Jump to ratings and reviews
Rate this book

Po stronie mroku

Rate this book
Piekło ma wiele obliczy, a wszystkie one stanowią część planów Stwórcy. Na odwieczną machinę przeznaczenia składają się miliony pojedynczych trybików. Takich jak hiszpański alchemik El Claro, wojowniczka Sangre Veland, rudy demon Samir von Katzenkrallen czy jedenastoletnia strzyga Maszka. Dwanaście opowiadań połączonych wspólnym motywem Szeolu zabierze was w podróż przez różne czasy i miejsca – od współczesnej codzienności po rubieże zaświatów, od średniowiecznych Karpat po zbombardowane Nagasaki i płonące World Trade Center. "Agnieszka Hałas jest heretyczką i kilkaset lat temu za takie pisanie spłonęłaby na stosie. „Po stronie mroku” nie ma bohaterów, dobro nawet po śmierci staje się narzędziem władzy. Jedyną ucieczką z tego piekła/nieba będą więc strzępy ziemskich uczuć, za które płaci się tu wysoką cenę." – Paweł Ciećwierz

291 pages, ebook

First published January 1, 2012

10 people want to read

About the author

Agnieszka Hałas

67 books17 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
1 (6%)
4 stars
6 (37%)
3 stars
5 (31%)
2 stars
2 (12%)
1 star
2 (12%)
Displaying 1 of 1 review
Profile Image for Czytelnicza Norka.
70 reviews
February 15, 2024
Jest to moja pierwsza recenzja dla Smoczych Języków, ale jak zawsze będę z Wami absolutnie szczera. Pierwszą powieścią autorstwa Marcina Mortki, po jaką sięgnęłam, było „Nie ma tego Złego”. Wtedy okazało się, że – delikatnie rzecz ujmując – z tym autorem nie jest mi po drodze. Postanowiłam jednak dać mu jeszcze jedną szansę, przeczytałam „Maleficjum”, a po lekturze z czystym sumieniem dopisałam Pana Marcina do listy twórców, którzy nie ograniczają się do jednego podgatunku czy schematu i piszą różnorodne książki.

Akcja najnowszego dzieła wspomnianego autora rozgrywa się na terenach szesnastowiecznej Malty, niewielkiej wysepki na Morzu Śródziemnym poniżej Sycylii, w czasach ekspansji Sulejmana Wspaniałego na Europę (około dwudziestu czterech lat po zdobyciu przez wojska osmańskie wyspy Rodos). Zamieszkana przez rdzennych mieszkańców, a także rycerzy Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników Świętego Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty (pot. szpitalnicy, joannici i kawalerowie maltańscy), nękana jest przez tureckich piratów polujących na niewolników.

(Uwaga, ciekawostka! Zakon joannitów nadal istnieje, a według danych statystycznych w 2007 r. liczył dwanaście tysięcy pięciuset członków. Nie wiem jak Wy, ale ja jaram się na te historyczne smaczki jak podpałka do grilla w majówkę).

Powieść ta z powodzeniem łączy elementy historical i low fantasy, a fantastyczną rolę odgrywa tu tytułowe maleficjum – akt czarów dokonany z zamiarem wyrządzenia szkody lub zranienia, bądź też wynikająca z tego szkoda – czyli wszelkiego rodzaju klątwy i zaklęte lub też przeklęte przedmioty.

Dzięki autorowi mamy okazję poznać Brunona Callazo; młodego, osieroconego w wieku niemowlęcym kawalera maltańskiego, nazywanego przez innych rycerzy „wiedźmim synem”. Niesłusznie? Cóż… Nie do końca. Otóż główny bohater powieści nie jest całkiem zwyczajny, jego przeciwnicy wykazują się bowiem podejrzanym pechem, a co noc w snach nawiedza go płonąca kobieta…

Gdyby nie niefortunny zbieg okoliczności, Bruno nie znalazłby się na galerze, nie zacząłby zadawać niewygodnych pytań, a jego względnie spokojnego życia nie trafiłby szlag. Jednak nie wszystko złe, co na złe wygląda. Dzięki podjęciu chwilowego zatrudnienia na stanowisku niewolnika przy wiosłach nasz bohater poznaje przyjaciela w osobie Hugona Onfroi de Dahlia-Connos (czy komuś jeszcze zgrzyta mózg, gdy próbuje to przeczytać?), który również posiada nietuzinkowy talent, i z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy (albo skarbu) towarzyszy mu w licznych niebezpieczeństwach.

„Bruno, wciąż oszołomiony, podniósł się z trudem. Krew dudniła mu w skroniach.
– Czy trafnie się wyrażę… – wymamrotał Hugo, który stanął na schodach wsparty na włóczni, trzymając się za bok głowy – jeśli powiem, że gówno, przez które brniemy, już jest tak rzadkie, że aż chlupocze?”

Gdyby ktoś mnie zapytał, komu poleciłabym tę książkę, powiedziałabym, że każdemu w wieku od lat dziewięciu do dziewięćdziesięciu dziewięciu. „Maleficjum” zostało napisane w taki sposób, aby jak najszersze grono mogło po nie sięgnąć, dobrze się bawić i garściami czerpać z licznych historycznych ciekawostek, podanych w przystępny sposób. Prosty język, brak epatowania brutalnością, a także lekkość i przygodowość fabuły sprawiają, że jest to przyjemna i wartościowa pozycja dla młodszego odbiorcy, ale i starszy czytelnik, lubiący ciekawą oraz wartką akcję, równie przyjemnie spędzi czas nad tą książką.

Uparłam się, że będę szczera, a jak na razie wyłącznie kadzę. Żeby uczciwości było zadość, wspomnę o kilku literówkach, ale z gatunku tych cięższych do wykrycia, bo zmieniających znaczenie słowa.

Po więcej recenzji zapraszam na: https://m.facebook.com/people/Czyteln...
Displaying 1 of 1 review

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.