Lektura 'Trylogii' zbiegła się w moim przypadku z doniesieniem prasowym o kolejnym rekordzie frekwencji w Tatrach. Mam lekką deprechę czytając najpierw, że na szlaki weszło JEDNEGO DNIA 200 000 ludzi a za chwilę opis u Wawrzyńca Żuławskiego samotnej 3-dniowej wędrówki po dolinie Litworowej oraz porannej kapeli w stawie, której towarzyszyła beztroska zabawa młodych kozic zjeżdżających na zadkach po śniegu. Z weselszych wiadomości: okazuje się, że wchodzenie na najwyższe szczyty w klapkach ma stuletnią tradycję. Jedno jest pewne: 'Trylogia' to lektura obowiązkowa dla miłośników Tatr.