przygoda ☹️
2* Bardzo chciałam, żeby ta książka mi się spodobała. Początek był znakomity - język, mrok, niepokój. Ale im dalej tym byłam coraz bardziej zawiedziona. Mniej więcej w połowie zabrakło mi angażującej fabuły. Zakończenie nie usatysfakcjonowało mnie kompletnie.
Wyśmienita passa Powergraphu trwa w najlepsze! “Dwie i pół duszy” to wprawdzie dopiero moje trzecie spotkanie z tytułem z tego wydawnictwa, ale, że kolejne ponadprzeciętnie udane to poważnie rozważam czy lipca bądź sierpnia nie przeznaczyć na moją jednoosobową akcję czytelniczą “Miesiąc z Powergraphem”. Jak po raz kolejny trafia się na zachwycającą pozycję z jednego wydawnictwa - to ręce aż same sięgają po inne książki z oferty.
Czym zatem powieść Justyny Hankus tak mnie kupiła, że Powergraph dołączył do mojej listy ulubionych wydawnictw? Jak w przypadku innych znanych mi Powergraphowych tytułów jest to książka, która i fabularnie i językowo stoi na najwyższym poziomie. Hankus stworzyła bardzo oryginalną, wielowątkową historię zanurzoną w doprawdy unikatowym oniryczno-baśniowo-grozowym klimacie. Autorka w swojej opowieści garściami czerpie z ludowych słowiańskich wierzeń, zabobonów i folkloru - jednocześnie twardo trzymając się realizmu wydarzeń. Żeby Was te fantastyczne i magiczne elementy, którymi grubo naszpikowana jest ta książka nie zmyliły - to w żadnym wypadku nie jest lekka, rozrywkowa fantastyka. To powieść pełna przeszywającego smutku, nader przygnębiająca, a i przerażająca - gdy przedstawiane są brutalne, bezduszne czyny i zachowania - i nie, nie istot fantastycznych - a ludzi. W sposób szczery i realistyczny - bez grama ugładzania czy romantyzowania porusza tak ciężkie tematy i problemy jak przemoc domowa i w stosunku do zwierząt, brak tolerancji, wykluczenie agresja wobec osób z niepełnosprawnościami fizycznymi i umysłowymi czy w ogóle wobec jednostek „innych” - niewpisujących się w ustanowioną przez społeczność normę.
Justyna Hankus pomimo, że jest dopiero początkującą pisarką (“Dwie i pół duszy” to jej druga książką, ale debiut w profesjonalnym wydawnictwie) to językiem posługuje się szalenie dojrzałe i pewnie, z nieprawdopodobną zręcznością przeskakuje od poetyckich, onirycznych opisów polskiej wsi do naturalistycznych aktów brutalności. Zarówno stylistycznie jak i fabularnie „Dwie i pół duszy” to tytuł dopracowany do perfekcji! Pozycja, która wielce zadowoli nie tylko miłośników literackich słowiańskich klimatów, ale wszystkich czytelników, którzy najzwyczajniej w świecie gustują w bardzo dobrze napisanej, porywającej polskiej prozie.
To czysta fantastyka, gdzie mamy wędrujące dusze, zmory, demony, wodników, topielice, zielarki rzucające uroki i od nich chroniące, a także inne przejawy świata metafizycznego. Akcja powieści rozgrywa się od 1968 do 1998 roku i obraca się wokół rodziny Kusych. Stefan jest świadkiem kilku tajemniczych zaginięć, jego siostra zachodzi w ciążę z tajemniczym nieznajomym, a przy porodzie umiera. To wszystko rozpoczyna serie tajemniczych wydarzeń w miasteczku Jedna Wola i okolicznych miejscowościach zgromadzonych wokół jeziora. Do ostatniej strony akcja trzyma w napięciu. Powieść bardzo dobra, tajemniczą a miejscami i straszna.
Niesamowity klimat. Świetnie napisane ale fabuła zaledwie ok. Wahałam się z oceną ale jednak mniej tu dać nie mogę! Będę obserwowała poczynania autorki.
Mała wiejska społeczność i tajemniczy mrok lasu - jeśli lubicie takie połączenia, wspaniale się odnajdziecie. Nieustanna walka dobra ze złem trwa przez pokolenia - czy możliwe jest uciszenie złego?
This is the debut novel of a Polish writer Justyna Hankus, the English title is Two and a Half Souls. Folk noir. In 2024 it was named among the nominees for Polish SFF Fandom’s Zajdel award, an equivalent to Hugo. It is hard to precisely name the genre – there are elements of fantasy and horror, but also of magic realism and maybe psychological prose.
The book starts in 1967 in a village in Poland. There is a young woman, Helena, who is in a somnambulist trance goes to a nearby forest to hug a boulder there: “On the middle hill, devoid of trees, protruded a bony boulder, crumpled into uneven folds, gray on top, black as soot near the ground. Its surface moved almost like a current of water, there were so many centipedes here - parechnids, scapods and bark beetles, and sticky, soft caterpillars, crawling to devour the disgusting larvae hatching from the miasmas. The girl, disregarding the vermin, climbed the boulder and, holding onto the wall with her bare feet, climbed up. She lay down on the rock, clinging to it with her belly, her breasts. She embraced the peak with her whole body and, swaying to the music from nowhere, she stroked it with her long, light hair gathered in a handful until it turned completely black.” Her brother and dad notice that she is absent, and find her in a few hours, returning from the forest, still mesmerized. In the following nights, they try to keep her home but to no avail. She stops eating and communicating, so after some time, they show her a doctor, who cannot say what with her, except that she is six months pregnant. In due time she gives birth to a boy in a psychiatric clinic and dies. A nurse baptizes the boy Matthew and gives him to Helena’s dad. Years pass, and now Matthew enters pubescence and starts sleepwalking like his late mom. The granddad takes him to a gypsy, who says that the boy has two souls and one should be taken away…
The book follows Matthew and several other characters in the 1960s-1990s in the village and around it, as there are multiple strange events. A well-written novel is steeped in folk beliefs, it slowly draws the reader into a dark folk world full of darkness. At the same time, it has a definitely timeless feel to it, the village in the Polish People Republic where no electricity or public schools are mentioned, where villagers don’t think twice if out of nowhere at their door appears baby, whom they take as their own son (but at the same time are ready to exchange him for two hens), where a water spirit may visit villagers or some force can kidnap people without a trace. Yes, there is a detective sent from the center at some point, but he doesn’t bring modernity or reason… it is a horror but without strong horrific events, everything just happens, it’s an ordinary life…
It isn’t exactly my kind of story, there much more questions than answers and quite a few events don’t get any explanation, supernatural or otherwise. Like there is a moment where a local drunk informs the police that he saw several people falling under ice at the lake. They came, broke the ice, but extracted only several rabbits tied by a rope. There is never any info on whether they were ever human, if yes then who exactly, why they drowned, etc.
„Nawet na moment nie odczuwał ulgi, chciałby, ale nie potrafił zapłakać. Chciałby krzyczeć, ale do kogo, o co… Noc zapłakała za niego, sypnęła grudkami deszczu w okno, jak piachem. Poszeleściła, zatrzęsła zewnętrznymi oknami, a potem poszła sobie, nawet ona nie chciała być bliżej Mateusza.” „Dwie i pół duszy. Folk noir” to historia Mateusza, który nosi w sobie dwie dusze. Jego historia toczy się w głębokiej wsi, otoczonej przez ciemne lasy, samotność i niepokój. Natura prowadzi tu swój własny, nieokiełznany żywot, pojawiają się mity i legendy, magiczne zioła i tajemnicza wiedźmawa. Jest zimno, ciemno, surowo i momentami przerażająco. Nie będę ukrywać, że sama fabuła nie porwała mnie aż tak jak przypuszczałam, ale sposób, w jaki ta książka jest napisana, jak płynnie poprowadzona jest narracja i jak dokładnie wykorzystany jest tu warsztat sprawia, że książka po prostu pochłania. Nie jest to do końca „moja” literatura, nie odnalazłam się w niej w stu procentach, ale podziwiam autorkę za stworzenie tak kompletnej historii – bo w tej książce niczego nie brakuje, wszystko jest wyważone i przemyślane, odważne i niebanalne. No i szczerze, jeśli pisać, to właśnie tak. „Przeklinał własną słabość i plączące się nogi, klął głośno, ból głowy i mięśni zniewalał. We wsi cisza trwała ogromna, nie przejechał żaden samochód, nie przebiegł pies, nikogo na ulicy. Szedł, a nie wiedział dokąd i po co idzie.”
No niestety mnie osobiście ta książka nie da końca kupiła. Widziałam gdzieś określenie, że to taki Stephen King w realiach polskiej wsi, a ja nie lubię Kinga, natomiast motyw polskiej wsi + realizm magiczny już mi się trochę przejadły, szczególnie gdy jedną z głównych postaci jest nie do końca umysłowo w pełni sprawny dzieciak, który doświadcza różnych przykrości. Mam wrażenie, że wiele wykorzystywanych tu motywów gdzieś już było, może w nieco innej formie, ale było.
Aczkolwiek trzeba przyznać, że warsztatowo książka jest dobrze napisana, ładny język, nie można też odmówić jej dobrze nakreślonego klimatu, zagadkowości i szczypty grozy. Tak więc ogólnie jest dobrze, nie mam żadnych konkretnych zarzutów, ale ja osobiście nie potrafiłam się zaangażować w tę historię, nie zżyłam się też z żadnym z bohaterów 🤷 Być może wpływ na to miał też fakt, że równolegle czytałam genialną "Gwiazdę poranną", która zrobiła na mnie wielkie wrażenie i być może przyćmiła mi "Dwie i pół duszy" 😅
Tej, to nie było takie złe! Co prawda horror to zdecydowanie nie jest - bardziej fantasy z nutką tajemnicy? Ale jak nie jestem fanem polskich książek (nie z uprzedzenia, po prostu dotychczas się głównie przejeżdżałem na nich), tak ta była napisała naprawdę fajnie!
początek był świetny, ale im dalej w las (hehe), tym gorzej niestety. szanuję mocno za koncept i poświęcony risercz, chętnie przeczytałabym coś jeszcze z tej tematyki
Historia przedstawiona w książce jest zdecydowanie złowroga, bardzo mroczna, a zarazem lepka od krwi. Jest to lektura warta polecenia dla osób, które lubią czytać powoli, rozsmakowując się w treści. Zdecydowanie nie jest to książka akcji, przez którą można przebiec w kilka godzin. Książka która jest klimatyczna od samego początku do końca, między jawą a snem.Jest tutaj dużo grozy, fantastyki i współczesnej baśni. Fabuła mocno koncentruje się na mrocznych zakątkach ludzkiej duszy i prowokuje do głębszych przemyśleń.
Czytana przedpremierowo w ramach współpracy z wydawnictwem. Jestem absolutnie oczarowana. Klimat tej książki jest tajemniczy, niepokojący i wręcz duszny. Uwielbiam czytać o dawnych, zaściankowych wsiach, gdzie realne życie przeplata się z tym demonicznym, prosto ze słowiańskich wierzeń.