Zwierzęco niebezpieczny Gorath, Orkowie Smoczej Krwi: Kathana Marr i Bovis Tor, elf wysokiego rodu Magister Evelon, jego uczeń Xanadu, Baronessa, kapitan piratów Czarny Żniwiarz… Wszyscy kroczą po krawędzi, za którą czeka Otchłań.
Po ucieczce niemal z paszczy smoka Gorath próbuje nacieszyć się odzyskaną wreszcie wolnością na odległych Wyspach Południowych. Niestety, brutalna wojna z ostatnimi królestwami leśnych elfów odciska ponure piętno na wyspiarskiej społeczności, a rywalizujące ze sobą przestępcze gangi działają bezwzględnie. Gorath, który szybko przekonuje się, że rozpoczęcie tu uczciwego życia nie będzie proste, oddaje swą siłę i umiejętności na ich usługi. Wkrótce jednak dogonią go cienie przeszłości. Za sprawą jednej z dawnych klientek Nocnych Cieni i zlecenia, które od niej przyjmuje, Gorath trafia na piracki statek dowodzony przez bezwzględnego kapitana zwanego Czarnym Żniwiarzem. Ich zadaniem jest zdobycie statku Theran, zamorskiego ludu z Natanbanu, i przejęcie znajdującego się na nim pewnego artefaktu, przedmiotu pożądania jednego z Kathanów z Imperium. Tymczasem dawny przyjaciel Goratha, elf Magister Evelon, podejmuje niebezpieczną grę z potężną Kathaną Marr. Grę, w której stawką jest nie tylko niezależność Bractwa Oświeconych, ale i przyszłość całych narodów. Oraz zwykła przyzwoitość.
"Zapewniam, że łapska Goratha szybko pochwycą kolejne rzesze czytelników polskiej fantastyki. W dodatku zasłużenie, skoro autor wkłada w tworzenie powieści nie tylko ogrom pracy, ale i duszę. Polecam, zachęcam, dziękuję i czekam na więcej!" Marek Zychla (autor m.in. „Wi@rus”,„Sitko”, „Ior”, „Bezmiłość”, „Scheda gigantów”)
Pół-ork Gorath „wkradł się” do mojej głowy, dzięki debiutanckiej powieści Janusza Stankiewicza pod tytułem GORATH. Uderz pierwszy. „Wkradł się” i postanowił zająć całkiem spory kawałek mojej pamięci, dlatego postanowiłam sprawdzić, co u niego słychać w drugiej odsłonie cyklu GORATH pod tytułem GORATH. Krawędź otchłani.
Klątwa urodzeń i Kathana Marr. ;) "Zwierzęco niebezpieczny Gorath, Orkowie Smoczej Krwi: Kathana Marr i Bovis Tor, elf wysokiego rodu Magister Evelon, jego uczeń Xanadu, Baronessa, kapitan piratów Czarny Żniwiarz… Wszyscy kroczą po krawędzi, za którą czeka Otchłań. Po ucieczce niemal z paszczy smoka Gorath próbuje nacieszyć się odzyskaną wreszcie wolnością na odległych Wyspach Południowych. Niestety, brutalna wojna z ostatnimi królestwami leśnych elfów odciska ponure piętno na wyspiarskiej społeczności, a rywalizujące ze sobą przestępcze gangi działają bezwzględnie. Gorath, który szybko przekonuje się, że rozpoczęcie tu uczciwego życia nie będzie proste, oddaje swą siłę i umiejętności na ich usługi.
Wkrótce jednak dogonią go cienie przeszłości. Za sprawą jednej z dawnych klientek Nocnych Cieni i zlecenia, które od niej przyjmuje, Gorath trafia na piracki statek dowodzony przez bezwzględnego kapitana zwanego Czarnym Żniwiarzem. Ich zadaniem jest zdobycie statku Theran, zamorskiego ludu z Natanbanu, i przejęcie znajdującego się na nim pewnego artefaktu, przedmiotu pożądania jednego z Kathanów z Imperium.
Tymczasem dawny przyjaciel Goratha, elf Magister Evelon, podejmuje niebezpieczną grę z potężną Kathaną Marr. Grę, w której stawką jest nie tylko niezależność Bractwa Oświeconych, ale i przyszłość całych narodów. Oraz zwykła przyzwoitość."
Gorąco i politycznie. ;) Nie będę owijać w bawełnę i od razu napiszę, iż ten tom podobał mi się dużo bardziej niż tom pierwszy.
Od pierwszej strony jest „soczyście”. Intryga wyśmienicie się układa, a Kathana Marr pozuje na moją ulubioną kobiecą postać. Jak ona ma dobrze poukładane w głowie, jak segreguje i przekłada układa te polityczne klocki. No i najważniejsze, jak pięknie „na paluszkach tańczy” ze swoimi męskimi pobratymcami, od niechcenia dyktując im tempo i rytm.
Trochę zamieszania do jej chaotycznego świata wprowadza elf Magister Evelon, który również napisany jest wyśmienicie. W sumie nie wiadomo czy kibicować bardziej jemu, czy Marr. Oboje w swoich knowaniach wspinają się na wyżyny i wszystko wskazuje na to, że dodatkowo bawią się (razem) przy tym świetnie. ;)
A Gorath… No cóż. Miał układać sobie życie na nowo, ale jak głód zagląda w oczy, to stara profesja nie wydaje się najgorszą opcją na życie. Choć widać, że mój ulubiony pół-ork, który zdrady się nie boi, (choć może powinnam napisać, że wie, jak się ustawić i odpowiednio wybrać stronę w lokalnym konflikcie), zmienia się. Owszem wciąż bez mrugnięcia okiem może sprzedać Wam „kosę wprost pod żebra”, ale gdzieś tam zaczyna mu ciążyć rola i życie, które wybrał.
Dlatego sięgając po GORATH. Krawędź otchłani i Janusza Stankiewicza szykujcie się na sporą dawkę adrenaliny, morze przygód i moralnych wątpliwości oraz fenomenalnie skrojone intrygi.
Bardzo, ale to bardzo poleca wszystkim miłośnikom dobrych powieści fantastycznych i już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z Gorathem i spółką.
3,5 ; Gorath zaczyna od zera i robi to co umie najlepiej. W tym czasie na kontynencie nawija się intryga. Ale im dalej tym brutalniej. Autor co i rusz pokazuje sceny przemocy i okrucieństwa. To Dark Fantasy bez dwóch zdań. Fabuła idzie w kierunku epickości, mam nadzieję, że format udźwignie ambitne plany.
Ah, shit....here we go again :) tak by mozna opisac dalsze losy Goratha. I nadal jest dobrze, ciekawie i intensywnie. Ostatni tom zwiastuje spore przetasowania.
Książka całkowicie poprawnie zbudowana, z akcją, krwistymi bohaterami i ciekawym światem. Ale niestety nie wciągnęła mnie. Bardzo żałuję. Nie sięgnę raczej po kolejny tom. Wierzę jednak, znajduje ona duże grono fanów. I słusznie 🙂
Od lektury pierwszego tomu „Gorath. Uderz Pierwszy” minęło ponad pół roku; na szczęście do skomplikowanych fabuła tej książki nie należała, więc bez większego problemu przypomniałam sobie, co się tam wydarzyło.
Gorath, półork, wielki zabijaka otrzymał zadanie, a po drodze do jego zrealizowania zbierał kolejne questy i je również wykonywał. Wypisz wymaluj gra w "WOWa" (World of Warcraft) normalnie. Idź, zabij wielkie ptaki i przynieś pięć dziobów, w trakcie wykonywania misji okazuje się jednak, że nie wszystkie ptaki mają dzioby 😂, więc musisz zabić trzydzieści, a nie pięć…
No cóż, pierwszy tom mnie nie kupił, ale postanowiłam dać autorowi drugą szansę i sprawdzić kontynuację.
„Gorath. Krawędź otchłani” to powieść wielowątkowa, a konkretnie trójwątkowa, bo autor skupia się na: Goratcie, Gorathu, Goraaa??? (😈 jak to się odmienia do diaska?) – który pozostaje głównym bohaterem; Kathanie Marr – silnej orkowej kobiecie, której w zdominowanym przez samców świecie udało się dochrapać kierowniczego stanowiska i musi uważać, bo wszyscy wkoło tylko czekają na najmniejsze potknięcie; i Evelonie – elfim czarodzieju, którego największe pragnienie to odzyskanie władzy przez elfy i jest gotów na wszelkie poświęcenie.
Wszystkie te postaci czytelnik poznaje w pierwszym tomie, ale w drugim są zdecydowanie ciekawsze, zyskują trochę (jak na książkę rozrywkową, to według mnie tak w sam raz) głębi, pojawia się także wątek romantyczny – spokojnie, obie strony są dorosłe, nie ma wzdychania do gołej klaty, recytacji kiepskich wierszy, ani rzygania tęczą, i ??dwie?? (nie mam pewności, czy to drugie można określić mianem seksu) sceny seksu, ale bez szczegółów.
Jednak najważniejszą zmianą w porównaniu do pierwszego tomu, jest to, że w końcu nie ma z góry narzuconych questów! Gorath opuszcza kontynent, by zacząć wszystko od nowa. Nie ma pieniędzy, nie ma broni, nie ma nawet konkretnego planu, ani pomysłu na to, czym ten nowy początek mógłby dla niego być, dzięki czemu nic nie jest pewne, poza tym, że Gorath wpakuje się w jakieś bagno, ale postać awanturnicza, która nie pakuje się w jakieś bagno, nie jest postacią awanturniczą, a Gorath to postać awanturnicza, więc bagno w tym przypadku jest obowiązkowe. 🤷♀️
Gorath to wielki, twardy, półork-zabijaka… Na zewnątrz, bo według mnie w środeczku jest miękkim, owockowym żelusiem (lubię owockowe żelusie), ale nie takim roztopionym na kisielek, chociaż był moment, gdy bałam się, że słonko za bardzo mu przygrzało (choć była pora deszczowa), ale ocalił moją wiarę w półorków i zachował formę.
Największym zaś minusem książki jest jej długość… to znaczy krótkość. „Gorath. Krawędź Otchłani” ma zaledwie trzysta dwadzieścia cztery strony (abonament dostępny na legimi 😉 ma ich trzysta siedemdziesiąt siedem), przez co wystarcza na zaledwie parę godzin.
Janusz Stankiewicz pisze prosto i przystępnie, skupia się na akcji, a także dialogach, niewiele miejsca poświęcając na opisy i przemyślenia bohaterów, dzięki czemu jego książka, to przyjemna, lekka rozrywka. Nie udało się uniknąć kilku potknięć (jakaś literówka, przestawiony szyk, brak enteru w jednym miejscu), ale nie przeszkadzają w zabawie.
Jeśli szukacie high fantasy z elementami dark fantasy, pełnego szybkiej akcji, walki i ciekawych bohaterów, to „Gorath. Krawędź Otchłani” powinien Wam się spodobać. Nie zrażajcie się, jeśli pierwsza część nie do końca Was kupiła.
"Krawędź Otchłani" to jazda bez trzymanki, bez skrupułów i bez... celu? To właśnie jego poszukuje tytułowy półork, próbując zacząć wszystko od nowa. Jednak nie jest to takie proste, ponieważ jak zwykle tam, gdzie pojawia się Gorath, znajdą się również kłopoty. A one potrafią niebezpiecznie szybko eskalować i coraz trudniej wyjść z nich obronną ręką, szczególnie gdy interesy zaczynają robić się nieco zbyt osobiste.
Drugi tom serii o półorku zapewnia fantastyczną rozrywkę, świetnie wykorzystując i splatając wątki z poprzedniej części. Więcej uwagi zyskują też bohaterowie drugoplanowi, którym, mniej lub bardziej, zalazł za skórę nie kto inny jak Gorath. Chociaż wśród grona jego licznych znajomych znajdą się także (przynajmniej tymczasowi) sojusznicy, nigdy nie wiadomo komu można ufać w bezlitosnej walce o wpływy. Podobały mi się niespodziewane powroty niektórych postaci, ujęcie ich ponownych spotkań z Gorathem i wpasowanie ich historii w spektakularny całokształt.
Niezwykle interesujące były również sceny rozgrywające się między władcami, potajemnie realizowane działania, zawoalowane przytyki i bardziej bezpośrednie oskarżenia, które przechylały odpowiednio szalę zwycięstwa na stronę różnych przywódców. Pozytywnie zaskoczyło mnie także jak wiele skrywały do tej pory niepozorne postacie, których nie podejrzewałabym o tak ostre zagrania. Oczywiście nie zabrakło też obrazowych i dynamicznych scen walki (między innymi na morzu), które podkreślały brutalny i dopracowany klimat tej serii. Fajnie że pojawiła się również mapka oraz szkice ukryte między stronami powieści.
W kwestii zarzutów - pozostają podobne jak w przypadku pierwszego tomu, jednak te momenty mniej rzucały się w oczy, ponieważ miały większe znaczenie dla fabuły.
Po raz kolejny zakończenie rozbudziło apetyt na więcej, dlatego z pewnością sięgnę po kolejny tom i Wam również polecam zapoznać się z Gorathem :)
"Krawędź otchłani" to drugi tom przygód półorka Goratha. Autor ponownie zaserwował nam dużą dawkę przygód, świetnych opisów walki oraz wprowadził nowości!
Uwielbiam ten brutalny świat i wszelkiego rodzaju typów spod ciemnej gwiazdy, które nosi 😁 są tu przestępcy, złodzieje, oszuści, intryganci i wiele więcej!
Tym razem autor dał więcej miejsca Marr(która chyba jest moją ulubienicą tego tomu) i Evelonowi. Ich wątki zostały rozbudowane i okazały się dla mnie bardzo ciekawe, wiele razy wręcz bardziej angażujące niż wątek głównego bohatera.
Byłam urzeczona klimatem tej powieści, użytymi motywami i myślałam, że ciężko byłoby ten klimat uczynić jeszcze bardziej moim.... I wtedy pojawili się piraci! I byli super! Więc byłam pewna, że teraz już naprawdę jest wszystko, a właśnie wtedy... Autor wprowadził postać wiedźmy! Która również bardzo mi się spodobała! Klimaty w tej książce to był dla mnie po prostu raj 😍
Jest jednak pewna kwestia, która psuła mi odbiór tej historii :/ a jest to niestety sam główny bohater. Nie za bardzo umiem go polubić, bo go ciężko zrozumieć. Odnosiłam wrażenie, jakby on sam nie wiedział czego chce i nie mógł się zdecydować. Autor za mało pokazał nam jego myśli i odczuć, by się do niego zbliżyć i poczuć jakąś więź.
Jak na mój gust działał zbyt chaotycznie oraz zbyt często odbierałam go jako hipokrytę. Miał swoje za uszami, jest skory do bitki czy oszustwa, ale jednocześnie potępia innych, którzy zachowują się podobnie i brzydzi się ich okrucieństwem, a mimo to do nich przystaje.
Nie jest on postacią pozytywną, ale ja bardzo często lubię złoli i im kibicuję, lecz muszę ich do tego najpierw zrozumieć :/ muszą czymś imponować, zafascynować mnie sobą.
Była też jedna scena miedzy Marr a Evelonem, która wzbudziła we mnie obrzydzenie i była totalnie zbędna... I podobnie zbędna wydała mi się tylko 1! Scena z Noelle:/
Ogólnie dobrze się bawiłam czytając tę książkę, fabuła mnie zaintrygowała, klimat kocham! Z wyjątkiem jednej większej wady i paru drobnostek to naprawdę dobre fantasy, któremu warto dać szansę! klimaty totalnie moje, więc polecam tym, którzy lubią podobne😁
O pierwszej części Goratha pisałam we wrześniu, więc... szybko poszło, bo właśnie skrobię o kontynuacji, a jeszcze w tym roku podzielę się z Wami wrażeniami po lekturze trzeciego tomu. Za taki stan rzeczy odpowiada wiele czynników - przede wszystkim jakość. Wysoka jakość. Ta seria to kawał dobrego fantasy i idealny przykład na to, jak powinna wyglądać solidna historia z tegoż właśnie gatunku. Janusz wykreował genialne uniwersum i czuć przy czytaniu, jak świetnie się w nim odnalazł i ile frajdy mu to przyniosło. A mi, jako jego czytelnikowi, być może jeszcze więcej.
To nie jest lekkie czytadełko. Już "Uderz pierwszy" atakowało nas mnogością wątków. Mimo to, tekst pochłaniało się w ekspresowym tempie. W "Krawędzi otchłani" autor poszedł o krok dalej, żonglując licznymi perspektywami i zdarzeniami, tak że łatwo jest się zamotać, jeśli choć na moment nasza uwaga zostanie zmącona. Sama bardzo się zrelaksowałam przy lekturze, ale uczulam Was, żebyście wytężyli przy niej umysły i przywiązywali uwagę do tego, co się dzieje.
Główna intryga mnie po prostu porwała. Tak jak wcześniej nie do końca przypadły mi do gustu wątki z Gildią Kupców Korzennych i Jedwabnych, tak tutaj już chylę czoła, bo te elfickie knowania były dla mnie najciekawszym elementem powieści. I wliczam w to przede wszystkim spotkania Evelona z Kathaną Marr, której płomienny charakter w końcu w pełni wybrzmiał i przyćmił nieco innych bohaterów. Miałam wrażenie, że Gorath w całej tej historii był bardziej tłem, niźli głównym bohaterem, ale wcale nie uważam tego za wadę - zresztą, końcówka wystarczająco wybiła go na piedestał. W pełni kupiłam to jego zagubienie, próby rozpoczęcia wszystkiego na nowo i poszukiwanie swojego miejsca. Paradoksalnie, w tej części pokazał więcej orczej domieszki krwi i... odkrył ludzkie oblicze. Nie wiem, czy to co właśnie napisałam ma dla Was sens, ale może pojmiecie co miałam na myśli, jak już sami sięgniecie po "Krawędź otchłani" - a do tego gorąco zachęcam. Warto jak nie wiem co.
Czy da się od tak odciąć się od przeszłości i zacząć całkiem nowe życie? Przed takim pytaniem staje Gorath, który po tym jak ledwo uszedł z życiem, dopływa do Wysp Południowych. Postanawia zerwać z przeszłością i żyć normalnie bez wrogów na karku. Ale jak to bywa... Przeszłość dopadnie nas prędzej czy później. A nawyki wpajane od lat nie są tak proste do stłumienia. I tak Gorath siłą i przebiegłością bedzie musiał jeszcze raz, że nie warto stawać mu na drodze. Gdy wszystko już powoli zaczyna się układać dostaje jeszcze jedno zadanie. Wraz ze swoim znajomym, kapitanem niesławnego okrętu "Krawędź Otchłani" muszą zdobyć tajemniczy artefakt...
Druga część cyklu o Gorath'ie otwiera przed nami zupełnie nowe rejony. Mamy tu dużo większy świat niż w poprzedniej części. Wracają za to starzy bohaterowie, tym razem zupełnie w nowych rolach. Fabularnie mamy tu kilka wątków prowadzonych jednocześnie. Więc znajdą tutaj coś fani intryg politycznych jak i typowej akcji z mordobiciem w tle. A gdzieś w tle majaczy jeszcze groźba powrotu starożytnych sił... Więc dla każdego coś miłego 😁
Nie mogę doczekać się, aż wezmę się kolejną część 🔥