Po "Kruchym lodzie", którą to połknęłam na raz i uważam za drugą najlepszą w temacie korespondentów wojennych, od razu zakupiłam tę. Ale odłożyłam na lepszy moment. Bo to musi być dobry moment na takie treści. Biorę w końcu. Siadam wygodnie. Zaczynam. Pierwsza strona, hmmm, czy ja to znam? Druga strona, cholercia, to musiało gdzieś być. Trzecia, jprdl przecież to czytałam. I to nie w wywiadzie, gdzieś dokładnie to. Idę do półki, zdejmuję "Kruchy lód". Patrzę w spis treści. Porównuję. Identyczny, z dodatkiem... Jeden rozdział doszedł w "Ćpunach wojny" zatytułowany "Ćpuny wojny". Zdjęcia ciut inne, ale komplet się ma - mając obydwie książki. Nie żeby to było coś - masakrycznej jakości są te zdjęcia (skany skanów skanów?)
Eeeeeej, tak się nie robi! TAK SIĘ NIE ROBI! Rozumiem, że inne wydawnictwo, musiał być inny tytuł, a na jeden rozdział nie ma sensu wydawać zaraz książki. A jednak jako czytelnik, nie rozumiem tego zagrania. "Kruchy lód" wyszedł w 2012, "Ćpuny wojny" w 2020. Na skrzydełku w notce o autorce, figuruje "Kruchy". Dopisek jest w stopce jedynie: "Niniejsza edycja stanowi poprawione i uzupełnione wydanie książki..." Szkoda, że to nie szło większym drukiem na okładce albo w opisach książki w internetach.
Więc mam kłopot z ratingiem, bo generalnie mocna 5tka, gdyby nie że to jest ciągle ta sama książka. Czyli 5tka na pół?