Iga Toroszyn, współwłaścicielka cukierni Pod Amorem, ma powody do niepokoju. Z muzeów na całym świecie w tajemniczych okolicznościach giną obrazy Rose de Vallenord. Trzeba więc zabezpieczyć przed kradzieżą należący do rodziny portret Tomasza Zajezierskiego. Tylko czy to na pewno dzieło słynnej rudowłosej malarki, która przed laty uwiodła młodego hrabiego? Odpowiedzi na to pytanie poszuka Nina, historyczka sztuki z Warszawy. W tym celu wyruszy do Paryża, tak jak ponad sto lat wcześniej Róża z Wolskich.
Małgorzata Gutowska-Adamczyk zabiera czytelników w niezapomnianą podróż do dziewiętnastowiecznej Francji, snując opowieść o niezwykłej kobiecie: malarce, emancypantce, skandalistce. O jej pasji, pragnieniach, romansach. Równie ważnym bohaterem książki czyni Paryż – miasto magiczne, w którym spełniają się marzenia.
Po bestsellerowej Cukierni Pod Amorem zapraszamy na kolejną wyśmienitą ucztę literacką, która urzeka opowieścią o czasach minionych, pełnych nostalgicznego piękna.
Wiele dobrego słyszałam o twórczości Małgorzaty Gutowskiej – Adamczyk, więc do „Róży z Wolskich” zasiadłam z wielkim entuzjazmem. Niestety mój entuzjazm mnie zgubił. To była średnia książka. Nina jest wykładowczynią na Wydziale Historii Sztuki. Jej życie jest dość nudne i skupia się na pracy oraz matce. Irena Hirsch jest egoistyczną i zgorzkniałą kobietą, które chce mieć córkę tylko dla siebie, a jej największym hobby jest prawienie Ninie kazań i wpędzanie jej w poczucie winy. Nina trafia do Gutowa, aby zorganizować pogrzeb swojej ciotki Agaty. W Gutowie z kolei poznaje Ige Toroszyn, która jest właścicielką portretu Tomasza Zajezierskiego. W obrazie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że są na nim inicjały „RdV”, czyli Rose de Vallenord, której obrazy giną z muzeów na całym świecie. Nina postanawia zbadać tę sprawę i zamierza wyruszyć w podróż do Miasta Świateł śladami Rose de Vallenord, która z Polski wyjechała, jako Róża z Wolskich. Naprawdę liczyłam, że Małgorzata Gutowska – Adamczyk zostanie jedną z moich topowych polskich pisarek. Oczywiście ciągle może tak się stać, gdy przeczytam więcej jej książek. Jednak po przeczytaniu „Róży z Wolskich” nie mogę tak powiedzieć. Nie mogłam wejść w tę książkę. Polubienie Niny zajęło mi trochę czas. Jest to bohaterka zdominowana przez własną matkę. Irena Hirsch jest postacią bardzo irytującą. Tylko wymaga od swojej córki, ciągle ją krytykuje, co powoduje u Niny brak wiary we własne możliwości, a także wyrzuty sumienia, że źle opiekuje się matką. Nina ma ogromny problem, żeby ułożyć sobie życie uczuciowe właśnie z powodu matki, która wmawia jej, że żaden facet nie będzie jej chciał. Jednak to, co zrobiła córce pod koniec książki to zdecydowane świństwo i nie wiem, co tą kobietą kierowało. Czytając powieść poznajemy Różę i Ninę i odnosimy wrażenie, że są do siebie podobne. Ich relacje z matkami są wręcz identyczne, obie uwielbiają sztukę i potrafią ulokować uczucia w nieodpowiednich facetach. Róża jednak jest dużo bardziej świadoma siebie i można ją postawić w rzędzie feministek. Potrafiła sobie radzić sama i nie zgadzała się na złe traktowanie. Średnio mi się czytało ten tom. Spodziewałam się, że powieść wciągnie mnie dużo bardziej. Możliwe, że winę za to ponosi fakt czytania książek w nieodpowiedniej kolejności. Najpierw powinnam przeczytać „Cukiernię pod Amorem”, a dopiero potem „Podróż do Miasta Świateł”, ale sprawdzałam to w Internecie i wiele było opinii, że znajomość Cukierni nie jest konieczna, żeby połapać się w fabule. Z tym się zgadzam, ale może być konieczna do polubienia stylu autorki. "Tylko szczęście impregnuje nas w kontakty z innymi, w nieszczęściu szukamy pomocy i wsparcia." ~ Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Róża z Wolskich, Warszawa 2012, s. 272.
Bardzo dobrze oddany klimat Paryża i epoki. W porównaniu z Cukiernią pod Amorem czuję jednak mały niedosyt. Po pierwsze, bo to dopiero pierwsza część, a na drugą przyjdzie długo poczekać. Po drugie w książce jest mniej postaci i mniej wątków. Autorka skupia się głównie na Róży i jej problemach, podczas gdy w kolejnych tomach Cukierni dokładniej opisywała losy kilku rodzin, nawet drugoplanowych. Strasznie irytowały mnie postacie wiecznie niezadowolonej Krystyny Wolskiej i Ireny Hirsch. Co za wredne, podstępne babsztyle....Na następny tom powieści czekam niecierpliwie. Polecam.
Cykl "Cukiernia pod Amorem" bardzo mi się podobał. Choć objętościowo nie były to wielkie tomiszcza, zawierały w sobie obszerną i bogatą historię. Zero zbędnej gadaniny, krótko i na temat a jednocześnie ciekawie. Rzadko się komukolwiek udaje. Z tą powieścią na szczęście jest tak samo. Bardzo podobał mi się zabieg zestawienia przeszłości z czasem współczesnym. Historie obu bohaterek tak mi się podobały, że nie mogę doczekać się sięgnięcia po drugi tom.
The "modern" chapters seemed an afterthought when compared to the chapters in the past. The protagonist's mother seems shallow, one-dimensional. But the past part is excellent!