Przede wszystkim denerwowało mnie wydanie książki i te dziesiątki różnych czcionek, kursyw, pogrubień... no czytało się to źle. Poza tym sposób prowadzenia tego wywiadu. Rzadko, naprawdę rzadko czytam wywiady, więc nie mam zbyt dużego doświadczenia w tym temacie, ale litości ILE RAZY MOŻNA PYTAĆ O TO SAMO???? Pytania o narcyzm przewijały się milion razy, tak samo o to, czy Goebbels kochał żonę, czy uwielbiał Hitlera jakby??? I w ogóle wydaje mi się, że całość była trochę o niczym, takie, o rozmowy, przy porannej kawie, nic ciekawego. Nie czuję, żebym jakoś lepiej poznała Goebbelsa, wydaje mi się, że już zapomniałam o połowie rzeczy, które przeczytałam. Książka przedstawia Goebbelsa wręcz jako dość nudnego człowieka, takie niewyróżniającego się (no poza narcyzem i zapatrzeniem w Hitlera), a jednak musiał być dość niezwykły, skoro był tym kim był. Może i lepiej poznałam jego spojrzenie na świat, np ten fanatyzm na punkcie Hitlera czy dziwne odklejki względem żony, ale większość tych rzeczy brzmiała jak takie plotki? Też ciakiwi mnie źródło autora, bo napisał tyle tych "spowiedzi" i kurcze akurat to on napisał te wszystkie, niesamowite wywiady. Niby pod koniec książki Macht wspominał, że ktoś mu przysłał te zapiski, ale oczywiście jest to anonim. Widziałam też sporo różnych opinii a propos wiarygodności i cóż... Nie daje mi to spokoju.