Każdy wampir zasługuje na swoje wiecznie i szczęśliwie.
Fryderyk, a właściwie hrabia Fiodor Iwanow, jest dwustuletnim wampirem. Samotnicze życie w Warszawie wypełnia mu pisanie romansów historycznych i wypady do klubów z Nikiforem, księciem wampirów. Podczas jednej z nocnych eskapad poznaje Feliksa, uroczego eksstudenta, który właśnie stracił dach nad głową. Dowiedziawszy się, że chłopak świetnie maluje, Fryderyk składa mu propozycję: Feliks może u niego zamieszkać, jeśli stworzy jego portret. Postawionego pod ścianą chłopaka nie trzeba długo przekonywać. Tylko że dni spędzane na przygotowywaniu obrazu zmieniają się w tygodnie, tygodnie w miesiące, a Fryderykowi coraz trudniej jest dopuścić do siebie myśl o rozstaniu…
Jestem pierwszą osobą która ocenia tę książkę tutaj - czuje się wyróżniona.
Jest milion powodów dla których warto dać tej książce szansę: + wampiry + wampiry w Warszawie + przystojni chłopcy (w tym wampiry) + atmosfera otulająca jak kocyk (granatowy w białe gwiazdeczki) + rudy kotek + cudowne poczucie humoru + bohaterowie, których po prostu nie da się nie kochać
I wiele wiele więcej - o czym warto się przekonać. Niech Was nie zwiedzie objętość tej książki- ja pochłonęłam ją w praktycznie dwa dni bo wciągnęła mnie bez pamięci.
Już myślę o ReReadzie a to o czymś świadczy... mam zaznaczonych milion cudownych cytatów I uroczych fragmentów do których będę wracać.
Jeżeli macie przeczytać jedną książkę idealną na gorszy czas (na lepszy oczywiscie też), która oderwie Was od rzeczywistości to proszę niech to będzie ta 💜 (trafia do ulubieńców mojego życia)
Potrzebuję więcej Fryderyka i Feliksa w moim życiu! ^^
Dobra, ale tak czulej książki nie odbiegającej od tematu rozumienia komunikacji i jak dochodzimy do rozmów o niej i ogółu sposobu oznajmiania swoich potrzeb I jednocześnie tak ciepłej, milusiej książki- naprawdę się nie spodziewałem
Od początku pracy w wydawnictwie moim celem było wybieranie do naszej oferty tylko dobrych książek - takich, które mogą wnieść do życia czytelnika coś więcej niż kolejną historię opartą na tych samych schematach. Zwykle udaje mi się realizować tę misję bez problemu. W tym przypadku trafiła mi się jednak książka, która nie jest dobra. Jest świetna. Naprawdę świetna. Odkąd przeczytałam ten tekst w formie maszynopisu, który pewnego dnia wpadł nam do skrzynki "propozycje wydawnicze", czułam pod skórą, że to jest to. Wydaje się, że określenie "comfort book" zostało stworzone właśnie dla "Nocy za nocami" - pełnej ciepła historii, pozwalającej zniknąć na dobre w bezpiecznym świecie, o jakim marzy każdy z nas. Dlatego jeśli będziecie chcieli w najbliższym czasie przeczytać coś, co Was po prostu uszczęśliwi, wybierzcie książkę Małgorzaty Wilk. Serio, nie zawiedziecie się. Obiecuję.
Nie wierzę. Nie wierzę, że pochłonąłem tę książkę z zaledwie dwa dni i czuję w sobie tak dużą satysfakcję. Bo ja ogólnie nie przepadam za historiami o wampirach, szczególnie romansami ponieważ kojarzą mi się ze „Zmierzchem”, który z kolei (stety czy niestety) kojarzy mi się nie najlepiej. Ale… „Noce za nocami” to książka tak komfortowa, ciepła i przyjemna, że zupełnie dla niej przepadłem. To jak relacja głównych bohaterów naturalnie się rozwijała, jak stopniowo coraz więcej zaczynali ze sobą rozmawiać… Cudo. Z jakiegoś powodu niezwykle mnie to wzrusza. Chociaż chyba nie mogę nie wspomnieć jeszcze o tym jak bardzo zakochałem się w postaci Nikifora. Kocham jego silly humor, ogólnie ma w sobie coś, co strasznie mnie do niego przyciąga. Daję pięć gwiazdek, bez wahania. Potrzebowałem przerwy od trudniejszej literatury i ją dostałem, najlepszą jaką mogłem sobie wymarzyć. Chociaż oczywiście ta książka też porusza cięższe tematy, spokojnie. Całe szczęście nie obraca się tylko wokół romansu.
PS: Drugi tom przyjdzie mi dopiero za jakiś czas, czuję się go spragniony jak Fryderyk krwi Feliksa, zwariuję.
– fajne – uwielbiam nikifora – fryderyk is so real ze swoim hejtem na warszawę – mocno przewidywalne jeśli chodzi o główną fabułę, ale bardzo przyjemnie się czytało podobało mi się
4.5⭐️ Przyznaję się – to był główny powód, dla którego zależało mi na zrecenzowaniu tego tytułu, by sprawdzenić jak motyw wampirów zostanie wykrzystany obecnie i czy jest jeszcze cokolwiek w tym temacie nowego do powiedzenia. Historia bazuje na bardzo klasycznym przedstawieniu wapiryzmu. Choć standardowo unikają słońca, żyją po zmroku, a ich dieta jest bardzo monotematyczna, to wyróżniają się swoim charakterem. Kreacja postaci i budowanie relacji to dwa największe atuty tej powieści. Bo pomimo tego, że fabuła rozwija się bardzo powoli i brak w niej spektakularnych zwrotów akcji czy wątków napędzających przebieg wydarzeń, to obserwowanie jak relacja stopniowo buduje się pomiędzy chłopakami było fascynujące. Jest to świetny przykład książki typu “slow burn romance”. Przyglądamy się jak więź pomiędzy Feliksem a Fryderykiem ewoluuje od niemal wysuszonego nasiona, po rozkwitły krzak róży. To nie jest ten rodzaj relacji, gdzie bohaterowie od pierwszych stron chcą rzucić się sobie do gardeł, nawet gdy jeden z nich to wampir. To nie jest ten typ romansu, w którym bohaterowie co stronę fantazjują o sobie, a chemię między nimi czuje wyłącznie narrator opowieści. Pod tym względem (oraz kilkoma innymi, które jednak wolałbym pozwolić Wam odkryć samodzielnie) książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Jak dla mnie to inny rodzaj historii new adult, której dawno nie czytałem. Początkowo myślałem, że przebrnięcie przez 550 stron będzie wyzwaniem – ile przecież można czytać o romansie. Ale w trakcie lektury, wszystko stało się dla mnie jasne. To była ogromna przyjemność poznać tę historię, która dodatkowo plusuje tym, że wątek fanastyczny nie został spłycony wyłącznie do samego istnienia wampirów, ale zostały uchylne także drzwi do ich świata. Jestem bardzo ciekawy, co odkryję w drugim tomie. A dołączona playlista – wymiata!
🌖Jeśli lubicie motyw grumpy~sunshine to jest to książka zdecydowanie dla was!
🌗”Noce za nocami” to pełna ciepła historia o Fryderku - dwustuletnim wampirze, i Feliksie młodym oraz pogubionym warszawskim studencie. Jak to zwykle bywa w tego typu historiach, przez pewien splot wydarzeń spotkali się i… zamieszkali razem! Chociaż ja wolę wersję, że to dwie bratnie dusze, które od zawsze były sobie przeznaczone🫶
🌘Feliks to oczywiście promyk słońca, za to Fryderyk jest gburem z taurusowym vibem. Jednak moje serce skradł Nikifor, który jest wspaniałą i barwną postacią z tą nutką złośliwości, którą uwielbiam🌈
🌒Świetnie czytało mi się fantastykę osadzoną w Warszawie. Motyw sztuki i książek - po prostu uwielbiam! Będzie to idealna książka dla artystycznych dusz i książkar - szczególnie dla fanów sztuki i literatury rosyjskiej. Jestem pewna, że wielu osobom przypadnie do gustu ta historia, jednak mi czegoś ostatecznie zabrakło🙈
To powieść o wampirach z nurtu, w którym wampir wyznaje ukochanemu śmiertelnikowi "dla ciebie nie będę zabijał", podczas gdy ja personalnie preferuję nurt, w którym wampir deklaruję "pozabijam ich dla ciebie". Pomimo jednak tego, że powieść jest zdecydowanie nie w moim stylu i mogę zrobić długą listę rzeczy, które mi się nie podobały, wciągnęłam się. Nie wiem, czy ma sens psuć wszystkim zabawę taką wyliczanką, więc może zamiast tego skupię się na tym, co uważam za interesujące. Powieść ewidentnie osadzona jest mocno w estetyce mangowej (motyw zgarniania bezdomnego do domu na noc widziałam tylko w mandze do tej pory), ze ślicznymi, wystylizowanymi bohaterami i realiami, które wymagają zawieszenia niewiary dość wcześnie w procesie lektury (wampiry nie są tu najmniej wiarygodnym elementem rzeczywistości). Generalnie powieść wyrasta z fandomu, o fandomach wspomina, słusznie przyznaje się pośrednio do swoich korzeni i mogę sobie bez trudu wyobrazić, że Małgorzata Wilk czytała i pisała fanfiction. Kudosy dla niej. Motyw grumpy x sunshine jest tu przewodni wręcz. I uwielbiam Nikifora jako postać. Okrutny, bezwzględny i potężny wampirzy książe w sztucznym, różowym futerku i niebotycznych kozakach? Yep, manga i anime dość wcześnie sprały mi mózg na tyle, abym wciąż uważała, że to fajne i urocze. Fajne i urocze to też dobre podsumowanie tej książki.
A teraz poproszę wampirzy, queerowy gotycki romans z piciem krwi albo nawet kanibalizmem, bo chyba zasłużyłam na swój ulubiony deser.
Książka z gatunku tych, które nie wiedzą kiedy powinny się skończyć. Całość treści mogła spokojnie zamknąć się w 300-350 stronach zamiast napisanych 550.
Pierwsza połowa książki jest niezwykle Warszawocentryczna - każdy rozdział wypełniony jest szczegółami życia studenckiego w Warszawie, często kompletnie zbędnymi dla samej fabuły. Trudno mi stwierdzić jak odbierają ją mieszkańcy stolicy, ale powoduje to niestety, że bardzo opornie się ją czyta jeśli Warszawa jest ci obojętna bądź po prostu jej nie lubisz.
Fabuła jako taka kończy się gdzieś w 2/3 książki, a następnie przez blisko 200 stron rozwiązywane są wątki, które tak dosadnych odpowiedzi nie potrzebowały. Niezrozumiałe są również wstawki fragmentów Fal Namiętności tj. książki pisanej przez wampira Fryderyka. Nie wnoszą one żadnej wartości do fabuły, nie są również wystarczająco interesujące by jako czytelnik skupiać się na nich.
Książka lubi również bardzo bezpośrednio moralizować - być może nastoletni czytelnik doceni prostolinijność przekazu jednak z punktu widzenia człowieka dorosłego było to męczące.
Podsumowując, książka mocno wieje stylem wattpadowego fanfika slowburn 100000k słów, w którym niestety brakło pomysłu na ciekawe zakończenie.
Jedną z funkcji książek jest dawanie radości i rozrywki. Ta spełniła swoją rolę idealnie. Zdarza mi się jeszcze podchodzić do książek z polskiego podwórka, jak pies do jeża, ale coraz częściej bardzo miło mnie zaskakują.
Czy jest to najlepsza książka jaką czytałem? Nie. No bo prawda jest taka że nie jest to literatura najwyższych lotów. Miałem wrażenie jakbym raczej czytał fanfika niż faktyczną książkę, aczkolwiek w dobrym tego stwierdzenia znaczeniu. Lektura była przyjemna, aż chciało się siedzieć i czytać dalej, co rzadko mi się zdarza. Słowa tak sobie płynęły, tempo akcji nie było za szybkie, główni bohaterowie dobrze zarysowani, co do pobocznych, już nie aż tak, ale też nie miałem szczególnie wysokich wymagań. Historia sama w sobie była bardzo komfortowa, jak już wspominałem akcja rozwijała się powoli, jak lubię, za to ogromny plus. Za to wątki poboczne, mam mieszane uczucia, Theo był potrzebny prawda, ale wprowadzanie do historii Ruth zupełnie według mnie niepotrzebne, a szkoda bo ta historia miała duży potencjał, który niestety został zmarnowany, przez poświęcenie mu zbyt małej ilości uwagi. Kolejny minus? Opisy, zdecydowanie opisy. Mam do nich bardzo dużo zarzutów, tu wychodzi właśnie ten fanfikowy vibe. Opisy były strasznie krótkie, pozbawione duszy, jeśli mogę to tak określić. Przy opisie mieszkania Fryderyka poczułem jakby coś we mnie umarło. Nie wpłynęło to na fakt, że po prostu nie mogłem oderwać się do czytania, ale zdecydowanie odjęło komfortu samej czynności. Co jeszcze mnie bardzo uwierało, to podkreślanie co chwilę że Warszawa jest super. Tu akurat wiem że to wynika z mojej osobistej niechęci do tego miasta, ale c'mon. Feliks dosłownie przestałby ją idealizować i nie dramatyzował z przeprowadzką do innego (na pewno dużo lepszego miasta) i rozwiązałoby to conajmniej 90% jego problemów. Podsumowując; historia jest ciekawa, główna oś fabularna dobrze poprowadzona. Lektura idealna jak chce się po prostu odprężyć i nie myśleć. Prosta, przystępna forma rozrywki, którą mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto nie ma większych oczekiwań niż właśnie prosta rozrywka.
Sooooo fun! bardzo pozytywne zaskoczenie. Fabularnie nie wszystko mi się kleiło - w jakimś stopniu odczuwałem, że to debiut, ale i tak się dobrze bawiłem. Nie mogę się doczekać, żeby przeczytać drugą książkę od autorki :))
Edit: hejo podwyzszam ocene do 4.5 bo wciaz mysle o tej ksiazce i za kazdym razem jakos mi tak cieplo na sercu ☹️ warszawskie wamipiry stole my heart
Bardzo udany debiut, nawet jeśli czegoś w nim zabrakło. Na pewno dodam ten tytuł do mojej listy "comfort read".
Historia, bohaterowie, ten vibe i przede wszystkim humor, wywołali we mnie tak wiele pozytywnych emocji i uśmiechów (zwłaszcza w autobusie), że uważam "Noce za nocami" za jedno z większych zaskoczeń tego roku. ♡
czy epilog zwiastuje kontynuację? Proszę, oby tak. 🙏🏻
"chcę być przy tobie. naprawdę. noce za nocami, zawsze."
∞/5
są takie książki, które są dla czytelnika po prostu czymś więcej. pierwszym promieniem słońca po długiej burzy. łykiem zimnej wody w upalny dzień. kocem i kubkiem herbaty w jesienny wieczór. mruczeniem ukochanego kota. najczystszym komfortem zawartym na kilku kartkach. dla mnie taką książką były właśnie "noce za nocami". kiedy pierwszy raz poznałam historię Fryderyka i Feliksa (czyli gdzieś na początku 2022 roku), nie pomyślałam, że kiedykolwiek będę mieć okazję trzymać w rękach coś, dla czego zarywałam noce i wylewałam łzy wzruszenia. kocham, po prostu kocham każdego z bohaterów. to dzięki nim odkryłam swoje zamiłowanie do sztuki rosyjskiej, a także na nowo pokochałam wampiry. a relacja między Fryderykiem a Feliksem to jedna z lepszych, jakie miałam okazję poznać. i znowu poczułam się jak czternastolatka, siedząca w ostatniej ławce na jakimś nudniejszym polskim i zakochująca się w tej historii. ogromnie żal mi było kończyć. ale Frycuś i Feluś będą częścią mojego życia. kocham ich niesamowicie, noce za nocami, zawsze.
Zwykle nie pisze recenzji bo mi się nie chce ale ta książka jest tego warta
Myślę że to najlepsza książka jaką przeczytałam w tym roku, wreszcie nie jest to historia w której jeden widzi drugiego i 10 stron później już jest seks. Podobało mi się w tej książce to, że ich relacja była tak powolna i nieprzewidywalna ze chciało idę czytać by dowiedzieć się jak to się skończy. Równie bardzo podobało mi się to jak bardzo postacie były rozbudowane,Nikifor,Matylda, Felix czy nawet taka poboczna postać jak Emilka. Polecam wszystkim tą książkę, zwykle w każdej książce jest moment który odpycha od czytania, w tej nie było żadnego "cringe" momentu. Ostatni raz bawiłam się tak dobrze czytając książkę gdy czytałam Vicious od V Schwab
2024: 4.75 ⭐️ ta książka była jak taki plasterek i całus w czoło, dosłownie tyle komfortu; dodatkowo świetnie mi się ją czytało pod względem technicznym tj. długość rozdziałów, czcionka itp te dwa słodziaki na F to są takie głupole, że i can’t uwielbiam ich, tak samo jak Nike nie mam słów, żeby odpisać moje uwielbienie do niego; 🥹 żałuję, że tyle zwlekałam z przeczytaniem