Książka o Viktorze Orbánie to opowieść o jednym z najbardziej barwnych i kontrowersyjnych przywódców politycznych ostatnich lat. Zaczął jako młody, wojowniczy liberał, którzy podczas symbolicznego pogrzebu Imre Nagya w 1989 roku, w słynnym przemówieniu do milionów Węgrów, wezwał sowieckie wojska do opuszczenia Węgier. Zszokował tym i ówczesnych komunistów, i ówczesną opozycję.
W następnych latach Orbán przeszedł ewolucję duchową i polityczną. Doprowadził najpierw do rozłamu w swojej partii a potem do budowy silnego, konserwatywnego ugrupowania. Skonsolidował całą węgierską prawicę i dziś jest hegemonem na węgierskiej scenie politycznej. Przeprowadza głębokie reformy, które wywołują kontrowersje w całej Europie.
Jednak to nie polityka jest największą pasją jego życia. Tym, co wywołuje prawdziwe emocje u premiera Węgier, jest piłka nożna. Do niedawna był jeszcze zawodnikiem wiejskiej drużyny, w której barwach występował nawet, kiedy był premierem. Do dziś regularnie trenuje i strzela gole. Zbudował niezwykłą, nowoczesną Akademię Futbolu, w wiosce, z której pochodzi.
Autor książki, znany dziennikarz, ukazuje Orbána jako żywego człowieka, z jego emocjami i sympatiami, a przez pryzmat jego życia – także historię Węgier ostatnich lat. Opisuje, w jaki sposób doszło tam do dramatycznych podziałów, jakich nie ma dziś w żadnym innym europejskim kraju, wskazuje też historyczne korzenie tych podziałów. Ta książka to żywa, barwna opowieść o ciekawym człowieku, historia twardego, czasem cynicznego polityka i ciepłego ojca pięciorga dzieci, który przyciąga dziś uwagę całej Europy.
Bardzo ciekawa książka. Poznanie Wiktora Orbana, jednego z najbardziej barwnych polityków Europy od stronyny nie tylko czysto politycznej, ale również od strony domowej. Mamy tutaj przedstawioną droge od ambitnego chłopaka z wioski który musiał pracować więcej niż osoby z większych miast do polityka i twórcy największej, najlepiej zorganizowanej i zarządzanej oraz odnoszącej największe sukcesy partii w europie środkowo wschodniej. Książka zacna, warta przeczytania
Książka Jankego trafiła w swój czas – na przełomie 2012 i 2013 roku w Polsce wybuchła fala fascynacji Orbanem, urządzano wycieczki do Budapesztu, aby zasilić pro-orbanowskie manifestacje i wesprzeć „prawego” polityka odsądzanego od czci i wiary przez lewicową Europę za rzekomo „faszystowską” postawę. Janke stoi oczywiście prawej stronie dyskursu i jest Orbanem zafascynowany. Przedstawia go jako polityka, którego brakowało w Polsce – konsekwentnego i konserwatywnego liberała, który postawił sobie za cel wydźwignąć swój kraj z komunistycznej zapaści. Zapaści nie tyle gospodarczej, co świadomościowej i moralnej. Biografia ma interesujący początek, w którym Janke kreśli związki Orbana z futbolem – futbol jest dla węgierskiego polityka wyidealizowanym współzawodnictwem, fraktalnym modelem politycznego kosmosu, w którym liczą się takie cechy, jak gra zespołowa, długofalowy cel, konsekwencja, determinacja i praca u podstaw. Janke przypomina ciekawe, powojenne sukcesy węgierskiego futbolu i jego upadek po 1956 roku. Tłumaczy, dlaczego dla Węgrów piłka nożna jest taka ważna. I dlaczego ważna jest nostalgia w ogóle, oraz traktat z Trianon, w którym Węgry straciły 2/3 powierzchni. Do dziś przeżywają z powodu tej deklasacji kompleks, bardzo podobny zresztą do kompleksu polskiego. W ogóle Węgry w tej książce są bardzo podobne do Polski. Orban jawi się jako wyidealizowany prawicowy lider, jakiego brakuje nad Wisłą. Taki Kaczyński 2.0, autorytarny, ale równiacha, wizjoner i lider, po futbolowemu zgrany ze swoją drużyną; wyprzedzający swój czas – ta akurat cecha łączy go chyba z Kaczyńskim, który przewidział prawicowy skręt w Polsce. Podobnie jak na Węgrzech, było ono związane z kompromitacją rządów lewicy, która uprawiał politykę bez aksjologii, wyłącznie dla władzy i zysku. I dlatego musiała upaść. Wywód Jankego z czasem zamienia się w laurkę. Za mało dokładnie jest tu zanalizowane tło, a Orban i jego otoczenie – są wyidealizowani. Przyczyny wcześniejszy klęsk Orbana wytłumaczone są powierzchownie, a sukcesy – trochę podkoloryzowane. Takie mam przynajmniej subiektywne wrażenie. "Napastnik" byłby książką znacznie lepszą, gdyby Janke więcej uwagi poświęcił backgroundowi. Bo o samym Orbanie pisze w sumie dość sztampowo – napastnik, konsekwentny itd. Mało ludzki jest ten Orban.