Piękna literacka podróż do skrawka Polski sprzed 200 lat. Fascynujące losy rodziny, która potrafiła ocalić miłość i godność.
Anna Fryczkowska, zdobywczyni prestiżowych nagród literackich, powraca z epicką, ponadczasową i przepięknie napisaną opowieścią o tym, co w życiu najważniejsze. Saga o ludziach ziemi przedstawia losy rodziny wpisane zarówno w rytm przyrody, jak i w wydarzenia historyczne oraz przemiany społeczne w XIX wieku. Inspiracją dla autorki były unikatowe pamiętniki jej dziadka i ojca.
Rok 1816. Przez Kujawy przeszła właśnie epidemia przywleczona przez rosyjskie wojska. Do jednej z wymarłych wsi dziedzic sprowadza nowe ręce do pracy. Osiedlają się tam Antek i Hanka, młode chłopskie małżeństwo. Liczą na lepszy los: większy kawałek pola, mniejszą pańszczyznę. Walczą o swoją pozycję w nowej społeczności, o niezależność od dworu, uczą się nowinek od holenderskich osadników.
Saga o ludziach ziemi to opowieść o czarownicach i śmiertelnych świerkach, o dziadach wędrownych i oszukiwaniu karbowego, o gradach niszczących urodzaj, o chłopskich świętach i radościach, o wierze w Boga i wierze w boginki, o buntach kobiet i mężczyzn, o wolności, na której bohaterom bardzo zależy, a o którą mogą walczyć raczej sprytem niż siłą.
Długo nie wiedziałam, co myśleć o tym tytule, aż dotarłam do ostatniego zdania i zrozumiałam, że podobała mi się lektura. Że pozornie zwyczajna saga rodzinna przyniosła mi wiele emocji i wiele przemyśleń, o co długo jej nie podejrzewałam. Myślałam, że to przeciętna, ale nieźle napisana powieść obyczajowa, a tymczasem dostałam jednak tekst wielopoziomowy. Nie dla każdego, to jasne, ale ja zostałam pozytywnie zaskoczona.
Można by powiedzieć, że to kolejna powieść powstała na fali mody na książki wiejskie, i jej nie przeczytać. Ale wtedy dużo by się straciło. Bo "Saga" to rzecz wspaniała. Jest to historia rodziny, w dodatku oparta na faktach, ale i nakreślona z kobiecej, by nie powiedzieć, feministycznej perspektywy, rzecz o sile kobiet. Ale Fryczkowska opowiada też o sile innowacji, o tym, jak to jednostki, kierowane ciekawością świata, idą pod prąd, by wprowadzać nowe, na przekór tradycjom i skostniałym przekonaniom. To także opowieść o obcym, nienaszym, strasznym, niezrozumiałym, które, przy bliższym poznaniu, okazuje się całkiem w porządku. I wreszcie jest to poruszający dokument o naszym polskim "niewolnictwie": pańszczyźnie, źródle niebywałej niesprawiedliwości, dehumanizacji, okrucieństwa, które na długie wieki pogrążyły wieś w zacofaniu, biedzie, mroku. A jeszcze żeby było fajniej, to są tu też elementy nadprzyrodzone, a całość jest niebywale wciągająca.
Proza życia, natura, przemijanie. Tak opisałabym tą książkę w trzech słowach, jest taka spokojna, powolna ale nie nudna. Pięknie napisana, szczególnie wątki o naturze których dla mnie mogłoby być jeszcze więcej. W tej książce właściwie nic się nie dzieje, zwykłe życie chłopów. Ja lubię i mnie to łapie za serce i tu też złapało. Posłowie bardzo wzruszające.
Myślę, że bardzo mocne i zasłużone 5 ⭐️ Mogę być jednak nieobiektywna w swojej opinii ze względu na to, że uwielbiam sagi rodzinne. Historie rozwleczone na lata. Bohaterów, których nie żegnamy zaraz, a ich historia jest rozpisana na setki stron. Na dodatek autorka tak pięknie napisała tą książkę, tak pięknie połączyła stare wierzenia, z nowymi. Janek i Janka tak pięknie wykreowali się w tym tomie, że ach! Gdzieś przed oczami śmignęła mi opinia, że jako czytelnicy potrzebujemy czegoś co przypomina? bazuje? na „chłopki”. Dla mnie to porównanie nijak tu nie pasuje. Bo i jak porównać reportaż do powieści? W „chłopki” wiele miałam zgrzytów. Czułam ten ciągły wydźwięk, że wieś to tylko „znój, pot i łzy”. Tutaj autorka tak pięknie to wszystko ubrała, mamy chłopów, którzy muszą uprawiać pańszczyznę i tak jest pot i łzy. Jest jednak prawdziwe też życie. Miłość, budowanie społeczności, sąsiedztwo, dramaty wynikające z nierówności, po prostu jest zwyczajne życie. No i posłowie, to że cała ta historia jest spisana opowieścią przodków autorki. Ja jestem zachwycona i sięgam po drugi tom!
Polska wieś początku XIX wieku, której obraz wypływa spod pióra, ale i z rodzinnej historii Anny Fryczkowskiej nie czaruje idyllicznymi kadrami, a realizmem, realizmem aż do bólu. „Wpatrzeni w niebo” to pierwsza część „Sagi o ludziach ziemi”, której tom drugi „Czas rumianku” już na mnie czeka. Z ilu będzie się docelowo składać nie wiem, ale jedno wiem na pewno, po każdy kolejny sięgnę z przyjemnością.
W trudach, smutkach i radościach codziennego życia toczącego się wraz z cyklami pór roku towarzyszymy Hance i Antkowi Józwiakom, którzy każdego dnia pracują w pocie czoła na lepszy byt dla siebie i swojej rodziny. Zawirowania polityczne, przemiany społeczne dzieją się gdzieś w tle, bo dla chłopów ważniejsza od powstań, górnolotnych nawoływań do walki o wolność jest ziemia. „Car jest daleko, a dziedzic blisko”.
Czemu ta, wydawać by się mogło, zwyczajna opowieść o kolejach ludzkich losów tak zachwyca? Czemu wciąga tak mocno, że trudno od niej odejść choć na chwilę? Czy dlatego, że jest tak prawdziwą podróżą do naszych korzeni? Do czasów życia tak prostego, funkcjonującego według narzuconego kieratu i z poszanowaniem dla często nieprzyjaznej natury? Do czasów bez edukacji, za to z zabobonami uznawanymi na równi z wiarą w Boga? W końcu do czasów, w których śmierć sięga tak często do chłopskich chat?
Wszystkie te wątki mają ogromny wpływ na odbiór tej historii, ale najbardziej podobało mi się jej wyważenie. Autorka nie stosuje żadnych trików, by wzruszyć czytelnika, a wzrusza momentami ogromnie, porywa i zachwyca. A siła jej opowieści bez wątpienia tkwi w prostocie, w jej niezwykłości, umiejętności radowania się z rzeczy małych. Bo cytując Cedrica Bledsoe „Prostota jest esencją szczęścia”, a mimo trudów życia chłopom i jego nie brakowało.
A brilliant novel about Polish peasant life in the first half of the XIX century in the Russian Partition of not existing then Poland.
Everyday life, struggles, hard work, dreams, hopes, disappointments, unfairness, happiness, sadness. There was simply all that was (and still is) the everyday life of people.
It was told without pathos but with understanding. The voice of Anna Fryczkowska is the voice who knows facts and wants to tell the story from the perspective of ordinary people. They were prejudiced, completely not educated, and believed in many odd magic. Yet, they were people with the same dreams as ours and just tried to cope with a hard life to get some bits of happiness.
It is absolutely must read for every fan of historical fiction, especially those interested in Polish history.
Bardzo mi się podobała jako niegłupia powieść obyczajowa. Niestety, w środku trochę siadło przez wątek miłosnych Perypetii Zośki i Szczepana, który zajmuje pokaźną część książki. Zastanawiałam się, czy nie porzucić wtedy czytania - zbyt duże skupienie na "on ją kocha, ona kocha jego, ona nie może za niego wyjść i na siebie patrzą tutaj i w kościele, i koło młyna patrzą, i na drodze patrzą też" i ogółem tego patrzenia jest tyle, że mi się aż zamykają oczy do spanka, żeby średnia patrzenia w narodzie była zachowana. Powieść na szczęście w ostatniej 1/3 powróciła do tego, co jest w niej najlepsze - opisu życia codziennego rodziny Józwiaków, ich sąsiadów i różnych dziadowsko - czarownicowych postaci pobocznych. Będę czytać kolejne części, tym bardziej, że jedna z nich już grzeje się u mnie na półeczce. Polecam
Bardzo mi się podobało. Piękna saga o chłopach, pokazująca ich ciężkie życie. I nie, nie chodzi o to żeby wpisać się w trend książek o uciśnionym chłopstwie albo lepiej o uciśnionych wiejskich babach, choć wyczuwalny jest kierat w jakim żyli bohaterowie. Moim zdaniem książka wymyka się stereotypom, bo owszem pokazuje prostotę życia, to że rytmem życia rządzi natura. Ale równocześnie pięknie pokazuje światopogląd, emocje, więzi, relacje i to, co cieszyło ludzi i jakie rozterki im w życiu towarzyszyły. Tak, ich świat kończył się na wsi obok, tak nagły wiosenny grad tłumaczyli "że to zrobiła czarownica" ale Autorka z szacunkiem tłumaczy skąd wzięły się pewne ich opinie, lęki i jak to przekładało się na stosunki społeczne. I właśnie dzięki temu jestem pod wrażeniem konstrukcji postaci, bo są jak "z krwi i kości". Muszę też pochwalić styl Autorki, który naprawdę pozwolił mi wręcz poczuć zapachy wsi Naczachowo. Piękna opowieść! Jestem bardzo ciekawa drugiej części.
Ta ksiazka to zaskoczenie roku. Nie myslalam, ze tak bardzo mi sie spodoba. Zazwyczaj to nie jest literature, ktora sie delektuje a tu prosze. Perelka.
Jestem zdania, że są książki, którym bookmedia poświęcają zdecydowanie za mało czasu. Takie książki przechodzą bez echa, a powinno się o nich mówić jak najwięcej, aby dotrzeć do jak największej ilości osób. Właśnie taką książka jest „Wpatrzeni w niebo”. Rok 1816 – przez Kujawy przeszła epidemia cholery, którą przywlekły wojska rosyjskie. Choroba odprowadza do tego, że wiele wsi wymiera. Jedną z takich wiosek jest Nachaczowo, do którego dziedzic sprowadza nowych chłopów. Wśród nich są Hanka i Antoni Józwiak. Młode małżeństwo, którego największym marzeniem jest mniejsza pańszczyzna. Jak potoczą się ich losy? Czy odnajdą lepszy los? Początkowo obawiałam się tej książki. Jest ona pisana z perspektywy pierwszoosobowej, ale język stylizowany jest na ten, jakiego używali chłopi w XIX wieku. Trudno było się odnaleźć na początku, ale potem czułam, że płynę przez tę książkę. Autorka opisuje losy swojej rodziny. Jest to niewątpliwie zaleta tej powieści. Dodajmy do tego jeszcze walor poznawczy w postaci życia chłopów i tego jak wyglądała pańszczyzna, a potem jak narodziła się czynszówka. Czuć ogrom pracy, jaki Anna Fryczkowska włożyła w oddanie ducha i realiów XIX wieku. Życie było wtedy łaskawe, jeśli było się dziedzicem. Dla chłopów była to dosłownie orka na ugorze, bo jak wytłumaczyć, że jedna osoba z rodziny musiała odrabiać pańszczyznę w postaci ośmiu dni, kiedy tydzień ma ich tylko siedem? Wiadomo było, że nawet, jeśli jakiś chłop miał swoje pole jak Antek i Hanka to brakowało im na nie czasu. Niestety chłopi byli wykorzystywani i uznawani za gorszy gatunek. Czasami z własnej winy, bo opierali się ulepszeniom, a czasami po prostu tzw. Dziedzic miał ich za nic. Historia chłopstwa jest trudna, ale nie ckliwa. Autorka pokazała to w sposób naturalny, a nieprzedramatyzowany. Podobało mi się to pomieszanie religii z pogaństwem. Wydawałoby się, że XIX wiek to już okres, gdzie pogańskie zabobony zniknęły, ale przekazywane z pokolenia na pokolenie przetrwały przecież do dnia dzisiejszego. Dlaczego więc miałyby nagle zniknąć w XIX wieku? Sama nie wiem, czemu tak pomyślałam, ale podobało mi się to połączenie. Co prawda dużo bardziej jest to widoczne w drugim tomie ze względu na historię. Kolejna rzecz, jaka mi się podobała to, że oprócz codziennego życia chłopów dostawaliśmy informacje na temat tego, co działo się na świecie. Pod koniec książka mi się trochę dłużyła i nie chciała skończyć, ale ogólnie uważam, że historia rodziny Józwiaków jest bardzo ciekawa i warta poznania. Nie spodziewałam się, że książka o polskiej wsi z XIX wieku może, aż tak wciągnąć.
Nie wiem na ile książka inspirowana jest falą popularności tematem chłopów po sukcesie filmu czy książką „Chłopki”. Widać że tematy trendy wpisują się w nurt dzisiejszych feministycznych sympatii jednak wydaje się mi że jest to tak dobrze i oryginalnie wykonane że nawet jeśli widać tu wyraźne inspiracje to można śmiało powiedzieć iż warto sięgnąć po lekturę bo dostarcza niesamowitych emocji i spełnia walory poznawcze i można się dużo z niej nauczyć pomimo że to obyczajówka. Mamy tu wiele ciekawostek na temat wierzeń, demografii, architektury wiejskiej itd. Przez historię Jóźwiaków płynie się z przyjemnością pomimo, że język jest stylizowany na dawny a historia czasem bawi a czasem wyciska łzy i dotyka strun które do komfortowych nie można zaliczyć. Każdy większy rozdział omawia aktualne zachodzące zmiany w XIX wiecznym świecie gdzie Polska wieś nadal spokojna i bezzmiena mimo iż panowie ziemscy widzą potrzeby zmian i nawet próbują jakieś zarządzić natomiast chłopstwo nadal opiera się wszelkim nowościom i nadal pełne zaboboństwa mimo że odczuwa niesprawiedliwość społeczną to jednak jest bardzo oporne w sprawie jakichkolwiek reform. Jest coś w tej katastrofie pięknego. Książka piękna i fantastycznie napisana, jestem w pełnym zachwycie dla autorki i dziwię się, że tak słabo wypadła w nagrodach lubimy czytać ale to plebiscyt popularności. Myślę że słusznie znalazła się wśród nominowanych. Polecam!
Niespodziewanie piękne! ❤️ Wszystko ma tu swoje miejsce, swój czas - świat do bólu rzeczywisty okraszony jednak szczyptą wiejskich wierzeń, które to niosą otuchę, to budzą przestrach. Spracowane dłonie leczą, dokonują cudów, choć czasem i one zdziałać nic nie mogą. Z bożej woli dzieją się rzeczy dobre, ale i zło od czasu do czasu, do naczechowskiej wsi zajrzy. Piękny początek sagii - mam więc nadzieję na równie dobre kontynuacje dziejów Józwiaków, którzy jakoś tak szczególnie mi w sercu utkwili ❤️
5/5 Nie trudno mi było zżyć się z tymi bohaterami. Ich historie zostały tak pięknie opowiedziane. Śmiałam się i płakałam. Ubolewałam też nad ciężkim losem chłopstwa w czasach pańszczyźnianych. Była to naprawdę niezwykła opowieść, pełna traum, miłości i niesprawiedliwości.
Pisanie o polskiej prowincji wbrew pozorom nie jest takie łatwe. I nie chodzi tu wcale o to, że polska literatura ma w tym kontekście wielu wybitnych twórców, takich jak Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Maria Konopnicka, Eliza Orzeszkowa czy Władysław Reymont. Problem tkwi w umiejętnym, wiernym uchwyceniu tematu, tak aby nie wzbudzić salw śmiechu. W związku z tym albo trzeba mieć wybitny talent, albo wybitny słuch i fach w ręku, albo po prostu rodowód wiejski lub małomiasteczkowy. A najlepiej jak ma się wszystkiego po trochu.
Po lekturze pierwszej części sagi wydaje mi się, że Anna Fryczkowska ma zadatki na wszystko wymienione powyżej. Więcej, autorka w posłowiu przyznaje się do wiejskiego rodowodu (jak i tego, że jest to opowieść inspirowana historią jej rodziny) i w książce wyraźnie widać, że opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie pisarce nie umknęły.
„Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo” zaczyna się dosyć niepozornie i być może niektórych zmyli ten typowy dla literatury o polskiej wsi początek. Czyli podział na biednych, tych nieco mniej ubogich i zamożnych, wątek wielkiej miłości, problem aranżowania małżeństw, różnic między dziedzicem a chłopem… Tak, to wszystko Fryczkowska w swojej książce zawarła i to na samym początku.
Najważniejsze jednak, że autorka z tej prostoty uczyniła siłę swojej opowieści, a dodając realizm sprawiła, że „Saga o ludziach ziemi” to chyba nawet nie opowieść, a coś w rodzaju wspomnienia o chłopstwie z pierwszej połowy XIX wieku. Fryczkowskiej udało się w tym wszystkim zachować dystans, dlatego rzeczywistość na wsi została opisana z wszystkimi wadami i zaletami (choć te znajdą nieliczni). W pierwszej części sagi widzimy niesamowite zacofanie i fatalne wykształcenie chłopstwa, przez co było ono łatwo manipulowane przez bogaczy oraz kościół i podatne na przesądy i zabobony, ale też wierne wielowiekowej tradycji.
Mamy krystaliczny obraz katolicyzmu w Polsce, gdzie rodzic może nienawidzić własne dziecko tylko dlatego, że nie chciało spełnić jego woli, a bicie kobiet jest na porządku dziennym. Mamy w „Sadze o ludziach ziemi” doskonale pokazaną strukturę społeczną na XIX-wiecznej wsi i wielkie nierówności w niej panujące. Te objawiały się w zasadzie w każdej sytuacji (np. usadzenie w kościele, rozlokowanie we wsi), a przykład Malinichy, która znała się na medycynie i ziołolecznictwie, a po jednym wydarzeniu w mig została uznana za wiedźmę, jest tylko przykładem pierwszym z brzegu. Chciałbym jednak przy niej się na chwilę zatrzymać, bo mocną stroną „Sagi o ludziach ziemi” są bohaterowie. Ci pierwszoplanowi są niezwykle ciekawi, niejednoznaczni, wspaniale jest obserwować ich rozwój na przestrzeni lat. Moim zdaniem to jednak ci drugoplanowi zawsze dodają powieści sznytu, a samego autora wznoszą o jeszcze jeden poziom w kwestii kreacji świata przedstawionego. A postaci takie jak Malinicha, dziad Kostek czy Janek i Janka właśnie się Fryczkowskiej udały wyjątkowo i to bez nich nie wyobrażam sobie dalszych części tej sagi. Żałuję, że w tej książce mało jest o samej historii kraju, tego jak wydarzenia na terenie Polski wpływały na tę część Kujaw (w „Akuszerkach” tych odniesień do Małopolski jest zdecydowanie więcej), ale nie jestem w stanie zweryfikować, czy rzeczywiście ten rejon był aż tak zacofany pod tym kątem.
Niemniej „Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo” to wyjątkowa, poruszająca opowieść o niezrozumiałym dla miastowych umiłowaniu do własnej ziemi (a wiem, co piszę, bo sam nie rozumiałem, jak mój dziadek płakał po przejściu na emeryturę, teraz rozumiem trochę więcej). To mocna, naturalistyczna historia o biedzie polskiej wsi i niejako hołd dla kobiet, które w tej strukturze społecznej przez wieki aż po dziś są spychane do kąta, gdzie stoją gary i brudna ściera. To opowieść o sile innowacji oraz nauki (dającymi niezależność oraz rozwój), które przedstawione są w opozycji do ciemnoty i fatalnego wykształcenia (prowadzącymi do manipulacji, niewolnictwa i wyzysku). I w końcu wstrząsająca relacja o piekle polskiej pańszczyzny, która łamała kręgosłupy (nie tylko moralne), rodziny, a nawet całe społeczeństwa. Polecam z całego serca i niech Was tylko nie zrażą drobne elementy nadprzyrodzone. Nie one są tu najważniejsze.
Zaczyna się niepozornie. Ot, kolejna chłopska opowieść o życiu na wsi. O rodzinach biednych i tych nieco bardziej zamożnych, o wielkiej miłości i aranżowanych małżeństwach. O spięciach między dworem i chłopami, o ich ciężkim losie pod pańskim batogiem… Ot, opowieść o ludziach ziemi. Ale niech was nie zwiodą pozory. W tej książce tkwi znacznie więcej. Hanka i Antek Józwiakowie wiedzą, że żeby coś w życiu mieć, trzeba na to zarobić ciężką pracą własnych rąk. Gdy los daje im szansę na lepsze życie, pakują swój skromny dobytek i ruszają przed siebie. W Naczachowie początki wcale nie są łatwe, choć puste chałupy z czasem zapełniają się sąsiadami, a ziemia wydaje plony zasiane jeszcze przez poprzedników, wciąż brakuje rąk do pracy. Choć nasi bohaterowie pracują od rana do wieczora, kolejnego dnia wcale nie jest lżej. Jednak ten trud osładza im miłość i nadzieja, że już wkrótce będzie lepiej… Anna Fryczkowska spisując historię swojej rodziny stworzyła piękną opowieść o czasach niezwykle burzliwych przemian. Mimo, że wojna zawsze toczyła się gdzieś „daleko” od Naczachowa, nigdy nie przechodził bez echa. Zmiany polityczne, geograficzne, ekonomiczne… to wszystko niczym woda wsiąka powolutku w ziemię dziedzica, niosąc ze sobą nowe idee i wyzwania. Jednak jak filozoficznie zauważa autorka, „car jest daleko a dziedzic blisko”, dlatego rodzinne strony, które opisuje, długo opierają się zmianom. Saga o ludziach ziemi jest niezwykłym wspomnieniem o XIX wiecznej wsi polskiej, stadium zbiorowej mądrości chłopskiej ale i również niemal stereotypowych wad ludu, które wyssane z mlekiem matek przechodziły na kolejne pokolenia. Anna Fryczkowska nie gloryfikuje chłopów, mimo że pisze o własnej rodzinie bez skrupułów pokazuje ich upór i niechęć do zmian, zacofanie i ciemnotę oraz paniczny strach przed nowym i nieznanym. Pokazuje jak ogromny wpływ na ludzkie życie miał Kościół katolicki i jak bardzo słabo wykształceni byli wtedy ludzie, a im mniej wiedzieli tym łatwiej było nimi władać. Wdrukowana w geny niechęć do zmian, podsycana retorykom katolickich księży jedynie potęgowała niechęć do nauki i szkoły, z czego co sprytniejsi szlachcice ochoczo korzystali. Autorka w swojej opowieści przypomina też o ogromnych nierównościach społecznych i panującej na wsiach biedzie, czymś co nam współczesnym ledwo mieści się w głowach. Bo warto pamiętać, że bieda jaką znamy teraz nijak ma się do tego, w jakich warunkach bytowali ludzie jeszcze 200 lat temu. Podsumowując Saga o ludziach ziemi to niezwykle wzruszająca podróż przez wspomnienia o krewnych autorki, w których tak naprawdę każdy z nas może dostrzec ziarno historii swojego rodu. Pełna barwnych opisów XIX wiecznej wsi, przesądów, zabobonów ale także tradycji i codziennych sposobów na ułatwienie sobie życia. Poruszająca, piękna i ciekawa. Ja czytałam z zapartym tchem i teraz bardzo czekam na kolejny tom, który znów przeniesie mnie w przeszłość. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu WAB #współpracarecenzencka #współracabarterowa #współpracareklamowa
Rany co to za książka. Dawno już, żadna lektura mnie tak nie pochłonęła jak „Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo”. Jest to pierwszy tom serii i mam nadzieję, że na kolejne części nie będę musiała długo czekać. Książka zabrała mnie do początków XIX wieku na Kujawy, gdzie o swoje szczęście postanowiło zadbać dwoje zakochanych w sobie ludzi. Historia opisana w książce jest historią inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, co sprawiło, że tym bardziej chciałam poznać los ludzi żyjących 200 lat temu. „Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo” to historia Hanki i Antka. Dziewczyna od zawsze miała ukrytą siłę i determinację. Antek z kolei musiał długo nad czymś myśląc, aż podjął jakąś decyzję. Zwłaszcza tą o małżeństwie. Hanka to córka komornicy, najbiedniejszej klasy społecznej. Antek to syn rataja. Był również chłopem, ale powodziło się mu lepiej. Miłość jednak nie patrzy na status społeczny i młodzi postanawiają pobrać się pomimo, że zarówno matka Hanki jak i rodzice Antka nie zgadzali się początkowo na ten związek. Po ślubie młode małżeństwo postanowiło wyruszyć w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. I tak trafili do Naczachowa, do pustej wsi, przez którą przeszedł mór. To tutaj postanowili założyć rodzinę i walczyć o swoją pozycję w nowej społeczności. W tej historii podoba mi się wszystko. Małżeństwo, które gdy kłóci się to śpiewa do siebie, opis polskiej wsi, która totalnie różni się od dzisiejszej. Ciężka praca i radość z małych sukcesów, wiara w Boga ale również w boginki… to wszystko sprawia, że czuć klimat XIX wieku. Książka nie należy do grubasek, ale naprawdę posiada bardzo szczegółowy i nie nurzący opis życia w czasach innych niż dzisiaj. Lektura dostarczyła mi wielu emocji. Nie raz wzruszyła i nie jeden raz rozbawiła. Jeśli lubicie książki, które przybliżają nam życie ludzi sprzed 200 lat to „Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo”, jest właśnie dla Was.
Co tu kryć. Zachwyciłam się. Zachwyciłam się fascynującą i porywającą opowieścią o rodzinie, którą w pięknym stylu nakreśliła Anna Fryczkowska.
Jej "Saga o ludziach ziemi" to oparta na prawdziwej historii rodziny Józwiaków opowieść o chłopach i chłopkach, o piekle pańszczyźnianej rzeczywistości, ludowych wierzeniach, nie zawsze wygodnej miłości i dążeniu do lepszego jutra.
Naturalistyczny charakter powieści sprawia, że w życie pańszczyźnianej wsi wsiąka się ot tak. Nie bez znaczenia jest stylizowany język, który doskonale nadaje całości odpowiedniego klimatu. Autorka biorąc na tapet konkretny kawałek historii z precyzją oddaje panujące w XIX wieku realia, zwyczaje i myśli chłopskiej społeczności. Przejmuje losami bohaterów, ich codzienną heroiczną walką o kolejne jutro, niewdzięcznym losem i dzielnie znoszonym trudem egzystencji. Jednak w tym wszystkim oddaje sprawiedliwość ukazując drugą stronę medalu czyli strach przed nowoczesnością czy pogardę dla wszystkiego co miałoby ułatwić życie. To w bardzo realistyczny sposób odzwierciedla również odwieczne ścieranie się pokoleń, mądrości nabytych i zasłyszanych. W ten jednak dość dosadny i pozbawiony wszelkiej romantyzacji obraz wsi wkrada się w ludowych wierzeniach realizm magiczny. Boginki, śmiertelne świerki, czarownice czy grady niszczące nadają tej dość przygnębiającej wizji odrobinę lekkości, oddania pewnych spraw we władanie absolutu. Bo w świadomości chłopskiej zrządzenie losu nie istnieje.
Jak autorka podkreśliła w posłowiu, w sadze oddaje głos kobietom, które w rodzinnych przekazach były pomijane. Bo zawsze z dziada, pradziada przecież, a nie z matki i babki. I za tę pieczołowitość w oddaniu prawdy o chłopkach jestem jej ogromnie wdzięczna, bo tej kobiecej perspektywy w historii wsi XIX wieku ciągle jeszcze mało.
Od dłuższego czasu miałam ochotę sięgnąć po polską powieść lub sagę obyczajową, która zagwarantuje mi miło spędzony przy lekturze czas, ale będzie trzymała też jakiś poziom literacki. Moje ostatnie spotkania z gatunkiem nie były do końca udane. Sięgając po "Sagę o ludziach ziemi" nie robiłam sobie większych nadziei – a bardzo niesłusznie! Opowieść o rodzinie Józwiaków dała mi wszystko to, czego szukam w sagach rodzinnych.
Anna Fryczkowska, bazując na rodzinnych historiach, opowiedziała losy mieszkańców XIX-wiecznej kujawskiej wsi. Każdy rozdział – choć dzieje się na prowincji – jest umiejscowiony w najważniejszych wydarzeniach na świecie i w Europie i choć jest to burzliwy okres w dziejach, to małej wsi w rosyjskim zaborze zdaje się on nie dotykać.
"Saga o ludziach ziemi" jest nie tylko opowieścią o kolejnych pokoleniach rodu Józwiaków. To naprawdę ciekawy obraz wsi – jej organizacji, charakterystycznych obyczajów i tajemnic niewidocznych dla większości mieszkańców. Dzięki postaci Janki i Janka "Wpatrzeni w niebo" zyskują magiczny, baśniowy posmak.
Jedyną rzeczą, która nieco przeszkadzała mi w lekturze, były przeskoki w czasie. Nie dlatego, że jakoś szczególnie zaburzały kompozycję powieści, ale dlatego, że mogła być ona zdecydowanie obszerniejsza, dając możliwość dłuższego obcowania z bohaterami, których losy naprawdę chce się śledzić.
"Wpatrzeni w niebo" to jedno z największych tegorocznych zaskoczeń czytelniczych. Po powieść sięgnęłam bez większych oczekiwań, a otrzymałam kilka naprawdę przyjemnych wieczorów. Jeżeli lubicie sagi rodzinne lub powieści, w których tematem przewodnim jest wieś, "Saga o ludziach ziemi" jest pozycją, którą powinniście rozważyć w najbliższych planach.
Pamiętniki rodzinne to prawdziwe skarby, odkopane po latach zapiski stały się inspiracją do stworzenia wielopokoleniowej sagi - historii prawdziwej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Przenosimy się w niej do okresu dziewiętnastowiecznej wsi wprost na Kujawy, gdzie rodzina Jóźwiaków wyrusza za chlebem w poszukiwaniu lepszego miejsca, niczym do ziemi obiecanej.
Wraz z bohaterami zaglądamy w skromne chłopskie izby, zasmakujemy głodu i smaku kwaśnych niedojrzałych jabłek, a obok Malinichy wyprawimy się w dzikie lasy w poszukiwaniu ziół, gdzie licho i nieznane może pomylić nam ścieżki.
Odnajdziemy tu prawdę o chłopskiej doli, kultywowaniu tradycji, szacunku dla ziemi i bliźniego. Jest tu i plejada znakomitych postaci - Hanka córka komornicy, Antoni syn rataja, karbowy, ekonom, znachorka Malinicha oraz dwójka niemego rodzeństwa znająca wszystkie lokalne ścieżki. Mnóstwo detali odtwarzających realia epoki, plastycznych opisów, język nacechowany słownictwem gwarowym pozwalają przenieść się w dawne czasy, poczuć klimat wsi i pańskiego buta na własnej skórze. Ale jest w tej książce coś jeszcze, pewien pierwiastek magiczny opisujący lokalne wierzenia. Są tu i znachorki, południce, strachy i boginki napierające na wyrwaną lasu przestrzeń z każdej strony, jest i śmierć, która w świerku się ukryła, tajemnicze miejsca, których odwiedzać zakazano. Zabobonność i wiara bezsprzecznie królują obok siebie, zgodnie z zasadą - Panu Bogu świeczka, diabłu ogarek.
Spodziewałam się lekkiej i niezobowiązującej powieści obyczajowej, z którą nie zawsze mi po drodze, a dostałam coś znacznie lepszego. A już we wrześniu kontynuacja sagi, kto czeka?
Zakochałam sie w serii "Saga o ludziach ziemi" Anny Fryczkowskiej i nie wiem zupełnie jak doszło do tego, że dopiero teraz te książki znalazły się na mojej półce.
Pierwszy tom sagi "Wpatrzeni w niebo" przenosi czytelnika do pierwszej połowy XIX wieku, na Kujawy, gdzie postrach sieje epidemia morowego powietrza, panują przesądy i sztywny system feudalny. Autorka sięga po autentyczne źródła – zapiski przodków, pamiętniki dziadka i ojca – i odtwarza rzeczywistość polskiej wsi z niezwykłą dbałością o szczegóły. Centralnymi bohaterami są Antek i Hanka Józwiakowie – młode, inteligentne małżeństwo chłopskie, które decyduje się porzucić ubóstwo i zacząć nowe życie w opuszczonej wsi Naczachowo. Narracja prowadzona jest przez wielu bohaterów – członków rodziny i sąsiadów – co daje wielowymiarowy portret społeczności w tamtych czasach. W tej powieści, gdzie akcja nie pędzi, nie ma spektakylularnych zwrotów akcji dostajemy obraz wiejskiej codzienność – praca na roli, pańszczyzna, tradycje religijne i obrzędowe, przesądy, medycyna ludowa. Ludzie na wsi wierzą w magię i ludową medycynę, pojawiają się wątki czarownic, boginek, „śmiertelnych świerków”. Nie brakuje też opisów leczenia zielarek. To co przebija się przez karty tej powieści, to też pozycja kobiet – Hanka, znachorka Malinicha i inne kobiece postaci ukazane są jako rzeczywiste, silne, często niewidoczne ogniwa tradycyjnej wsi. Mimo panującej pańszczyzny bohaterowie opisani przez autorkę dążą do lepszego życia, uczą się od osadników-olędrów, walczą sprytem o polepszenie swojej sytuacji. Autorka zestawia też życie chłopów z wydarzeniami polityczno-kulturowymi tej epoki, ukazując izolację wsi od zmian historycznych.
„Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo” to opowieść o miłości, godności, wierze i sile prostych ludzi, których życie toczyło się na styku Ziemi i Nieba – pracy i magii. Anna Fryczkowska pisze z czułością i szacunkiem dla bohaterów, oddając piękno bezpretensjonalnej egzystencji, a jednocześnie nie pomija jej ciężaru. To historia, która pozwala zrozumieć mentalność XIX‑wiecznych chłopów – ich pasję do ziemi i lęk przed niewidzialnym, a także ich odwagę w poszukiwaniu wolności. Gorąco polecam.