„O mój Boże! Gdyby się wszystkie te kryształowe drzwi pootwierały, cóż byśmy nie zobaczyli?”
Wszyscy wiemy, jak działają lustra – odbijają obraz tego, co się przed nimi znajduje. A co by było, gdyby te odbicia zostawały w zwierciadle? Odkładały się tam jak warstwy, które kiedyś – być może – komuś uda się zobaczyć?
Narratorka – dość można poetka – dostaje list „z prośbą” (o finansowe wsparcie) od niejakiego pana Cezarego. Zaczytuje się z uwagą, a materia spotyka się z jej zainteresowaniem. Wraz z przyjaciółką odwiedzają bohatera i tak zaczyna się niewiarygodna, magiczna opowieść. Bogata nie tylko w zawiłe (ale ciekawe!) opisy, mini-portrety i mini-historie, ale też rozważania – o świecie, o twórczości, o wszelkim stworzeniu.
„Może wszystko zostało stworzone od razu, nie tylko to wszystko, co napełnia przestrzeń, ale i to wszystko, co zamyka się w czasie, bo dla Przedwiecznego czasu nie ma. Dla nas tylko, biedaków, przedmioty i wypadki występują kolejno, wobec wieczności one wszystkie są jednoczesne"
Jak do tego doszło, że można odczytać zapisane w lustrze obrazy? Właśnie tego próbuje dociec nasz bohater, który przejął maszynę od Halluciniego, człowieka o nazwisku tajemniczym i ulotnym jak on sam. Cóż, że ten przed śmiercią nie zdradził z sekretu ani słowa… Proszki i płyny się kiedyś kończą, a zatem przyrząd przestał działać. By kontynuować badania nad jego odtworzeniem, potrzeba znacznych funduszy, których nikt nie chce ofiarować. Na szczęście jest pan Cezary, który przestudiował niezliczoną ilość luster wzdłuż i wszerz, a potem zapisał wszystko, co w nich widział.
Teraz nasza narratorka próbuje opowiedzieć o tym światu.
3.8 Na początku bardzo mnie wciągnęła, podoba mi się sposób pisania tej autorki Z wielkim zaangażowaniem śledziłam przygody głównych bohaterów Ale błędem było to że w trakcie czytania tej książki czytałam też szóstke wron ... No cóż jak już do tej książki wrociłam nie wydawała mi się tak zachwycająca jak przedtem