Mam mieszane uczucia odnośnie tej książki. Z jednej strony tytułowe opowiadanie jest naprawdę powalające i brutalnie rozprawia się z rzeczywistością Rumunii pod rządami Ceausescu. Z drugiej, w zbiorze tym pojawiają się eseje czy reportaże pisane w stylu postmodernistycznych zabaw pojęciami, którego nie znoszę. Wydaje mi się, że im prościej pisze autorka, tym lepiej jej to wychodzi, dlatego ten zbiorek jest nierówny, raz bardzo filozoficzny i literacki, raz bardziej dziennikarski, łatwiejszy w odbiorze. Podoba mi się jednak, że jej refleksje są często nie wprost: "...żyliśmy w świecie, który dążył do tego, aby wszystko, co brzydkie, zgromadzić na jak najmniejsze powierzchni, w gęstym, beztroskim powtórzeniu". Wiele jej analiz wydało mi się bardzo współczesnych: "Dlaczego ludzie, którzy idą do polityki, dla których publiczne przemawianie jest tak samo ważną częścią zawody jak decyzje podejmowane za zamkniętymi drzwiami, dlaczego ci ludzie nie czytają przynajmniej tyle, żeby opanować podstawową tonację dającego się zaakceptować jeżyka? Dlaczego dzisiaj, aby występować przeciwko neonazistom, posługują się językiem, którego estetyka niewiele różni się od metaforyki faszyzmu?". Natomiast książkę w całości trzeba sobie dawkować, bo pisana jest często trudnym językiem, który sprawia, że może być nieco męcząca. Tematyka i perspektywa warta uwagi, forma po prostu nie taka, jaka mi zwykle najbardziej odpowiada.