Ukraińcy walczą o swoją niepodległość i niezależność od Rosji, choć ta wojna nabrała – w szerszym wymiarze – charakteru zmagań pomiędzy Zachodem a Federacją Rosyjską. Tak. Musimy to w końcu otwarcie przyznać. Oficjalne stwierdzenie, że NATO jest w konflikcie ̶ choć nie w bezpośredniej wojnie ̶ z Federacją Rosyjską na gruncie wojny na Ukrainie jest potrzebne. Politycznie i społecznie. Będzie to jedynie potwierdzenie faktu. Przyznanie, że „to jest nasza wojna” może zneutralizować rosyjską propagandę, a także powstrzymać Moskwę przed eskalacją konfliktu. Na Kremlu muszą uwierzyć, że jesteśmy gotowi na wszystko. Inaczej będą wciąż posuwać się dalej, aż doprowadzą do bezpośredniej wojny z NATO. Trzeba im w tym przeszkodzić.
Książka zawiera zbiór opublikowanych na blogu analiz oraz prognoz, jak również aktualne komentarze do nich, napisane z perspektywy marca 2023 roku. Jaka powinna być wielka strategia dla Polski? Jaką politykę wobec Ukrainy należy prowadzić? Jakich sił zbrojnych potrzebujemy? W jakiej sytuacji znajduje się nasz kraj i do czego należy się przygotować? Odpowiedzi na te i nie tylko na te pytania znajdziecie Państwo w „#To jest nasza wojna”.
Wszystkie przewidywania na temat wojny na Ukrainie i pozycji Rosji na świecie zupełnie się nie sprawdziły. Nie żadna "ruska propaganda" ale media pokroju "Financial Times" czy "The Washinton Post" piszą już, że Ukraina nie jest w stanie dalej walczyć i jest miażdżona przez Rosjan. O rzekomych sukcesach Ukraińców z początku wojny z Rosjanami nikt już nie pamięta. Podobnie jak o sankcjach, które tak naprawdę przy przyzwoleniu państw zachodnich są skutecznie omijane (np. transportowanie ropy przez tankowce czy kupowanie przez Rosję zachodnich części za pośrednictwem sprzyjających jej państw). Nie ma też mowy o odcięciu Rosji od międzynarodowego obiegu gospodarczego, bo nie zgodziły się na to państwa tzw. globalnego południa.
Zupełną naiwnością okazały się twierdzenia Krzysztofa Wojczala o "wdzięczności" Ukrainy za okazaną jej pomoc. Miałem nadzieję, że tak dziecinne myślenie jest głównie domeną prostych ludzi oglądających telewizję, a jednak takimi kategoriami rozumują też podobno poważni geopolitycy. Efekt jest w rzeczywistości taki, że jesteśmy drugą najgorzej ocenianą przez Ukraińców nacją w Europie, a ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski rok temu oskarżał nas na forum ONZ o pomaganie Rosji.
Zaskoczyła mnie natomiast pewna krytyka Stanów Zjednoczonych ze strony autora "To jest nasza wojna". Mianowicie przyznał on, że Ameryka kosztem innych państw umacnia swoją hegemonię, głównie poprzez międzynarodowy system finansowy. Przewaga Amerykanów nad Rosjanami ma zasadzać się jednak na tym, iż robią to w białych rękawiczkach, a nie za pośrednictwem "pistoletu". Otóż autor chyba przegapił ponad dwie dekady historii XXI wieku i nic nie słyszał o Afganistanie, Iraku, Libii czy o atakach na Syrię. Tyle są więc warte jego rozważania.
Nie będę się odnosił do kwestii stricte wojskowych, bo nie jestem specjalistą w tej sprawie. Zwłaszcza, że jest to głównie walka Wojczala z Jackiem Bartosiakiem, czyli krytyka "Armii Nowego Wzoru". Pozostałe treści nie dają mi jednak możliwości pozytywnej opinii na temat tej publikacji. Autor za bardzo uwierzył w ukraińską propagandę wojenną (nie zna jakże prawdziwego powiedzenia, że na wojnie pierwsza umiera prawda?) i operuje wręcz dziecinnie naiwnym podejściem do zagadnienia stosunków międzynarodowych.