Niemiecki plan zatarcia śladów po polskich Żydach nie powiódł się. Niegasnące wspomnienia o dzielnicy żydowskiej w Warszawie sprawiły, że żyje ona do dziś. Sięgamy do relacji świadków tragedii pokolenia ukaranego za pochodzenie.
Książka Władysława Bartoszewskiego i Marka Edelmana to osobista relacja wydarzeń widzianych z dwóch stron muru warszawskiego getta, pokazanych z dwóch perspektyw - uczestnika walk w getcie oraz historyka i jednocześnie dziennikarza, w czasie wojny zaangażowanego w niesienie pomocy Żydom. Każdy z autorów prezentuje świadectwo istnienia getta w Warszawie, przywołuje zapamiętane obrazy, nastroje, decyzje, fakty, a także przedwojenną historię tej dzielnicy. Zebrane tu teksty powstały w różnym czasie, miejscami widać w nich pewien dystans, a miejscami jest to wręcz emocjonalna podróż w czasie.
Trudne do przełknięcia sprawozdanie Władysława Bartoszewskiego z tego co działo się po aryjskiej stronie getta, oraz przerażająca relacja Marka Edelmana o sytuacji w środku. To wszystko wzbogacone wydawanymi w tamtym czasie obwieszczeniami propagandy, fragmentami dziennika Stroopa, zdjęciami oraz apelami: do sił międzynarodowych, do Polaków. Są tu takie niezwykłe fragmenty jak ten: "Na Lesznie 56 Jurek zaskoczony na czujce. Otacza go grupa SS-woców. Rzucają w niego granatem. Jurek lekko łapie granat w powietrzu i w porę - nim rozrywa się - rzuca go w SS-owców. Czterech zginęło". Niesamowita jest determinacja powstańców walczących często przy pomocy kilku rewolwerów i garstki granatów. Wrażenie robią też wyroki na Polakach i Żydach współpracujących z hitlerowcami. Widać ogromną determinację, nierówną walkę, apele do wszelkich możliwych źródeł... i bohaterstwo będące elementem codzienności. To relacja, która pozwala lepiej zrozumieć bezwolną wędrówkę na Umschlagplatz wywołaną siłą głodu i propagandy, ale która wciąż nie pozwala zaakceptować bierności Londynu: "Dr Emanuel Scherer(..): 'Dzisiaj w świetle różnych faktów i dokumentów (niedostępnych w czasie wojny) zupełnie jasne jest, że tylko siły poza gettami, głównie kraje demokratyczne i bardziej humanitarne, mogły powstrzymać hitlerowców i ich wspólników drogą specyficznych kroków wojennych podjętych wyraźnie celem ocalenia Żydów'. Pomoc tę można było przynieść Żydom tylko w ciągu czternastu miesięcy, pomiędzy pierwszym masowym ich wytępieniem w Chełmnie a powstaniem w getcie warszawskim. 'W ciągu tego okresu potrzebne i - naszym zdaniem - możliwe były akty skutecznej pomocy. Lecz nie podjęto żadnych kroków. Tym samym świat nieżydowski ponosi współodpowiedzialność za los sześciu milionów Żydów' ".