Tristan po dziesięciu latach budzi się ze śpiączki. Cierpi na amnezję.
Nie wie, kim jest, w głowie ma jedynie urywki imion, mgliste wspomnienia miejsc. Sytuacja wydaje się wystarczająco trudna dla jednego człowieka, ale to nie koniec, bowiem Tristan budzi się w świecie magii. Jednym dotykiem potrafi zabić histrę i na każdego sprowadzić leczniczy i kojący sen, a przede wszystkim ma moc uleczania. A przynajmniej kiedyś to potrafił? Czas, aby Tristan szybko odzyskał pamięć, gdyż czasy są niespokojne, Damon czai się, aby odzyskać władzę i nikt nie może czuć się bezpieczny. Wraz z grupą przyjaciół i rodziną bohater podejmuje ryzykowną grę, aby powrócić do dawnej postaci i być wsparciem dla królestwa w pojedynku na śmierć i życie. Jednak w tej drodze nie jest sam dzieli ciało z Cieniem, złym alter ego, mrocznym Tristanem.
Nadia Litwin zabiera nas w podróż pełną magii, w świat zamieszkiwany przez wiedźmy, histry i opiekunów odznaczających się unikatowymi umiejętnościami. Królestwem rządzą układy, wielu żywi nieuczciwe zamiary, a przyjaciel może okazać się wrogiem. Jednak decyzjami naszych bohaterów kierują miłość i łącząca ich przyjaźń, a scalająca ich wiara w ponowną wygraną ze złem pozwoli im zaryzykować własne życie dla lepszego jutra królestwa i przyszłości bez strachu.
__________________pełna recenzja: "Podopieczny cienia" jest potężną książką. Debiut Nadii Litwin ma ponad pięćset stron, na łamach których przedstawia nam historię Tristana. Chłopak po dziesięciu latach budzi się ze snu i... nic nie pamięta. Wie natomiast, że jest w świecie magii a istoty dookoła niego są dla niego ważne. Motyw utraty pamięci jest mało spotykany (w moim przypadku), więc byłam ciekawa jak to się wszystko rozwiąże.
Główny bohater, a może powinnam napisać "postać od której to się wszystko zaczęło", bo samych bohaterów jest tutaj dużo. Nadia nie przystała na opisaniu życia jednej osoby, ona stworzyła historię, w której udział biorą wszyscy. I to się ceni✨️ Z początku odczułam lekki zamęt spowodowany ilością imion czy powiązań, ale z każdym rozdziałem i z każdą perspektywą nabierałam pewności kto jest kim. Tak, więc, główny bohater - Tristan, jest najbardziej zdezorientowaną postacią o jakiej kiedykolwiek czytałam; nie można mu się dziwić, kiedy budzisz się z pustką w głowie. Ja tą dezorientację odczuwałam wraz z nim. Nowa osoba? Dawny przyjaciel? Wróg? Ukochana? Pytań było mnóstwo i szczerze liczyłam na to, że od początku będę wiedziała (no, może nie wszystko) jakie zasady panują w wykreowanym przez autorkę świecie. A może taki był zamysł? Współodczuwanie z postacią jest czymś, na co większość z nas liczy. Lubimy się identyfikować z bohaterami, nie? A dodając do tego przebłyski pamięci, które Tristan miał po zobaczeniu danej osoby. Mgliste wspomnienia. To był ciekawy, choć czasami irytujący, zabieg.
Oprócz motywu utraty pamięci, autorka porusza tu także tematy związane z magią oraz ziołolecznictwem. O ile ta druga "branża" jest mi bliska - za wszelkie roślinne wstawki kocham podwójnie, tak z magią nie jestem obeznana. Nie wszystkie procesy były mi znane, dlatego czasami nie mogłam odnaleźć się między kolejnymi wydarzeniami. Co nie zmienia faktu, że poznawanie różnych magicznych rytuałów było dla mnie świetną zabawą. Poza tym, pojawiają się tu wielorakie potwory, cienie i inne stwory, z którymi nasi bohaterowie muszą walczyć, co dodatkowo zachęcało mnie do dalszej lektury (uwaga: jest krwawo).
"Podopieczny cienia" czytałam długo, jednak ostatnie kilkanaście rozdziałów pochłonęłam na jednym posiedzeniu. Co tam się działo!! 🤯 Tristan, oprócz ciągłego przypominania sobie ważnych faktów ze swojego życia, musi stawić czoło ważnej osobie z dawnych lat. Osobie, która... nie żyje? Dodajmy do tego magię, brak odczuwania bólu, moc uzdrawiania i chęć zemsty - mamy przepis na historię pełną emocji. Wciągnęłam się, zarówno w ten świat, jak i życie tych postaci. Zakończenie mnie trochę zawiodło, bo ZŁAMAŁO MI SERCE. Dziękuję bardzo, tego się nie spodziewałam. Trudno mi jest ją zdefiniować do konkretnego gatunku (młodzieżówka - raczej dla starszych, fantastyka), ale jeśli lubicie magię, charakternych bohaterów i zaskakujące wydarzenia, sięgnijcie po książkę Nadii Litwin - polecam!
What...?! Jakby ta książka, to jak Nadia wykreowała świat, bohaterów, jak poprowadziła akcją, to było bardzo dobre! To było 550 stron ciągłej akcji i wielu emocji. Myślę, że też wielkim plusem były ciągłe niedopowiedzenia. Jak dla mnie jest to naprawdę udany debiut!!
3,5 cztery szybkie luźne myśli, godzinę po skończonej lekturze: - jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak autorka (biorąc pod uwagę że to jest debiut) dobrze trzymała tempo akcji przez (aż) ponad 550 stron - książka nie była nudna a akcja i pomysł na fabułę naprawdę ciekawy; przez "Podopiecznego..." wręcz przepłynęłam - i am in love with Nicolas - super zakończenie, które naprawdę otwiera furtkę do dobrej drugiej części, więc moje oczekiwania znacznie wzrosły - mam pewne zastrzeżenie do stylu autorki - przez książkę przewijało się bardzo dużo powtórzeń typu: bohater/ka mówił/a że czuje np. że wyszli z wprawy albo że zaraz będą wymiotować, później przez trzy akapity działo się coś innego i znowu następował powrót do tych samych przytoczonych wcześniej stwierdzeń, mimo że jako czytelnicy zostaliśmy już kilkukrotnie poinformowani o stanie bohaterów (moim zdaniem niekoniecznie to było potrzebne, wystarczyło raz a dobrze)
Zdecydowanie jeden z najlepszych debiutów na polskim rynku. Nie pożałujecie, a wręcz będzie tak, że będziecie potrzebować drugiego tomu na wczoraj. Tak jak ja. Świetna, wciągająca, emocjonująca książka, kocham po prostu. Dodam tylko, że uwielbiam ten zabieg, gdzie jako czytelnik wiemy tyle co główny bohater, Tristan, wie po obudzeniu się ze śpiączki, czyli niewiele i z czasem to odkrywamy razem z nim. Jasne, że to frustruje tak jak naszego kochanego Tristana. Ale o to chodzi i to jest takie aaaa!!! w pozytywnym sensie. Niby prostu schemat, a jednak napisany w taki sposób że nie sposób przerwać czytanie i zająć się czymś innym. Nie da się. Trzeba przeczytać do końca i liczyć na to, że zaraz pojawi się kolejny tom, który wyjaśni więcej, a nie pozostawi więcej pytań i emocji.
Wykreowany świat jest naprawdę ciekawy, ale autorka poświęciła mu mało czasu, przez co mało się dowiadujemy. Czytałam, że w dalszych tomach ma się więcej rzeczy rozjaśnić, ale jeśli pierwszy tom mnie nie przekonał to dlaczego mam sięgać po kontynuację?
Początkowo razem z Tristanem nie wiemy co się dzieje, czujemy się zagubieni, odbieramy podobne emocje. To jest dobrze poprowadzona, ale wraz z odzyskiwaniem przez niego pamięci czułam się sfrustrowana. Przypominał sobie imię jakiejś postaci i losowe informacje o danej osobie, ale czemu musiał być to głównie alkohol.
Może ja jestem za bardzo wyczulona, jestem tego świadoma, ale ilość alkoholu, picia była dla mnie nie do zniesienia. Tak samo jak liczne przekleństwa. W większości przypadków nie były potrzebne. Nie nadawały mocy zdaniom, wręcz zmniejszały ich wartość.
Tak jak pisałam wcześniej liczne powtórzenia, przez które czułam się jakbym czytała w zapętleniu. Wspomnienie czegoś, kilka zdań i wspomnienie o tym ponownie.
Nie czułam więzi z postaciami, ich los był mi obojętny i przez to kilka scen z czułościami pomijałam wzrokiem.
Widzę jednak, że są to rzeczy, które da się niwelować dalszym pisaniem. Nic nie jest w stanie dać tyle co ciągłe doskonalenie swojego warsztatu. Dlatego Nadia pisz i ćwicz dalej, bo wiem że z Ciebie zdolna bestia.
Chciałabym tę książkę polecić wszystkim, którzy lubią wątek amnezji, ale jeśli nie lubicie, to tu macie olbrzymią szansę go polubić. Uważam, że to najlepszy punkt „Podopiecznego cienia”.
Na samym początku książki zostajemy wrzuceni w środek świata fantastycznego, który jednak w jakiś sposób też współistnieje z tym ,,naszym''. Nie wiem czy specjalny czy nie, ale tu mi się bardzo spodobał zabieg pod tytułem ,,wiemy nic, ale coś tam dowiadujemy się wraz z odzyskiwaniem pamięci przez bohatera''. Tristian jest postacią cierpiącą na amnezję i jest też postacią, która mnie zachwyciła, zaczynając od pierwszych stron, na których facet mota się po lesie bez najmniejszego pojęcia po co, a kończąc na naprawdę obiecującym rozwoju jego charakteru. Poza tym chłop ma poczucie humoru, nieco mroczne, ale to własnie w tym rzecz... Reszta bohaterów w moich oczach zaliczała małe wzloty i upadki, bo tak jak Judy i Nick bardzo mi się spodobali na początku, tak na końcu nieco zgaśli. Za to z Bellą odczułam na odwrót: myślałam, że jest mocno bez wyrazu, a potem nagle zaczęła świecić. Im dłużej o niej myślę, tym bardziej doceniam.
,,Podopieczny cienia'' to spora książka, licząca sobie prawie 700 stron, ale zaskakująco nie odczułam tej objętości, wręcz ponad połowę przeczytałam w ciągu jednego dnia. Język jest tu prosty, ale angażujący, dialogi w porządku, płynie się przez to wszystko bez poczucia zmęczenia, zwłaszcza że rozdziały są bardzo krótkie i poruszają interesujące wątki. Czuję niedosyt pod tym względem, że chciałabym poczytać więcej na temat historii tego świata (i generalnie jego funkcjonowania w teraźniejszości) i jeszcze co nieco usłyszeć o polityce czy cofnąć się w retrospekcjach do czasów wojny. W moim odczuciu są to bardzo interesujące zagadnienia, bo Nadia zdecydowania miała na nie pomysł i jest potencjał na ich rozwój, ale odrobinę zabrakło rozwinięcia. Podobnie z postaciami, które bardzo bym chciała, by otrzymały ze sobą więcej scen. Mimo że większość czasu byli w jednej grupie, w jednym domu, to jednak nie mogłam się pozbyć wrażenia, że bardziej są osobno (lub w parach) niż razem. Ja po prostu jestem fanką ,,family contentu'' i może dzięki temu zżyłabym się z wszystkimi, bo mimo że ich lubię, to nie do końca to czuję (oprócz Tristiana, Tristian love). Cieszę się, że mogłam zapoznać się tą książką i na pewno przeczytam kolejny tom, a was również zachęcam do przyjrzenia się tej historii. Przede wszystkim jest oryginalna, niepodobna do niczego, co wcześniej czytałam, a jej końcówka to genialne posunięcie, trochę łamiące serce, ale genialne.
Chcecie mi powiedzieć, że to jest debiut????? Bo to chyba dosłownie najlepszy debiut, jaki kiedykolwiek przeczytałam.
Nadia stworzyła coś tak niesamowitego, że nie mam słów. Od samego początku wciągnęłam się tak bardzo, że nie mogłam odłożyć książki, a gdy już to zrobiłam to momentalnie chciałam do niej wrócić. Bohaterowie- nie wiem, kogo kocham najbardziej, bo dosłownie ze wszystkimi związałam się tak mocno, że to chyba aż niezdrowe.
Cały wątek utraty pamięci został poprowadzony tak dobrze!!! Uwielbiam to uczucie, gdy czytamy perspektywę Tristana i czujemy się tak samo zagubieni, jak on. Nie jest to standardowe uczucie poznawania świata a coś podobnego do tego, co czuje sam bohater. Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam, ale to było tak świetne!!
Świat, który stworzyła Nadia, jest absolutnie wyjątkowy. Nawiązania do witchcraftu ogromnie wpływały na klimat, w którym cała historia była utrzymana i to w dodatku bardzo pozytywnie. Choć moja wiedza na ten temat jest znikoma to nie było tu miejsca na brak zrozumienia- wszystko było wytłumaczone w sposób prosty i przystępny.
Końcówka absolutnie mnie zabiła. Dosłownie przez ostatnie 50 stron siedziałam wbita w fotel niedowierzając w to, co czytam. Zostałam rozwalona na milion małych kawałków, mam pytania, na które odpowiedzi dostanę dopiero w drugim tomie (którego potrzebuję na już!!!!) i przede wszystkim już tęsknię za bohaterami, o których czytało mi się tak dobrze, że czułam się, jakbym ich znała.
𝘗𝘰𝘥𝘰𝘱𝘪𝘦𝘤𝘻𝘯𝘺 𝘊𝘪𝘦𝘯𝘪𝘢 5/5 Po dłuższej przerwie przychodzę z recenzją swojego nowego booktouru. Jest to książka fantasy, która jako jedna z nielicznych skradła moje serce i już nie mogę doczekać się, aż sięgnę po drugą część. To co najbardziej mi się spodobało, to narracja z perspektywy trzech bohaterów, w róznych stopniu spokrewnionych z Tristanem, głównym bohaterem. Pierwszym z nich jest July, jego siostra, a drugą Bella, partnerka. I to właśnie jej perspektywa niezmiernie mi się spodobała i totalnie zachęciła do sięgnięcia po ,,Małe kobietki''. Poczułam z nią taką więź i każdą emocję przeżywałam podwójnie. Szczególnie po rozdziale 67, który złamał moje serce i pozwolił połączyć wiele kropek. Ogólnie fabuła nie była przewidywalna, bardzo dużo wydarzeń mnie zaskakiwało, przez co czytałam z radością. Cała akcja była bardzo płynna i bez zbędnych opisów, co jest naprawdę dużym plusem dla mnie. Dodatkowo jest to powieść inna niż wszystkie, bez powtarzalnych ostatnio motywów. Naprawdę uważam, że zasługuje na dużo większy rozgłos.
To co teraz napiszę, bardzo możliwe, że spotka się z wielką krytyką, ale muszę otwarcie powiedzieć, źe patrząc na wzgląd tego, jak wiele osób ze świata bookstagrama wydaje w ostatnim czasie książek, sprawia że staram się na nie jakoś bardzo nie nastawiać. W przypadku książki Nadii wiedziałam jednak, że będzie to dobra robota. Jej pracę nad książką podziwiałam już od kilku lat i życzyłam jej jak najlepiej. Patrząc na wystawioną przeze mnie ocenę, jednoznacznie można stwierdzić, że się nie zawiodłam. Już od pierwszych stron wciągnęłam się w wykreowany świat i stale próbowałam stworzyć w swojej głowie możliwe rozwiązania, jednak nigdy nie wpadałam na to jak to się faktycznie potoczy, co jest dla mnie zdecydowanie dużym atutem. Zakończenie? Spodziewałam, że wiele rzeczy się tam posypie, jednak taki obrót spraw zdecydowanie mnie zaskoczył. Uważam, że jest to naprawdę dobry debiut. Co prawda w książce dopatrzyłam się kilku literówek i jednego lub dwóch małych błędów logicznych, jednak były one na tyle nieistotne i szybko naprostowane, że nie wpłynęło to na ogólną ocenę książki.
to był naprawdę dobry debiut. autorka fajnie wykreowała świat przedstawiony, jednocześnie zostawiając miejsce na dalsze jego eksplorowanie. Bohaterowie też są ciekawi, chce się ich poznać bliżej. Coś co najbardziej mnie przyciągnęło to struktura książki, sposób narracji i linie czasowe, po których się poruszamy. Bardzo często mamy do czynienia z retrospekcjami i zmianą perspektyw bohaterów. jedyne do czego mogłabym się przyczepić to powtarzanie cech typowych dla bohaterów, ale nie zaburzało to w żaden sposób przyjemności z czytania.
Jak ja dawno nie czytałam fantastyki?! Nawet nie wiedziałam że się za nią aż tak stęskniłam że to szok 😮. Książka jest świetna,dawno się tak dobrze nie bawiłam! Jedynie jakie mam zastrzeżenie że czułam się jakbym czytała 2 tom,ponieważ wracali często to przeszłości i tak pomyślałam dlaczego autorka nie wydała z tego trylogii?! Myślę że było by super gdyby tak było no ale niestety. Chciałambym poznać Tristana przed śpiączką i zobaczyć tą pierwszą walkę z jego ojcem ale także końcówka daje do pomysłu że powinna być kontynuacja, więc po cichutku na nią liczę 😅 bo jestem mega ciekawa co dalej z ich przygodami ❤️🥰 książka jest ogólnie mega świetna i każdemu ją polecam 🩷
Kiedy sięgam po powieści z wątkiem utraty pamięci, zawsze mam obawy, że wspomnienia wrócą zbyt szybko, co moim zdaniem burzy jakąkolwiek podstawę do wprowadzenia tego wątki. Podopieczny świetnie realizuje ten motyw za pośrednictwem narracji pierwszoosobowej, gdzie czytelnik razem z Tristanem powoli wypełnia luki w świecie przedstawionym. Wspomnienia wracały powoli, co sprawiło, że przez sporą część powieści czułam się zagubiona, ale o to właściwie chodziło. Czytając, wiemy tyle co Tristan, a rozdziały z perspektyw pozostałych postaci pozostawiają czytelnika z większą ilością pytań niż odpowiedzi.Ta ciągłe niedopowiedzenia sprawiały, że nie mogłam się oderwać od lektury, czekając na kolejne wydarzenia, które pozwolą zapełnić luki i lepiej zrozumieć wykreowany przez autorkę świat. Po skończonej lekturze mam jednak wrażenie, że tak naprawdę niewiele wiem o tym świecie i magii, jednak wystarczająco, aby zrozumieć rozgrywającą się akcję. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie będzie więcej worldbuildingu, bo chcę poznać więcej sekretów tej magii i tego świata. Uwielbiam kiedy w literaturze, ale nie tylko, poruszany jest temat dwojakości natury ludzkiej i walki tych dwóch stron ludzkiego “ja” ze sobą, niczym z Doktora Jekyll’a i mr. Hyde’a, dlatego niesamowicie się ucieszyłam, kiedy ten motyw pojawił się w Podopiecznym. Ta powieść pełna jest pięknych i głębokich uczuć, przyjaźni, miłości zarówno tej rodzinnej jak i romantycznej, ale też bardzo trudnych emocji, które niszczą człowieka i odbierają mu szczęście. Co zaskakujące, nie jestem fanką tylko jednego wątku romantycznego, a właściwie tego, że pojawił się trochę zbyt szybko, co nie pozwoliło bohaterom na przepracowanie pewnych wydarzeń z przeszłości. Wolałabym żeby pojawił się nieco później, przez co nieco lepiej by wybrzmiał. . Jestem osobą, które zdecydowanie bardziej zwraca uwagę na fabułę niż styl, ale nie mogłabym nie wspomnieć o tym, jak dobrze jest napisana ta powieść. Uwielbiam narrację pierwszoosobową, ale musi ona brzmieć naturalnie i tak właśnie było w tym przypadku. Wierzyłam, że postacie mogłyby formułować swoje myśli i wypowiedzi w ten sposób, co sprawiało, że przez tą książkę się płynie i nie wiadomo kiedy moja kolejne 100 stron.
Podsumowując, świetny debiut, bardzo dobrze napisany, ze świetnie wykreowanymi postaciami (I love Nick and Bella so much) i bardzo nie mogę się doczekać kolejnego tomu.