Komedia dydaktyczna poruszająca problem roli cudzoziemskich specjalistów przy odbudowie Polski, obcych mieszczan lokujących wielkie kapitały, sprawy tolerancji religijnej, awansu „stanu trzeciego” Staruszkiewicz ma córkę Elizę, do której konkurują dwaj rywale: pułkownik Ernest, szlachcic cudzoziemski, oraz Marnotrawski, szlachcic polski, który roztrwonił majątek ojcowski i jako cyniczny łowca posagowy chce przez małżeństwo z Elizą uwolnić się od wierzycieli.
bardzo przyjemna komedia, wspaniale się bawilam chociaż nie dzieje się tutaj zbyt wiele, a ironia i humor grają główną rolę, naprawdę dużo wartości i przekonań (utrzymujących się niestety także do dzisiaj) zostaje poddanych w watpliwosc przez bohomolca - „obcym” i złym może także okazać się również ktoś „bliższy”. vivat agata
z żalem stwierdzić muszę iż imć pan dobrodziej Bohomolec napisał przewidywalną i nieśmieszną komedię... (co zaskakujące, nie było antysemityzmu, ale za to pożartowaliśmy sobie z zodiakar i Niemców, a to zawsze na plus hihi)
6,5/10 "Małżeństwo z kalendarza" to dydaktyczna komedia Bohomolca, w nadzwyczaj jasny sposób ośmieszająca polska ksenofobię. Jak widać, ówczesna Rzeczpospolita naprawdę potrzebowała tak prostego dydaktyzmu by edukować obywateli, a przez zabawę ponoć najlepiej.
Zaskoczył mnie brak rymów - choć jestem raczej zwolennikiem prozy, po przeczytaniu kilku oświeceniowych sztuk tak przyzwyczaiłem się do wytwornego rymotwórstwa, że bardzo mi brakowało tego w "Małżeństwu z kalendarza". Bohomolcowi udało się kilka razy wywołać u mnie uśmiech na twarzy, ale jego postacie są wyblakłe, a akcję nieco rozwleczoną na zwyczajowe trzy akty ciężko nazwać w ogóle intrygą. Niemniej, całkiem porządna komedia.
Super zabawna wciąż, prosta koncepcja, ale działa. Bardzo molierowska komedia. Johan i Ernest crushie absolutnie, Agata slay - jak każda wścibska, ale dobra służąca w komedii