Daj się porwać tej pięknej historii o miłości, przed którą nie da się uciec.
Hania straciła wszystko. Jej życie zatrzymało się pewnego sierpniowego dnia. Przestała marzyć, a jedyne plany to te, które układa dla swoich uczniów.
Kiedy na jej drodze staje Mikołaj, Hania boi się zaangażować, ale on walczy o miłość za nich dwoje. Pomaga mu w tym jej przyjaciółka Dominika, której energia i poczucie humoru rozsadziły niejedno męskie serce. Jest też pani Irenka: prawdziwa skarbnica ciepła i mądrości - po prostu anioł stróż. To w jej nadmorskim domu, gdzie na parapecie dojrzewają pomidory, a kuchnia pachnie szarlotką i sokiem malinowym, Hania odnajduje utracony spokój, odzyskuje wiarę w miłość i daje sobie wreszcie prawo do bycia szczęśliwą.
To pełna nadziei opowieść o tym, że nic nie zamyka nam drogi do szczęścia. Bo szansa na nowe życie jest zawsze i tylko od nas zależy, czy zechcemy ją wykorzystać.
3,5/5⭐️ Bardzo ciepła i otulająca serce powieść. Gdy w życiu bohaterki robi się nie ciekawie, pojawia się on. Opiekujący się Mikołaj, który kocha ją ze wzajemnością lecz ona nie ma siły się zakochiwać. Po tragicznym wypadku opiekuje się nią Pani Irenka, to ona stanowi dla niej schronienie. W Warszawie zawsze czeka na nią jej przyjaciółka Dominika, która jest przeciwieństwem Hanii. Imprezuje, poznaje nowych adoratorów, żyje. Zaś Hania nie widzi nic innego niż książki i praca. Książka ta pokazuje trudności życiowe jakimi są ciągły brak czasu i zabieganie w życiu. Ludzie nie mają czasu porozmawiać, pośmiać się. Jest to moje pierwsze spotkanie z Panią Anną, lecz wiem, że nie ostatnie. Przeogromnie dziękuje wydawnictwu za możliwość wyrażenia swojej opinii na spotkaniu!
„Alibi na szczęście” to prawie dziewięćset stron historii o rozkwitającym uczuciu. Autorka postawiła na wolno rozwijającą się relacje, na miłość którą można by porównać do kiełkującej rośliny, która na końcu raczy nas barwnym kwiatem. Dodam, że sięgnęłam po to wznowienie gdyż wszyscy chwalili, słyszałam że ta seria jest kultowa, ponadczasowa i boska. Zanurzyłam się w świecie pełnym bólu i cierpienia, ale i nadziei na lepsze jutro, nadziei na szczęśliwe zakończenie. Są w tej powieści momenty trudne, takie które sprawiają, że włos się jeży na głowie, takie które wprawiają nas w zadumę i rozbijają na milion kawałeczków. Pisarka celowo nie odkrywa przed nami wszystkich kart, opowiada że coś się wydarzyło, że coś zniszczyło i naznaczyło życie Hani, ale długo karze nam czekać na wyjaśnienie co to takiego było. Podobało mi się to, że fabuła składa się z historii wielu bohaterów i tak naprawdę każdy z nich ma spore pole do popisu. Ich opowieści nie są urwane czy tylko poboczne, stanowią ważny punkt programu. Polubiłam Mikołaja i Hanię, ale szczególne miejsce w mym sercu należy do Dominiki, uwielbiam jej szczerość i spontaniczność, wprowadza do fabuły świeżość i żywiołowość. Gdyby nie to, że to dziewięćset stron to było za wiele dla mnie, byłoby wyżej.
Hania pewnego dnia straciła wszystko to, co kochała. Jej świat się zawalił, a ona sama próbuje żyć z dnia na dzień. Gdy Mikołaj poznaje Hanię zakochuje się w tej delikatnej kobiecie. Musi jednak kochać za nich dwoje. Czy będzie na tyle silny aby to udźwignąć?
Książka, po którą sięgałam już ok. 4-5 lat i nie mogłam sięgnąć. Pamiętam jak na pierwszym roku studiów kilka koleżanek gorąco polecało mi tę książkę. Wtedy panował szał na "Alibi na szczęście" a mnie jakoś to nie pociągało. Wolałam zatapiać się w kryminałach czy thrillerach. Jednak słysząc gorące zachęty koleżanek wiedziałam, że kiedyś będę chciała sięgnąć po tę z opisu luźną książkę. Ot tak, dla jak to jak mówię "odmóżdżenia". Lata mijały, studia się skończyły, a ja o cyklu zapomniałam. Aż pewnego dnia przyjaciółka podesłała mi fragment i "antykwariat - ja antyk a on wariat" do mnie przemówiły. Lekki, radosny język był najlepszą zachętą, zwłaszcza, że ostatnio jestem zabiegana o w pracy i w domu. Przy najbliżej wizycie w bibliotece poprosiłam o książę. I co? NIE ŻAŁUJĘ. A raczej żałuję, że tyle zwlekałam. Ale opis książki jest dość zwodniczy. Bo książka choć pisana lekkim językiem, to porusza i wzbudza do refleksji. Nad życiem. Nad rodziną. Nad tym co mamy, a tak często nie doceniamy. Do tego miałam problem, żeby oderwać się od książki. Wykradałam kilka minut w trakcie śniadania, każdą minutę którą mogłam poświęcałam lekturze. I nie raz myślałam, że w końcu spóźnię się do pracy przez książkę, bo jeszcze tylko "strona, a może dwie". Książka lekka, ale nie "odmóżdżająca". Dobra na popołudnie po pracy, spędzone z kubkiem ciepłem herbaty i kocykiem.
Książkę tę czytałam dwanaście lat temu, kiedy to Pani Anna zadebiutowała nią, i byłam oczarowana. Dlatego chętnie sięgnęłam po wznowienie tej historii. Hania zamknęła się w swoim świecie i niechętnie wpuszcza do niego kogokolwiek. Jej życie skończyło się, kiedy w tragicznym wypadku zginęli jednego dnia jej rodzice i ukochany Mikołaj. Nie chce żyć, wegetuje, kiedy może ucieka do domu Pani Irenki- jej anioła stróża, nad ukochane morze. Tam, w szumie fal znajduje ukojenie. Właśnie tam zauważa ją pierwszy raz Mikołaj. Chłopak jest pod ogromnym wrażeniem, i chce ją poznać. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy trafia na wywiadówkę i okazuje się, że tajemnicza kobieta jest wychowawczynią jego brata. Nie umie przestać o niej myśleć, próbuje się do niej zbliżyć. Czy Hania pozwoli sobie na odrobinę szaleństwa? Czy będzie umiała zaufać? Wiele lat temu przestała marzyć, planować, żyć. Czy Mikołajowi uda się ją przekonać do powrotu do życia? Czy wystarczy mu sił za dwoje? Czy Hania odzyska utracony pokój? Czy pozwoli sobie na szczęście? Ogromnie emocjonalna historia o miłości. Pełna wzruszeń, ciepła ale i dramatów ludzkich. Przygotujcie chusteczki. 896 stron przez które się niespiesznie płynie. Bardzo polecam!
Hanka jest kobietą po przejściach. Hanka jest irytująca i męcząca. Hankę podsumowała sama autorka w swojej książce: „Coś ci powiem. Nic mnie w ludziach tak nie denerwuje jak takie rozmemłanie. Takie pół mnie weź, pół mnie zostaw”. Naprawdę nic dodać nic ująć.
Do irytującej postaci możemy dodać szereg postaci tak nieprawdziwych, że aż boli. Nieprawdziwe postaci prowadzą bardzo nieprawdziwe dialogi. Kto tak rozmawia w normalnym świecie? Nikt! Niezależnie czy bohater miał lat naście czy dziesiąt, autorka nie potrafiła sklecić dialogu, który mógłby się wydarzyć. Język powieści pozostawię bez komentarza.
I jeszcze to tłumaczenie żartów. Każdy żart jaki padał w dialogach był tłumaczony dalej w (o wiele za obszernych) opisach. Przecież czytelnik inaczej nie zrozumie, prawda?
Chylę jednak czoła nad długością powieści. Napisać ponad 600 stron o niczym, to jednak wyczyn. Dlatego aż dwie gwiazdki.
W ten jakże letni czas postanowiłam dać sobie nieco luzu i siegnęłam po cykl z Hanką Lerska w tle Chyba potrzebowałam takiej odskoczni bo czytało mi sie szybko i z wyraźnym releksem Alibi na szczęście to wzruszająca, pełna nadziei i ciepła opowieść o miłości i przyjaźni. A także o tym że choć czasem los bardzo nas pokaleczy z czasem powolutku odnajdujemy swoją drogę do szczęścia Nawet jeżeli ta droga jest kręta i wyboista na końcu czeka nas samo dobro.
Jest to pierwsza część serii tej autorki. Główną bohaterką jest dwudziestosześcioletnia Hania, która jest polonistką i pracuje w jednym z Warszawskich liceum. Młoda nauczycielka wydawałoby się, że ma wszystko, piękny dom z ogrodem, pracę, pasję, urodę. Lecz pod tym wszystkim skrywa się ból, strach i straszne wspomnienia. Na jej drodze pojawia się pewien młody mężczyzna. Ma on firmę architektoniczną i bez pamięci zakochuje się w Hani. Niestety nawet nie zdaje sobie sprawy jak długa i trudna droga go czeka. Lecz z pomocą przyjdzie mu wspólnik ze swoją dziewczyną, która jak się okazuje jest przyjaciółką głównej bohaterki. Hania traktuje Dominikę jak siostrę. Przyszywana siostra- przyjaciółka jest dentystką i tak pozytywną osobą, że aż jej tego zazdroszczę;) Jest jeszcze jedna postać, o której warto wspomnień, to Pani Irenka. Starsza kobieta mieszkająca w nadmorskim domku, to właśnie dzięki niej i temu magicznemu miejscu, główna bohaterka po stracie wszystkiego, a zwłaszcza sił i chęci do życia, staje na nogi i odzyskuje wiarę w miłość i szczęście. Książka mimo iż obszerna to wciąga i czyta się ją jednym tchem. Każda postać jest opisana ze staranną dokładnością, za co wielkie brawa dla autorki, oraz za to, iż książka jest o miłości to nie ma nadmiaru scen romantycznych (lepiących się od nadmiaru miodu). Książka wyważona idealnie i z umiarem. Zdaje sobie sprawę, że nie każdemu taka książka się spodoba, (więcej kobiet sięgnie po tą książkę, niż mężczyzn), lecz mnie urzekła. Gorąco polecam kobietom w każdym wieku (po przeczytaniu książki, pożyczyłam ją siostrze a następnie babci), a książkę uważam za wybitną.
Plusy: Fajna historia, musiałam dowiedzieć się, jak się skończy:) Miło się czyta. Minusy: Za słodko... Za dużo zdrobnień... I od kiedy faceci są takimi miękkimi fajami? Moje wrażenie: dialogi męskich bohaterów są bardzo ale to bardzo nierealistyczne.
Historia nawet wciągająca, niestety wykonanie gorsze. Postacie płytkie, główna bohaterka irytująca, wątki poboczne nie pozamykane. Zamiłowanie autorki do słowa ulubione i higieniczny wyraźnie widoczne. (ulubione powidła, kubek, krzesło) Miałam wrażenie, że czytam debiut licealistki.
miała być piękna historia o miłości a był irytujący gniot, aż dziwię się, że przeczytałam do końca, chyba tylko ze względu na rzekomo mroczną tajemnice głównej bohaterki, która okazała się wielkim rozczarowaniem i pozbawiła zupełnie resztki sympatii dla niej, główne postaci przerysowane i przejaskrawione, aż męczące... strata czasu. poziom licealny.
Niestety nie udało mi się przebrnąć przez ten ulepek, po dwustu stronach dałam sobie spokòj. Nie rozumiem zachwytów nad tą książką. Tona zdrobnien, postaci do znudzenia poprawne, sceny przegadane, pełne kalek i stereotypów... ratunku!