Co wspólnego ma wiktoriańska dama Margaret Cameron z lekceważącą konwenanse Lee Miller? Czy ktokolwiek zainteresowałby się malarstwem Marie Laurencin, gdyby nie jej romans z Apollinaire’em? Czy usłyszelibyśmy o Dorze Maar, gdyby nie Picasso?
„Uczta bogiń” to kameralne spotkanie dwunastu artystek. Zestawienie to mój całkowicie osobisty wybór. Nie ma tu jednego kryterium. Przeciwnie – urzekała mnie odmienność ich losów i sztuki. Niektóre budzą podziw – dla talentu, osiągnięć artystycznych i życiowych, także urody, inne zdają się wręcz niezbyt sympatyczne – wykorzystują swoją kobiecość, są nawet wyrachowane. Wszystkie walczyły z przeciwnościami losu. No i tworzyły sztukę.
Zainspirowana pracą Judy Chicago książka przedstawia subiektywnie dobrane przez autorkę biografie wielkich, a zapomnianych, kobiet sztuki. W większości przypadków muz, żon bądź kochanek wielkich artystów, żyjących w cieniu swoich mężczyzn. Na szczęście, życie u boku wielkiego artysty nie zawsze musi mieć ten sam scenariusz. Historie są ciekawe, barwnie opisane i dobrze zilustrowane (choć jakość reprodukcji niektórych fotografii mogłaby być trochę lepsza). Harmonijnie przeplatają się tu ciekawe życiorysy, plotki z artystycznego świata i opisy dzieł sztuki. Niestety, całości zabrakło perfekcji, dbałości o szczegół, tak wychwalanej przez autorkę w opisie dzieła "Dinner Party". Można by było dopracować warstwę wizualną wydawnictwa (wspomniana już nierówna jakość reprodukcji), a także zwrócić uwagę na pewne szczegóły tekstu (na przykład na tłumaczenie dedykacji napisanej przez Picassa "A Dora adorable" - "Dorze adorowanej" - właściwie nie wiadomo, czy autorka chciała zachować grę słów (ale wtedy nie trzeba by było przytaczać oryginału), czy wykazała się brakiem precyzji w tłumaczeniu tak krótkiego zwrotu). Zbyt często powtarza się wyjaśnienie pozycji kobiety w światku surrealistów: skoro książka została wydana jako całość, tak też zapewne będzie czytana, po co więc w każdej z biografii, w której ta kwestia się pojawia, poświęcać jej tyle samo miejsca? Może wystarczyłoby o niej wspomnieć? Są to jednak szczegóły. Książkę czyta się dobrze, a sposób przytaczania niejednokrotnie bardzo ciekawych informacji wzbudza zaufanie: plotka podana jest jako plotka, a pisane po latach wspomnienia przytaczane z rezerwą i dystansem, co uważam za ogromną zaletę "Uczty bogiń", w przeciwieństwie do wielu biografii artystów balansujących na granicy fikcji.