Z Grahamem Mastertonem łączy mnie swego rodzaju relacja - żeby ładnie to ująć - skomplikowana. Bo owszem, jest między nami jakaś chemia; zdecydowanie czuję magnetyczną siłę przyciągania i przyśpieszone bicie serca, gdy staję naprzeciw księgarskich półek wypełnionych po brzegi 'literaturą straszną'; ale niestety - ku mojemu rozczarowaniu, nie zawsze to jest TO. I w zasadzie trudno się dziwić, skoro Masterton jest autorem nie tyle poczytnym i popularnym, co po prostu, niezwykle płodnym. Jego powieści to jeden wielki zbiór historii wszelkich, o bardzo - powiedziałabym - zróżnicowanym poziomie twórczym oraz zupełnie odmiennym charakterze. Raz wychodzą mu tytuły wyśmienite (z wartką akcją, ciekawym zamysłem fabularnym, interesującymi postaciami), a raz - totalne średniaki, które tworzone w pośpiechu, gdzieś na kolanie, pomiędzy obiadem i kolacją, muszą koniecznie wpisać się w rząd coraz to liczniejszych cyferek związanych z rynkiem wydawniczym.
Sięgając więc po kultowego już ,,Potomka", nie miałam oczekiwań praktycznie żadnych; kierowała mną zwyczajna ciekawość, chęć przeczytania czegoś absolutnie niezobowiązującego i w miarę przyjemnego w odbiorze; liczyłam na kilka miłych wieczorów spędzonych w towarzystwie wciągającej książki i cóż...
Tak się właśnie stało.
****
Kapitan kontrwywiadu, James Falcon, zasłynął podczas II wojny światowej jako bohater oddany nie tylko sprawie, ale również jako ktoś, kto musiał stawić czoła hordom szaleńczych wampirów. Dzięki swej bohaterskiej postawie oraz niezwykłym zdolnościom, Falconowi udało się odeprzeć atak bestii i zniweczyć plan nazistowskich Niemiec, zakładający dalsze działania zbrojne na terenie Europy.
James po wykonaniu misji wraca do ojczyzny jako wygrany, jednak nie wie jeszcze, że trzynaście lat później, wezwie go Londyn; w kraju bowiem dojdzie do serii makabrycznych morderstw, których modus operandi z całą pewnością wskazuje na jedynego możliwego sprawcę, a on sam - będzie musiał stawić czoła przeszłości.
****
Nie od dziś wiadomo, że brak oczekiwań to najlepsze, co może przydarzyć się wybrednemu czytelnikowi - nie martwi się ani nimi samymi, ani własnymi ambicjami przerastającymi czytaną właśnie powieść.
W przypadku wyżej wspomnianego tytułu, podobne podejście może być zarówno zbawieniem, jak i gwarantem dobrej rozrywki; ,,Potomek" jest w końcu zgrabną historyjką, z akcją umiejscowioną na kanwie wampirycznego motywu podlanego sporą dawką horroru, klasycznej grozy oraz trzymającej w napięciu sensacji, mających szansę na to aby, maksymalnie zaangażować i zaciekawić potencjalnego odbiorcę.
A jeśli na hasło 'wampiryzm' Wasze gałki oczne wywijają fikołki, to czym prędzej śpieszę z dobrą wiadomością - Masterton, choć ten element dość mocno eksploatuje, to robi to także nad wyraz udanie - krwiopijcy w ,,Potomku" wcale nie są postaciami tak dobrze nam znanymi, jak te z popkultury. Co prawda posiadają wiele bliźniaczych atrybutów, jednak sporo więcej takich, które czynią je, jak określił sam autor, 'bardziej przyziemnymi bytami'.
Ma to sens, zwłaszcza, gdy brać pod uwagę nadzwyczajne, pokuszę się tu nawet o stwierdzenie - niewspółmierne do istnienia - cechy; w powieści Grahama Mastertona wypadają one na szczęście świeżo, naturalnie, przekonująco, no i w miarę logicznie.
Piszę 'w miarę', ponieważ pomimo nieschematycznego podejścia do tematu, znalazło się tu również miejsce na kilka wątków proszących wręcz, albo o rozbudowanie, albo o ostateczne domknięcie. Jest to coś, co nie będzie rzutowało na całościowy odbiór historii, lecz być może - nie umknie uwadze bardziej wprawnemu oku.
Co do ogółu zaś - to ni mniej, ni więcej - poprawnie skonstruowane czytadło. Napisane lekkim językiem, utrzymane w przyjemnym klimacie grozy, z wciągającą fabułą i angażującym rozwojem wydarzeń, faktycznie w moment rozpala wyobraźnię i sprawia swoistą frajdę; ja bawiłam się świetnie, taka rozrywkowa odsłona powieści grozy zdecydowanie do mnie przemawia.