Że wielkim malarzem był - wiadomo. Ale że pisał wiersze, nałogowo palił papierosy i grał w karty z taką samą namiętnością, jak jego żona, z tą tylko różnicą, że ona przegrywała - już niekoniecznie. Znakomita biografia Jacka Malczewskiego przynosi erudycyjny, daleki od mitologizacji, przykuwający uwagę portret jednego z największych polskich artystów. Dorota Kudelska gromadziła materiały do tej książki przez kilkanaście lat. Przemierzyła całą Polskę i pół Europy. W państwowych archiwach i prywatnych zbiorach odnalazła ponad tysiąc nieznanych listów od i do artysty. Także tych pisanych przez Marię Kingę Balową, jego muzę i kochankę, których - wbrew danemu jej słowu - Malczewski nie zniszczył. Rzucają one światło na dzieje ich dziesięcioletniego związku, a także na nieudane małżeństwo artysty z córką zamożnego aptekarza, dla której sztuka męża pozostawała obca. Dlatego między innymi na portrecie namalował ją w swojej pracowni w otoczeniu zasłoniętych lub odwróconych do ściany obrazów. Kolejne rozdziały - zogniskowane wokół ważnych dla Malczewskiego miejsc i osób - przedstawiają dzieje jego przyjaźni i miłości, rozwoju duchowego i emocjonalnego, ukazują jego udział w artystycznym życiu Krakowa przełomu XIX i XX wieku oraz tajniki warsztatu: intrygujące rekwizyty, stroje, piękne modelki... Książka rewiduje utrwalone przez lata opinie, przynosi nowe odczytania spuścizny artystycznej Malczewskiego, wyjaśnia pomijane dotąd przez biografów szczegóły wydarzeń z jego siedemdziesięciopięcioletniego życia. Nie omija też tematów trudnych czy niewygodnych. Stawia wreszcie czoło potężnej machinie automitologizacyjnej, którą Malczewski budował przez całe życie. Dzięki temu otrzymujemy solidnie udokumentowany i fascynujący portret geniusza o nader skomplikowanej osobowości.
Książka Doroty Kudelskiej nie jest typową monografią akademicką napisaną na stopień, co widać przede wszystkim po stylistyce języka. Autorka starała się, aby ten tytuł mógł trafić do szerszego kręgu odbiorców niż wąskie grono historyków sztuki. Nie jest to jednak praca popularnonaukowa – przypisy odgrywają w niej bardzo istotną rolę, gdyż niekiedy w bardzo rozbudowanych odsyłaczach prezentowane są wątki poboczne, których nie zdołano wkomponować w korpus głównego tekstu. Jak każdy tego rodzaju tytuł z pogranicza jest ona wynikiem pewnego odautorskiego kompromisu między zachowaniem wagi przeprowadzonych badań archiwalnych i jednocześnie myśli o popularnonaukowym jej wydźwięku. Niestety taki produkt kompromisu oświetla wszelkie jego mankamenty. Na dodatek pozycja ta nie jest ani klasyczną biografią artysty ani jego biografią intelektualną. W rezultacie jako jej czytelnik nie bardzo wiem, jaką miarę przyłożyć do tekstu Doroty Kudelskiej i ocenić efekt finalny.
Na plus autorce (i zarazem książce) należy zaliczyć krytyczne podejście do materiału źródłowego, w tym i tego, z którego pieczołowicie korzystali dotychczasowi monografiści Jacka Malczewskiego. Pozwoliło to bowiem Dorocie Kudelskiej na zupełnie inną ocenę związku między malarzem a Marią Balową, przyczyn ich rozstania oraz skutków dla dalszej kondycji psychicznej artysty. Zawarta w rozpiskach autobiograficznych krytyczna ocena własnego prowadzenia się przez Malczewskiego wbrew dotychczasowym ustaleniom badaczy nie odnosi się do pozamałżeńskiego związku z Balową, lecz do okresu młodości chmurnej i durnej. Wynika to bowiem z datowania tekstu – malarz pisząc gorzkie słowa o sobie samym w 1884 r. nie mógł ich odnosić do osoby swojej muzy, z którą nawiązał romans dopiero w 1900 r.! Pozwoliło to autorce na rzucenie zupełnie odmiennego światła na ich rozstanie, które – jak wynika z zachowanej korespondencji Marii Balowej – odbyło się z jej inicjatywy i na jej zasadach. Skruszony artysta wrócił z podkulonym ogonem do żony, lecz o jego stanie ducha najlepiej może świadczyć fakt, że stworzył wówczas szereg płócien o tematyce orfickiej. Nie trzeba być wybitnym znawcą męskiej natury aby domyślić się, co kryło się w wyborze przez Malczewskiego figury Orfeusza, który utracił swą Eurydykę w czeluściach Hadesu…
Dorota Kudelska nadała książce podtytuł Obrazy i słowa i obecność tych „słów” nie jest przypadkowa. Autorka jest i historykiem sztuki i polonistką z wykształcenia i to zacięcie polonistyczne dochodzi u niej (zbyt często niestety) do głosu. Nowatorskie u niej było podejście do źródeł – dla Kudelskiej wszystko, łącznie z wierszami Malczewskiego na odwrotach szkiców, stanowiło budulec dla wiedzy o Malczewskim. Na tej podstawie Kudelska skorygowała lokalizację jedynego zagranicznego wspólnego wojażu artysty z Marią Balową z najczęściej podawanego przez monografistów Neapolu na rzecz znacznie bliższej ówczesnych granic Austro-Węgier Wenecji. Analizując poezje które wyszły spod pióra malarza autorka spostrzegła, że pisał on wyłącznie o widokach, które znał z bezpośredniej autopsji, stąd obecność w tych poemach gondolierów i kanałów jest, jej zdaniem, nieprzypadkowa. Wiersze Malczewskiego służą również wielokrotnie do odmalowania jego stanu ducha, co jest i mało ciekawe i mało odkrywcze, zwłaszcza że nie jest to poezja najwyższych lotów.
Tam, gdzie autorka kontestuje dotychczasowy stan wiedzy lub wchodzi w polemikę, jej tezy są bardzo dobrze uzasadnione i uargumentowane. Dotyczy to zarówno szczegółów biograficznych, jak i dorobku malarskiego, przy czym na niwie tego drugiego Kudelska dorzuca garść wiedzy wyłącznie na temat juweniliów Malczewskiego. Wielkie oleje z dojrzałego etapu życia artysty są odnotowywane, ale w ich wypadku autorka dezerteruje z komentarzem, choć paradoksalnie na temat ich interpretacji powinna mieć najwięcej do powiedzenia. Wyjątkiem jest Polonia z 1914 r., którą Dorota Kudelska odziera z patriotycznych odczytań.
Jaki Malczewski ukazuje się z książki Doroty Kudelskiej? Osobą wyjątkowo małą, której życiorys nie dorósł do wielkości jego sztuki. Największy polski symbolista był marnotrawnym synem, fatalnym mężem i nie najlepszym ojcem. Nie jest to zresztą pierwszy przykład osoby, której dzieło przerosło mistrza, smutne jest jedynie to, że w wypadku Malczewskiego ów przerost nastąpił praktycznie na wszystkich frontach. U autorki czuć wyraźną tendencję do rozgrzeszania artysty z romansu z Balową (z uporem maniaka nazywaną w książce „Kinią”, co wystawiało moją cierpliwość na męczące próby) i choć bezdyskusyjnie Malczewska była osobą, której można zarzucić sporo, to jednak jej filisterskie zainteresowania i całkowitą obojętność na sztukę malarz mógł dostrzec przed ślubem, mimo to zdecydował się na ożenek. Posag panny młodej podejrzewam, że odgrywał niebagatelną rolę. W odbrązowianiu wizerunku Malczewskiego praca Doroty Kudelskiej wnosi sporo dobrego, choć można tu i ówdzie czuć niedosyt. W dyskusji na temat jego dorobku artystycznego jej wkład nie jest już aż tak mocno zauważalny, wbrew okładkowemu blurbowi prof. Poprzęckiej.