Sięgając po tę książkę miałam pewne wyobrażenia co do tego, jak rozwinie się fabuła i czego ogółem będzie dotyczyć, na czym skupi uwagę odbiorcy.
Z pewnością niemały wpływ miała na to notka streszczająca, zamieszczona na tylnej okładce. W trakcie książki spotkałam się jednak z Panem Zaskoczeniem 😄 Nie świadczy to o nietrafnosci wcześniej wspomnianej notki, a stanowi dla zapominalskiej części mnie przypomnienie o tym, że takowe opisy odnoszą się w dużej mierze do początkowych treści książki, a ich funkcją jest zaciekawienie odbiorcy do zanurkowania w otchłań tekstową.
Tak więc ja nastawiłam się na wojnę.Tę drastycznie działającą na psychikę, niszczącą relacje ludzi, ich codzienność i na zawsze zostawiającą, co jakiś czas drapiącą, bliznę...
O jakżeż się zdziwiłam. I oczywiście akcja toczyła się podczas II WŚ i nie została oczyszczona ze swej okrutności, jednak stanowiła w pewnym momencie i powracając co jakiś czas tło wydarzeń.
Bo tu chodziło o Simona i jego najbliższych, których - gwarantuję Wam - pokochacie od pierwszego zetknięcia, nie jako jednostki, a całość.
A więc kilka słów o naszej "cudownej" szóstce.
Simon - młody człowiek, "dorastający na naszych oczach", odznaczający się oryginalnością i wyróżniający wśród swojego otoczenia, ciekawy świata, o naturze wrażliwca, romantyka w nie do końca miłosnym znaczeniu; równocześnie zaś pewny siebie, potrafiący zadbać o najważniejsze sprawy.
Karin - przybrana matka Simona, okrywająca ciepłem i opieka dom na szwedzkiej, przybrzeżnej wiosce. Opanowana, troskliwa, z namiastką trudnego dzieciństwa, znacząco wpływającego na towarzyszące jej emocje i zachowania w dorosłym życiu ; jej nieodłącznym kompanem był smutek, który mimo tego, że skrywany, zawsze dostrzegalny głęboko w oczach.
Erik - przybrany ojciec Simona, przedstawiony jako przeciwieństwo swej żony na wielu poziomach, ujawniające się w impulsywności, nerwowości, "głośnym" stylu bycia, jednak o podobnej dobroci serca, sympatii w stosunku do ludzi oraz miłości do Simona.
Rubens i Izaak - ojciec i syn, różniący się jak dwa owoce z różnych drzew, co nie przeszkadzało im jednak w zbudowaniu prawdziwie rodzinnej, pełnej miłości relacji, mimo zarysowań w przeszłości.
Mona i Klara - dwie obce sobie dziewczyny, które połączyło wejście do wspólnej rodziny; pierwsze prawdziwe miłości chłopców i wybranki życiowe. Mona - odznaczająca się pięknem zewnętrznym, a wewnętrznie (to, co przychodzi mi na myśl to: ) ogarnięciem życiowym, zdecydowaniem i pewnością swych wyborów, potrafiąca zjednać sobie sympatię innych. Z kolei Klara - inteligentna, o zdolności wnikliwego oceniania ludzi, zadziorna, o ciętym języku, choć bardzo zakompleksiona, niewyróżniająca się urodą (co chcąca nie chcąc zapada w pamięć, jest cechą charakteryzującą tę postać).
Uff, to już wszyscy "ważniejsi" bohaterowie, choć tych interesujących pojawiających się znacznie rzadziej na łamach książki było więcej (Mr Anderson, you know!).
Więc teraz słów opinii kilka: czytało się wyśmienicie, autorka potrafiła wpleść artyzm między słowa, posługując się filozoficznymi wstawkami (co skutkowało wprowadzeniem mnie w zaczarowany stan), wnikać w głowy bohaterów, czyniąc nas wszechwiedzącymi. Ujęła mnie niesamowita wrażliwość, w jaką opleciona została ta pozycja. Czerpałam ogromną przyjemność z czytania (zresztą, powtarzam się aż) i smutno mi było rozstawać się ze szwedzką krainą (czy zapomniałam miejscowości, czyniąc ją jeszcze bardziej tajemniczą i magiczną? haha).
Jak ważną rolę odgrywają dęby?
O tym przekonajcie się już sami 😉