Diana wierzy, że wśród lasów, z dala od miasta, znalazła swoje miejsce na ziemi. Cały swój czas dzieli między pracę a remont domu. Wytchnienia szuka przy kole garncarskim. Nadając płynnej glinie zupełnie nowy, piękny kształt, stara się zapomnieć o problemach.
Ale nowe miejsce niesie ze sobą także niespodziewane wyzwania. Diana próbuje zdobyć zaufanie miejscowych. Czuje jednak, że ktoś śledzi każdy jej ruch. Kim jest starsza nieznajoma z siwym warkoczem? I dlaczego mała dziewczynka nieustannie przychodzi do domu nowej mieszkanki wsi?
Odwiedź Wrzosową Polanę i poznaj świat pachnący jodłą i ziołami, w którym codzienne życie przeplata się z odrobiną magii, a odkrywane tajemnice nieoczekiwanie zmieniają koleje losu bohaterów. Poznaj kobiety, które nie poddają się przeciwnościom, a dzięki sile dobra i wzajemnego wsparcia potrafią iść własną drogą i odnaleźć szczęście.
Kilka słów o książce, którą czytałam, czytałam i z ogromnym trudem zarejestrowałam, że dobiega końca. W sumie po prostu się skończyła, a ja zastanawiałam się dlaczego już…
A mowa tutaj o „Lato pełnym nadziei” od Karoliny Wilczyńskiej. Trochę się zaskoczyłam, że jest ona (chyba!) powiązana z „Powrotem do Jagodna” (a może jeszcze z jakąś inną książką?). Jednak z tego co udało mi się wywnioskować nie znając poprzedniej, że to takie luźniejsze połączenie. W każdym razie ja wcale nie czułam się zagubiona, a to że może to być powiązana historia skojarzyłam po tytule po prostu innej książki.
W każdym razie… przepadałam w tej historii na maksa! Zresztą tak jak i w okładce. Ja cały czas nie mogę się na nią napatrzeć, a w głowie mam ciągle myśli, że chciałabym się znaleźć w takim miejscu. Jest przepiękna i bardzo kojąca. I równie dobrze czułam się w tej historii.
Diana wśród lasów i daleka od zgiełku miasta szukała swojego nowego miejsca na ziemi. I chyba jej się udało. Trochę pracy, trochę remontu, a i na pozwanie tajników garncarstwa znajdzie się czas. Bohaterka, od której płynęła fala ciepła, troskliwości i po prostu takiej sympatii.
Jednak nigdy nie jest idealnie i zawsze musi być jakiś haczyk. Tutaj haczykiem jest nieżyjący już właściciel domu, który teraz należy do Diany. Mieszkańcy Wrzosowej Polany nie są zbyt ufni wobec nowej mieszkanki, a i zawsze dziwnie urywają rozmowy gdy temat wkracza na poprzedniego właściciela.
W tej króciutkiej historii znajdziecie nie tylko opowieść Diany. Znajdziecie tutaj historie kobiet, które walczą z przeciwnościami losu, a dzięki wzajemnemu wsparciu potrafią zawalczyć o swoje szczęście, co wcale nie jest takie proste. Codzienne życie na wsi, rozterki, troski i dzbanek pełen gruszkowego kompotu. To i jeszcze więcej znajdziecie na Wrzosowej Polanie.
Twórczość Karoliny Wilczyńskiej cenię i z przyjemnością sięgam po napisane przez nią książki. Nie mogłam zatem pominąć pozycji "Lato pełne nadziei", która była idealnym dopełnieniem tych słonecznych dni.
Diana znalazła swoje szczęście. Właśnie we Wrzosowej Polanie odnalazła siebie i swoje miejsce na ziemi. Ten dom stał się dla niej azylem i bezpiecznym schronem. Kobieta robi wszystko, by zaprzyjaźnić się z tubylcami. Jednakże nieustannie czuje na plecach czyjś oddech. To starsza nieznajoma śledzi jej każdy ruch, a do tego mała dziewczynka, która co raz odwiedza dom Diany. O co w tym wszystkim chodzi i dlaczego kobieta czuje się tak nieswojo?
Karolina Wilczyńska ma niezwykły dar. Polega on na przenoszeniu czytelnika w wyobraźni i zarysowanie mu krajobrazu w taki sposób, by podczas czytania czuł całym sobą wszystkie zmysły. Zapach kwiatów, rosę na stopach od mokrej trawy czy słyszał szumiące pod wpływem wiatru gałęzie drzew. Darzę ogromnym podziwem autorkę za swobodę, jaką przekazuje w książkach. Jej dzieła są pełne pozytywnych uczuć: życzliwości, przyjaźni, wzajemnego szacunku i chęci niesienia pomocy. To oddech od szarej codzienności i poczucie spokoju, bezpieczeństwa. W książce jest również subtelne nawiązanie do Stacji Jagodno, co dla mnie, osoby która znała wcześniejsze książki było doskonałym krokiem twórczym. Odebrałam przez to tę historię jako większą całość i to mnie ujęło. Bohaterki to silne kobiety, które potrafią walczyć z przeciwnościami losu. Krok po kroku odkrywają siebie, swoje pragnienia i dążą do ich realizacji. To takie budujące i dowartościowujące. Jeśli szukasz lekkiej pozycji, która przyniesie ukojenie, to zachęcam po sięgnięcie po "Lato pełne nadziei".
Za szczerość i sercę tej prozy, niektóre piękne rozmowy oraz naprawde wartościowe cytaty powinnam może dać cztery gwiazdki. Jest to książka, która może naprawde głęboko dotknąć osoby, które jej potrzebują i napotkają ją w prawidłowym momencie - "Pożyjemy, zobaczymy" jest chyba moim ulubionym cytatem. Jest wiele postaci oraz mądrych słów, które są w stanie zrobić wielkie i głębokie wrażenie. Trzeba jednak powiedzieć, że poza elementem emocjonalnym Lato pełne nadziei jest też... pełne problemów. Za szczerze słabą prozę, źle zorganizowany pacing i kompletne zatracenie mniej więcej połowy elementów naratywu po drodzę powinnam dać maksymalnie 2 gwiazdki. Proza używa o wiele za dużo synonimów w miejscach, gdzie są one absolutnie niepotrzebne (moim faworytem są próby niepowtórzenia imion), oraz opisuje o wiele więcej, niż byłoby to potrzebne. Zmiana między dialogiem oraz myślami jest także często słabo zasygnalizowana lub niepotrzebna, i często wytrąca z rytmu. W dodatku są elementy powieści które kompletnie tracą na ważności w toku powieści, lecz robią to za późno - nagle zauważyłam, że zostało mi mniej niż 1/3, i musiałam pogodzić się z faktem, że do objecanej akcji, zagadki, lub jakiemukolwiek rozwiązaniu wątków powieści już nie dojdzie. Do końca nie jestem też pewna, czy ta książka jest częścią serii, i odpowiedzi znalazłabym w następnej książce... ale nawet wtedy część (jak wątek z politykiem i Martyną) by prawdopodobnie nie wróciła. A co do Martyny: nie jestem pewna, czy ta powieść do końca pamięta, kto jest jej główną postacią lub co by miała z nią robić. Z punktu widzenia treści trzeba też dodać, że ta książka tak bardzo próbuje być "kobieca", że jest często seksistowska - mamy tu kobiece i męskie zainteresowania i zadania, naturalne różnice płci i zachowań, i wiele stereotypów. A wydaję mi się, że zwłaszcza w takiej emocjonalnej, dojżałej opowieści takich elementów nie powinno być. Nie jest to zła książka, ale pozostanie taką, którą polecę mamie albo cioci na emocjonalne momenty z winkiem, a nie przyjaciółkom na powarzne czytanie. Ale na takie książki też musi gdzieś być miejsce.
Czy ta okładka nie jest piękna?😍 Rozsiadasz się wygodnie zaczynasz nową czytelniczą przygodę...zanim się obejrzysz już koniec. Uwielbiam za to książki autorki.
Wspaniała historia o sile kobiet. O walce z przeciwnościami losu. O szukaniu siebie na nowo. Jak ważne jest w życiu jakim ludźmi się otaczamy,jak ważna jest przyjaźń.
To historia,która zmusza do myślenia...I myślę że każda z nas kobiet dostrzeże w niej kawałek siebie.
Jestem ogrmnie ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów.
Sympatyczne czytadło, dobre jako przerywnik od ciężkich tematów.
Mamy dom z mroczną historią, singielkę odnajdującą siebie po toksycznym związku, i jej kompana do rozmów- kota Kocia :) A w innym wątku wojownicza dziennikarkę. Ich drogi sie splatają. Jest tez wiejska czarownica, rzeźbiarz- filozof, i kilka innych postaci. Jest przeważnie sielsko i anielsko, i bloga atmosfera książki bardzo dobrze zrobiła na nastrój :)
Tylko dlaczego od wyjaśniło się, o do chodzi z domem po Maciejaku? ;)
Co mogę powiedzieć? Jestem na tak, ale nie jest to moje top of the top. Mimo to nie mogę się doczekać kolejnych tomów i już na nie czekam. Autorka bardzo mnie zaskoczyła stylem pisania. Bardzo przyjemnie mi się płynęło przez nią. Osobiście polecam, ponieważ pan Stanisław to poeta i filozof, którego potrzebuje każdy człowiek. Ta książka utwierdza mnie, że każda książka ma przekaz jedna lepszy druga gorszy a jeszcze inna cudowny. Daje 4 i czekam na kolejne tomy tak jak już napisałam.
Bardzo wolno się rozkręca, właściwie główna tajemnica nie rozwiązuje się wcale. W tej książce jest również dużo nawiązań do czegoś zupełnie nie opisanego - wnioskuję, że do poprzednich książek autorki. Całość dość naiwna, szkoda że w takim ciepłym tonie nie udało się przemycić więcej głębi.