Dla jednych Krzysztof Garlicki żył jak kloszard, dla innych – jak mnich. Odkąd w lesie nad Zalewem Zegrzyńskim znaleziono jego zwłoki, wszyscy zadają sobie pytanie: po co zabijać człowieka, który sam wypisał się z życia? I czy ta zbrodnia ma coś wspólnego z jego ucieczką z domu przed prawie trzydziestu laty?
Do rozwiązania sprawy zostaje oddelegowana para policjantów z Komendy Stołecznej: January Kostrzewa i Aneta Dragon. On: ułożony mąż i ojciec, tradycjonalista. Ona: singielka, która trafiła do Stołecznej po tym, jak napisała skargę na poprzedniego szefa. Do pomocy zostaje im przydzielona młoda miejscowa policjantka Magda, która w toku śledztwa sporo się dowie o mieszkańcach rodzinnych stron.
Ale żeby dotrzeć do prawdy o lokalnej społeczności, Kostrzewa i Dragon będą musieli najpierw odsunąć na bok wzajemną niechęć i jaskrawe różnice w widzeniu świata.
Pisarka i scenarzystka Małgorzata Sobieszczańska wraca z kryminałem, którego akcja zabiera czytelników do zagubionych w głębi ponurego lasu wiosek i turystycznych miasteczek wyglądających po sezonie na wymarłe. A co, jeśli ta posezonowa cisza jest bardziej niebezpieczna, niż mogłoby się wydawać?
Nie zasłużyli na życie, ale śmierć da im odkupienie.
Lubicie historie, których fabuła rozgrywa się w małej miejscowości, tam gdzie mieszkańcy wiedzą o sobie wszystko? Jeżeli tak, to najnowsza powieść Małgorzaty Sobieszczańskiej będzie dla Was lekturą idealną.
Autorka zabiera nas nad Zalew Zegrzyński, do małej miejscowości Nieporęt. To tutaj w lesie niedaleko zalewu zostają znalezione zwłoki Krzysztofa Garlickiego. Był uosobieniem spokoju, nikomu nie wadził, zawsze chętnie pomagał — tak mówią o Krzysztofie mieszkańcy wsi. Dlaczego więc ktoś pozbawił go życia w tak okrutny sposób? Do rozwiązania sprawy zostają przydzieleni policjanci z Komendy Stołecznej, January i Aneta oraz miejscowa policjantka Magda, która bardzo dobrze zna mieszkańców Nieporętu. Czy uda im się rozwikłać sprawę? Ile osób zginie,, nim odkryją prawdę?
Powieść „Złoty krąg” Małgorzaty Sobieszczańskiej okazała się dla mnie niezwykle intrygującą historią i jednocześnie miłym zaskoczeniem. Autorka już od pierwszych stron mocno mnie zaciekawiła i kartkowałam strona za stroną z zapartym tchem, nie mogąc oderwać się od lektury.
Uwielbiam klimat małych miejscowości, a tutaj niezaprzeczalnie jest on nakreślony bardzo dobrze. Autorka przede wszystkim skupia naszą uwagę na problemach, z jakimi zmagają się mieszkańcy małych podwarszawskich wsi, między innymi alkoholizm, czy przemoc w rodzinie. Małgorzata Sobieszczańska stworzyła prawdziwy kryminał, w którym uknuta intryga trzyma czytelnika w napięciu do samego końca. Ogromnym plusem tej powieści są również bohaterowie. Autorka wykreowała świetne postaci, z krwi i kości zmagający się z własnymi problemami i trudami życia codziennego. „Złoty krąg" to świetnie skonstruowana powieść kryminalna, którą czyta się naprawdę szybko i przede wszystkim przyjemnie. Autorka ma lekki styl i niewątpliwie potrafi zaintrygować czytelnika. Małgorzata Sobieszczańska idealnie oddaje nam klimat małych miejscowości, co za tym idzie, postaci i świat wykreowany przez autorkę wydają się być bardzo realne. „Złoty krąg” to książka, która wciąga od pierwszych stron I trzyma w napięciu do samego końca. Jeżeli lubicie klimatyczne powieści intrygujące zagadki kryminalne, to zachęcam Was do lektury.
Całkiem okej, trochę przypominało mi się Lipowo podczas czytania, ale poza tym to nie jest to książka, która odmieniła moje czytelnicze życie. Gdyby trochę powycinać, to pewnie odpadłoby z dobre 50 stron i nie odczułoby się różnicy. Zagadka spoko, udało mi się nawet pobawić w detektywa. Ale nie jest to nic odkrywczego.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki Złoty krąg autorstwa Małgorzaty Sobieszczańskiej. To moje pierwsze spotkanie z jej twórczością więc zupełnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. W lesie nad Zalewem Zegrzyńskim odnalezione zostały zwłoki mężczyzny. Ukrzyżowane zwłoki. Wywołało to nie lada poruszenie wśród hermetycznej lokalnej społeczności. Smaczku całej historii dodaje także osoba denata - był to mężczyzna żyjący na uboczu, nie wchodzący nikomu w drogę i nie mający wrogów. Krzysztof Garlicki, o którym mowa był miejscowym kloszardem, całkowicie wycofanym z życia. Jakiś czas później odkryte zostaną kolejne dwa ciała, a zbrodnia są bliźniaczo podobne do tej pierwotnej. Zamordowanych na pierwszy rzut oka nic nie łączy, nie znali się, żyli w zupełnie odmienny od siebie sposób. Do prowadzenia śledztwa oddelegowanych zostało dwóch funkcjonariuszy z komendy stołecznej. Aneta Dragon i January Kostrzewa nie mogliby się bardziej od siebie różnić. Żadne z nich nie pała entuzjazmem na myśl o wspólnej pracy. Zapału nie brakuje natomiast przydzielonej im do pomocy miejscowej policjantce Magdzie. Śledztwo, a co za tym idzie akcja powieści toczą się niespiesznie. Autorka bardzo szczegółowo opisuje problemy lokalnej społeczności, które są typowe dla większości niewielkich miejscowości w Polsce. Bardzo lubię taki małomiasteczkowy duszny klimat. Duży nacisk Małgorzata Sobieszczańska postawiła na odmalowanie rysów psychologicznych postaci. Należy oddać autorce, że stworzeni przez nią bohaterowie są niebanalni. W toku śledztwa na jaw wyjdzie bardzo wiele niewygodnych dla miejscowych faktów. Zakończenie było mocno zaskakujące, autorka skutecznie wodziła mnie za nos i ani przez chwilę nie byłam bliska odgadnięcia kto był sprawcą. Powieść jest dla spójna, brakowało mi wyjaśnienia kilku drobiazgów, ale swoją pierwszą przygodę z twórczością Małgorzaty Sobieszczańskiej uważam za udaną.
Zalew Zegrzyński. Nieporęt. Małe miasteczko otoczone ponurym lasem. Wymarłe i otulone posezonową ciszą. Ten las to dom zbrodni. Gdzieś w jego czeluści ukrzyżowany człowiek wisi. Jeden. Drugi. Trzeci...
„ Złoty krąg ” to nie historia jakich wiele. To kryminał, który gdzieś między wierszami przemyca obraz polskich realiów. Społeczno - polityczne środowisko stało się tłem dla tej opowieści. I nie ma tutaj miejsca na ubarwianie. Jest prawda. O nas, Polakach. O naszej mentalności, zaściankowości, braku tolerancji. Za to cenię tę historię.
Docenić muszę również pomysł na fabułę i intrygę kryminalną. Dałam się Autorce wodzić za nos. Umiejętnie pociągała za sznurki swojej wyobraźni, by zwieść czytelnika w pole. Bo podejrzanych nie brakuje. Są to chociażby młodzi neonaziści. Sekta złożona z lekarza, księdza, czy komendanta miejscowej policji.
Zabrakło mi jednak większej dawki napięcia w tej opowieści. Akcja toczy się powoli. Samo śledztwo również. I choć z reguły mi to nie przeszkadza, to tutaj trochę większego tempa mi zabrakło. Nie potrafiłam również wczuć się w emocje bohaterów, na czym zawsze bardzo mi zależy. Moją uwagę zwróciła jedynie Magda, młoda policjantka, która chce wyrwać się z miejsca, w którym żyje. Ma w sobie odwagę, by coś zmienić.
Małgorzata Sobieszczańska jest scenarzystką i to czuć na kartach tej powieści. Udowadnia, że bez rozlewu krwi i mocnych scen można stworzyć intrygujące śledztwo. Każda scena ma tutaj swoje znaczenie. Każde słowo jest potrzebne. To wszystko razem tworzy nasycony niepokojem klimat. Szkoda tylko, że zabrakło emocji i napięcia. Wtedy byłoby idealnie. Mimo wszystko, spędziłam dobry czas z tą opowieścią. Bardzo dobra rozrywka.
Ogromne poruszenie w spokojnej poza sezonem wsi wzbudza nietypowa śmierć miejscowego samotnika, człowieka o ogromnym sercu. Mężczyzna został uduszony i przybity do drzewa.
Czy tylko mnie napawają smutkiem i nostalgią turystyczne miejscowości poza sezonem? Interesujące okazało się, spojrzenie autochtona żyjącego na co dzień w tętniącej życiem miejscowości. Jak bardzo jego oczekiwania rozjechały się z rzeczywistością? Wydaje nam się, że dla zamieszkujących nad Zalewem Zegrzyńskim ludzi, życie to nieustające wakacje. Nic bardziej mylnego, doceniają oni spokój i wytchnienie, jaką dają jesień i zima.
Opis miejscowej komendy i pracujących w niej policjantów wydał mi się, aż nadto rzeczywisty. Autorka świetnie zbudowała kreację bohaterów i napięcie towarzyszące zagadce kryminalnej. Przeczytałam już setki kryminałów i niezwykle rzadko zdarza mi się wzruszyć cierpieniem bliskich ofiary, jednak tu, tak plastyczny opis bólu matki-staruszki po utracie syna, wywołał u mnie łzy.
Podobała mi się ta historia: spokojna, podszyta pewnym niepokojem, spowita cierpieniem, inteligentna, z kryminalnym zacięciem. Delektowałam się każdą jej stroną.