Chłopak podążający za duchem swej zmarłej ukochanej, gdy ich wspólną przyszłość przekreśliło utonięcie dziewczyny. Marudny, gruboskórny karczmarz i nastoletni stajenny, skory do śmiechu i pomocny, mimo codziennych trudów i cierpień. Trzy tajemnicze kobiety - czarna, władająca szpadą, kochająca opowieści, brązowa, wojownicza i nieugięta, biała, milcząca i poszukująca swojego imienia. No i lis. Lis, który równocześnie lisem jest i nie jest, a w swej narracji nie mógłby być bardziej lisi. Ścieżki tych (i nie tylko!) postaci pewnego upalnego lata przecinają się w karczmie "Pod Kogucią Ostrogą", a każde z nich wychodzi z tego spotkania w jakiś sposób odmienione.
Peter S. Beagle kolejny raz mnie oczarował. Prostotą, cudownym klimatem, barwnymi postaciami i głębokimi relacjami między nimi, magią, która równocześnie stoi w centrum tej historii i jest dla niej zaledwie tłem. No i, czy też przede wszystkim, językiem - pełnym niedopowiedzeń, urwanych myśli, poetyckim tam gdzie trzeba i bardzo konkretnym, gdy wymaga tego sytuacja, przywodzącym na myśl sen, historię opowiadaną przy ognisku lub baśń czytaną w dzieciństwie. To jest prawdziwa magia. Nie wymaga wcale wielkich bitew, szalonych pościgów, portali do odległych światów czy innych fajerwerków (choć to wszystko też tu jest! Po prostu nie w tym kryje się siła tej opowieści.)
W zamkniętej (choć nie do końca i nie zawsze) przestrzeni zmieściło się całe multum światów, wszak każdy bohater ma swój własny i to nim się z nami dzieli. Dlatego ta historia w każdym rozdziale brzmi nieco inaczej, w zależności od tego, czy poznajemy ją chwilowo z ust uczennicy czarodzieja, chłopaka stajennego albo pomocnika kucharza. Każda z tych postaci jest tutaj ważna, tak samo jak misterna sieć powiązań między nimi. Dlaczego przedstawiany jako samolubny okrutnik karczmarz kilkanaście lat temu przygarnął małego chłopca? Co łączy trzy tajemnicze kobiety, których śladem podążają mordercy? Kim jest zmęczony życiem staruszek, kreowany na potężnego maga, a obawiający się zasnąć? I jaka jest w tym wszystkim rola lisa?
To jedna z tych książek, które można czytać kilkukrotnie i za każdym razem odnaleźć w niej coś nowego, tego jestem pewna. Myślę też, że wiele osób może uznać ją za nudną i jestem w stanie to zrozumieć - nie powiedziałabym, że mamy tu akcję pędzącą w zawrotnym tempie, choć z drugiej strony dzieje się bardzo dużo. Trzeba jednak czytać między wierszami, wiele rzeczy przyjąć na wiarę i dać się ponieść tej opowieści. Mnie oczarowała i wzruszyła, ostatnich dwadzieścia stron czytałam ze łzami w oczach. Czuję, że podobnie jak o "Ostatnim jednorożcu", będę o niej myśleć jeszcze długo.
"- Przeżyłem - powiedziałem. - Ale nie wiem, czy to znaczy to samo, co nie umrzeć."
____________
PS Żeby być sprawiedliwą, powinnam pewnie wspomnieć o trudnej dziś do strawienia scenie seksu z szesnastolatkiem. Jest to jednak świat, w którym w tym wieku wychodzi się za mąż, więc może nie powinnam się czepiać.