Wywiad-rzeka, przeprowadzony z Profesorem przez Michała Komara, swoiste podsumowanie niezwykłego życia, anegdoty, refleksje, zaskakujące wyznania, fragmenty rozmów w audycjach rozmów na antenie I programu Polskiego Radia, publikacje fragmentów książki na łamach dodatku "Polityki" - "Poradnik Historyczny" i na łamach dziennika "Rzeczpospolita", spotkania autorskie. Cudem uratowany z Oświęcimia, uczestnik Powstania Warszawskiego, Polak ratujący Żydów, więzień PRL-u, szef dyplomacji w III RP, znakomity uczony ... Profesor Bartoszewski opowiada o całym swym długim i niezwykłym życiu, a obdarzony jest fotograficzną pamięcią. Jego historia osobista pełna zaskakujących wydarzeń, osób sławnych i bohaterów, znanym nielicznym, stapia się z ponadczasowymi refleksjami na temat naszej racji stanu, katolicyzmu, tolerancji, skomplikowanych wyborów moralnych, politycznych, ludzkich.
Niewielu moze sie pochwalic tak ciekawym zyciem, tym bardziej w tak "nieciekawych" czasach. I niewielu sposrod nich chodzi jeszcze po swiecie.. Te kilka stron przypomina wielokrotnie o tym, co dzis mamy centralnie w dupie - ze warto szanowac innych, warto czynic dobro, i ze ludzie na poziomie potrafia rozmawiac niezaleznie od pogladow.
Są rzeczy, które mi się nie podobały w tej książce, ale ostatecznie życiorys Pana Bartoszewskiego przekonał mnie do oceny pięciogwiazdkowej.
Posiadanie takiego CV jest nierealne. Przed lekturą wiedziałem właściwie jedynie o Auschwitz i późniejszej post-komunistycznej karierze Bartoszewskiego. Wywiad zdecydowanie wyklarował mi resztę - silne związki ze społecznością katolicką, "Żegota" i pomoc Żydom w II wojnie światowej, kilka lat spędzonych w PRL-owskich więzieniach, kontakty z "Radiem Wolna Europa", szeroko rozumiany opór przeciwko komunizmowi, walka z antysemityzmem i radykalizmem. Niesamowite.
Co więcej, sposób bycia Bartoszewskiego, jego energia i charyzma powodują to, że wszelkie historie są żywe i interesujące. Czyta się to po prostu świetnie. Brak dramatyzowania, akceptacja faktów i reakcja na nie.
Najmocniejszym elementem przekazu jest moim zdaniem życiowa filozofia bohatera tego wywiadu. W pewien sposób przypomina mi doktrynę Viktora Frankla - odnajdywanie sensu w każdej sytuacji. To co Bartoszewski podkreśla wielokrotnie to opinia, że ludzie dzielą się jedynie na przyzwoitych i nieprzywoitych. Każdy ma swoje indywidualne poglądy polityczne czy społeczne. W pewnych momentach jednak tracą one całkowicie na znaczeniu - wtedy jedynie jesteśmy w stanie zweryfikować ludzką moralność i siłę.
Jeśli chodzi o minusy to dość często byłem zagubiony w opisywanej przestrzeni. Niestety moja wiedza historyczna z tego okresu jest słaba (do nadrobienia!) i wiele przytaczanych nazwisk czy sytuacji była mi nieznana.
Profesor Bartoszewski byl I jest nadal, choc nie ma go juz miedzy nami, wielkim autorytetem. Ten wywiad to wspaniala lekcja historii wspolczesnej poprzez pryzmat zycia jednego czlowieka. Wybitnego I skromnego.
Jedna z moich lektur z okazji rocznicy Powstania - fenomenalny wywiad-rzeka z człowiekiem, który na samym początku wojny trafił w przepaść - do Auschwitz - i gdy udało mu się ją opuścić, mimo wiedzy o tym, co grozi za walkę z okupantami, czy to niemieckimi, czy komunistycznymi, cały czas szedł po tej kładce nad przepaścią, bo uważał, że to doświadczenie zostało mu dane "po coś" - by mógł pomagać ludziom. Zamiast recenzji kilka cytatów: "Niektórzy historycy mówią, że w rezultacie powstania zabrakło tysięcy ludzi, którzy mogliby budować nową Polskę. Czyli że gdyby powstanie nie wybuchło, to Stalin zmieniłby swoje założenia strategiczne? A niby z jakiego powodu?Przypominam, ż na kresach żołnierze AK byli więzieni, deportowani, zabijani jeszcze przed wybuchem powstania. Że między latem 1944 r. i latem 945 r. wywieziono ze wschodniej POlski do Rosji kilkadziesiąt tysięcy ludzi [...]. To była wypróbowana stalinowska metoda, której powtórzenie w Warszawie nie wymagałoby większego wysiłku. Jeśli można deportować 50 tysięcy, to równie dobrze można deportować 100 tysięcy albo i dwa razy więcej. [...] Nie, nie wiem, co by było, gdyby powstanie nie wybuchło. Nikt nie wie. Jałowe rozważania! Wiem, co było! [s. 120]
"Dziś zastanawiam się, czy nie powinienem był zająć się edukacją, skończyć studia, znaleźć pracę na uczelni, skoncentrować się na karierze osobistej. Może wszystko poszłoby łatwiej? Może? Ale uważałem, że suma doświadczeń i wiedzy, która została mi dana - bo przecież ja sobie nie wybrałem ani obozu, ani konspiracji, ani powstania - zobowiązuje do działań użytecznych." [s. 136]
"Ludzie zachowują się albo przyzwoicie, albo nieprzyzwoicie. I to jest podział elementarny. Nauczyło mnie życie, że ludzi nie wolno oceniać wedle ich sympatii czy poglądów politycznych, ale według kryterium prawości. Idzie o siłę oporu przed pokusami. Że ktoś był więźniem politycznym, to wcale nie znaczy, że uzyskał od losu patent na szlachetność". [s. 188]
[o tym, jak został ambasadorem w Wiedniu - o swoim przerażeniu i zgodzie] "Bo ja się uważam za patriotę. Co to znaczy? Że biorę odpowiedzialność za przeszłość mojego narodu w dobrym i złym, i za jego przyszłość, tak jak biorę odpowiedzialność za samego siebie. Patriotyzm jest dla mnie źródłem godności. A ponieważ tak się składa, że jestem wierzącym chrześcijaninem, to mam pewność, że moje dobro nie może stać w sprzeczności z dobrem mojego narodu i z dobrem powszechnym. Więc jeśli jestem potrzebny, to nie powinienem się wahać. Dla mnie patriotyzm jest wartością. To znaczy czymś pozytywnym. Postawą wolną od demagogicznych podniet, od paranoicznego węszenia za wrogiem. Postawa na rzecz czegoś, a nie przeciw komuś". [s. 259]