Trzy wieki podnoszenia się z kolan po wielkiej Zagładzie nauczyło nas wiele. Szczególnie w kwestii skutecznej eksterminacji. Kanalia wyrosła na największe dzieło ewolucji.
Nazywam się Vincent Sztejer i zabijam dla srebra.
Wścieklica jest jedną z dwóch największych plag ludzkość. Zaraz obok władzy. Obydwie zmieniają ludzi w wyprane z uczuć, dyszące żądzą mordu, zaślinione bestie. Ci przy korycie lepiej się maskują, ale najskuteczniejsze lekarstwo na obydwie przypadłości jest identyczne - porcja ołowiu aplikowana za pomocą obrzyna. Najlepiej z małej odległości.
Mógłbym tu się przed wami wybielić, skłamać, że moim powołaniem jest ratowanie uciśnionych niczym junak z ballady. Znacie ten schemat, oklepany do wyrzygania. Skuteczny, kiedy zapragniesz kopnąć w kalendarz. Dziękuję, postoję. Mnie się w tym szambie mimo wszystko podoba.
I tak sterczę pomiędzy tymi co chcą mnie zeżreć, a tymi co chcą mnie zabić i ograbić. Co bym nie zrobił mam przesrane. U mnie norma.
Opinia o drugim i trzecim tomie, które przeczytałem właściwie jeden po drugim.
Robert Foryś trzyma formę i daje czytelnikowi to, do czego przyzwyczaił, od pierwszego tomu przygód naszego najemnika. Cięty język Sztejera. Realistyczne spojrzenie na świat, w którym żyje. Duża dawka humoru oraz akcji. Dla mnie lektura kolejnych części z Vincentem Sztejerem w roli głównej to dobra i niezobowiązująca rozrywka. Idealna, by po ciężkim dniu w pracy, usiąść nad książką dla czystej przyjemności i zabawy. A przy tym napisana w sposób nieobrażający inteligencji czytelnika. Dlatego będę wypatrywał kolejnych tomów i z chęcią wrócę do świata wykreowanego przez Roberta Forysia. Bardzo solidna lektura!
Wow, wow i jeszcze raz wow. "Sztejer. Gdzie miecze poniosą" jest genialną książką. Robert Foryś stworzył prawdziwą perełkę. To było moje pierwsze czytelnicze spotkanie z głównym bohaterem Vincentem Sztejerem. Koniecznie muszę poznać jego wcześniejsze przygody. Vincent Sztejer jest pozytywnym bohaterem, ale ma swoje za uszami. Nie da się jego nie lubić. Zabija nie dla samego zabijania, ale w celu przeżycia. Tutaj napotka bardzo niebezpiecznych ludzi. Będzie walczył z zakażonymi osobami, ponieważ aktualnie panuje wścieklica. Ostatnia faza choroby powoduje u ludzi kanibalizm. Czy Sztejer wyjdzie z tego żywy? Bardzo się o niego bałam. Poznając nowych ludzi, przedstawia się imieniem Wolf. Dlaczego ukrywa swoje prawdziwe dane? Co takiego zrobił w przeszłości, że musi się ukrywać? Nasz bohater będzie służył Zaprzysiężonym Braciom. Jak na tym wyjdzie? Bardzo podoba mi się fabuła. Stworzona jest z punktu widzenia głównego bohatera. Czytając "Sztejer. Gdzie miecze poniosą" miałam wrażenie, że czynnie uczestniczę w niektórych akcjach. Byłam tym faktem bardzo przerażona. W tej części dzieje się wiele zła. Tutaj miałam do czynienia z czarownicami i ludźmi, którzy oddali swoją duszę diabłu. Zaprzysiężeni Bracia oczyszczali środowisko. Poczytajcie, w jaki sposób tropili opętanych. Czy wszystkie te osoby faktycznie podpisały z diabłem cyrograf i z nim współżyli? Czy to tylko przykrywka dla większego zła? Czy wszyscy Zaprzysiężeni Bracia działają ku chwale Najświętszej Pani? Czy głód i nędza spowodowana jest grzechami przeciwko niej? Czy to ona sprowadziła na swoich wyznawców przeklętą zarazę (wścieklicę)? Czy to raczej jest sprawka diabła? Jakie zadanie w tej części dostanie Sztejer? Podobają mi się nazwy miast stworzone przez autora między innymi Torunium. Jestem zachwycona poczuciem humoru Roberta Forysia. Padłam ze śmiechu, czytając fragment o pewnej mieszczce i jej mężu. Żona w idealny sposób udowodniła swojemu lubemu, że kobieta również jest istotą ludzką. Koniecznie musicie to przeczytać. Moim zdaniem najgorszym bohaterem jest mistrz Jorg Lejman. To, co zrobił woła o pomstę do nieba. Pozostaje pytanie, komu tak naprawdę służy? Najświętszej Pani, czy diabłu? Czytając tę książkę, sami się domyślicie. Mam cichą nadzieję, że autor ma w planach napisać jeszcze kilka tomów z przygodami Vincenta Sztejera. Jestem w szoku, że powieść fantasy tak przypadła mi do gustu. Nie mogłam oderwać się od czytania. Nie poszłam spać, dopóki nie poznałam zakończenia. Nie żałuję zarwanej nocki. Było warto. Na plus zasługują piękne i krótkie opisy otoczenia, w których aktualnie znajdował się główny bohater. Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że czytam osobisty pamiętnik Vincenta Sztejera. To było ciekawe doświadczenie. Historia ukryta na kartkach tej powieści trafia na moją listę top 5 marca. Ta powieść jest dosyć brutalna, dlatego moim zdaniem nie nadaje się dla młodszych czytelników. Z przyjemnością zobaczyłabym ekranizację książki "Sztejer. Gdzie miecze poniosą".
Macie problem z pisaniem negatywnych recenzji, czy przychodzi wam to równie łatwo co pozytywne?
Osobiście rzadko trafiam na książki, które mi się nie podobają, więc nie mam ku temu większych okazji. W przypadku "Sztejera 3: Gdzie miecze poniosą" mam ten problem, że nie bardzo nawet wiem co wam o tej książce powiedzieć poza tym, że okropnie się na niej wynudziłam 🙈
Sięgnęłam po ten tytuł, słysząc że jest on napisany w formie pamiętnika, opowiadań, więc nie trzeba znać poprzednich przygód bohatera żeby się odnaleźć. Może nie trzeba, ale może byłoby to dla mnie pomocne i lepiej odnalazłbym się w tej historii? W książce są dwa opowiadania, z czego jedno ma ponad 200 stron i właśnie to przeczytałam, bo więcej nie dałam już rady.
Sztejer skojarzył mi się niejako z Wiedźminem, choć ten zabija ludzi dla pieniędzy i odniosłam wrażenie, że jednak więcej myśli o ratowaniu własnej skóry, niż pomaga innym. Nawet jak mamy tu jakieś wewnętrzne dylematy moralne to raczej odbywają się bez większego wprowadzania refleksji w czyny. Nie mogę odmówić Sztejerowi inteligencji, ale zdecydowanie nie jest to bohater, którego mogłabym polubić.
Akcja książki dzieje się w Torunium, gdzie Sztejer wraz z napotykanym wcześniej Zaprzysiężonym Bratem ukrywają się przed ludźmi zakażonymi Wścieklicą. Myślałam, że ten temat będzie bardziej rozwinięty, że będzie więcej interakcji z chorymi, jednak bohaterowie przebywają głównie w zamkniętym mieście, w którym przedstawiciele Klasztorów urządzają polowanie na czarownice. Tu znowu pojawiła się we mnie nadzieja, że może ten wątek sprawi, że książka mnie wciągnie. Niestety miałam wrażenie, że czytam po prostu kolejne nazwiska osób oskarżonych o czary, opisy ich tortur i to w zasadzie tyle. Generalnie lubię motyw, w którym to wiara ma większą władzę w państwie i ukazanie życia w takim społeczeństwie, ale tu wszystko było jakieś płaskie, nikt mnie nie obchodził, krzywiłam się tylko przy kolejnych wulgarnych i okrutnych scenach.
Widzę, że ta część serii zbiera w Internecie najlepsze opinie, więc być może nie była to po prostu książka dla mnie😅
Czytając cały czas czekałam na jakiś moment kulminacyjny, zawiązanie się głównego wątku czy czegokolwiek, co nie przypominało by zapisków "z pamiętnika...". Na próżno. Koniec tomu drugiego zapowiadał powrót Vincenta do Torunium w celu odkrycia kim lub czym jest. Taki był przynajmniej plan głównego bohatera, o którym zdaje się zapomniał dosyć szybko, ponieważ więcej nie został wspomniany. Zamiast tego zajął się tym co zwykle - zabijaniem wszystkiego co nawinie się pod miecz i sypianiem z kim się uda. Nudno może i nie było, ale ileż można?!