Nigdy za dużo informacji o tym, jak współczesna wiedza kliniczna publikowana w czasopismach przekłada się na praktykę gabinetów lekarskich internistów i społeczną percepcję tych ustaleń. Werner Bartens w „Pomyłkach w medycynie” pozbierał ustalenia periodyków medycznych (głównie „Lancetu”) by pokazać, że sporo przekonań pacjentów, a nawet lekarzy, jest bezzasadna lub wciąż niepoparta badaniami populacyjnymi. Niestety wyszła praca bez przewodniej idei, bez jakiegoś polotu i ciekawej opowieści; jest to raczej interwencyjny zbiór zreferowanych ustaleń, tak na stan roku 2006 i do tego w wielu punktach uwikłany w niemiecką specyfikę medyczną. Mimo wszystko w opinii skupię się na plusach.
Książka ma układ nieco ponad stu alfabetycznie podanych haseł dotyczących szerokiego spektrum kontrowersji medycznych – od czysto administracyjnych (bolączki służby zdrowie w dobie prywatyzacji), poprzez społeczne uwarunkowania (podejście ludzi do szczepień), po czysto teoretyczne rozważania (terapia genowa) i dość banalne porady (przeziębienie a pokutujące od pokoleń przekonania). Mimo, że kilka ciekawych faktów przyswoiłem, to całość nie wyróżnia się szczególnie wciągającą treścią. Na pewno trzeba oddać autorowi, że trzyma się z reguły sprawdzonych ustaleń i przytacza tylko solidne wyniki, które uzyskano na bazie sporej grupy pacjentów; pod wieloma hasłami umieścił też odnośnik do źródeł.
Bartens, mając wykształcenie kierunkowe, w kilku miejscach ciekawie skomentował zarówno społeczne mity jak i korygujące ustalenia opublikowane w prasie medycznej. Jednak jego język jest monotonny i raczej stanowi słabą stronę, poza nielicznymi wstawkami bardziej żartobliwymi, w stylu "Punkt G jest czymś w rodzaju ginekologicznego UFO”. Merytorycznie wyłapałem zaledwie kilka wpadek, ale za to istotnych. Mętnie opisał sens homeopatii, bezrefleksyjnie i jednoznacznie przypisał katastrofie w Czarnobylu 4000 ofiar raka tarczycy (każde badania, których wcześniej nie wykonywano, wykrywają coś nowego, a w tym przypadku należałoby się oprzeć na badaniach porównawczych). Potwierdzenie, że witamina C i ogólnie suplementacja, picie dużo płynów i unikanie wychłodzenia nie pomagają na przeziębienie, czy że ogórek i kremy kolagenowe nie poprawiają cery, to dość mało. Dobrze podał Bartens problem śmierci łóżeczkowe czy niejednoznaczność wyników badań PSA (podobnie jak mamy w mammografii).
Książka nie jest zła. Coś mnie w niej jednak uwierało. Wymieniane komercyjnych nazw leków czy odwoływanie się do lokalnej służby zdrowia, odbierają książce uniwersalizmu. Przypomina to trochę czasopismo domowych porad rozszerzone o wyniki badań. Zapewne jakoś chciał autor trafić z fachowym przekazem do statystycznego obywatela zza Odry, co z drobnymi potknięciami się udało. Poza tym książka w pewnych punktach z każdym rokiem się dezaktualizuje.
Polecam, choć bez entuzjazmu - lektura nie za długa, a szansa wyczytania czegoś ciekawego jednak jest.