Drugi tom historii Aubree Sullivan i Axela Murphy’ego z Black Roses.
Mogłoby się wydawać, że Axel Murphy i Aubree Sullivan są częściami zupełnie innych układanek. A jednak tych dwoje niespodziewanie połączyło bardzo silne uczucie wywracające ich światy do góry nogami.
Wszystko przebiega tak dobrze, że niemal przypomina sen, z którego Aubree nigdy nie chciałaby się obudzić. Ale – jak wiadomo – nigdy nic w życiu nie jest idealne.
Są ludzie, którym bardzo nie podoba się szczęście tej dwójki. Były narzeczony Aubree, jednocześnie brat Axela, nie ma zamiaru zgodzić się na ich relację i zrobi wszystko, żeby rozdzielić parę. Czy mu się to uda?
Po zakończeniu pierwszej części a mianowicie Black Roses, byłam szalenie ciekawa jak potoczą się dalsze losy Aubree i Axela. I jeśli myślałam, że nareszcie odnaleźli szczęście i spokój to byłam w ogromnym błędzie ponieważ nic nie było łatwiejsze. A były naszej głównej bohaterki a zarazem brat naszego głównego bohatera nie da o sobie tak szybko zapomnieć i zrobi wszystko, aby przeszkodzić w szczęściu wyżej wymienionej dwójki. Czy mu to się uda? Musicie sami się przekonać.
Nie sądziłam, że można jeszcze bardziej zżyć się z bohaterami i polubić daną książkę. Jednak autorka udowodniła, że się da. Mam wrażenie, że druga część osobiście dla mnie była o wiele lepsza niż pierwsza, mimo, że uważam pierwszą za równie genialną.
Dużą robotę zrobiło to, że poznaliśmy przeszłość Axela i mogliśmy zrozumieć co takiego wydarzyło się w jego życiu, że stał się czarnym charakterem w rodzinie.
Czytając o tym jakim byli dla siebie wzajemnie wsparciem, jak mogli na siebie zawsze liczyć. Jak obydwoje starali się żeby to co zbudowali było szczere. Każdego dnia okazywali sobie nawet najmniejszym gestem jak bardzo są dla siebie ważni i byli w stanie dla siebie zrobić naprawdę wiele. Jednak towarzyszy im lęk, że to co jest między nimi jest tylko chwilowe i może to się skończyć szybciej niż by tego sami chcieli.
Mimo, że Axel nie miał kolorowej przeszłości w przeciwieństwie do Aubree. To właśnie ona stała się dla niego osobistą kotwicą i bezpieczną przystanią. Była dla niego ogromną siłą i codziennie napędzała go do walki o siebie i żeby wkońcu uwierzył w siebie i to, że zasługuje na wszystko co najlepsze mimo, że popełnił w przeszłości parę błędów.
Chciałabym w swoim życiu mieć właśnie taką osobę i czasem jak czytałam o ich relacji i wzajemnej trosce było mi przykro, że taki Axel nie istnieje naprawdę.
Bardzo polubiłam postać drugoplanową a mianowicie Killiana. Mógł wydawać się tajemniczym mężczyzną, który boi się zbyt szybko zaufać jednak był naprawdę cudowną postacią.
Jednak żeby nie było zbyt kolorowo na jaw wyszły pewne rzeczy, które doprowadziły mnie do szybszego bicia serca i miałam lekkie obawy czy uda się wszystko wyjaśnić.
Podsumowując książka bardzo mi się podobała. Styl autorki nadal pozostał przyjemny i lekki. Świetnie się bawiłam i jest mi przykro, że historia wyżej wymienionej dwójki dobiegła końca. Jestem przekonana, że w wolnej chwili napewno sięgnę po tą książkę jeszcze nie jeden raz.
Po przeczytaniu Black Roses nie byłam pewna czy kiedyś się zmuszę, aby sięgnąć po drugi tom, gdyż ten pierwszy raczej nie przypadł mi do gustu pod względem stylu napisania. Mimo wszystko udało się i po ponad pół roku dokończyłam historię Aubree i Axela, ponieważ byłam bardzo ciekawa tego jak dalej potoczyły się ich losy. I zdecydowanie nie żałuję. Widać postęp autorki między tomami i moim zdaniem ta część jest napisana o wiele lepiej. Wciągnęła mnie całkowicie przez co skończyłam ją w zaledwie jeden dzień, mimo iż z poprzednią męczyłam się o wiele dłużej.
Zdecydowanie było to idealne zwieńczenie historii tej dwójki i nie zabrakło lekcji, które oboje dostali od życia oraz towarzyszących im wielkich emocji. Była to druga i ostatnia szansa tej autorki u mnie i zdecydowanie się obroniła, zachęcając mnie do przeczytania również trzeciego tomu.
Ale to był dla mnie niesamowity przeskok. Pamiętam, że pierwsza część mi się spodobała. Naprawdę, była bardzo dobra. Jednak ten tom...przebił ją o głowę. Zdecydowanie w większym stopniu dałam się ponieść fabule. Chociaż nadal uważam, że powtarzanie imion występuje tu zdecydowanie za często, sama wartkość i siła tej części sprawiły, że starałam się od tego odciąć.
Zaczynamy od tych pięknych momentów. Axel i Aubree żyją sobie spokojnie, albo raczej w miarę stabilnie. Z dnia na dzień, odnajdują w sobie coś pięknego. Cóż, pojawiają się jednak wątpliwości, które siedzą z tyłu głowy. Bo nikt nie określił jasno, do czego prowadzi ich wspólne mieszkanie, sceny uniesień, którym dają się ponieść, gesty, którymi się obdarzają. Niby nic skomplikowanego, a jednak tak trudne do zdefiniowania. Zwłaszcza, że Axel Murphy to silny bohater, który ma niezastąpione serce, a razem z Aubree tworzą duet, któremu przeszłość dała w kość.
Sielanka nie może trwać wiecznie. W otoczeniu tej dwójki znajdują się osoby, które nie chcę ich szczęścia. Zwłaszcza jedna, która uprzykrzyła już wcześniej im tak wiele.
Oprócz wątku Aubree i Axela, przewijają się tu również te, dotyczące pozostałych bohaterów poznanych w pierwszym tomie. Nie mogło ich zabraknąć. Pamiętam, że już wcześniej, moją uwagę (oczywiście poza fenomenalnym Axelem, za którego dam się pokroić) przyciągnął oczywiście Killian. Autorka tym razem poświęciła mu o wiele, wiele więcej czasu i już wiem, że to będzie mój top bohater z tej serii. Dlatego niesamowicie się cieszę, że kolejna część będzie właśnie o nim. Uwielbiam takich bohaterów.
Czytałam "Black thorns" z zapartym tchem. Złapałam się na tym, że przez niektóre sytuacje musiałam wziąć głębszy oddech, policzyć do dziesięciu, ponieważ nie potrafiłam opanować emocji. Tak bardzo bałam się, co zafunduje Autorka, gdy moje serce odrobinę pękało.
To wyjątkowa książka, z której wyciągnięcie wiele wniosków. Dacie się porwać uczuciom, słodkim gestom. Jest to historia nie tylko o miłości, która przejdzie przez przeciwności losu. Odnajdziecie tu wspaniałą przyjaźń, taką na śmierć i życie. Znajdziecie ukojenie w tym, jak dobrzy potrafią być dla siebie ludzie, jak potrafią wybaczyć, zaufać. Ona po prostu ukoi Wasze serca i sprawi, że będziecie się uśmiechać od ucha do ucha. Co się do tego przyczynić? Bohaterowie. Tak, potrafią rozmiękczyć serca. Moje rozpływało się wielokrotnie.
Oczywiście nie będzie tylko kolorowo. Tytułowa czerń również wkradnie się w fabułę, ale nie jest ona niepotrzebna. Wręcz przeciwnie. Barwa to pozwoliła na jeszcze głębsze odczuwanie całości. Dała możliwość scharakteryzowania bohaterów i zapałania do nich jeszcze większą sympatią (przynajmniej w moim przypadku), bo w tej historii wsparcie jest bardzo ważne, a tak jak wspomniałam wcześniej - za niektóre relacje można oddać wszystko.
Na początku chciałabym po raz kolejny bardzo podziękować za daną mi szansę i powierzone zaufanie oddając historię Axela i Aubree pod moje patronackie skrzydła. Nigdy nie przestanę ci być wdzięczna Karolino. Dziękuję!
Zacznijmy od tego jak bardzo uwielbiam i dosłownie ubóstwiam typ pisania autorki. Przyjemny, prosty, totalnie wciągający. Kartkę po kartce się pochłania nawet nie zdając sobie sprawy. Przez niego dosłownie się płynie. To właśnie on uświadomił mi, że w ciemno przeczytam każdą książkę spod jej pióra i wiem że się nie zawiodę. W książkach Karoliny co chwilę się co dzieje, co jeszcze bardziej potęguję brak chęci odłożenia książki choć na sekundę.
Jak przesunięcie zdjęcie w prawo ukażą się Wam opis, motywy i opis książki:)
Black Thorns to część, która różniła się zdecydowanie od Black Roses czyli pierwszej części. Tutaj było więcej bólu, niedopowiedzeń i odkrycia mrocznych tajemnic z przeszłości, które dość poważnie wpłynęły na przyszłość bohaterów. Ale zarazem to właśnie ta część jest bliższa mojemu sercu niż pierwsza nie przez fakt że jest moim patronatem, ale przez to że tutaj wreszcie możemy zaobserwować jak maski bohaterów całkowicie spadają. Poznajemy ich na nowo i bardziej dogłębnie. Nie tyczy się to tylko Aubree i Axela ale też Kiliana którego w tej części możemy spodziewać się jeszcze więcej tak więc z nieskrywaną ekscytacją czekam na trzeci tom z serii, który opowiada właśnie jego historię w której będziemy mogli poznać jego pełną historię i to co ma w swojej skomplikowanej głowie. Wracając do naszych słodziaków. Aubree Axel stali się moim domem, którego z pewnością nigdy nie zapomnę i będę często odwiedzać. Axel już od początku Black Roses wydawał się ociekać tajemnicą i wieloma znakami zapytania, od razu można było wyczuć, że coś ukrywa a jego przeszłość nie jest łatwa. Szczerze.. nie spodziewałam się takiego obrotu akcji i byłam bardzo zaskoczona. Jego postać już od samego początku pokochałam najbardziej, to jakim okazał się być cudownym człowiekiem…niezwykle opiekuńczym, zarazem dający przestrzeń w pewnych sytuacjach. Gdyby tylko Aubree zachciałoby się coś słodkiego w nocy ten mężczyzna w podskokach by jej to przyniósł tak bardzo ją kochał. Mam ogromną nadzieję, że uda mi się poznać kiedyś takiego faceta. Echhhhh Czas teraz na moją drugą miłość czyli kochaną Aubree.
Postać Aubree z pewnością szybko nie zapomnę, na pewno nie zalicza się ona do typowych książkowych kobiecych bohaterek, zapytacie dlaczego? Aubree jest kobietą plus size, co jak dla mnie jest w stu procentach okej! To właśnie daje jej trochę więcej człowieczeństwa niż innym typowym bohaterką z książek jakie są teraz popularne. Oprócz tego jest silną nie dającą sobie w kaszę dmuchać, a zarazem życzliwą i wrażliwą na piękno otaczającego ją świata młodą kobietą.
Razem z Axelem idealnie się komponują i uzupełniają. Black Roses i Black Thorns tworzą piękną historię o dwóch złamanych duszach, jedna z nich w pierwszej części odradza się dzięki tej drugiej zarazem niszcząc z kolei tą drugą. W Black Thorns znowu mamy obie złamane przez życie i kłamstwa, by na samym końcu połączyć się w jedność i już nigdy więcej się nie złamać, a jeśli kiedyś nastąpi taki moment zmierzą się z nim razem.
Jest mi naprawdę przykro, że to już koniec historii Aubree i Axela bawiłam się świetnie podążając za ich początkiem burzliwej historii aż do samej końcówki Black Thorns mam nadzieję, że będą występować chociaż jako postacie drugoplanowe w trzecim tomie.
Z pewnością nie zapomnę o Aubree i Axelu i zostaną już ze mną na zawsze. Dziękuję, że rozświetliście mi drogę gdy w moim życiu było ciemno. Nigdy wam tego nie zapomnę.
A wy już czytaliście serię Black? Podobała się? Ja wam z całego serca i z czystym sumieniem polecam chwycić nie pożałujecie!
♡ Po skończeniu pierwszego tomu, czułam bardzo duży niedosyt, dlatego też z niecierpliwością wyczekiwałam dalszych losów Axela i Aubree.
♡Bardzo polubiłam to, iż ten tom skupiał się bardziej na relacji pomięszy głównymi bohaterami , którzy pomimo tego, że pochodzili z różnych światów koniec końców idealnie się uzupełniali i wspierali. W tej części było dużo słodkich momentów na których uśmiech nie schodził mu z buzi, lecz nie zabrało emocjonalnych fragmentów, które wywarły na mnie bardzo duże wrażenie.
♡ Czytając tę historię miałam wrażenie, że wszystkie jest idealnie zaplanowane przez autorkę, a każdy nowy fragment fabuły był dla mnie nowym zaskoczeniem, którego się nie spodziewałam. Klimat książki mnie oczarował czułam się jakbym sama przebywała w Irlandii, przez opis jaki twórczyni nam zaserwowała.
♡ Ta część była bardziej bolesna od poprzedniej, gdyż to tutaj poznaliśmy sekrety bohaterów, które bardzo wpłynęły na ich losy. Postacie drugoplanowe skradły mi serce, a w szczególności Killian, któremu bolesna przeszłość nie daje mu normalnie żyć, z przyjemnością poznam historię tego złamanego przez życie człowieka.
♡ Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny, nawet nie wiem kiedy przeczytałam ostanie zdanie, gdyż w książce cały czas coś się dzieje.
♡ Kreacja bohaterów była genialnie opracowana, a Axel skradł mi serce, to co robił względem głównej bohaterki było cudowne, sama chciałabym w przyszłości kogoś takiego spotkać.
♡ Polecam przeczytać tę historię każdej romantycznej duszy, gdyż wywoła w was masę emocji i pokaże na czym polega prawdziwe choć czasem destrukcyjne uczucie jakim jest miłość.
3/3.5 Nie jestem pewna oceny. Sama książka mi się podobała, choć jestem większą fanką pierwszej część. (kocham scenę z titanikiem) Zakończenie tomu 1 ,dało mi niedosyt i potrzebę poznania dalszych losów bohaterów. Druga część zaspokoiła to ale teraz jedyne co potrzebuję to poznanie całej historii Killiana.Wiem ze będzie bolało, ale błagam.Jestem skłonny za nią zabić. (jedyne czym jestem zawiedziona z drugiej części to to że dało się domyślić, o co chodziło z tą tajemnicą Axela)
Kiedy skończyłam czytać pierwszy tom cyklu "Black" byłam nieco zawiedziona zakończeniem. Nie chodzi o to, że mi się nie podobało... Po prostu byłam nieco rozżalona i czułam ogromny niedosyt, że autorka zostawiła czytelnika w takim, a nie innym miejscu. Dlatego z niecierpliwością wyczekiwałam dalszych losów historii Aubree Sullivan i Axela Murphy’ego. Czy teraz gdy jestem już po lekturze "Black Thorns" uważam, że warto było czekać? Zdecydowanie, ponieważ drugi tom podobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy! Dlatego, jeżeli nie znacie jeszcze książek Karoliny Żyndy, czym prędzej lećcie naprawić swój błąd.
W drugim tomie autorka jeszcze bardziej skupia się na relacjach między Aubree i Axelem. Chociaż niektórym osobom z ich świata mogłoby się wydawać, że są częściami zupełnie innych układanek, oni udowadniają, że razem tworzą naprawdę udany i zgrany duet. Ich romans kwitnie, oboje czują, że stali się dla siebie kimś więcej, dlatego nie boją się podejmować coraz śmielszych decyzji odnośnie swojej najbliższej przyszłości. Jednak czy ich sielanka będzie trwała w nieskończoność?
Jak to zawsze w takich powieściach bywa, zawsze na światło dzienne wyjdzie jakaś sprawa z przeszłości, która nieoczekiwanie zamiesza w życiu głównych bohaterów, dlatego chyba nikogo nie zdziwi, że również tak było w tym przypadku. Czy odkryte tajemnice były dla mnie zaskoczeniem? Muszę przyznać, że autorka naprawdę potrafi budować napięcie! I chociaż jednej z tajemnic domyśliłam się już wcześniej, drugiej w ogóle się nie spodziewałam. Dodatkowo akcja historii poszła w takim kierunku, że w zasadzie do samego końca nie było wiadomo, jakie będzie zakończenie. Czy było szczęśliwe? Tego musicie dowiedzieć się sami.
Muszę przyznać, że tę część pochłonęłam jeszcze szybciej niż pierwszą. Styl pisania autorki jest bardzo lekki i przyjemny, przez co w zasadzie przez tekst bardziej się płynie niż go czyta. Dlatego nikogo nie dziwi, że dosłownie wpadłam w czytelniczy wir, przewracając stronę za stroną, chcąc jak najszybciej otrzymać odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania.
Jako wielka fanka Harry'ego Pottera byłam uradowana, iż kolejny z bohaterów okazał się równie zafascynowany tym światem. I muszę przyznać, że akurat po tej osobie się totalnie tego nie spodziewałam! Szczerze powiedziawszy, przeczytałam tę linijkę tekstu dwa razy, aby upewnić się, że niczego nie pomyliłam. Lubię, jak autorzy w swoich książkach przemycają jakieś elementy z własnego życia, które są powszechnie znane, takie jak ulubione miejsca, potrawy, filmy, seriale czy książki. Sprawia to, że czytelnik odczuwa swego rodzaju więź z autorem, a dodatkowo, kiedy sam te rzeczy zna i lubi, wszystko wydaje mu się bardziej prawdziwe. I tak też było w tym przypadku.
Uważam, że na uwagę zasługuje również to, że autorka postanowiła rozwinąć wątek Killiana. Było to bardzo dobre zagranie, zważywszy na to, że będzie głównym bohaterem kolejnej z książek. Podobało mi się, że autorka zdecydowała się pokazać, jak rozwinęła się jego przyjaźń z Aubree oraz to jak wielkim wsparciem wzajemnie się darzyli. Dzięki temu zabiegowi, jako czytelnicy mogliśmy go trochę lepiej poznać, co z pewnością zaowocuje tym, że z przyjemnością sięgniemy po "Black Hole", gdy tylko pojawi się na rynku wydawniczym.
Jeżeli z jakiegoś powodu w dalszym ciągu wahacie się, czy sięgnąć po tę serię mam nadzieję, że moja recenzja przekonała Was do tego, że warto się z nią zapoznać.
„Nigdy nie wiesz, ile kroków dzieli cię od przepaści.”
Przed nami druga odsłona historii Aubree i Axela, na którą czekałam z utęsknieniem. I tu mam dla Was informację, która może Was zszokować. „Black thorns” jest jeszcze lepsze niż pierwszy tom, a nie sądziłam, że jest to możliwe. Czytając pierwszą część, żyłam w ciągłej obawie, że stanie się coś złego. Że sielanka Aubree i Axela roztrzaska się o klif i będziemy cierpieć razem z nimi. I to się nie wydarzyło. Bo wydarzyło się w „Black thorns”. Ta książka zabrała mnie jednocześnie do nieba i piekła. Rozstroiła mnie emocjonalnie i w pewnym momencie nie wiedziałam, co jeszcze mnie czeka i czy w ogóle jestem na to gotowa. Elementy układanki wskakują na odpowiednie miejsce i mamy pełny obraz sytuacji, który złamie Wam serca. Przysięgam, że nie wiedziałam, kogo powinnam przytulić mocniej. Przeżywałam tę historię razem z naszymi bohaterami i wręcz przeniosłam się do ich świata, gdzie nerwowo obserwowałam rozwój sytuacji. Aubree i Axel wciąż są świetnie wykreowanymi postaciami. Mają wady i zalety, podejmują dobre i złe decyzje. Cieszą się, kochają, cierpią, płaczą i mają złamane serce. Nie są w tym sami, bo przyjaciele Axela powoli stają się przyjaciółmi Aubree. I tutaj muszę wspomnieć o relacji, która powstała między Aubree i Killianem. Uwielbiam tę przyjaźń. Nie spodziewałam się, że jej potrzebuję, a jednak stała się dla mnie tak ważnym elementem tej historii, że teraz nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej nie być. Czekam na historię Killiana, bo chociaż wiem, że złamie mi serce, to wiem, że zostanie napisana w taki sposób, że ponownie stanę się częścią tej fabuły. Na uwagę zasługuje też Connor, który za każdym razem zaskakiwał mnie coraz bardziej. Już dawno nie widziałam tak oderwanego od rzeczywistości bohatera i wcale a wcale nie czuję się źle, z tym że parsknęłam śmiechem, jak pewna rzecz wyszła na jaw. Zresztą nie tylko ja wtedy parsknęłam, ale jak przeczytacie, to zrozumiecie, i pewnie sami też parskniecie — jest to nawet bardzo wskazane. Rozdziały Axela trafiały do mnie w inny sposób niż te od Aubree. Nasza bohaterka mimo wszystko wciąż jest człowiekiem pełnym nadziei i wierzy, że nadejdzie lepsze jutro. Axel z kolei jest pogodzony z tym, że nic nie trwa wiecznie, a tym bardziej szczęście. Jego historia jest genialnie poprowadzona, a rozdziały z przeszłości, zwłaszcza ten jeden złamał mi serce. W „Black roses” prolog sprawił, że wiedziałam, że pokocham tę historię, co zresztą się stało. W „Black thorns” prolog zmiótł mnie z planszy na dzień dobry i sprawił, że nie potrafiłam, chociaż nie, bo po prostu nie mogłam odłożyć tej książki. Jeśli jakimś cudem, nie przeczytaliście jeszcze tych dwóch książek, to bardzo, ale to bardzo Was do tego zachęcam.
Druga część serii Black spodobała mi się równie mocno, co pierwsza. Styl pisania Karoliny jeszcze bardziej mnie oczarował – był niezwykle przyjemny, płynny i lekki. Tak bardzo wciągnęłam się w tę książkę, że pomogła mi wyjść z zastoju.
Relacja między głównymi bohaterami uległa pogłębieniu, co bardzo mi się podobało. Zwroty akcji były świetnie wplecione – niektóre zabawne, inne bardziej poważne, ale wszystkie nadawały historii dodatkowej głębi. Dużo też się wyjaśniło w kwestii Axela, zwłaszcza w kontekście jego przeszłości, co zdecydowanie jest na plus.
Jeśli chodzi o Aubree, to nie zaszły w niej większe zmiany, poza tym, że stała się bardziej pogodna i otwarta. Dodatkowo jej relacja z Killianem, choć krótka, była urocza i słodka, co mnie całkowicie zauroczyło. Nie mogę się już doczekać, aż przeczytam książkę poświęconą właśnie jemu. Uwielbiam jego postać, zwłaszcza to, jak bardzo starał się pomóc Aubree, mimo że sam nie pozwala nikomu zbliżyć się do siebie.
Całość była naprawdę wciągająca i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kontynuację.
PS. Pamiętajmy, że tyle ile ludzi żyje, tyle jest opinii i każdemu może podobać się coś innego🥀🖤
2 tom zdecydowanie bardziej mi się podobał. Tak jak przewidywałam działo się zdecydowanie więcej, dużo rzeczy się też wyjaśniło pomimo że spodziewałam się że za ich sielankową miłością kryje się coś to miałam rację że tam będzie coś grubego i gdy połączyłam fakty wszystko sie rozjaśniło i okazało się że mam rację. Nie sądziłam jednak że bohaterka tak delikatnie obejdzie się z tą sprawą ponieważ myślę że ja zareagowała bym inaczej. To mi się trochę nie podobało że akcja pod koniec tak bardzo zwolniła ale tak czy siak moja ocena to 4 ponieważ fabuła była dobrze przemyślana i przedstawiona
This entire review has been hidden because of spoilers.
Przez pierwszą połowę książki strasznie się wynudziłam, dopiero jak się zorientowałam jaką tajemnicę skrywa Axel i co tak naprawdę wiąże go z Aubree zaczęło się robić ciekawie. Moment, w którym dowiadujemy się o narodzinach siostrzenicy - bezcenny, o 1 w nocy ryknęłam na cały głos ze śmiechu. Końcówka też wyszła w porządku i widać podwaliny do kolejnych części. Zaletą tej książki jest jej grubość. Dobrze, że autorka nie rozwlekała tej historii na kolejne 150 stron.
Karolina Żynda kocham cię. Uwielbiam serie „Black” i nic tego nie zmieni. Kocham ten klimat i to, w jaki sposób napisana została książka. Jedynym minusem jest długość jej- DLACZEGO TAKA KRÓTKA?! Od połowy zaczęłam mieć nadzieję, że bohaterka skończy z Killianem. Finalnie trochę się zawiodłam, że tak się nie stało, ale nic nie zmieni faktu, że ta książka po prostu jest dobra i zasługuje na 5 gwiazdek.
Uwielbiam Kiliana I właśnie dlatego nie mogę się doczekać kolejnym częścią mu poświęconym
Ten tom był znacznie lepszy niż pierwszy- więcej się działo, zarówno dobrego jak i złego. Towarzyszymy mi na pewno większe emocje a i bohaterów polubiłam bardziej
Relacja (przyjacielska) Kiliana i Aubree no cudowna- tak mocna i bolesna więź...śmiało można powiedzieć, że stali się bratnimi duszami i jedno potrzebuje drugiego - kooocham
I siup 4 dni i kolejna część łyknięta. Ta historia nie ma nudnych fragmentów. Cały czas coś się dzieje i jedna część otwiera rozdziały które kończą się w kolejnej a kończy te z wcześniejszej. Wspaniale się to czyta jakbym wcale nie przeszła do kolejnej książki tylko ciągle czytała jedną. Jestem bardzo zadowolona. Nie jestem fanką polskich autorów ale ta bardzo przypadła mi do gustu.
Bardzo przyjemnie się czytało :) Autorka ma lekkie pióro. Fabuła była do przewidzenia tak już po 20% choć to nie wpłynęło na chęć czytania dalej. Dużo się na niej śmiałam bo błędy logiczne lub brak redakcji dodawało smaczku xdddd
Jeśli inna laska wydaje Ci się nawiedzona/nienormalna to lepiej jej uwierz <3 Sorry Jade xd
jeszcze lepsza od pierwszej części. najlepszy aspekt tej serii nie wiem tak to nazwę że autorka nie skupiała się tylko na tym że jest to smut, bo można się nawet wzruszyć. coś mi się wydaje że nie dokońca składnie to napisałam ale nie ważne cool książka i tyle elo ❤️❌😻🐉🤪🧛🏻♀️😻🐉🧡😻🏫