Debiutancka powieść krakowskiej autorki o doskonałym słuchu językowym, wyrazistym stylu i znakomitym warsztacie pisarskim.
Opowieść, poprowadzona od czasów wojny po współczesność, o polskiej rodzinie jakich wiele: wprawdzie nie patologicznej, ale nie dającej szczęścia i poczucia bezpieczeństwa, w której małżeństwo to więzienie o zaostrzonym rygorze, a dom rodzinny to codzienny teatr absurdu, wrzasków, modłów i kotletów schabowych. Świetnie podpatrzona polska codzienność, opisana w niecodzienny sposób w sugestywnych, zaskakujących scenach - obrazach, które składają się w historię dorastania i sposobów na obronę przed światem.
Z wykształcenia teatrolog, pracuje jako nauczycielka języka polskiego. Za debiutancką powieść Szopka (Świat Książki, Warszawa 2012) była nominowana do Paszportów Polityki 2012 oraz do Nagrody Literackiej Nike 2013. Wg opinii zamieszczonych na portalu culture.pl Szopka to: „bez wątpienia najlepszy, najgłośniejszy i najbardziej obiecujący literacki debiut roku”. Opowiadania publikowała w Tygodniku Powszechnym i w Radarze. Recenzje literackie pisała do Nowych Książek i Tygodnika Powszechnego. Tłumaczenia jej recenzji ukazały się w piśmie New Eastern Europe.
Przeczytana bez czytania opisu bez wiedzy co to za tytuł i jaka autorka. Taki rodzaj wyzwania - książka wybrana przez kogoś innego :) Językowo znakomita, ciekawa, na wysokim poziomie. Początek ujął mnie bardzo i byłam przekonana że ocena będzie najwyższa z możliwych. Później ten zachwyt trochę się rozmył stąd jednak 4/5. Nie do końca mnie to poruszyło emocjonalnie, o bohaterach raczej zapomnę. Niemniej jednak zważywszy na to, że to debiut tym bardziej duże słowa uznania. Czytałam wcześniej "Przez" i również mi się podobało Jest to autorka niezwykle ciekawa dla mnie i chętnie poznam kolejne książki
Brutalny i odarty z wszelkich upiększeń portret rodziny – taka jest Szopka Zośki Papużanki. To opowieść dość ponura w wydźwięku, momentami wręcz nieco przerysowana, daleka od słodkiej, naiwnej narracji, która charakteryzuje tak wiele współczesnych powieści o rodzinach. Tu rodziną jest totalnie niedopasowany patchwork, przypadkowy zlepek przypadkowych rzeczy. Nie wiadomo właściwie po co i dlaczego powstała, nie wiadomo dokąd zmierza (poza tym, że na pewno nie jest to żadne dobre miejsce). Nie ma tu miłości, zrozumienia, akceptacji, nie ma bliskości, nie ma rozsądku. Nawet jeśli pojawiają się uczucia, to na chwilę, by zaraz rozmyć się w powszechnej beznadziei.
Największa zaletą książki jest jej język. Autorka ma niezwykłe wyczucie do używania trafnych i dobitnych wyrażeń tam, gdzie trzeba, potrafi też opisywać rzeczy w taki sposób, by w zaledwie dwóch słowach zmieścić cały emocjonalny ładunek, sens, ironię i ból.
Szopka Zośki Papużanki to książka, którą bardzo, bardzo polecam wszystkim lubiącym mądre i ciekawe historie. Spodoba się ona każdemu, kto jest otwarty na literaturę i nie boi się małych eksperymentów. Usatysfakcjonowany będzie każdy poszukiwacz świeżości w polskiej prozie. Ja jestem zdecydowanie na tak i już wypatruję kolejnych powieści Zośki Papużanki, która błyskawicznie, w ciągu dosłownie kilku dni, awansowała do grona moich ukochanych autorów.
Pomalo šašava, neizmerno duhovita i pomalo mučna i tragična knjiga poljske književnice Zoške Papužanke koje je, btw, ovih dana gošća u našoj zemlji. Možete je, kako vidim na njenom Instagram profilu, zateći u nekoj od beogradskih knjižara.
Porodična saga (na nešto više od 150 stranica) o više generacija jedne sasvim pristojno sjebane tipične poljske porodice. Priča se proteže na više decenija, od osamdesetih godina minulog komunističkog veka, pa sve do neke kapitalističke današnjice i prati članove porodice koji su na granici neke italijanske commedia dell’arte.
Sve se menja samo oni ostaju takvi kakvi su. Otuđeni, nesrećni, nevoljeni, izgubljeni… Interesantno, inteligentno, pismeno, pitko, zanimljivo, duhovito i zabavno iskustvo…
Ups! Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Z jednej strony ciężko się czytało. Napisana bardzo chaotycznie. Występuje wielu narratorów i nigdy nie wiadomo, kto nim jest w rozpoczętym właśnie akapicie. Nie wszyscy bohaterowie mają imiona. A może to ja nie potrafiłam ich wyłuskać z tekstu. Jest jakaś żona, jakiś mąż, są ich dzieci, Maciuś i Wanda, a potem żona Maciusia, mąż i córka Wandy, też bezimienni, więc zwani zięciem i wnuczką. Akcja dzieje się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, od wojny do czasów współczesnych. Z chaosu, jaki zafundowała nam autorka wyłania się całkiem niezła historia. Jest samotny mężczyzna, więc jego brat przedstawia mu wdowę z małym synkiem. I ci ludzie pobierają się, choć właściwie nikt nie zna powodu, dla którego mieliby to zrobić. Mąż ma zastąpić Maciusiowi zmarłego ojca i tego wymaga od niego żona. Jednak w praktyce nawet w najdrobniejszej sprawie nie pozwoli mu o niczym zdecydować. Wymyśla mu od głupca, niedojdy, zarzuca niekompetencję. Taki dysonans. Mąż zamyka się w sobie i przeważnie milczy. A tymczasem Maciuś wyrasta na obiboka, nie kończy studiów, rozpada się jego małżeństwo, do domu zagląda tylko po pieniądze, które matka chętnie mu daje, bo przecież synek ma takie trudne życie. Maciuś od samego dnia jej narodzin nienawidzi młodszej siostry, Wandzi. Ta z kolei jest dzieckiem idealnym, dobrze się uczy, wzorowo zachowuje i nie wchodzi nikomu w drogę. Chyba jako jedyna naprawdę kocha ojca. Lata biegną, a patologia tylko się pogłębia. Nie ma tam szczególnej akcji. Jest raczej proces kompletnego upadku relacji rodzinnych. A to głównie za przyczyną żony, despotycznej, manipulującej, oskarżającej, egoistycznej. Oj, długo by wyliczać... Generalnie powieść dobra, choć ta chaotyczna narracja denerwuje. Kojarzyła mi się chwilami z Wojną polsko-ruską. Autorka stosuje też neologizmy i udziwnione porównania, co z jednej strony dodaje uroku, z drugiej utrudnia zrozumienie tekstu. Pewnie jeszcze kiedyś sięgnę po inne książki autorki. Na razie muszę od niej odpocząć.
Nikt nie wymyślił przepisu na idealny związek. Ludzie dobierają się w pary pod wieloma względami, które nieraz są zupełnie zrozumiałe, a innym razem nikt nie ma pojęcia, dlaczego dani ludzie są ze sobą. Jedni twierdzą, że przeciwieństwa przyciągają się, więc gdy kobieta i mężczyzna różnią się od siebie, to mogą tworzyć wspaniały i szczęśliwy związek, przepełniony ciekawością, ekscytacją oraz wiecznym zainteresowaniem drugą połówką. Inne osoby uważają, że bardzo istotne jest posiadanie podobnego poczucia humoru czy wspólnych zainteresowań, aby związek przetrwał. Osobiście myślę, iż najważniejsze jest uczucie łączące kobietę i mężczyznę, którzy pragną związać się na resztę życia, a także stworzyć szczęśliwy, bezpieczny dom dla swoich pociech, będąc dla nich ostoją. Wspaniale byłoby, gdyby małżonkowie podobnie zapatrywali się na wszelkie sprawy związane ze wspólnym mieszkaniem czy wychowaniem dzieci, aby nie musieć użerać się przez resztę swojego życia, niszcząc je nie tylko sobie, ale także najbliższym osobom.
Mężczyzna poślubiający kobietę z dzieckiem, która przez cały czas wypomina mu, iż nie może brać się za wychowywanie Maciusia, gdyż nie jest jego prawdziwym ojcem. Człowiek charakteryzujący się stoickim spokojem, który każdego potrafi wyprowadzić z równowagi. Mężczyzna, który nie umie walczyć o swoje, odzywa się niezmiernie rzadko, a jego obecność jest ledwie zauważalna. Jego żona to okropny typ kobiety - nikogo nie słucha, zawsze ma rację (nawet gdy jej nie ma), wszystkich krytykuje, wiecznie prowokuje do kłótni i wrzeszczy, wrzeszczy, wrzeszczy... Syn żony, bez względu na swój wiek ciągle nazywany Maciusiem, to pewny siebie rozrabiaka, postępujący jedynie według własnych standardów. A do tego wspólna córka Wandzia - nieśmiała, zamknięta w sobie, stale chowająca się w cień. Życie tej czteroosobowej rodziny mija na kłótniach, wrzaskach, coniedzielnym rosole i marzeniach o zakupach w Pewexie.
"Tyle lat, powinnam się przyzwyczaić. Poczułam jednak, że mi się nie uda, że przyzwyczaić się nie umiem, i może o to chodzi, żeby się nie przyzwyczaić." *
Zośka Papużanka gra słowem, posługując się specyficznym stylem, który nie wszystkim przypadnie do gustu. Dialogi bywają zlane w jedno, zwłaszcza gdy u rozmówców pojawia się natłok myśli, które niezwykle szybko pragną wyjść z ust - wtedy nie pojawiają się jakiekolwiek znaki przestankowe, oprócz wszechobecnych przecinków, wciskających się wszędzie, gdzie tylko można. Ten zabieg sprawia, że nieraz rozmowa zapisana jest w jednym zdaniu, zajmującym całą stronę. W "Szopce" jest wielu narratorów, co utrudnia czytanie i zrozumienie, kto aktualnie przejął głos - należy zgadywać, co nie zawsze jest łatwe. Nie spodobało mi się także skakanie po wątkach, gdyż powoduje to spory zamęt, którego w tej książce i tak dość dużo.
Okładka "Szopki" idealnie obrazuje treść, z jaką ma okazję zapoznać się czytelnik. Rodzinny dom jako niestabilna budowa z klocków, poprzetykanych gdzieniegdzie gwoździami i agrafkami, która nie daje poczucia jakiejkolwiek stabilizacji. Ten dom nie wydaje się miejscem przepełnionym miłością, bezpieczeństwem oraz wsparciem, jakie powinno dostawać się od rodziców. Strach wejść do domu, gdzie w każdej chwili wszystko może runąć, jakby było zbudowane z kart gotowych do zawalenia się, gdy tylko muśnie je lekki podmuch wiatru. Tytuł również trafia w samo sedno powieści, bo jak stwierdził Maciuś, laureat konkursu na szopkę bożonarodzeniową, "szopka to jest tutaj (...) siedem dni w tygodniu". O tak, ich życie rodzinne jest nie byle jaką szopką...
Autorka obnaża polską rzeczywistość, która dalej króluje w niektórych domach. "Szopka" jest powieścią przepełniona ironią oraz słodko-gorzką prawdą, ze zdecydowaną przewagą goryczy. Warto być dobrym, otwartym obserwatorem, który zda sobie sprawę z błędów, jakie popełniają rodzice, a także inne bliskie osoby. Owa postawa pomoże uchronić nasze rodziny, które posiadamy lub mamy zamiar założyć w przyszłości, przed sytuacjami, jakie mają miejsce w "Szopce" czy innych powieściach o tej tematyce. Każdy ma prawo do potknięć, ale nie powielajmy rodzicielskich zachowań, które zawsze sprawiały nam przykrość i prowokowały do postanowień typu: "nigdy nie będę tak postępować","w mojej rodzinie nie będzie miejsca na takie zachowania", "wychowam swoje dzieci lepiej", "zapewnię im wspanialsze życie". Trzymajmy się tego, tworząc szczęśliwy i trwały związek, który będzie wspaniałym fundamentem do stworzenia godnego życia naszym dzieciom. Sprawmy, aby nasze pociechy chętnie wracały do domu, a także ze wzruszeniem wspominały piękne chwile spędzone w rodzinnym gronie.
Szopka to debiut autorki, która właściwy dla siebie sposób nakreśliła portret polskiej rodziny. To nie jest zwyczajna rodzina, której model może być dobrym przykładem dla osób poszukujących dobrego przykładu. To rodzina pełna zakłamania, krzyku, mroźnych relacji pomiędzy jej członkami. Widzę tu brak miłości, posłuszeństwo wbrew sobie, strach, nieumiejętność tworzenia czegoś pięknego. Widzę, brak właściwych relacji, chęci bycia i starania się o lepsze jutro, brak zrozumienia. To teatr, w którym przedstawienie trwa a my wierzymy, że tak naprawdę jest inaczej. Nie ma absurdu, nie ma wrzasków, jest harmonia. Tu każda z postaci odgrywa swoją rolę. Czy właściwie? Żona, matka to ta postać od kotletów schabowych, wrzasku, braku empatii dla męża i córki. Mąż, ojciec to zastraszony mężczyzna, chowający się za pracą, jedyny utrzymujący rodzinę, wykorzystywany, zagubiony. Syn, wykorzystujący wszystko i wszystkich dla swojego dobra, swoich pragnień, egoista. Córka, jedyna umiejąca kochać, znająca dobro i będąca tą lepszą częścią przedstawianego świata. To moja druga książka tej autorki. Jestem zachwycona słowem, jej umiejętnością tworzenia historii tak, że chce się ją czytać. Bez znużenia oddajesz się tym słowom, bo jest w nich magia przyciągania. Czytajcie. Dobre, polskie słowo.
Takiej książki nigdy nie czytałam i nigdy żadna książka tak mnie nie zafascynowała. Słodko-gorzka historia kilku ludzkich istnień. Zawdzięczam tej książce tyle uśmiechu ile smutku. Tyle beztroskiego rozbawienia ile poważnej zadumy. Szczególna saga rodzinna. Nie opowiem fabuły by nikomu nie popsuć zjawiska jakim jest "Szopka". Szczerze polecam, szczególnie dla poczucia zrozumienia i zaakceptowania człowieczego losu. Wrócę do niej jeszcze nie raz
Traumy z dzieciństwa przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Wyjście z kręgu rodzinnej przemocy jest wyzwaniem, z którym nie wszyscy są w stanie poradzić sobie samodzielnie. Dojmujące jest cierpienie osób, które choć niczym nie zawiniły, nie potrafią wyzbyć się zakodowanej w ich świadomości traumy (nie swojej) i niewłaściwych schematów myślenia. Powieść Zofii Papużanki, Szopka, wydana już kilka lat temu, podejmuje ten temat w sposób bardzo realistyczny i z ogromną empatią. Lektura jej książki była dla mnie namiastką tego doświadczenia.
Czytając Szopkę, myślałam o wielu znajomych i członkach rodziny, którzy mają w swoich życiorysach podobne rodzinne historie, jak te opisane w książce. Bohaterowie Szopki to my, Polacy, spaczeni wódką i katolickim cierpientniczym profilem...Czytanie tej książki to trochę jak przeglądanie się w lustrze obyczajowym. Pytanie, które pozostaje, to: czy potrafimy inaczej, lepiej?