What do you think?
Rate this book


118 pages, Hardcover
Zarzucają mu [Janowi Zamoyskiemu] niektórzy badacze, iż był przede wszystkim pochłonięty robieniem kariery i pomnażaniem bogactwa, co u nas od Bóg wie kiedy nie jest raczej uważane – inaczej niż w Europie – za godne pochwały.
Panowanie otomańskie oznaczało niesłychany zastój, wręcz regres gospodarczy. Bałkany na przykład, do dziś dnia odrabiają te zaległości. Bo cóż tak na dobrą sprawę pozostało po Turkach na tych ziemiach? Resztki łaźni i minarety. Po Cesarstwie Rzymskim zostały wspaniałe drogi, akwedukty, a także prawodawstwo. A po imperium otomańskim – cywilizacyjna pustynia.
A czy tym pobłażliwym stosunku do cara [kandydatury na tron RON] nie tkwiło jakieś przekonanie, że jeśli Rzeczypospolita «obłaskawiła» skutecznie despotycznych władców Litwy – Jagiellonów, to z potomkami Iwana może być podobnie?
Bardzo krytycznie Władysław Konopczyński ocenia Jakuba Sobieskiego, a dwuletnie bezkrólewie nazywa, z pewnością nie bez racji, najbardziej niemoralnym w dziejach. To wtedy decydowało się, czy Jan III Sobieski będzie miał kontynuatora tradycji królewskich w swojej rodzinie. Słowem, czy fortunny wladca, a nade wszystko znakomity wódz, triumfator spod Chocimia i Wiednia, pozostanie jedynym Sobieskim na polskim tronie. Stawka więc niebagatelna, warta pokusy wykreowania sytuacji alternatywnej wobec ówczesnej rzeczywistości. Jsk potoczyłyby się losy kraju, gdyby rządziła w nim dynastia Sobieskich, gdyby na polskim tronie zamiast Augusta II zasiadł Jakub I Sobieski? Czy zdołalibyśmy uniknąć tragedii końca XVIII wieku – rozbiorów? Nim oddamy głos profesorowi Januszowi Tazbirowi, naszemu komentatorowi i towarzyszowi gdybania, zwrócimy uwagę na jeszcze jedną kwestię. Szansa na ustanowienie dynastii Sobieskich zaistniała wcześniej, zanim nastąpił okres bezkrólewia po śmierci Jana III Sobieskiego. Pojawia się już za panowania wielkiego zwycięzcy spod Chocimia i Wiednia. Władca zwierzył się orzecież dyplomatom francuskim ze swoich planów zamachu stanu, a sekret ten zdradził swym czytelnikom przywołany już przez nas profesor Wladysław Konopczyński.