Z dużą przyjemnością przepłynęłam przez "Historie z ojczyzny", trochę nieświadomie, bo mimo objętości całej książki te opowiadania/eseje połyka się raz po raz. Kończąc jedno z myślą, że książkę już na dziś odkładam łapałam się na tym, że jestem już na kolejnej stronie kolejnego rozdziału.
"Historie z ojczyzny" to obfity zbiór esejów i opowiadań oscylujących tematycznie wokół zrozumienia i indywidualnej interpretacji pojęcia "ojczyzny", uczucia wyobcowania, przedstawiających plejadę ludzi i zdarzeń w jakiś sposób powiązanych z Turcją. To dość nieoczywiste, bo sama sięgając po tę książkę spodziewałam się raczej wymagającej lektury socjologicznej traktującej o pochodzeniu, o narodzie tureckim. I tak, to jest raczej wymagająca lektura, bo pod wierzchnią warstwą opowiadań kryją się kolejne, być może nie zawsze interpretacyjnie dostępne dla przeciętnego czytelnika (mówię tutaj np. o sobie).
Ayfer Tunç dzięki wyjątkowej umiejętności obserwacji z urywków z życia zwyczajnych ludzi buduje portret socjologiczny społeczeństwa tureckiego. Opowiadania są relatywnie krótkie, ale bogate w treść, bohaterów, wydarzenia - na tyle, by silnie angażować czytelniczkę/ka. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki autorka snuje swoje opowieści - bez zbędnego moralizatorstwa (choć puenty są widoczne, czasem mniej, czasem bardziej), bez upiększania rzeczywistości (i języka!), bez unikania treści niewygodnych, uwłaczających, ze spokojem i czułością. To migawki z życia ludzi pochodzenia tureckiego, ale pomijając kontekst społeczno-polityczno-kulturowy z powodzeniem można by je traktować bardziej transparentnie. Bo zachowania ludzi nie zawsze można wiązać wyłącznie z jednym narodem.
W pierwszej części książki mamy więcej esejów z bardziej osobistej perspektywy, które czytałam z wielkim zaangażowaniem i zainteresowaniem. Tunç pisze m.in. o tym, jak nasze rozczarowanie lub idealizowanie przeszłości wpływa na nasze uczucia wobec niej; o tym, jak w pewnym momencie zaczynają nachodzić na siebie zdarzenia, o których się słyszało, które się przeżyło i które się wymyśliło. Pisze o tym, jak jednostka identyfikuje się z całym społeczeństwem, szczególnie w kontekście popełnianych błędów. Dużo pisze o kwestii bycia "stambulczykiem" i czym dla niej jest Stambuł. Te rozważania z łatwością można przełożyć na wiele innych poziomów.
Druga, dłuższa, część to zbiór opowiadań - oczywiście, niektóre spodobały mi się bardziej, inne mniej, ale nie ma to znaczenia, bo jest ich tam tyle, że spokojnie każdy znajdzie swoje ulubione, jestem przekonana. Jestem też pewna, że te opowiadania Was zaskoczą - mnie niektóre oczarowały, bardzo przyjemnie się je czytało wieczorami. Ja szczególnie polecam "Dzień wolny Pana Doktora", "Belkis, królowa piękności", "Podróż autobusem", "Samobójstwo", "Żal", "Ból w sercu spowodowany poznaniem znaku krzyżyka". Jeśli macie Legimi to polecam odpalić "Historie..." i zerknąć na opo wybrane randomowe lub moje ulubione.
Myślę, że to fajny zbiór do tzw. "podczytywania", choć jak wspomniałam na początku - łatwo się zapomnieć i poddać narracji autorki.