Od bardzo dawna wyczekiwałam tej książki. Miałam okazję zapoznać się z początkowymi rozdziałami historii Maddy i Noaha już na wattpadzie i już wtedy ta historia mnie zaintrygowała.
Spodziewałam się, że 𝐃𝐞𝐯𝐢𝐥𝐢𝐬𝐡 𝐠𝐚𝐦𝐞 może przypaść mi do gustu, ale nie sądziłam, że aż tak. Ja dosłownie przepadłam dla tej historii i zarwałam dla niej nockę. A Noah Woods? Matko… 🫠 Ten bohater to już w ogóle skradł moje serce, ale o nim opowiem więcej w dalszej części tej recenzji.
Obecne życie Maddy jest trochę trudne i skomplikowane. Osiemnastolatka mierzy się z przytłaczającymi myślami w głowie, które codziennie pchają ją do przykrych czynów. Nastolatka nie potrafi się pogodzić z odejściem jej ukochanego dziadka, który odszedł już jakiś czas temu. Od tamtego czasu dziewczyna można powiedzieć, że jest pogrążona w mroku. Życia też nie ułatwia jej matka, która, powiedzmy sobie szczerze, nie nadaje się do roli czyjegokolwiek rodzica. Pewnego dnia James - przyjaciel Maddy - proponuje jej, aby wzięła udział w wyścigach samochodowych. Dziewczyna ma smykałkę w szybkiej jeździe swoim audi, więc przystaje na tę propozycję, chociaż niechętnie. To na torze właśnie poznaje Noaha. Mężczyznę, który z początku wydaje się gburowatym dupkiem i przed którym ostrzegał ją jej własny przyjaciel. Cóż… Maddy zazwyczaj nie jest skłonna do słuchania kogokolwiek, więc z czasem dziewczyna zaczyna spędzać z nim coraz więcej czasu, a sprawy nie ułatwia fakt, że to właśnie Noah ma ją trenować na torze.
𝐌𝐚𝐝𝐝𝐲 𝐄𝐯𝐚𝐧𝐬 nie ma łatwego życia. Ta bohaterka ma blizny zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Zmaga się z zaburzeniami odżywiania, musi wysłuchiwać okropnych słów z ust jej własnej rodzicielki i traumami z przeszłości. Wielokrotnie podczas czytania tej książki miałam łzy w oczach, bo Maddy to bohaterka, która zasłużyła na lepsze życie. Trzeba przyznać, że jest charakterna i nie daje nikomu sobą pomiatać. Nie boi się głośno wyrażać własnego zdania lub komuś odpyskować.
𝐍𝐨𝐚𝐡 𝐖𝐨𝐨𝐝𝐬 ma dwadzieścia trzy lata i dość często używa sarkazmu. Ten bohater nie miał łatwego dzieciństwa i sam również musi się mierzyć ze swoimi demonami przeszłości. Nie będę ukrywać, że straciłam dla niego głowę. Noah sam ma lekkie problemy z odżywianiem, więc doskonale rozumie Maddy, którą stara się wspierać w walce o samą siebie. Niejednokrotnie wywoływał on motylki w brzuchu swoim zachowaniem. Nie można powiedzieć, że Noah jest ideałem, ale to właśnie dzięki nastolatce stara się być najlepszą wersją samego siebie.
Relacja tej dwójki jest mocno szalona. Zaczęli praktycznie od skakania sobie do gardeł i docinania sobie, a z czasem to wszystko zmieniło się w przyjaźń, a może i nawet coś więcej, kiedy zdali sobie sprawę, że tak naprawdę rozumieją się bez słów i są do siebie całkiem podobni. Nie można zaprzeczyć, że tę dwójkę do siebie ewidentnie ciągnie, są jak magnesy.
Nie mogę nie wspomnieć o ojcu Maddy. Chyba każdy chciałby mieć takiego tatę. Jest troskliwy i opiekuńczy, a przy tym wszystkim wyrozumiały i na wiele jej pozwala, bo ma do swojej córki zaufanie. Uwielbiam go całym sercem, podobnie jak Victorię - siostrę Maddy.
Jeśli ktoś czyta moje recenzje, to może kojarzyć, że jestem ogromną miłośniczką wątku wyścigów samochodowych. Serio, kocham całym sercem, więc to był pewnie jeden z powodów, dlaczego tak mocno wkręciłam się w czytanie 𝐃𝐞𝐯𝐢𝐥𝐢𝐬𝐡 𝐠𝐚𝐦𝐞. Ich opisy w tej historii sprawiały, że nawet ja odczuwałam adrenalinę tak, jakbym sama brała udział w wydarzeniach opisanych w książce.
Początkowo bardzo polubiłam przyjaciół bohaterki. Tracy jest świetną przyjaciółką, chociaż muszę przyznać, że momentami irytowała mnie swoim zachowaniem. James z kolei szybko zdobył moją sympatię, ale niestety później stracił w moich oczach tym, jak zachował się wobec Maddy 😐.
Niektóre wątki mogły zostać poprzedzone lepiej, ale jak na debiut, to i tak jestem mocno zachwycona. 𝐃𝐞𝐯𝐢𝐥𝐢𝐬𝐡 𝐠𝐚𝐦𝐞 to książka, przy której bawiłam się cholernie dobrze. Z trudem odkładałam książkę na bok, kiedy miałam inne obowiązki do wykonania i z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu, bo to, jak zakończyła się ta część, zwaliło mnie z nóg!