Niezwykła opowieść o powszednim życiu na poleskiej wsi, Hrywda. Autorka przedstawia codzienne blaski i cienie takiego bytowania, mocną kreską rysując ciemnotę i zacofanie chłopów, którzy nie potrafią żyć w zgodzie ani ze sobą ani z innymi. Rytm życia dyktują pory roku, odwieczny obyczaj, wiara i zabobon, splecione w nienaruszalny porządek rzeczy. W te wręcz egzotyczne dziś opisy wplata się dramat głównego bohatera zakochanego w dziewczynie o nieodpowiednim statusie materialnym i społecznym Mężczyzna nie potrafi wziąć życia w swe ręce, co prowadzi do katastrofy moralnej i psychicznej. Niezwykłe połączenie realizmu i bajkowości.
Nie wiem czy wogóle kiedykolwiek czytałem Rodziewiczównę, a z polską literaturą tej epoki zetknąłem się w moim czytelnictwie po raz pierwszy od kilkunastu lat. Wspaniała pisarka, mistrzostwo prozy, koncepcji, opisów, realizmu, brak idealizowania, bezpośredniość przekazu, odwaga przekazu. Każdy kontakt z tą książką to podróż w inny świat. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Dziwię się że jest to akurat mniej znana powieść tej pisarki. Może dlatego że powieść ta jest akurat dość wstrząsająca, odświeża nam obraz polsko-białoruskiej wsi z końca 19go wieku. Kilka tygodni temu czytałem "Bieżenstwo" Anety Prymak-Oniszk, a w Hrywdzie znalazlem wlasnie typową wieś tego regionu, ktora 20 lat po opisanej historii przejdzie przez okres Bieżenstwa. Polesie było regionem bardzo zacofanym w porównaniu z innymi regionami Polski. Jest to książka mocna, której się szybko nie zapomni.
To taki kontrast między pięknym, bujnym choć niełatwym w tym przypadku językiem Rodziewiczówny a przepełnioną nieszczęściem, przemocą, brudem i szaleństwem codziennością zapomnianej w kraju wsi w XIX wieku. Rodziewiczówna obrazuje swoją pogardę dla wsi, jednocześnie pozwalając zapłakać nad losem, przed którym nie uda się uciec bohaterom, których codzienność nakreślona jest przez wieki okrutnych tradycji i niezmieniajacej się rzeczywistości.