„– Widziałem bardzo podobnego, jak byłem dzieciakiem. Twoje imię kojarzy mi się z takim motylem. Francy – powiedział, patrząc na ładnego motylka na swojej ręce, unosząc zaraz wzrok na mnie. – Będziesz moim niebieskim motylem.”
♡ Macie takie pozycje, które są dla was czymś więcej niż książką? Są waszym domem? Gdyby książka mogłaby być budynkiem to byście w niej zamieszkali? Ja tak i zdecydowanie taką książką jest debiut mojej najukochańszej monkey, czyli „Beginning Moon”. Powrót do papierowej wersji był jak powrót do domu po długiej nieobecności w miejscu zamieszkania. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. A nawet jak się wyprowadzę, to do domu będę zawsze wracać.
- dziękuję ci po raz setny, że zostałam matką chrzestną historii, która jest cząstką mnie.
„ I zrozumiałam też, że mamy ze sobą więcej wspólnego, niż początkowo uważałam. Czułam, że jakaś wielka i znacząca jego część cierpi równie mocno, jak moja. Był cichy, ale wewnętrznie bardzo głośny.”
♡ Każdy człowiek na tym całym bezlitosnym świecie posiada swoje demony z przeszłości, które prześladują go prawdopodobnie do końca życia. Przykładem są osoby, o których chcieli zapomnieć. Osoby, które w teraźniejszości chcą się na nas zemścić. Chcą, abyśmy poczuli ból. A kiedy czujemy najgorszy rodzaj bólu? Kiedy stracimy najważniejszą dla nas osobę. Nasze oczko w głowie. Naszego niebieskiego motylka.
„– No, ale my nie możemy tu ich tak pijanych...
– Anfrew – wtrącił. – Chcesz nauczyć się bycia egoistką?
– Tak, ale...
Dominic kolejny raz wszedł mi w słowo, stale patrząc mi w oczy.
– To odwróć się i wróć do domu.”
♡ Swoją przygodę z piórem Jedersafe rozpoczęłam dość dawno, ponieważ jestem z nią od samego początku. Pamiętam jak na Wattpadzie był zamieszczony tylko prolog i pierwszy rozdział. Już wtedy wiedziałam, że ta książka to coś wspaniałego. Coś mojego. Może to się wydawać dziwne, ale przez kilkanaście lat, mama lub ja sama, przeczytałam kilkaset książek i jeszcze nigdy z żadną się tak nie zżyłam. Czytając, miałam uczucie, że Jeder pisze o mnie. Siedzi w moim umyśle, jednocześnie pisząc o moich myślach, bądź życiu. Każdy chichot, uśmiech, bądź łza, się nie zmarnowała.
Cały zamysł na książkę i całą trylogię jest cudowny. Wciąga nas ona od pierwszych stron i nie jesteśmy w stanie się od niej oderwać. Zacznijmy od głównych bohaterów. Francessa Anfrew jako nastolatka straciła najważniejszą osobę - mamę. Osiemnastolatka wzmaga się ze stanami lękowymi i są dwie rzeczy, które jej pomagają: spotkania ze znajomymi oraz gra na fortepianie. Uczucia osiemnastolatki są tak bardzo realistycznie opisane, że cały ból, który jest zawarty w jej osobie czujecie w krwi, która płynie przez żyły. Natomiast Dominic Brown (MÓJ KSIĄŻKOWY MĄŻ - NAWET MAM PAPIEREK!) jest mężczyzną, którego każda dziewczyna potrzebuje. Dosłownie - oddałabym duszę, aby ktoś się na mnie tak patrzył, jak Brownie na swoją monkey. Dwudziestoczterolatek, tak jak każdy człowiek, posiada burzliwą przeszłość. Gdy był młody potrzebował wsparcia i brał udział w nielegalnych wyścigach. Moim zdaniem relacja tej dwójki rozwija się w idealnym tempie. Jeżeli miałabym określić ich relację jednym słowem, to byłoby nim: „szczerość”. Nie owijali swoich uczuć w bawełnę, tylko odrazu ze sobą rozmawiali. Ponieważ fundamentem każdej relacji jest rozmowa. Nie jest to książka, w której w drugim rozdziale para będzie razem. Ba, myślę, że jest to nawet wątek slowburn. Ale, spokojnie! Nawet nie zauważycie tego faktu, ponieważ przez „Beginning Moon” się płynie. Płynie niczym Titanic przez morze… ale jak walnie w górę lodową to z rozmachem. W książce znajdziemy masę odjechanych w kosmos plot-twistów! Autorka nie raz nas zaskoczy i nie zostawi czasu na nudę podczas czytania jej książek.
Nic więcej nie pozostaje do powiedzenia: CZYTAJCIE I BIERZCIE Z PÓŁEK WSZYSCY!
Ta historia w zastraszająco szybkim tempie stała się moją bezpieczną wyspą, na którą na wakacje mogę przylatywać kiedy tylko chcę. Moją prywatną Fuerteventurą.
Spełniajcie swoje największe marzenia!
xoxo, Jude <3