Owszem, jest przystojny. Tylko co z tego, skoro trudno z nim wytrzymać?
Nienawidzę Harrisona Harta!
Mackenzie Allen ma szczęście: jej brat żeni się z córką państwa Hart, a przyszli teściowie Hudsona Allena są bogaci i rodzinni. Z okazji ślubu zabierają krewnych z obu stron na kilka dni na Hawaje. Dzięki temu Allenowie i Hartowie lepiej się poznają. Brzmi świetnie?
Brzmiałoby, gdyby nie pewien drobny szczegół. Na imię mu Harrison, na nazwisko Hart. Harrison Hart jest bratem panny młodej i największym gburem, jakiego Mackenzie kiedykolwiek poznała! Małomówny i ponury, od początku wspólnych wakacji spogląda spode łba na wesołą, gadatliwą dziewczynę. Najwyraźniej jej nie cierpi. Zresztą z wzajemnością. Dla tych dwojga byłoby pewnie lepiej, gdyby ich drogi jak najszybciej się rozeszły. Tymczasem sprawy się komplikują, a beztroski pobyt na Hawajach zmienia w pełną niebezpieczeństw przygodę…
Czy Mackenzie i Harrison wyjdą z niej żywi? I czy to, co razem przeżyją, zbliży ich do siebie, czy raczej oddali?
Ludka Skrzydlewska funduje czytelniczkom pełen humoru gorący wakacyjny romans z trzymającym w napięciu wątkiem sensacyjnym!
Z wykształcenia anglistka, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, z zawodu kierowniczka w pewnej międzynarodowej korporacji, z zamiłowania autorka romansów z wątkami kryminalnymi i sensacyjnymi. Pisze praktycznie od dziecka, od kilku lat dzieląc się swoimi tekstami w Internecie. Sama dużo czyta, a jej ulubioną autorką pozostaje Joanna Chmielewska. Prywatnie lubi podróże, planszówki ze znajomymi i swojego psa, labradora Milo. Sentymentalna bzdura jest jej pierwszą powieścią wydaną drukiem.
Nie wiem od czego zacząć, bo to była jakaś telenowela. Telenowela 2/5 gwiazdek. Takich powiedzmy... dwóch, ale solidnych, nie naciąganych.
Bo tak... Jesteśmy na Hawajach i jest w sumie okej. Akcja płynie, są piękne widoki, poznajemy rodzinę bohaterki i ich rozterki, ale potem robi się... dziwnie i to zaczyna lecieć wszystko w dół, na łeb na szyję.
Dostajemy pierwszy rozdział z perspektywy Harrisona i wszystko zaczyna wydawać mi się tak dziwnie naciągane. To, że on zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia? Dosłownie. Zobaczył ją i jego rozdział zaczynał się od "Kocham ją". I ja wiem, że to tak specjalnie, bo oni, w ich rodzinie zakochują się od pierwszego wejrzenia itd ale... NOSZ COME ON!
Potem trochę to dziwne było, że rodzina Mac zachowywała się jakby Harrison był jakimś dzikusem, który niewiadomo co chce jej zrobić i ciągle się do niego o to przypieprzali. Ta scena jak jej ojciec ich nakrył jak się przewrócili i założył, że on chce ją krzywdzić? No nie kupuję tego, to jest dorosła kobieta. Albo jej mama mówiąca jej, że jest śliczna, a Harrison to głupek, że tego nie widzi? To było bardzo żenujące i dziwne po prostu.
Tak samo naciągane wydawało mi się to, że on jej nie lubi, bo tak. Bo ją kocha, to jej nie lubi. I nie było w tym jakiegoś głębszego powodu. Nie lubił jej, zachowywał się idiotycznie, bo mu się podobała. To dosłownie było zrobione pod enemies to lovers, hate to love i nagle się okazuje, że hate nie było i weszło w szybkie love. W mojej opinii to nie oddawało. Czułam się jakbym czytała o facecie po 30, zachowującym się jak szesnastolatek wykłócajacy się z siostrą, która mu dokuczała, że sie zakochał.
Ale przejdźmy do fabuły, bo... jest mocnoXD tam się dzieje wszystko i nic. Sądziłam, że sięgam po wakacyjny romans, a dostałam zlepek dziwnych wydarzeń. Jacyś hawajscy mafioso znikąd (LOVE IT!) rozbijają auto bohaterom i grożą im bronią. Potem bohaterowie rozpierdalają się helikopterem o klif XD i ginie ich pilot!! a oni nawet się tym w sumie nie przejmują, znajdują chatę, żeby się schronić i... się idą ruchać XD
Ale dobra, kilka rozdziałów dalej się to w miarę klei i łączy, bo znowu trafiają na tych gangusów. Ale wiecie też co sądzę o SURPRISE MAFIA TROPE, bo tak to nazywam, gdy nagle w romansie, znikąd pojawiają się jakieś porwania i mafijne porachunki. Nienawidzę tego i nie ma to dla mnie sensu. Było z góry mówić, że to taki rodzaj książek, a nie promować i opisywać to jako ROMANS NA LATO POSRÓD MALOWNICZYCH HAWAJÓW i ta przeurocza okładka...
Ok, dodano pod koniec opisu, że ma to wątek sensacyjny. Ale to nie był wątek, tutaj całą fabuła romansu ginie pośród jakiejś mafii znikąd, DWÓCH porwań i grozenia bronią w chaosie. No a ten romans głównych bohaterów to romansu nie przypomina, bo jest taki płytki... On się w niej zakochuje, bo tak. Ona w sumie mówi, że go nie lubi, ale uprawia z nim seks, bo tak. I to tylko na tym seksie się opiera w moim odczuciu.
Masakra. Ta pozycja mnie zniechęciła na maxa i rozczarowała. Nie sięgajcie po to, jak jesteście nastawieni na letni romans, bo to nim w sumie nie jest.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Po książkę Ludki stwierdziłam, że sięgne po polecajce Weroniki (zagubiona.w.slowach). Małe oczekiwania jednak miałam, ponieważ słyszałam właśnie dużo dobrego. Czy książka, więc mi się spodobała?
I to jak!! Od początku do końca książka była idealnie napisana. Styl pisania autorki był lekki jak piórko. Akcja rozgrywała się na Hawajach, więc jeżeli szukacie książki na lato, to właśnie "Gbur w raju" będzie idealny!! Wykreowanie postaci, również bardzo mnie powaliło i teraz na tym, jak i na akcji chciałam się skupić.
Mackenzie wyjeżdża na kilkudniowy wyjazd na Hawaje. Już od pierwszego spotkania z Harrisonem dziewczyna zauważyła, że nie zachowuje się on najlepiej w stosunku do niej. Chłopak nic jej nie odpowiadał, gdy zadawała jakiekolwiek pytania i zlewał ją. Gdy nadchodzi rozdział z perspektywy Harrisona możemy jednak zauważyć, że chłopak jednak nie nienawidzi, a zakochał się w Mackenzie od pierwszego wejrzenia. Chłopak po prostu tak się przy niej stresuję, że nie może wydusić z siebie słowa chociaż chciałby. Dziewczyna przez te rzeczy często nazywa go "Gburem". Bohaterowie będą uczestniczyli w kilku niebezpiecznych sytuacjach, więc czy one ich do siebie zbliżą? Tego dowiecie się czytając właśnię tę książkę.
Mimo wszystko kocham obu bohaterów tej powieści - Harrison jest mimo wszystko przecudownym chłopakiem i ja sama chciałabym kogoś takiego mieć. Za to Mackenzie to bardzo żywiołowa, gadatliwa dziewczyna, która mogłaby zostać moją przyjaciółką.
Książkę chciałabym ocenić na 4/5⭐️ - Bardzo mi się podobała, ale mimo wszystko nie wyróżniała się ona jakoś bardzo na tle innych książek.
Książka na ogół była bardzo przyjemna w czytaniu, natomiast jest tu dość dużo rzeczy, które mi po prostu przeszkadzały. Relacje głównych bohaterów moim zdaniem za szybko zmieniła się z hate to love. Miałam poniekąd wrażenie, że autorka nie do końca wiedziała, w którym momencie ma to nastąpić. Wydarzenia, to była brazylijska telenowela. Chciałam czytac lekki romansns wakacje, a czytałam o jakiś porwaniach xd
Jest to książka w wakacyjnym klimacie opowiadająca o relacji dwójki dorosłych ludzi. Mackenzie Allan jest niezwykle pozytywną i pełną energii bohaterką, której zależy na tym, aby ludzie ją lubili. Z kolei Harisson Hart, czyli brat Celii, partnerki jej własnego brata, ma nieco odmienny charakter. Znacznie bardziej gburowaty. Oboje za namową bliskich wybierają się w podróż na Hawaje - to ma być świetny czas poznania obu rodzin, zacieśnienia więzów a już na pewno czas odpoczynku. Coś jednak idzie nie tak i okazuje się, że dwa tak sprzeczne ze sobą charaktery oraz widoczna niechęć Harissona do Mackenzie wcale nie jest prostą do ogarnięcia sprawą. Nie dość, że muszą znosić siebie na wzajem z czego zwłaszcza Harisson nie wydaje się zadowolony to jeszcze brać udział w atrakcjach, do których Mack podchodzi z wielkim entuzjazmem. Pozwala jej to skupić się na czymś innym niż baczne spojrzenie pewnego mężczyzny. W tej książce znajdziecie mnóstwo humoru, haryzmy głównej bohaterki oraz sporo akcji. Jak dla mnie nawet trochę za dużo. Odrobinę przytłoczyła mnie prędkość w jakim w pewnym momencie potoczyła się akcja. Miałam wrażenie, że nie mogę złapać oddechu bo zaraz coś przegapię, ale wydaje mi się, że to dość subiektywne odczucie. Oprócz tego styl autorki był przyjemny i zrozumiały. Jest to książka na jeden wieczór, najlepiej taki letni, spędzany na basenowym leżaku bądź pobliskiej plaży.
Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Autorka napisała ciekawy, lekki romans połączony z sensacją i całkowicie mnie tym urzekła. Niemal całą książkę przeczytałam w jeden dzień - co mi się często nie zdarza, pozycja musi być wtedy naprawdę dobra i ciekawa. A ta taka właśnie była.
Mackenzie Allen wraz z rodziną wyjeżdża na Hawaje, aby zacieśnić więzi z Hartami, bo jej brat ożenił się z ich córką. Już na lotnisku poznaje Harrisona - małomównego gbura, który od początku ma do niej o coś problem. Gadatliwa dziewczyna stara się nie przejmować jego zachowaniem i stara się dobrze spędzić czas na tych krótkich wakacjach, jednak w pewnym momencie zaczyna go pragnąć. Sprawy się komplikują, gdy pobyt na Hawajach zmienia się w niebezpieczną podróż, z której nie wiadomo czy wszyscy wyjdą żywi.
Od razu polubiłam głównych bohaterów. Są z dwóch różnych światów, dzięki czemu mamy dużo humoru i pasji. Z Mackenzie czuję, że mogłabym się zaprzyjaźnić, jest jednym wielkim promykiem słońca ❤️
Uwielbiam to, że w książce jest pokazana miłość od pierwszego wejrzenia, przez którą leciały iskry 😁 Super jest też to, że za sprawą Mackenzie, Harrison zaczął się zmieniać. Z ponurego gbura, który patrzy na nią spode łba, wychodzi miły facet, którym da się porozmawiać.
No uwielbiam tę dwójkę 😭❤️
Wątek kryminalny został super poprowadzony. Niejednokrotne wstrzymywałam oddech, kiedy coś się działo i te plot twisty... No nic dodać, nic ująć.
Świetna pozycja idealna na wakacje. Nie ma co tu dużo opowiadać. Czytajcie, bo gwarantuję, że wciąga od pierwszych stron ❤️📚
Hmm, mam problem z tą książką, bo z jednej strony pochłonęłam ją w jedno popołudnie i bawiłam się naprawdę dobrze, a z drugiej - ilość rzeczy, która mnie irytowała jest ogromna (motyw miłości od pierwszego wejrzenia, wątek rodziców Mackenzie, trochę absurdalny wątek mafii, wreszcie drobne nieścisłości fabularne).
Sama postać Harrisona to też zupełnie inna kwestia (ma swoje momenty, lecz moim ulubieńcem nie zostanie).
Chociaż chyba koniec końców moja dusza romantyczki przeważa w tym wypadku✨️
Zacznę od pozytywów, bo ich było zdecydowanie więcej! Rozmieszczenie akcji – na Hawajach to był strzał w dziesiątkę. Z łatwością poczułam to palące słońce, szum fal i napięcie kumulujące się w bohaterach. Harrison i Mackenzie to dosłownie mieszanka wybuchowa. Różni ich wszystko, co tylko może, a z jakiegoś powodu ta dwójka nie może się sobie oprzeć i choć próbują walczyć z narastającym pożądaniem - jak się możecie domyślać, robią to nieudolnie. Osobiście Hawaje, są moim jednym z wymarzonych miejsc na wakacje, więc uważam, że autorka idealnie oddała klimat tego miejsca! Bardzo łatwo było mi się poczuć jakbym sama była na wakacjach i przeżywała te wszystkie spojrzenia, przygody na własnej skórze.
Polubiłam bohaterów, choć zdecydowanie to Harrison był tym, który częściej mnie irytował, chociaż w jego próbach zdobycia swojej wymarzonej kobiety, było coś urzekającego. Na pierwszy rzut oka jest gburem i niczym więcej, wręcz można czasem stwierdzić, że bezczelny, ale nic bardziej mylnego! Urzekła mnie jego postać, jego starania się o Kenzie i wychodzenie spoza strefy komfortu, byle tylko zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Nasza główna bohaterka jest za to ogromnym słoneczkiem i uwielbiam ją! Jest silna, charyzmatyczna i tak niesamowicie niepewna swojego ciała. Uważam, że Ludce wykreowanie bohaterów wyszło naprawdę świetnie. Harrison był gburem – jednym z największych o jakich czytałam, a Kenzie była wiecznie uśmiechniętą, wesołą i kochaną kobietą. Uwielbiam motyw sunshine – grumpy, więc jeszcze z większą przyjemnością sięgnęłam po tą pozycję. Chcę również zwrócić uwagę na wykreowanie bohaterów pobocznych. Odczuwałam irytację na ich zachowania – zwłaszcza na ojca głównej bohaterki. Za to ich rodzeństwo niezwykle mnie wzruszało i rozbawiało, dlatego ogromny plus, bo książka wywoływała we mnie emocje, co bardzo lubię i cenię!
Napięcie między bohaterami było świetnie wykreowane i przez kartki papieru można było je nożem kroić. To, jak w małych gestach pokazywali sobie wsparcie; jak mogli na sobie polegać i gdy zrobiło się naprawdę ciężko, to byli dla siebie i ogromnie mi się to podobało. Jedynym plusem, tego o czym zaraz wspomnę, jest fakt, że główny bohater otworzył się na bohaterkę i podejrzewam, że taki zabieg chciała osiągnąć Ludka.
Nie potrafię wskazać strony, kiedy moja ocena zaczęła się zmniejszać. Lecz dopóki akcja była rozgrywana między bohaterami, i wszystko kręciło się wokół nich, to byłam zachwycona! Naprawdę zachwycona i mówiłam sobie: wow, czemu ja nie sięgnęłam po twórczość Ludki szybciej. Z momentem kiedy fabuła zaczęła się rozszerzać i autorka przedstawiła o co chodzi z niebezpiecznymi przygodami, łapałam się na tym, że historię czytało mi się o wiele ciężej. Częściej musiałam się odrywać i książka nie potrafiła mnie pochłonąć. Mój problem z tym wątkiem, polega na tym, że nie do końca pasuje mi on do tej historii. Był zrobiony naprawdę świetnie i w innej pozycji myślę, że bardzo bym go doceniła, ale tu nie pasował mi on do klimatu. Jakieś akcje ratunkowe z helikopterem, porwania, nie pasowały mi do tego romansu i przez to się zawiodłam.
Podsumowując już, nie sięgajcie po tę pozycję jeśli oczekujecie typowego romansu wakacyjnego, bo go nie dostaniecie. Jeśli jednak jesteście zaintrygowani choć trochę, to bardzo polecam, bo osobiście styl pisania Ludki bardzo przypadł mi do gustu i jestem bardziej niż pewna, że po inne jej historie również sięgnę!
Rodzina Mackenzie wylatuje na kilka dni na Hawaje! Jej brat żeni się i dzięki uprzejmości rodziny bratowej mogą spędzić cudowny czas i poznać sie bliżej. Niestety brat panny młodej niekoniecznie przypada do gustu naszej bohaterce - jest totalnym gburem! Harrison zachowuje sie nie uprzejmie wobec Mackenzie zupełnie nie wiadomo dlaczego. To co spotka tych dwoje na egzotycznych wakacjach totalnie was zaskoczy!
Ależ tutaj były emocje! Uwielbiam książki przy których mogę śmiać się do łez i zbierać szczękę z podłogi kiedy następuje totalny zwrot akcji! Pióro autorki znam i wiedziałam ze książka będzie świetna - tekst jest napisany bardzo przystępnym językiem, humor jaki znajdziemy w książce jest totalnie genialny. Ludka świetnie gra na naszych emocjach, tutaj cały czas coś się dzieje! Dodatkowym plusem jest perspektywa z oby dwóch stron - dla mnie to jest niezwykle ważne, ponieważ na bieżąco wiemy co czuje Mackenzie i Harrison.
Relacja między bohaterami poprowadzona jest genialnie! Wszystko dzieje się w sposób wyważony, dostajemy wszystkiego po troszku co tylko podsyca naszą ciekawość i chcemy z bohaterami zostać jak najdłużej by wiedzieć jak się rozwinie sytuacja. Mackenzie to dziewczyna o wspaniałym sercu, niezwykle komunikatywna i miła dla każdego ale niech was to nie zmyli - również potrafi twardo stąpać po ziemi i powiedzieć to co myśli! Harrison za to jest typem tytułowego gbura - jego mina ciagle jest na kwintę, nie wiele się odzywa i totalnie nie potrafi rozmawiać z kobietami. Uwielbiam tych dwoje - są tak różni ale dla mnie dopełniają się idealnie! Nie mówię już nic więcej - musicie poznać tych dwoje sami.
Książka zdecydowanie jest dla starszych czytelników - znajdziemy tutaj pikantne sceny! Ludka zbliżenia bohaterów opisuje w sposób smaczny i bardzo przystępny. Jeżeli ktoś nie przepada za tego typu scenami nic straconego - nie jest to motyw przewodni książki więc możecie spokojnie ominąć te momenty.
W tej książce mamy ogrom akcji! To jakie plot twisty tutaj znajdziemy totalnie was zaskoczy. Ja biorąc książce do ręki nie spodziewałam się, że tutaj będzie się tyle dziać! I jest to dla mnie na ogromny plus - akcja z romansem to idealne połączenie.
A zakończenie totalnie chwyciło mnie za serce! To był najbardziej uroczy prolog jaki miałam przyjemność czytać ale nie zdradzę nic więcej, obiecuje!
„Gbur w raju” to idealna pozycja dla osób, które chcą spędzić świetny czas z cudownymi bohaterami, z którymi nie da się nudzić! Ta książka idealnie pasuje na te coraz cieplejsze wieczory, gwarantuje wam, że totalnie przepadnięcie chwytając za tą pozycje!
Kolejny raz spotykam się z książką napisaną przez Ludkę Skrzydlewską i kolejny raz się z nią polubiłam. Naprawdę uwielbiam styl, którym ona pisze!
Tym razem była to jednak letnia pozycja, czyli "Gbur w raju". Jak to na wakacyjny romans przystało jest on lekki i pełen humoru. Już od pierwszych stron jesteśmy wprowadzani w pokręcony świat Mackenzie i poznajemy ten bardziej ponury należący do Harrisona. U bohaterów iskrzy już od samego początku.
Szczególnie podobał mi się wątek niebezpiecznej przygody, którą przeżywają główni bohaterowie! Co prawda, pojawiły się tu momenty bardzo absurdalne, aczkolwiek myślę, że nagniając trochę rzeczywistość możliwe. Wiadomo, były po to żeby trochę dokoloryzować akcję i nie mam tego za złe.
Bardzo lubię drugoplanowe postacie, które zarażają pozytywną aurą. W przypadku tej książki była to Celia. Nie potrafię wyrazić słowami jak bardzo chciałabym przeczytać książkę z nią w roli głównej bohaterki.
Mimo tego, że książka jest raczej komedia są tu też poruszane kwestie bodyshamingu, a sama Mackenzie jest większego rozmiaru. Bardzo cieszy mnie fakt, że w książkach coraz częściej pojawiają się "nieidealne" postacie!
W moim odczuciu jest to fajny mix “Podróży (nie) ślubnej” 📖, „Zaginionego miasta” 🎬 i hot scen 🌶️🌶️. Bohaterowie klasycznie cierpią na brak umiejętności komunikacji, co rodzi problemy i konflikty. Fajnym przełamaniem są sceny akcji w dżungli. Pościgi, wybuchy, broń palna i zakapiora. Innymi słowy dobry materiał na film na Netflixa. Szybko się czytało, ale boje się, że równie szybko idzie o niej zapomnieć.
Sięgając po tę książkę, kompletnie nic o niej nie wiedziałam, jednak opis mnie zachęcił do przeczytania. Na początku fabuła mnie nie porwała, ale z każdym rozdziałem działo się coraz więcej i powoli wchodziłam w ten świat. Od tego momentu nie mogłam się oderwać, czytając świetnie bawiłam się w tej historii, pełnej humoru i wątku hate-love. Jedynie czasami akcja toczyła się tak szybko, że było to dla mnie nieco uciążliwe. Ludka Skrzydlewska doskonale operuje słowem, tworząc wyraziste opisy i budując niezwykłe atmosfery. Jej umiejętność wprowadzania czytelnika w światy pełne emocji i napięcia jest godna podziwu.
Nie można przecenić znaczenia bohaterów w powieści "Gbur w raju" autorstwa Ludki Skrzydlewskiej. Każdy z nich jest nie tylko barwny i wyrazisty, ale również głęboko wydumanym i wielowymiarowym charakterem, którym trudno się nie zafascynować. Mackenzie to bohaterka, która potrafi postawić na swoim i ma mocny charakter. Jest szalona i radosna, dlatego od razu skradła moje serce. Harrison jest zupełnym przeciwieństwem Mackenzie - nie jest zadowolony z wyjazdu i nie przepada za towarzystwem. Jednak jak to bywa, przeciwieństwa się przyciągają, i tak było między głównymi bohaterami, którzy po pewnej sytuacji zaczęli się zbliżać do siebie.
☀️Podsumowując, "Gbur w raju" autorstwa Ludki Skrzydlewskiej to powieść, która ma wiele zalet, ale także pewne wady. Książka oferuje doskonałą dawkę humoru i interesujący wątek hate-love, który dodaje jej uroku. "Gbur w raju" to literacka perełka, która z pewnością wzbogaci biblioteczkę każdego miłośnika dobrej literatury. To powieść, która wywołuje salwy śmiechu, trzyma w napięciu i jednocześnie pobudza do głębszych przemyśleń. Uważam warto sięgnąć po "Gbur w raju" dla niesamowitego poczucia humoru, genialnych bohaterów i niezwykłych momentów. Mimo pewnych niedociągnięć, powieść ta dostarczy czytelnikowi rozrywki i chwil do refleksji oraz zaskoczy czytelnika wieloma zwrotami akcji. ⭐️3,5/5⭐️
bardzo naciagne ⭐ mam wrażenie że historia pędziła na łeb na szyję, relacja harrisona i mackenzie wydaje mi się oparta jedynie na cielesności i pożądaniu a ✨wątek sensacyjny✨ bardzo z dupy. jedyne co mi się podobało to obraz hawajów który później znikł na rzecz wątku z bandytami
“Cały czas nie mogę się jednak pozbyć uczucia wstydu.”
[ współpraca: @editio.red ]
Dzisiaj przychodzę do was z pozycją idealną na letni wieczór, najlepiej przy winie… Bo to, co serwuje nam Ludka Skrzydlewska w środku jest naprawdę mocne! Przyznam, że spodziewałam się troszkę innej akcji i otrzymałam gigantyczny element zaskoczenia. Sugerując się okładką założyłam, że to będzie lekka historia o gorącym romansie na Hawajach. Nic bardziej mylnego! Autorka zaoferowała w niej, nie tylko romans, ale również powieść z wątkiem sensacyjnym, który niesamowicie trzyma w napięciu.
Brat Mackenzie Allen żeni się z córką państwa Hart. Przyszli teściowie Hudsona Allena są bogaci i przy tym również rodzinni. Z okazji ślubu młodej pary, decydują się zabrać krewnych z obu stron na wycieczkę na Hawaje.
Mackenzie to chodzący promyk słońca. Kobieta tak życzliwa, że nie ma osoby, która by jej nie lubiła. Tak mogłoby się wydawać do czasu aż poznaje Harrisona Harta – brata panny młodej. Harrison to największy gbur i ponurak jakiego Mac kiedykolwiek poznała. Pomimo przeszkody w postaci Gbura, stara się korzystać jak najwięcej z wyjazdu.
Jednak sprawy się komplikują i pobyt na urokliwych Hawajach, zmienia się niebezpieczną przygodę dla Mackenzie i Harrisona.
Moja pierwsza styczność z publikacją autorki w papierze, natomiast pierwsze spotkanie z twórczością Ludki miałam przy tytule “Unbreak Me” na wattpadzie.
“Gbur w raju” to historia pełna pikanterii, w której również nie brakuje humoru oraz dreszczyku emocji. Główni bohaterowie zostali wykreowani w jak najbardziej realny sposób. Nie są wyidealizowani. Wszelkie ich wady i zalety nadają im jeszcze większego charakteru.
Mackenzie na pierwszy rzut oka jest osobą, którą można by uznać za radosnego lekkoducha, jednak jak każdy miewa swoje problemy. Możemy zaobserwować, że przybiera pewnego rodzaju maskę, która pomaga jej mierzyć się ze złem jakie ją spotkało. Tym ze strony ojca, jak i jej byłych partnerów. W przypadku głównej bohaterki został poruszony pewien temat tabu. Przeczytałam dużą ilość książek, ale nigdy przedtem nie spotkałam się z tym, żeby autor poruszył tą konkretną problematykę. Co jest oczywiście na plus. Spodobał mi się sposób w jaki zostało to poprowadzone. Natomiast Harrison zakłada maskę gbura. Przy pierwszym spotkaniu trudno zauważyć jego prawdziwe oblicze. Nikt by się nie spodziewał, że to tak bardzo troskliwy mężczyzna. W dodatku nieśmiały i borykający się z tym, że nie potrafi rozmawiać z kobietami.
Między nimi już od pierwszych chwil można wyczuć chemię. Jednak co zabawne, mylnie odczytują sygnały między sobą. Oboje myślą, że to drugie darzy go niezrozumiałą nienawiścią. Dostarcza to ogromnej dawki śmiechu. Zauważą w końcu jak jest naprawdę?
Przyznam, że nigdy przedtem nie czytałam pozycji, która miała w sobie romans z wątkiem sensacyjnym. Na początku mnie to lekko przygniotło, nie mogłam się wgryźć w akcję, ale im bardziej zagłębiałam się w walkę o przetrwania jaką toczyli główni bohaterowie… Przepadłam. Mogę powiedzieć, że “Gbur w raju” wciągnął mnie już od pierwszych stron, żeby następnie powalić i dostarczyć przeróżnych emocji. Przechodziłam przez niego z zapartym tchem w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń.
Więc jeśli szukacie pozycji idealnej na lato, która dostarczy wam dreszczyku emocji… Koniecznie sięgnijcie po Gbura.
Książki Ludki Skrzydlewskiej nigdy mnie nie zawodzą. Zawsze czytam z zapartym tchem i nie mogę się oderwać. Tak samo było w przypadku Gbura w raju. Dostajemy romans z motywem enemies to lovers, grumpy and sunshine, to on zakochuje się pierwszy i elementy wątku kryminalnego. A na początku znajdzie się nawet hate-love. “To jasne jak słonce, że Harrison Hart z jakiegoś powodu mnie nienawidzi. A ja chociaż zazwyczaj nie pałam do nikogo takim uczuciem, mam ochotę powiedzieć o nim to samo.” Harrison jest gburem dla Mac, nie dlatego, że za nią nie przepada, a dlatego że się w niej zakochał i jest dosyć nieśmiały. Ona jest wulkanem energii, z wszystkimi potrafi rozmawiać i się uśmiecha. I to dużo. Ta dwójka to ogromne przeciwieństwa, a pasują do siebie jak ulał. I z uśmiechem na twarzy obserwowałam ich potyczki słowne i czekałam co się wydarzy. Ona się zastanawiała czemu on taki dla niej jest, a ten biedak prawie chodził po ścianach, bo nie wiedział jak do niej zagadać. Chemia między nimi rosła z każdym kolejnym spotkaniem i wakacje na Hawajach nie były już takie straszne, gdy zaczęli spędzać razem czas, ale oczywiście jak to Ludka, nie ma mowy o cudownej sielance. Wrzuciła bohaterów w takie maliny, że przysięgam nie spodziewałabym się tego. Ta dwójka potrzebowała wiele rozmów by zrozumieć siebie i dotrzeć do siebie. Bo okazuje się, że pod tą całą fasadą kryje się wiele przykrych kwestii. Gbur w raju to idealna pozycja na wakacje. Mamy wakacyjny klimacik z nutką dreszczyku. Ludka po raz kolejny wyszła poza schemat i cudownie mnie zaskoczyła. Momentami byłam zestresowana, gdy przewijałam kartkę i nie wiedziałam czego się spodziewać. A gdy pożądanie dołączyło do tej pory to już w ogóle nie wiedziałam co się stanie. Dlatego plus za to, że jest to książka nieprzewidywalna. Dlatego polecam wam sięgnąć po Gbura w raju i dajcie znać czy wam też się spodobała. Dziękuje za egzemplarz/ współpraca reklamowa
Jak dotąd nie miałam okazji zapoznać się z twórczością @ludkaskrzydlewska_autorka, „Gbur w raju” był więc moją pierwszą stycznością z piórem autorki.
Przez to, że nie znałam jeszcze stylu Ludki, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Zarówno okładka, jak i opis historii Mackenzie i Harrisona zachęciły mnie jednak tak bardzo, że uznałam, że to idealna pora, bym wreszcie zapoznała się z jej piórem. Tak też się stało, a ja nie mogłam doczekać się momentu, gdy poznam wreszcie ich losy.
Byłam pewna, że będzie to lekka, wakacyjna historia. Okazała się ona jednak nieco inna, niż się spodziewałam.
Zaczynając od początku, już na starcie zauważyłam, że czyta mi się ją przyjemnie i dosyć szybko. Szczególnie podobał mi się sposób, w jaki zostały wykreowane pierwsze wydarzenia z losów głównych bohaterów. Jako, iż lubię motyw grumpy x sunshine, byłam wniebowzięta i liczyłam na to, że się to nie zmieni, ponieważ naprawdę polubiłam się z naszymi postaciami.
Pierwsze kilkadziesiąt stron były przyjemne, a ja z zaciekawieniem poznawałam dalsze losy Kenzie i Harry'ego. W pewnym momencie poczułam jednak jakąś zmianę, którą prawdopodobnie był przesyt.
Z początku naprawdę fajnie czytało się sceny, które przyjemnie urozmaicały akcję, jednak z czasem zaczęłam czuć, że dzieje się tam trochę za dużo i miałam wrażenie, że niektóre rzeczy były wepchnięte tam na siłę. Rozumiem zamysł, ponieważ jako czytelnik uwielbiam, gdy historia nie jest zbyt cukierkowa i wplątane zostają w nią pewne dobrze przemyślane smaczki, jednak w tym przypadku w moim odczuciu było to trochę przekombinowane.
Z tego powodu zaczynałam tracić chęć na kontynuowanie losów naszych bohaterów. Miałam jednak nadzieję, że w pewnym momencie znów wkręcę się w fabułę. Udało mi się to, jednak ostatecznie i tak nie bawiłam się tak dobrze, jak na początku.
Żeni się z nie byle kim, a z Celią – kobietą jego życia, której rodzina jest całkiem zamożna. W ramach ślubu postanawiają zabrać swoich krewnych na kilkudniowy wyjazd na Hawaje – na niezapomnianą przygodę życia. W jej trakcie nie tylko zostanie udokumentowany związek młodych, ale ma być to także szansa na zbliżenie dwóch rodzin.
Jednak zbliżenie Allenów i Hartów przebiega całkiem odmiennie na wielu płaszczyznach. Kiedy Mackenzie poznaje Harrisona, brata Celii, nie przewiduje z nim bliskich relacji. Niechęć od mężczyzny bije na kilometry, więc Mac nie planuje się do niego zbliżać – ale los ma dla niej odmienne plany, kiedy razem przeżywają historię pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji i niebezpieczeństwa…
„Gbur w raju” Ludki Skrzydlewskiej to całkiem specyficzna książka. Książka, którą postanowiłam przeczytać ze względu na zbliżające się wakacje.
Faktycznie, poprzez swój klimat zdołała dać mi takie wrażenie, jednak nie okazała się idealna. Zarówno bohaterowie, występujące pomiędzy nimi relacje, jak i sama fabuła, zdawała się być całkiem płytka i mało rozwinięta. Części wydarzeń brakowało wyjaśnień, a niektóre warto było pozostawić właśnie bez nich. Historia Harrisona i Allen stanowiła momentami wręcz coś irracjonalnego - należała do tych, z rodzaju „na odmóżdżenie”. Kierowała w stronę czytelnika pewną dozę rozrywki, jednak taką, od której nie można oczekiwać za wiele.
Czy jest to książka idealna na lato? Nie. Czy jest to książka, którą moglibyście przeczytać w lato? Tak. Lektura, jaką jest „Gbur w raju” oderwała mnie na chwilę od rzeczywistości i ofiarowała nutę lata.
✨ Gbur w raju – czyli grumpy x sunshine w wersji turbo (i zdecydowanie 18+).
Nie spodziewałam się takich akcji 🔥 Serio. Myślałam, że to będzie ot, kolejny gorący romans do poduszki, a dostałam… hawajską przygodówkę pełną niebezpieczeństw i zagrożeń 😱
Ona – Mackenzie, uśmiechnięta, miła, lubiana przez wszystkich, ale z bardzo niskim poczuciem własnej wartości. On – Harrison, arogancki, milczący gbur, emocjonalnie niedostępny, zimny jak lód, wiecznie naburmuszony.
Nie oszukujmy się, to sinusoida od “nienawidzę cię” do “nie mogę bez ciebie oddychać” co kilka rozdziałów. Absurdalne sytuacje? Są. Cringe? Bywa. Toksyczne zachowania i czerwone flagi? Hello, witajcie 🚩
Ale wiesz co? Ja się bawiłam przednio.
To nie jest literatura wysokich lotów, ale jest to rozrywka. Zwariowana, przesadzona, nieprawdopodobna, czasami wywołująca facepalm, ale wciągająca. Dokładnie taka, jakiej czasem potrzeba, kiedy chce się oderwać od codzienności i wejść w świat fikcji, gdzie grumpy faceci z zimnym spojrzeniem okazują się być ciepłymi w środku (w specyficzny sposób 😏).
🔸 Jeśli lubisz pikantne sceny, absurdalne przygody, ucieczki przez dżunglę i wieczne sprzeczki, które kończą się niezwykle intensywnie – „Gbur w raju” Ludki Skrzydlewskiej Cię nie zawiedzie. 🔸 Jeśli oczekujesz logiki, realizmu i poprawności – to raczej nie tutaj 😅
Ja wzięłam tę książkę jako czystą rozrywkę i bawiłam się świetnie. Guilty pleasure, które na mnie działa!
„Gbur w raju” to moim zdaniem idealna historia do przeczytania tego lata.
Brat Mackenzie wraz ze swoją nową żoną zabiera rodzinę na Hawaje, gdzie ma się odbyć wesele pary. Podczas tej podróży towarzyszy im brat małżonki, który od początku traktuje Mackenzie oschle. Dziewczynie wydaje się, że Harrison jej nienawidzi, jednak Mac nie ma pojęcia, że on się w niej zakochał i po prostu nie wie, jak się przy niej zachować. Tych dwoje czeka wiele przygód podczas wakacji na Hawajach, a pewne wydarzenia zbliżą ich do siebie.
Książki autorki, jakie dotychczas przeczytałam to były mocne dark historie, a ta książka pokazała mi pióro autorki w innym wydaniu; tym lekkim i muszę przyznać, że z chęcią przeczytałabym podobne historie. Książka z pozoru zapowiadała się na lekką i spokojną historię osadzoną w wakacyjnej atmosferze, jednak zagłębiając się dalej w lekturę, zaczęło się robić coraz mroczniej i całkiem mi się spodobało to, że historia zawierała w sobie zarówno lekkość oraz pewną dawkę dreszczyku emocji. Pewne wydarzenia w książce były do przewidzenia, ale mimo wszystko czytało mi się ją dobrze. Moje serce w całości skradł Harrison, autorka wykreowała bohatera w sam raz. Uwielbiam czytać historie, w których on jest tym gburowatym facetem, ale jakże odważnym i władczym, który nie boi się walczyć o ukochaną. Podobała mi się dynamika i rozwój relacji Harrisona i Mac, a chemia między nimi była wręcz namacalna. Wielkie brawa dla autorki, że stworzyła tak cudownie dobranych bohaterów. Jeśli szukacie historii idealnej na ten letni okres to „Gbur w raju” jest pozycją dla was.
To nie będzie bardzo długa recenzja, ale na wstep powiem ze oceniłam ją tak jak przewidywałam. G B U R W R A J U to zabawny romans z motywem Enemies to lovers który jest faworytem praktycznie każdego czytelnika. Zacznijmy od tego że bardzo łatwo i przyjemne się ją czytało, po prostu nie dość, że nie jest ona cegłą to przez styl i fabułę trudno jest się od niej oderwać. Również bardzo ale to bardzo podobały mi się te ikoniczne dialogi i myśli głównych i nie tylko głównych bohaterów, a w niektórych książkach tego brakuje co sprawia że są one niżej oceniane Jak zaczynałam czytać to pierwsze o czym nie zapomnę było to jak ciągle myliłam brata głównej bohaterki z głównym bohaterem, mieli tak podobne imiona gdzie musialam ciągle zaglądać w opis żeby pamiętać że główny bohater Harrison. Całościowo nie jest to moja ulubiona książka od tej autorki ,może kiedyś inne tomy bardziej mi się spodobają ,ale wiem ze większości z was przypadnie ona do gustu tak jak mi. Będzie ona idelana dla wszystkich który potrzebują fajnego romansu z iconic tekstami w dodatku z motywem Enemies to lovers
To naprawdę przyjemna książka. Harry jest naprawdę uroczym gburem i mega mi się podobał kontrast między nim a Mac. Ten twist z przemytnikami był naprawdę fajnym urozmaiceniem, choć nie mogę powiedzieć, że jest to jakiś górnolotny motyw, ale nawet całkiem fajny. Dobrze się to czytało i jeżeli pojawi się kolejna książka z tej serii, to na pewno po nią sięgnę.
Książki słuchałam w czasie pracy i podczas jazdy rowerem i w tej roli spełniła się idealnie. Nic specjalnego, ot taki romansik z przedobrzonymi wątkami kryminalnymi, trochę średnio mi pasowały do takiego vibe rodzinnych wakacji/honeymoon na Hawajach. Fajne jako taka szybka lekturka na odmóżdżenie.
ludka, przestań wszędzie wciskać wątek sensacyjny, serio, czasem mafia nie oddaje i ostatnimi czasy raczej częściej już nie oddaje niż oddaje. jedyne, co mi się tutaj podobało, to okładka.