Straszne zło.
Nie powiem, pierwszą część z trzech stanowiących ten tom czytało się nieźle. Ciekawa była zmiana perspektywy na Bonnie, podsumowanie wydarzeń pierwszego tomu jej oczami. Ta część skupiona była bardziej na radzeniu sobie po śmierci Eleny, na przyjaźni. Z wątkiem Klausa i wilkołaków uporano się błyskawicznie.
Ale potem to już równia pochyła.
Zacznijmy od Caroline Forbes. Bardzo się cieszę, że w serialu postanowiono wyciąć raczej nijaką Meredith (po dwóch tomach potrafię przypisać jej jedną jedyną cechę i jest to spokój w obliczu zagrożenia, głownie dlatego, że powtarzają to o niej inne postacie) i scalić ją z Caroline. To, jak pisana jest Caroline, jest okropne. W pierwszej części próbuje przeprosić za to, jak zachowywała się w tomie pierwszym, będąc jednocześnie osobą do bólu szczerą i nie zawsze przyjemną. Pod koniec, gdy zostaje porwana przez Tylera (który próbował ją zabić/próbował zgwałcić Elenę i Meredith, zgadnijcie, czy zostało to jakoś potępione?) i Klausa, a Elena magicznie wraca z zaświatów, jako jedyna wykazuje się rozsądkiem i oddaje nagiej, leżącej w lesie Elenie swoją sukienkę (i zostaje w narracji skrytykowana za brak wyobraźni). Wszystko wskazywało, że dostaniemy miły rozwój postaci i...
W następnej części Caroline jest nagle histeryzującą homofobką, która zawiera pakt z kitsune, sprowadzając na miasto niemalże zagładę, jest gotowa pozwolić na okaleczenie i śmierć Meredith i Bonnie, ba, nawet mocno temu kibicuje, zostaje nosicielką istoty opętującej dziewczynki, a wszystko dlatego, że jest ZAZDROSNA oraz w ciąży z Tylerem i cytując, POTRZEBUJE MĘŻA. W związku z czym pod koniec oskarża Matta o gwałt... Kreacja postaci jest niespójna, niesprawiedliwa i obrzydliwa. Ta niespójność może i wynika z faktu, że te fragmenty napisano siedemnaście lat później, ale to nie zienia faktu, że autorka jest niespójna z samą sobą.
Co dalej? Elena powraca z zaświatów jako anioł z magiczną krwią, potem niby jest człowiekiem ale nie, ulecza Damona z jego złego charakteru za pomocą skrzydeł odkupienia (sic!), potęga uczuć przytłacza wszystko, japońskie demony w amerykańskim miasteczku mają mniej więcej tyle sensu, co ten sam wątek w Teen Wolfie, mamy obnażające się, opętane dwunastolatki, rape vibe przewija się na prawo i lewo, opętany Damon przy pomocy tortur niemalże zmusza Matta i Elenę do seksu na jego oczach i okej, ja rozumiem, że te mroczne, seksualne wątki mają coś wnosić, mieć jakieś konsekwencje, problem w tym, że i nie wnoszą i nie mają.
I to, co mnie niezmiernie fascynuje, to nastolatki w 1992 roku, posiadające telefony komórkowe z dostępem do internetu (w pierwszym tomie jest wyraźna informacja, że klasa maturalna Eleny kończy szkołę w 1992 albo 1991, nie jestem pewna, drugi tom zaczyna się pół roku później). Z tego, co rozumiem, pozostałe dwie nowele w tomie napisane były w 2009 roku, co nie zmienia faktu, ze bohaterowie książek wciąż żyją w latach 90.!
Ogólnie mogę zrozumieć potrzebę zmian w historii, do której wróciło się po siedemnastu latach, ale nie jest bynajmniej zmiana na lepsze.
Nie przypuszczałam, ze wezmę się za tom trzeci, ale ponieważ odkryłam, że prowadzi to do jakiś zmian w czasie w tomie czwartym, cóż... Jedziemy dalej.