What do you think?


Blondynka na Bali
"Miesiąc spędzony w drodze przez wulkany i plaże, pola ryżowe i tropikalne lasy. Świątynie, kadzidełka, spotkanie z szamanem Ketutem i Boże Narodzenie o zapachu dojrzałych durianów. Było bosko! P.S. Dla niewtajemniczonych: durian to najbardziej śmierdzący owoc świata, który wydziela z siebie woń zgniłych jaj, zepsutego mięsa i starego sera. Był akurat szczyt sezonu na duriany!" – Beata Pawlikowska
- GenresTravelNonfiction
327 pages, Hardcover
First published October 17, 2012
About the author
Beata Pawlikowska
167 books65 followersWriter, traveller, journalist and a photographer.
Beata Pawlikowska is an author of several books and an independent traveller, who wends through the jungles of South America, where she lives with the Indians. Her travel experiences include Africa, both Americas, Asia and Europe, from the Himalayas, through wild savannas, jungles and oceans. She is also a photographer and writer for "National Geographic".
Beata Pawlikowska is an author of several books and an independent traveller, who wends through the jungles of South America, where she lives with the Indians. Her travel experiences include Africa, both Americas, Asia and Europe, from the Himalayas, through wild savannas, jungles and oceans. She is also a photographer and writer for "National Geographic".
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 5 of 5 reviews
October 11, 2015
Kolejna z książek podróżniczych (powinnam raczej napisać "podróżniczych") pani Beaty, która wpadła mi w ręce. Czego można się dowiedzieć z tej książki?
1. Bali to miejsce dla turystów-lamerów. Komercja, komercja i jeszcze raz komercja. Klimatyzowany autobus? FUJ! W hotelu nie ma robactwa? Skandal! Jak tu poczuć ducha miejsca bez tego? 1/3 książki to właśnie narzekanie: że zbyt europejsko, że ludzie chcą sobie zarobić na turystach, że zawyżają ceny i kłamią.
2. "Z każdym krokiem, jaki robisz w przestrzeni, wędrujesz też między równoległymi rzeczywistościami, czyli razem z czasem przesuwasz się też w przestrzeni ponadzmysłowej między światami, a każdy z nich jest trochę inny, bo został stworzony przez naturę twoich myśli tuż przed tym jak się w nim znalazłeś". Aha.
3. "Miałam w Ubud do zrobienia dwie ważne rzeczy: skończyć pisanie opowiadania o wyprawie do pałacu Montezumy, w której niespodziewanie udział brali Krzysiu Kolumb, Adolf Hitler, Sherlock Holmes, Albert Einstein oraz ja jako ich przewodniczka, bo wyprawa prowadziła przez dżunglę". Aha aha.
4. Styl jest zupełnie niestrawny. I ta randomowa ilość wykrzykników:
" HELP!!!! Aaaa!!!! Małpa skoczyła prosto na moją głowę. Nie ruszać się!! Nie protestować!! Nie krzyczeć!!! (...) AAAAAA!!!!! Zamurowało mnie. Znowu miałam na głowie małpę!!!! Wyobrażacie sobie??!! (...) Dlaczego nie skakały na uradowanych Amerykanów i Australijczyków??!!!" Jak z blogaska...
5. "A gdzie ptak nauczył się śpiewać? A kto mu zamontował struny głosowe?" Struny. Głosowe. U ptaka. Nie mam pytań.
6. Nie spodobało mi się też zachowanie pani Pawlikowskiej po próbie oszustwa (facet miał rozmienić jej pieniądze, po czym schował część banknotów za ladę). "Wiem, mogłam wezwać policję. Kradzież i oszustwo powinny być ukarane - choćby po to, żeby temu chłopakowi raz na zawsze wybić z głowy nieuczciwość. Ale pomyślałam, że nie jestem bogiem, żeby go osądzać. (...) A to, jakim on jest człowiekiem i jaką moc w sobie gromadzi, to jego sprawa. I tylko on będzie ponosił tego konsekwencje". Jeśli okradnie kolejną osobę, to konsekwencje tego będą ponosiły przecież także i ofiary.
Na sam koniec mamy jeszcze cały rozdział, w którym to autorka tłumaczy, czemu odrzuca korektę. Bo przecinki są złe, szatkują zdania na kawałki. Korektorka męczy się nad tekstem i poprawia wszystko (bardzo jej współczuję), a autorka zmienia to z powrotem na pawlikopolszczyznę.
Żeby zrównoważyć te wszystkie minusy, parę pozytywnych rzeczy. Ubawiła mnie wizyta u szamana Ketuta, znanego z "Jedz, módl się, kochaj". No i zdjęcia są świetne. Także kilka momentów, w których pani Pawlikowska nie skupia się na filozofowaniu, ale opisuje miejsca i ludzi są dość ciekawe.
1. Bali to miejsce dla turystów-lamerów. Komercja, komercja i jeszcze raz komercja. Klimatyzowany autobus? FUJ! W hotelu nie ma robactwa? Skandal! Jak tu poczuć ducha miejsca bez tego? 1/3 książki to właśnie narzekanie: że zbyt europejsko, że ludzie chcą sobie zarobić na turystach, że zawyżają ceny i kłamią.
2. "Z każdym krokiem, jaki robisz w przestrzeni, wędrujesz też między równoległymi rzeczywistościami, czyli razem z czasem przesuwasz się też w przestrzeni ponadzmysłowej między światami, a każdy z nich jest trochę inny, bo został stworzony przez naturę twoich myśli tuż przed tym jak się w nim znalazłeś". Aha.
3. "Miałam w Ubud do zrobienia dwie ważne rzeczy: skończyć pisanie opowiadania o wyprawie do pałacu Montezumy, w której niespodziewanie udział brali Krzysiu Kolumb, Adolf Hitler, Sherlock Holmes, Albert Einstein oraz ja jako ich przewodniczka, bo wyprawa prowadziła przez dżunglę". Aha aha.
4. Styl jest zupełnie niestrawny. I ta randomowa ilość wykrzykników:
" HELP!!!! Aaaa!!!! Małpa skoczyła prosto na moją głowę. Nie ruszać się!! Nie protestować!! Nie krzyczeć!!! (...) AAAAAA!!!!! Zamurowało mnie. Znowu miałam na głowie małpę!!!! Wyobrażacie sobie??!! (...) Dlaczego nie skakały na uradowanych Amerykanów i Australijczyków??!!!" Jak z blogaska...
5. "A gdzie ptak nauczył się śpiewać? A kto mu zamontował struny głosowe?" Struny. Głosowe. U ptaka. Nie mam pytań.
6. Nie spodobało mi się też zachowanie pani Pawlikowskiej po próbie oszustwa (facet miał rozmienić jej pieniądze, po czym schował część banknotów za ladę). "Wiem, mogłam wezwać policję. Kradzież i oszustwo powinny być ukarane - choćby po to, żeby temu chłopakowi raz na zawsze wybić z głowy nieuczciwość. Ale pomyślałam, że nie jestem bogiem, żeby go osądzać. (...) A to, jakim on jest człowiekiem i jaką moc w sobie gromadzi, to jego sprawa. I tylko on będzie ponosił tego konsekwencje". Jeśli okradnie kolejną osobę, to konsekwencje tego będą ponosiły przecież także i ofiary.
Na sam koniec mamy jeszcze cały rozdział, w którym to autorka tłumaczy, czemu odrzuca korektę. Bo przecinki są złe, szatkują zdania na kawałki. Korektorka męczy się nad tekstem i poprawia wszystko (bardzo jej współczuję), a autorka zmienia to z powrotem na pawlikopolszczyznę.
Żeby zrównoważyć te wszystkie minusy, parę pozytywnych rzeczy. Ubawiła mnie wizyta u szamana Ketuta, znanego z "Jedz, módl się, kochaj". No i zdjęcia są świetne. Także kilka momentów, w których pani Pawlikowska nie skupia się na filozofowaniu, ale opisuje miejsca i ludzi są dość ciekawe.
June 12, 2018
2 z plusem. Cholernie dużo narzekania i zbędne rozdziały. Z wrażenia aż przysypiałam podczas czytania.
Read
April 10, 2022DNF
Kiepska książka, ratują je tylko zdjęcia.
Kiepska książka, ratują je tylko zdjęcia.
January 8, 2016
Ksiazke przeczytalam jednym tchem. Zdecydowanie umieszczam Bali na szlakach moich wedrowek. Niekomercyjne, prawdziwe podejscie do tego co sie dzieje na Bali I w naszych sercach.
Lekcja pokory dla tych co sztywno trzymaja sie zasad poprawnego pisania z przecinkami. Tak samo jak nie musimy trzymac sie sztywnych zasad podrozowania.
Lekcja pokory dla tych co sztywno trzymaja sie zasad poprawnego pisania z przecinkami. Tak samo jak nie musimy trzymac sie sztywnych zasad podrozowania.
March 25, 2016
Zgadzam sie ze ksiazka jest 'przenarzekana'. Cenie jednak to, ze autorka ocenila Bali szczerze i obiektywnie. Gdybym ja miala tak zle doswiadczenia z okreslonym miejscem, prawdopodobnie nie poswiecilabym mu ksiazki. Mimo ze autorka powtarza sie w wielu punktach ksiazki, warto ja przeczytac. Jest to spojrzenie na modne Bali z perspektywy doswiadczonego podroznika.
Displaying 1 - 5 of 5 reviews






