Powieść Ciemności kryją ziemię Jerzego Andrzejewskiego należą do kanonu literatury polskiej. Książka została wydana w 1957 roku, czyli w czasie “odwilży” po okresie stalinowskiego terroru. Andrzejewski, który po wojnie gorliwie służył partii i sowietom, dokonuje w Ciemnościach... analizy wchodzenia w służalczość wobec ideologii i władzy. Autor próbuje zrozumieć i opisać zjawisko fanatyzmu ideologicznego, a także pojęcia kłamstwa i prawdy. Dopóty trwał reżym komunistyczny, dopóki nie mógł tego czynić otwarcie, dlatego posłużył się maską historyczną. Pretekstem do analizy komunizmu jest inkwizycja w XV wieku, kiedy także panował terror, a system władzy dokonywał zbrodni na ludziach w imię błędnie pojmowanej religii. Głównymi bohaterami są inkwizytor Tomas de Torquemada oraz zakonnik Diego de Manente. Początkowo młody dominikanin nie znosi inkwizycji i osoby inkwizytora, wątpi w słuszność jego działań. Jednak pod wpływem Torquemady, który oplata go swą dobrocią i dopuszcza do wysokich funkcji, Diego stopniowo z gorliwego przeciwnika staje się gorliwym wyznawcą idei inkwizycji, zdolnym wysyłać na stos nawet najbliższych.
Jerzy Andrzejewski was a Polish novelist, short-story writer, and political dissident noted for his attention to moral issues important in 20th-century Poland and for his realistic fiction.
Andrzejewski was born into a middle-class family, and the young writer studied Polish language and literature at the University of Warsaw. The stories published in his first book, Drogi nieuniknione (1936; “Unavoidable Ways”), originally appeared in a right-wing periodical, with whom he soon severed relations. That volume was followed by the novel Ład serca (1938; “Heart’s Harmony”), in which Andrzejewski tried to find in Roman Catholic teachings solutions to the problems of contemporary life. During the German occupation of World War II, he participated in the Polish underground. After World War II, Andrzejewski wrote Noc (1945; “Night”), a collection of wartime stories, and, together with Jerzy Zagórski, a satirical drama, Swięto Winkelrida (1946; “Winkelried’s Feast”). Contemporary political problems are projected in Popiół i diament (1948; Ashes and Diamonds), translated into 27 languages and generally considered his finest novel. It presents a dramatic conflict between young Polish patriots and the communist regime during the last days of World War II. In 1958 Andrzej Wajda, the leading director of the Polish cinema, directed a movie based on the book and bearing the same title.
In 1949 Andrzejewski joined the Communist Party, and for the next seven years he supported its ideology in his essays, but in 1956 he gave up membership and established himself as one of the principal critics of the party’s policies, both in his creative writings and in his activities. In 1976 he became one of the cofounders of the Workers’ Defense Committee (KOR), from which eventually grew the anticommunist trade union Solidarity, outlawed in 1981. Andrzejewski also coedited Zapis (1977–81), a literary magazine publishing dissident writers. Andrzejewski’s novels Ciemności kryją ziemię (1957; The Inquisitors) and Bramy raju (1960; The Gates of Paradise) present modern problems disguised as historical novels, while Apelacja (1968; The Appeal) and Miazga (1981; “The Pulp”) directly address the issues of contemporary society.
Andrzejewski’s life and work seem to be emblematic for many Polish intellectuals of his generation—from his ardent Catholicism before the war to his heroic involvement with the Resistance during the Nazi occupation, through his subsequent skepticism, to his total acceptance of the Marxist ideology after the war, and, finally, to his disillusionment with and open dissent against communism. His short stories and novels, Ashes and Diamonds in particular, can be read as a moving testimony to his development.
andrzejewski to chyba mój ulubiony polski pisarz, geniusz estetyczny i alegoryczny. ponownie, średniowieczna maska odsłania uniwersalną prawdę o jakiejkolwiek, tak naprawdę, ideologii – religijnej czy też nie. piękna proza, szkoda tylko, że tak zapomniana.
Propedeutyka pedagogiki nikczemności, czyli mój powrót do “Ciemności kryją ziemię” Jerzego Andrzejewskiego.
Wracam po 7 latach do Andrzejewskiego – wybiórczo ale z zachowaniem chronologii. W pierwszej kolejności zajrzałem do kilku jego wczesnych opowiadań, jeszcze z okresu przed- i powojennego. Co można było tam znaleźć? – dydaktyzm i moralizatorstwo. Witkiewicz taką prozę nazywał bydlęco-życiową – do bólu realistyczną, ociężałą, zamkniętą w doczesności i niezdolną do lotu w stronę artystycznego naddatku. Był Andrzejewski kronikarzem dnia codziennego, próbującym nadać opisywanym przez siebie sytuacjom etyczny ciężar. Jest w tym potencjał, ale brak odpowiedniego stylu (indywidualnego literackiego języka) i zorientowania na prawdy uniwersalne. Gdyby jego spuścizna miała się ograniczać do “Apelu”, “Kłamstw”, “Podróży” czy “Popiołu i diamentu”, to niewielu by o nim dzisiaj pamiętało. Tego Andrzejewskiego nie tylko nie lubię, ale przesadnie nie cenię.
Ale…
Publikacja “Ciemności kryją ziemię” w roku 1957 zaczyna wszystko zmieniać. Od tego momentu nastaje nowy etap w twórczości Andrzejewskiego, a my stajemy przed Panem Pisarzem Jerzym Andrzejewskim w wersji 2.0. Dlaczego ten utwór jest tak doskonały? Z kilku powodów. Po pierwsze, serwuje nam Andrzejewski potężną historię o władzy oraz sile oddziaływania jednostki (mentora) na duszę wahającego się ale gorliwego młodzieńca. Można tę nowelę czytać, jak traktat o uległości (osobie) i podległości (ideologii). Po drugie, dostajemy doskonały pokaz erystyki i retoryki – niuansów argumentacji, metod przekonywania i sprytnego manipulowania racjami. Po trzecie, rozważania na temat takich pojęć, jak: miłość, prawda, natura ludzka, zaświadczają nie tylko kunsztowności kazuistyki Torquemady, ale tym samym potwierdzają talent samego Andrzejewskiego. Miejscami są to niemal sokratejskie dialogi. Po czwarte, poddany pod osąd zostaje problem prawdy, której nie wystarczy zdefiniować (już to nie jest przecież proste!). Ten tekst równie mocno pokazuje, jak istotne jest jej usytuowanie w systemie norm i wartości. Czy prawda ma być nadrzędna względem miłości czy odwrotnie? Po piąte wreszcie, w końcu Andrzejewski popuszcza literackie cugle i przestaje być spętany formą! Znajdziemy tutaj m.in.: a) biblijną egzegezę; b) fragmenty kronik; c) protokoły z przesłuchań inkwizycji; d) religijne dialogi; e) bildungsroman; f) filozoficzną refleksję nad podstawowymi pojęciami; g) objawienia/nawiedzenia; h) namysł nad istotną relacji wiedza-władza/władza-wiedza i funkcjonowania opresyjnego systemu, niemal jak u Foucaulta.
I recently (2023) purchased this book by an author who was clearly much thought of in his day and now is what? Forgotten? Unknown? I prefer to think he is awaiting rediscovery and I hope to play a part with my reviews of this and his other works. I can't help indulging in a bit of old man grumpiness - it is shocking to look back and see how much fiction used to be translated into English in the past compared to the paucity of such works available today.
This is a brilliant novel though the strapline on novel's jacket:
'The Great Polish Novel of Ideas'
describes more accurately what this book is. Although using the historical setting of the Spanish Inquisition and its founder Torquemada this is not really a historical novel, I doubt if Andrzeyevski did much more than cursory research and I am sure a historian could find plentiful anachronisms and mistakes. But it isn't important because this is a novel about belief and its subversion by power. Published in 1957 at a time when both Communist ideology as represented by the Soviet Union was at its post Stalin height and Catholicism, and the Catholic Church, were at the height of its Ceaseropapal glory with Pope Pius XII, mounted on the sedia gestatoria and flanked by ostrich plumed fans ala the emperors of Constantinople moving about the Vatican and Rome physically while projecting himself internationally via the nascent TV technology. That both ideologies would implode so rapidly and disappear so thoroughly was unimaginable back then, or even when the novel was translated in 1960 (see my footnote *1 below).
You can read the novel as an attack on Communism, or at least the ideology that gave rise to the Stalinist show trials (and it is worth reading this novel in conjunction with Arthur Koestler's 'Darkness at Noon') and I am sure that Andryzeyevski meant it, in part, to be understood as such but his attack was broader and I do think he meant for the Church to be a target as well. Any belief which undermines personal freedom is under attack, intentions are irrelevant because if you can't accept independent thought, criticism and action then you have no freedom and, in the 1950's (and for long afterwards) the Catholic Church saw its role as stopping independent thought and ideas from infecting its flock.
In this brilliant, subtle, book ceasing to think, surrendering your thoughts, your actions, your independence to another, no matter what claims to goodness they make, is the greatest betrayal. Of course that surrender of thought and responsibility was not simply a critique of Communism or the Catholic Church - the memory of Europe's path to subservient slavery under a host of gimcrack ideologues and dictators leading up to WWII was equally his target. As was perhaps the new paths to slavery as represented by the the claims to perfection by the USA.
This is a very interesting and subtle novel - it deserves to be republished and better known - but then so does all Andrzeyevki's work. I am extremely happy to have purchased a copy of this book and it has a pride of place on my shelves.
*1 I am well aware that the Vatican as a state and the Catholic Church as an institution still exists but when the first question that arises when you see a priest is 'Would you trust him alone with your son/brother or any male under the age of 30' it is no longer an institution in rude health.
Siempre me ha sorprendido la liviandad con que nos referimos a tal o cual régimen como “totalitario” o afirmamos que fulano o mengano, como gobernante, es un “dictador”.
Este libro (ejemplo logradísimo de alegoría de la violencia que habían vivido los polacos bajo el régimen de Stalin) recupera la figura de Torquemada para enseñarnos que no hay nada más peligroso, ni escalofriante que la fe ciega de un hombre convencido de que hace lo “correcto”.
Ubicada en la España inquisitorial del s. XV, esta novela híbrida y breve que coquetea abiertamente con el teatro, el guion cinematográfico y aun el poema en prosa en su estructura de diálogos, debería ser lectura obligatoria para todos aquellos convencidos de habitar en las tinieblas que trae consigo el poder. Un acierto más de la Universidad Veracruzana y su colección de traducciones de Sergio Pitol.
Przeczytane dzięki P.P. - tom mieścił "Bramy Raju", "Ciemności kryją ziemię" i "Idzie skacząc po górach". Po dwudziestu latach nadal pamiętam kolosalne wrażenie, jakie wywarły na mnie te trzy minipowieści.
- Przeciwnie - zawołał Torquemada - człowiek jest nędzny i jego strach jest nie tylko potrzebny, lecz konieczny. Chcąc piętnować zło musimy wciąż je ujawniać i obnażać, aby ukazane w całej swej brzydocie budziło wstręt, a przede wszystkim strach. Oto prawda władzy! Gdyby pewnego dnia zabrakło winnych, musielibyśmy ich stworzyć, ponieważ są nam potrzebni, aby nieustannie, o każdej godzinie, występek był publicznie poniżany i karany. Prawda, dopóki ostatecznie nie zwycięży i nie zatryumfuje, nie może istnieć bez swego przeciwieństwa: fałszu. Konieczność naszej władzy, mój synu, od tego przede wszystkim zależy, aby strach, wyjąwszy garstkę posłusznych z dobrej woli, stał się powszechnym, tak wypełniając wszystkie dziedziny życia, wszystkie najtajniejsze jego szczeliny, by nikt już sobie nie mógł wyobrazić istnienia bez lęku.
Szału nie ma, ale może się podobać. Wartościowe, paraboliczne, ale Diego coś za krótko gonił swoją myśl, żeby jego przemiana mnie dostatecznie przekonała. Solidne 3.5
Andrzejewski daje kolejny dowód na to, że w małych formach prozatorskich drzemie wielka moc. Idę o zakład, że gdyby ktoś pokusił się dziś napisania paraboli o zaprzedaniu duszy fałszywej ideologii, to zamiast opowiadania wyszłaby z tego przydługa, na pewno ponad 500 - stronicowa przegadana powieść. Cenię prozaików, którzy szanowali czytelnika i nie wykładali mu kawy na ławę w obawie, że ten nie obejmie swym rozumem głównej idee fixe i dlatego trzeba mu ją podać na tacy. Andrzejewski umiejętnie oddaje pole do interpretacji czytelnikowi i prowokuje do zadawania pytań - zarówno tych dotyczących tekstualnej interpretacji tekstu (Kim/czym był ktoś, z kim Torquemada odbył rozmowę w swej ostatniej podróży? Jak należy interpretować ostatnią scenę opowiadania?), jak również i tych o szerszym zasięgu, a dotyczących roli wiary, mechanizmów rządzących sprawowaniem władzy czy definicji prawdy i kłamstwa. Historia opowiedziana przez Andrzejewskiego ma charakter ponadczasowy i w tym tkwi jego geniusz pisarski. Powstała jako odpowiedź na abberacje reżimu komunistycznego, które wyszły na jaw na fali odwilży po 1956 r., lecz z powodzeniem użyta przez niego parabola znajdzie zastosowanie do analizy każdego zaprzęgnięcia się w tryby fanatyzmu ideologicznego i wejścia w służalczość wobec ideologii i władzy bez względu na szerokość geograficzną czy epokę historyczną. Jestem przekonany, że każdy po lekturze tego opowiadania z łatwością mógłby wskazać mu współczesnego padre Diega de Manente, który przyobleczony w purpurę i dopuszczony do coraz większych zaszczytów i funkcji, z gorliwego przeciwnika danej ideologii staje się jej gorliwym współwyznawcą i krzewicielem.
The streets of Vila Real in September 1485 empty themselves with suspicious speed the moment Father Tomas de Torquemada, Chief Inquisitor of Aragon and Castile, rides in on a white Andalusian horse with two hundred armed escorts at his back. In the Dominican cloister, two friars watch. Mateo grips his rosary and counsels silence. Young Diego burns with something considerably more combustible than prayer, having stood in Seville singing psalms at full volume while a hundred people burned at the stake in a single afternoon. Stones have ears and tongues these days. The Inquisition has arrived, and Vila Real has collectively remembered urgent business elsewhere.
Torquemada, who can detect a heretic with astonishing dexterity, summons Diego for a late-night cell conversation equal parts theology seminar and recruitment pitch. Love is weakness, fear is governance, and if culprits run scarce the Holy Office will manufacture more.
Diego, suitably horrified, receives a promotion to Torquemada's private secretary. He soon witnesses royal councils, auto da fé spectacles attended by King Ferdinand and Queen Isabella, and the posthumous burning of dead knight Carlos de Sigura, whose confiscated fortune the Crown devotes to the war effort with cheerful efficiency.
The book then traces Diego across years and Spain. From Valladolid to a fog-choked mountain road where the dying Torquemada is carried into the castle of insolent young don Miguel de Lara, who dresses in Moorish fashion, keeps enormous hounds, and tells guests that "today everyone loses."
A captain named Lorenzo de Montesa confesses over wine that he destroyed comrade Rodrigo de Castro to seize his command, seeing zero contradiction between this and his duties as a servant of sacred justice. Diego, by this point, has traveled so deep inside the machinery of holy terror that the distance between his original revulsion and his present convictions has grown fascinatingly indistinct. Torquemada, increasingly frail, has deathbed revelations Diego is entirely unprepared to receive.
Andrzejewski wrote this book in 1957, two years after Stalin died and one year after the Polish October briefly cracked the Iron Curtain open a few centimeters. The Inquisition setting is a costume, and a thin one.
The book is about the Poland Andrzejewski was inhabiting, where ideological terror wore clerical robes one century and a party uniform the next. He knew the machinery from the inside, having collaborated with the communist regime and watched good intentions transform into instruments of control. The book is his confession packaged as a history lesson, which gives it a guilt-soaked honesty that purely academic critiques of totalitarianism can’t achieve.
Every system of absolute truth requires absolute fear to survive, and the people administering the fear gradually become indistinguishable from the fear they administer. Diego begins as the reader's surrogate conscience and ends somewhere considerably more compromising.
Fanaticism, it turns out, has excellent job security. Anyone familiar with institutions that require total obedience, that manufacture enemies when real ones run short, and rebrand cruelty as salvation will find Torquemada's arguments disturbingly familiar. The Inquisition is gone. The logic is still hiring.
Kilka ciekawych myśli i pytań, do powrotu później:
- Różnica między słabością i siłą w miłości. Czy miłość umacnia nas w nienawiści do zła poprzez litość, czyli uznanie i zgodę na ludzką nędzę? Czy ta zgoda jest właściwa? - Skoro wobec prawdy nie ma ludzi niepodejrzanych, a każdy grzech jest u swych korzeni grzechem przeciw prawdzie. Czy miłość mieści się w naturze walczącej prawdy? Czy miłując prawdę można kochać, litować się nad tym, co się prawdzie przeciwstawia? - Czy na pewno pogarda dla słabości i występków - droga sądzenia i wyrokowania, uczyć może jak słabość przełamywać i występki niszczyć? Czy to właściwa droga? Czy faktycznie nauczy? - Zatrzymując się w świecie "marzenia kontra realizm". Miłość pozwala widzieć, a pogarda (mocna, nieugięta, żarliwa i odważna) kształtuje cele? Czy to już makiawelizm? - Czym jest władza oparta na lęku i strachu, potęgujących brak zaufania także w najbliższych więziach, a więc dużo praw i dużo strachu (by o każdej godzinie występek był publicznie poniżany i karany).. czy przybliża nas to do triumfu prawd? Jeśli kłamstwem i milczeniem strach się tuczy, potem wyżera wszystko, myśli i uczucia. Wszystko zawodzi... Czy na strachu można cokolwiek zbudować konstruktywnego, co przetrwa próbę człowieczeństwa? Czy nie jest to raczej triumf nagich antyprawd - wyzutych z idei (choć ideą zwanych), wykorzystanych jedynie do zaspokojenia jednostkowych planów, jakże zmiennych i pozbawionych, okrojonych z i tak zmaltretowanego kontekstu? - Czy da się przetrwać w systemie zachowując twarz? - robisz w bagnie (w jak najlepszej wierze) kilka nieostrożnych kroków i "już się nie możesz cofnąć - możesz się tylko szamotać i coraz głębiej pogrążać". Czy świętość jest możliwa, walcząc w systemie o dobro, jeśli prowadzi to do systemowych zachowań - pozwalających się w nim utrzymać, ale moralnie złych? Jeśli złożony system psuje człowieka - jaka jest droga do jego sanacji? edukacja u podstaw? zmiana kultury przez grupę osób? dyktatura dobra? czy da się jednak zbudować system oparty na dobru, radzący sobie z wadami człowieka?
i na koniec - właściwe dawkowanie zmęczenia należy do najbardziej skomplikowanych prerogatyw sztuki rządzenia! :)
Este pequeño drama polaco, en la maravillosa traducción del mexicano Sergio Pitol, es una impactante y asombrosa crítica a los mecanismos autoritarios que ejercen el poder y modelan los valores de los individuos que forman parte de su régimen. En particular, la historia acontece en la España medieval de 1498 y el Santo Oficio de la Inquisición es el encargado de reflejar el poder en este oscuro contexto. El gran Inquisidor, fray de Torquemada, y su secretario, fray Diego, son los personajes en cuyas acciones y transformación se enfoca el drama que no solo es bastante rápido de leer, sino que logra impactar al lector en más de una ocasión al cuestionarlo indirectamente sobre las autoridades de su propia vida. Una excelente obra del polaco que trasciende su escenario, plantea preguntas filosóficas importantísimas y es tan actual como lo hubiese sido en la Edad Media y como lo fue en la fecha de su publicación.
O matulu, jakie to było dobre... Sam początek był dla mnie trudny, bo nie nastawiałam się na czytanie o Wielkiej Inkwizycji, ale kiedy już przebrnęłam przez pierwsze kilkanaście stron, to autentycznie nie mogłam się oderwać. Świetnie napisane dialogi i retoryka Torquemady, pokazanie mechanizmów propagandy i sama warstwa filozoficzna tego opowiadania - wszystkie te składowe są literackim majstersztykiem. "Ciemności" może i nie rażą siłą oraz dramaturgią powieści Orwella, ale są równie inteligentne i moim zdaniem pewne problemy przedstawiają nieco szerzej, o jeden poziom wyżej. Do przeczytania przy jednym posiedzeniu - wtedy uderza najmocniej. :))
W końcu książka która autentycznie mi się nie spodobała Z jednej strony niezmiernie ciekawa parabola stalinizmu perfekcyjnie oddająca jego mechanizmy, ale z drugiej strony - za dużo stalinizmu w opowieści o Tomasie Torquemada i Świętej Inkwizycji. Momentami narracja odkleja się od średniowiecza i bardziej pasowałaby do "Innego Świata". Do tego dochodzi kompletnie niezrozumiała dla mnie przemiana głównego bohatera w pierwszych 20 stronach książki (wtf) i bardzo skomplikowane, nieczytelne dialogi w 2/3 pozbawione sensu i jakiegokolwiek znaczenia dla bardzo ciekawego przekazu. 3.2/5
O konsekwencjach odrzucenia własnego sumienia mówi ta powieść. Jest to ostrzeżenie przed kłamliwą, straszną ideologią i jej pięknym, monumentalnym przebraniem.
What a surprise! Synchronicity to our times. Intemporality of human condition, the light and darkness that only with this dual state could exist and co-exist.
Az értékelés éppoly' rövidke lesz, mint maga a kisregény: megrendítő. Talán ez a szó fejezi ki legjobban, amit az ember érez, miközben valósággal falja az oldalakat. Ferdinánd és Izabella királyi fenségek korába, spanyolföldre kalauzol a történet, a kis holokausztnak is nevezett spanyol inkvizíció korába, amikor Tomás de Torquemada főinkvizítor „áldásos” tevékenységének köszönhetően a pogány és áttért zsidó és muszlim származású lakosokon túl immár mindenkiért kinyúlt a „lelkek üdvéért aggódó” Szent Hivatal keze. Több ezer ártatlan ember végezte máglyán, az inkvizíció által elítéltek száma pedig a százezerhez közelít. Andrzejewski ezt a traumatikus helyzetet használja fel, hogy a történelmi tényeket a fikcióval vegyítő regényében két személy belső, lelki vívódásain és a kettejüket összeláncoló, sokrétegű, nehezen megjósolható kimenetelű kapcsolaton keresztül mutasson be örök érvényű, kortól és helytől független, univerzális emberi vonásokat. Pontosan ennek köszönhető, hogy a könyv mit sem veszt – nem is veszíthet – aktualitásából. Engem mindenesetre megvett…