I to jest naprawdę dobra część Jeżycjady. Bo napisana z perspektywy dziecka, dziecka z krwi i kości. Jest świetnie ukazane to, jak dorośli bagatelizują problemy dzieci czy jak skomplikowane są relacje rodzinne. Tutaj autorka wreszcie pokazuje, że rodzina Borejków wcale nie jest tak idealna jak się wydaje. Ignacy Borejko (szok i niedowierzanie) jest uprzedzonym i wywyższającym się nieżyciowym pseudointelektualistą. Ignacy Grzegorz też łączy w sobie najgorsze cechy swoich imienników, ale warto sobie uświadomić, że nie wyssał ich z mlekiem matki. Józinek stwierdza w pewnym momencie, że to nie wina Gabrysi, że urodziła takie dziwadło. No nie, ale ona je wychowała. Może lepiej by było, jakby wszyscy mu nie opowiadali od urodzenia, jakim jest geniuszem. A to, że czyta "Odyseję" do poduszki(ten dzieciak ma z 10 lat) jest już upiorne. Podoba mi się też przedstawienie rodziny Trolli, oczywiście słowo murzyn na każdym kroku, ale to akurat cecha ówczesnego języka(chyba), a poza tym oddani są całkiem realistycznie. Zwłaszcza Helmut. Te jego idiomy są genialne, a przecież jak zwraca uwagę Józinek gość umie mówić po angielsku, niemiecku i po polsku(oprócz idiomów), nagrywa własne piosenki, więc nie jest pokazany tylko jednowymiarowe(jasne trochę uproszczony, ale kto nie upraszcza). Ciekawie przedstawiona też Trolla, z chęcią dowiedziałabym się o niej więcej, bo Józinek oczywiście patrzy na nią przez swój pryzmat, ale i tak jest nieźle.Jej choroba nie jest tutaj ukazywana przez cały czas, osią opowieści nie jest robienie z Trolli biednej męczennicy, choć odgrywa jednocześnie ważną rolę. I to mi się podoba.
Co mniej? No oczywiście Laura, która jak nie jest łagodna i delikatna jak inne dziewczyny i pomalowała włosy na zielono, to musi być nienormalna. No i ciąża Róży. To znaczy ciąża ok, to, że Schoppe był idiotą, chyba każdy wiedział na początku. To określenie "pułapka biologiczna" jest ohydne, to, że Róża nie zadbała o to, żeby nie zajść w ciążę, też naprawdę słabe, jemu chyba byłoby łatwiej, co nie? Ale w pewnej kwestii ma rację. Co do zbytniej pruderii Borejków. Bo jak tak myślę, to w 15 tomach chyba ani razu nie padło słowo menstruacja, okres czy cokolwiek, choć przecież są to książki o kobietach. A tutaj mam wrażenie, że okres dojrzewania zaczyna się wtedy, kiedy dziewczynę zaczynają otaczać chłopcy, ewentualnie ta dziewczyna uroczo mdleje lub uświadamia sobie, że musi się postarać, żeby zostać dobrą gospodynią domową. Nigdy nie można przeczytać o poważnej rozmowie matki z córką. A senior Borejko mówi, że to wskazane, bo po co gadać o tym głośno, to nie elegancko. Musimy kultywować obrazek kobiety perfekcyjnej, żywej świętej z ikony, zawsze czystej i kwitnącej(dobra poza Idą, ale ona jest lekarką i autorka daje jej odsypiać). Ale tak poza tym to można mieć chyba ze 3 dni słabe, ale jak się ma grypę.