Rok 1957. Do szczecińskich szpitali zgłaszają się chorzy cierpiący na nieznaną chorobę. Infekcja błyskawicznie niszczy ich organizmy, doprowadzając do zgonu. W Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej zostaje powołany specjalny zespół do zbadania tej sprawy. Na jego czele staje porucznik Ugne Galant. Milicjanci muszą wrócić do nierozwiązanych śledztw sprzed kilku lat. W tym do tego, o którym oficjalnie się nie mówi – morderstwa, które miało miejsce we wrześniu 1952 w domu przy ulicy Wilsona 7 na Niebuszewie. Śledczy ścigają się nie tylko z czasem, ale z własnymi słabościami. Każda godzina śledztwa przybliża ich do odkrycia mroczniej prawdy o pionierach, którzy przybyli do Szczecina, by zbudować nowy, lepszy świat.
„Poszarpana” fabuła, przez co akcja zanika w tej gęstwinie niemieckich wstawek, dialogów i tłumaczeń. Stanowczo dużo opisów np. kamienic, okolic itp i dla mnie są to kompletnie nieprzydatne „atrakcje” a jest ich sporo. Dialogi bez wyrazu jak i postacie, na których autor mało się skupił.
Czas akcji to stan powojenny i jakby dobry zamiar, ale wykonanie już nie. Właściwe od samego początku wiadomo co i jak a czytelnik śledzi tylko mozolne poczynania milicji by dojść do końca. Ogólnie zakończenie niezbyt ciekawe. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że niby są realistyczne postacie, które jednak zostają wrzucone do kanibalistycznego kultu i właśnie przez to całość mnie totalnie nie ujęła.
Biorąc pod uwagę, że to debiut i tak nie kupuję tego pomysłu. Nie jest to książka dla każdego, ale to się trzeba już samemu przekonać. Nie jest to też typowy, rasowy kryminał.
Rok 1957. Do szczecińskich szpitali zgłaszają się chorzy cierpiący na nieznaną chorobę.
Łociepanie, co tu się wydarzyło! Zaskoczona jestem, że to debiut, bo to było mocne wejście. Ja się kłaniam autorowi w pas, bo po prostu dopracował tę książkę jak należy.
PRL w „Koźle” jest prawdziwy. Bez wyolbrzymień, bez ozdobników, po prostu prawdziwy. I to mi się bardzo podobało. Jeszcze bardziej mnie zachwycił pomysł na fabułę, bo Kowalewski zahaczył o prawdziwą sprawę z tamtych czasów. Nie zdradzę Wam o jaką chodzi, ale jestem przekonana, że o niej słyszeliście. Dla mnie to była taka alternatywna historia ówczesnego mordercy.
Gdybym miała polecić Wam jeden debiut w tym roku, to byłby to ten - zaskakujący, pełen napięcia i po prostu dobrze napisany. Czytajcie! Możecie też słuchać, bo audiobooka dobrze mi się słuchało 😊
Co za debiut! Petarda ! Na polskim rynku wydawniczym mamy fantastycznych autorów kryminalnych historii, teraz do ich grona, bez dwóch zdań dołączył Przemysław Kowalewski ze swoim mrocznym, prawdziwie przerażającym "Kozłem". Ta historia mrozi krew w żyłach, wywołuje ciary, przeraża i obrzydza. Sceneria i tło wydarzeń, które stworzył autor jest mistrzowskie, a to jak osadził fikcyjną intrygę w konkretnych realiach- zdumiewa surową realnością.
Kowalewski w swojej opowieści przenosi nas do Szczecina z 1957 roku. Miasto wciąż w ruinie powoli podnosi się z gruzów. Jego mieszkańcy to mozaika kulturowa; przesiedleńcy z byłych Kresów Wschodnich i różnych stron Polski, autochtoni. Nad miastem swoje rządy rozpościera nowa represyjna władza ludowa, która robi własne porządki. Realia Peerelu odmalowane jeden do jednego. Mega.
W Szczecinie dochodzi do niepokojących przypadków nieznanej choroby. Doktor Szymon Ferenc podejrzewa, że ta dziwna choroba ma powiązania z kanibalizmem. Dla człowieka jedzenie ludzkiego mięsa stwarza zagrożenie dla życia, powoduje chorobę zwaną kuru lub "śmiejącą się śmiercią", która potrafi rozwijać się latami i zawsze kończy się śmiercią. Akty kanibalizmu odnotowywano w sytuacjach ekstremalnych w czasie wojny i wielkiego głodu, ale wygląda na to, że precedens może trwać. Tropy prowadzą do dzielnicy Niebuszewo, gdzie po wojnie przebywało najwięcej Niemców. Władza ludowa dba o pozory prawa i sprawiedliwości, dlatego zostaje powołana ekipa śledcza, a sprawa otrzymuje najwyższy priorytet. I ta nieoczywista ekipa to kolejna mocna strona tej powieści. Autor wykreował bohaterów nieoczywistych, różnorodnych, każdy z nich niesie swoje doświadczenia i traumy wyniesione z wojny, które ciągną się za nimi jak cień. Szczególnie intrygującą postacią jest porucznik milicji Ugne Galant. Zresztą samo jego imię i nazwisko nasuwa pytania. Do ekipy wpisuje się również technik kryminalny Kazimierz Wajda, który przybył ze Lwowa, młodziutka robiącą karierę sierżant Barbara Romanowska i doktor Szymon Ferenc ze Śląska. Przeciwnik jest mocny, inteligenty, przepełniony nienawiścią i żądzą odwetu.
To, co zgotował autor zasługuje na słowa wysokiego uznania. Po niektórych scenach trudno się pozbierać. Fikcyjna sprawa zapiera dech, to cholernie dobra intryga, przerażający spisek, podstępna zmowa milczenia.
Autor jest pasjonatem historii Szczecina i nie umknie to uwadze żadnemu czytelnikowi. Zna to miasto jak własną kieszeń - szacun. Dzięki takim opisom czytelnik przenosi się w czasie i przestrzeni.
Sama historia dopracowana jest w najdrobniejszych szczegółach. Ciekawostką jest fakt, że autor sięga do kryminalnych akt Józefa Cyppka, Rzeźnika z Niebuszewa z 1952 roku. Sprawy kontrowersyjnej, która po dziś wzbudza wiele wątpliwości i wokół, której pojawiły się liczne teorie. Kowalewski na kartach powieści przedstawia własną alternatywną historię jej przebiegu, a wyobraźnia go niczym nieogranicza.
Zakończenie skojarzyło mi się ze scenami z pewnego przygodowego filmu sprzed lat, który oglądałam wiele razy, choć tu klimaty są dużo, dużo makabryczniejsze. Gnębi mnie tylko jak oni to później wszystko zatuszowali?🤷♀️.
Na okładce widnieje blurb Jarosława Molendy "najlepszy debiut kryminalny tego roku" i ja się również pod tym podpisuję. Czytajcie.
Czytając wiele entuzjastycznych opinii na temat "Kozła" Przemysława Kowalewskiego jakże żałowałam, że nie mam tej książki. Okazja, by ją zdobyć, nadarzyła się przy premierze „Szóstki” drugiej części z milicjantem szczecińskiej policji Ugne Galantem. I choć rok się jeszcze nie skończył, trudno byłoby nie zgodzić się z okładkową rekomendacją Jarosława Molendy, w której „Kozioł” został okrzyknięty tegorocznym najlepszym debiutem kryminalnym! Niesamowicie cieszy, że takie perełki jak Przemysław Kowalewski wypływają nie tylko wzbogacając rodzimy zespół świetnych autorów kryminałów, ale i zaspokajając coraz wyższe oczekiwania czytelników.
Czy można umrzeć ze śmiechu? Okazuje się, że niepohamowany śmiech jest jednym ze skutków dziwnej i makabrycznej choroby, na którą zmarło kilku szczecinian. Władzom PRL, którym nie jest absolutnie do śmiechu, nie jest również na rękę, by sprawa wyszła na jaw wzbudzając panikę wśród mieszkańców i co gorsza, stawiając w niekorzystnym świetle partię i całą ojczyznę.
Na czele tajnej grupy śledczej staje Ugne Galant, który jak wielu innych powojennych rozbitków przybywa do Szczecina, by rozpocząć nowe życie. Sprawa, którą poprowadzi wraz ze swoim zespołem sięgnie nie tylko przeszłości i makabrycznej zbrodni dokonanej przez Józefa Cyppka, ale przede wszystkim najgłębszych pokładów zła kryjących się w człowieku.
Brawa należą się Autorowi za wiele różnorodnych kwestii. Za pasję, z jaką kreśli przed nami powojenny Szczecin i jego historię z wszelkimi absurdami ówczesnego systemu. Za wplecenie prawdziwej, budzącej nawet po latach niepokój i wątpliwości sprawy, zakończonej skazaniem na śmierć Rzeźnika z Nabuszewa. Za bohaterów, na wskroś prawdziwych. Za intrygę kryminalną, której rozmach zatrważa. I w końcu za oddanie również przyjemniejszej strony tamtych czasów choćby w dobiegających co jakiś czas z radia ówczesnych, tak dobrze znanych, przebojów.
I jakby tego było mało rozbudowana konstrukcja powieści splatająca poszczególne wydarzenia, ale też przeszłość z teraźniejszością jest spójna i czytelna, a lekkość języka i plastyczność, z jaką Autor kreśli tę mroczną opowieść zachwyca. Mnie zachwyca również fakt, że kolejna powieść Autora już jest w moich rękach i tytuł zapowiada lekturę na „Szóstkę”. Bo z takim tytułem i po tak mocnym debiucie nie może być inna, prawda?
"Jednego serca! tak mało! Tak mało, Jednego serca trzeba mi na ziemi"
Jedni serca potrzebują do miłości, a drudzy? No właśnie do czego potrzebują go ci drudzy 🤔 Odpowiedź znajdziemy w książce pt. "Kozioł" autorstwa Przemysława Kowalewskiego. Na początku chciałam pogratulować autorowi debiutu, to jest naprawdę dobrze napisana książka 🖤 Zawiera ona w sobie niemalże wszystko co w książkach lubię. Jest tu wyraźny, dobrze wykreowany bohater Unge Galant, ma swoich towarzyszy z którymi tworzy zgrany zespół śledczych. Są też makabryczne zbrodnie których wyjaśnienie stawia więcej pytań niż daje odpowiedzi. Punktem wyjścia "Kozła" jest autentyczny człowiek Józef Cyppek skazany za morderstwo, znany też jako Rzeźnik z Niebuszewa. Jednak większość zawartych w niej wydarzeń jest fikcyjna.
Szczecin lata 50-te XX wieku. Na stół sekcyjny trafia podejrzania ilość osób zmarłych na tajemniczą chorobę kuru. Uwagę na to zwraca dr Szymon Ferenc. Ówczesna władza nie pozwala na ujawnienie informacji o chorobie, nie może sobie pozwolić, że pod ich rządami dochodzi do zbrodni kanibalizmu. Dlatego w tajemnicy zostaje powołany zespół składający trzech śledczych i doktora, którego zarabiam będzie wyjaśnienie zagadki czy po ulicach Szczecina spacerują kanibale i jak ludzie mięso trafia na rynek. "Kozioł" to książka którą wymusza na czytelniku czytanie, nie sposób się od niej oderwać. A kiedy już do tego dochodzi pozostaje ona w głowie czytelnika, ciągle myśli o tym aby ponownie zasiąść do lektury. Pan Przemysław oddał w nasze ręce historię niespodziewaną, nieprzewidywalną z mocnym zwrotem akcji na zakończenie. Książkę nie jest niestety wolna od minusów w mojej ocenie. Według mnie jedna scena z udziałem Unge, która miała miejsce w obozie jest niepotrzebna. Mam też problem z wyjaśnieniem jak to było z Galantem i Erbachem, co miał na myśli Profesor w końcowej fazie książki 🤔 Więcej napisać nie mogę bo byłby spojler. Jeżeli ktoś zna odpowiedź na tą moją zagwstkę chętnie ją poznam 😉 Podsumowując - czytajcie 🖤
Ogólnie niezły debiut, historia ciekawa I wciągająca. Nie rozumiem tylko dlaczego już w połowie autor zdradził nam kto popełnia przestępstwa i reszta była tylko pokazaniem jak śledczy do tego dochodzą.
Jest rok 1957. Do szpitali w Szczecinie zgłaszają się chorzy cierpiących na nieznaną chorobę, która wyniszcza ich organizm, doprowadzając do zgonu. Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej powołuje specjalny zespół, na czele, którego staje Ugne Galant. Milicjanci wraz z doktorem Ferencem muszą wrócić do nierozwiązanych spraw sprzed lat, w tym morderstwa, które miało miejsce we wrześniu 1952 roku przy ulicy Wilsona 7 na Niebuszowie.
Ależ dobrze czytało mi się tę książkę. Już po przeczytaniu wstępu wiedziałam, że trafiłam na bardzo dobry debiut. Autor w swojej książce nawiązuje do prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w Szczecinie. Nie będę wspominała, o jakie wydarzenia chodzi, bo wielu z Was na pewno popsułabym przyjemność z lektury. Zdradzę jednak, że wątek, o którym wspomina autor, jest dość mocny i ja, choć słyszałam o tym wcześniej, to jeszcze nie miałam okazji zagłębić wiedzy na ten temat. Po lekturze tej książki na pewno to zrobię. Wracając do samej historii, autor stworzył powieść, która wciąga od pierwszych stron, a wydarzenia opisane w powieści potęgują chęć rozwiązania zagadki. Wartka akcja, nieszablonowa fabuła i przede wszystkim bardzo wyraziści bohaterowie, te trzy jakże ważne aspekty, składają się na naprawdę dobrze napisaną historię.
„Kozioł” to zdecydowanie lektura dla fanów mocnych wrażeń. Nie brakuje w niej drastycznych i przyprawiających o dreszcze opisów. Historia opisana w książce jest momentami wręcz brutalna, więc osoby bardziej wrażliwe powinny ją sobie odpuścić.
Podsumowując, „Kozioł” to naprawdę udany debiut i życzę autorowi kolejnych, tak dobrych książek, których będę wyczekiwała z niecierpliwością. Polecam!
Takie meh. Jeśli chodzi o ludzinę, zdecydowanie wolę 'Do cna' Bondy. To chyba przez czas akcji wybrany przez autora. Jakoś współczesność bardziej mi leży.
Czuć, że to debiut, ale bardzo fajny. Mam wrażenie, że pewne wątki były niedokończone, jakby autor o nich zapomniał. Aczkolwiek mimo tego jest to bardzo dobry kryminał, z wątkami historycznymi i bardzo barwnymi postaciami.
Fajna książka. Dobrze napisana. Przyjemnie się czyta, dość szybko. Natomiast sama historia przerażająca. Jest to coś co się kompletnie nie mieści w głowie.
Po przeczytaniu początku zrobiłem sobie długą przerwę, odłożyłem na półkę do przeczytania kiedyś... Skoro za nią zapłaciłem zmusiłem się do czytania, szło kiepsko, aż w końcu zrobiła się ciekawa, wciągająca. Czasami miałem wrażenie, że zdarzenia tam opisane naprawdę wydarzyły się w PRL. Gdyby nie kiepski początek dałbym 5 gwiazdek.
Kolejny dzień, kolejny debiut. Rynek kryminalny rośnie w siłę 😁
Tym razem w kryminalną przygodę zabiera czytelnika Przemysław Kowalewski. I to z pewnością jest wycieczka niebanalna.
Po pierwsze- wycieczka w czasie do lat powojennych, do roku 1957.
Po drugie- wycieczka do zniszczonego po wojnie Szczecina. I to, co trzeba powiedziec od razu, to, że obrazy w książce są niezwykle plastyczne i naprawdę łatwo można wyobrazić sobie wycieczkę tymi zniszczonymi ulicami.
Po trzecie- inspiracja prawdziwymi wydarzeniami, konkretnie sprawą Ireny Jarosz. A jeśli ktoś nie kojarzy, to była właśnie ofiara niejakiego Józefa Cyppka, znanego jako Rzeźnik z Niebuszewa.
Wątki kanibalistyczne pojawiające się w "Koźle" są, no cóż, na pewno nie dla osób o wrażliwych żołądkach. Autor mocno, dobitnie ukazuje kilka brutalnych dla czytelniczego oka i czytelniczej wyobraźni opisów.
Ciekawie ukazana praca milicji, szczególnie postać sierżant Barbary, mocno zindoktrynowanej przez władze ludowe. Również i kreacja Ugne zasługuje na kilka słów aprobaty, bo chociaż to policjant uzależniony od alkoholu (co jest już w literaturze znane i sztampowe dosyć), to jego przeszłość jest niezwykle bolesna.
Zastanawiam się natomiast, czy kierunek, w jakim poszedł Autor, jest najlepszym, bo mnie nie do końca przekonał, aczkolwiek nie jestem po prostu fanką elementów sektopodobnych w literaturze kryminalnej.
Natomiast uważam, że jest to debiut udany, i że przy nazwisku Kowalewskiego trzeba będzie postawić wykrzyknik zainteresowania.
/przeczytane w ramach akcji "Czerwiec z Zołzą" u @zolza_z_ksiazka/
Lata 50. XX wieku. W Szczecinie szerzy się nieznana choroba, która doprowadza zarażonych do szybkiej $mi3rci. Do zbadania tej sprawy powołany zostaje specjalny zespół, w skład którego wchodzi porucznik Ugne Galant, Litwin z pochodzenia. Śledztwo prowadzi do sensacyjnych odkryć, które swój początek miały w nierozwiązanych sprawach sprzed lat. Wszystkie poszlaki zaczynają prowadzić do grupy ludzi, którzy postanowili własnymi rękami dostosować świat do swoich ideałów.
Przemysław Kowalewski to Autor, którego brakowało nam na polskim rynku wydawniczym. Buduje on historię swojej powieści na bazie faktycznych wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat, ale dopisuje do nich własną tezę oraz niecodzienne rozwiązanie. To sprawia, że cały czas mamy w głowie, że przedstawione w książce poszlaki, dywagacje i rozterki głównych bohaterów miały miejsce w rzeczywistym świecie, a fikcja literacka mocno zaciera nam się z prawdziwymi wydarzeniami.
Kolejnym atutem powieści jest świetnie przeprowadzony research. Przemysław idealnie odwzorowuje Szczecin tamtejszych lat, wymieniając poszczególne nazwy ulic, placów czy umiejscowienie budynków, które już dawno temu zmieniły swoje nazwy, bądź też po prostu przestały istnieć. Możliwość przeniesienia się powojennych czasów, kiedy wiele narodowości skupionych było w jednym miejscu, pozwala nam jeszcze lepiej poczuć atmosferę miasta oraz samego śledztwa.
“Kozioł” to świetny kryminał, który w do bólu brutalny sposób wprowadzi Was w świat półświatka, korupcji i patrzenia na swój własny ogródek, niezależnie od skutków podejmowanych decyzji.
Rok 1957. Do szczecińskich szpitali trafiają chorzy na tajemniczą chorobę, która szybko niszczy ich organizmy, doprowadzając do śmierci. Do zbadania tej sprawy powołany zostaje specjalny zespół, a na jego czele stoi Ugne Galant. Szybko się okazuje, że sprawa ta ma związek z wydarzeniami z przeszłości, o których nie chce się mówić.
Cóż to była za lektura! Nie powiem, wahałam się, by po nią sięgnąć, bo nie lubię książek, które osadzane są w historii. Jednak kiedy poznałam pierwsze strony, szybko przepadłam. Chyba przez brutalność, której towarzyszy również spokój. Niejednokrotnie się dziwiłam, marszczyłam brwi, przechodził mnie zimny dreszcz.
Obecne wydarzenia przeplatane są z poprzednimi, co jeszcze bardziej hm…wprawia w nastrój. Ciężko było oderwać się od lektury, a przy tego typu książkach to u mnie naprawdę rzadkość. Nie sądziłam, że mnie tak bardzo pochłonie.
Rozdziały są różnej długości, ale czytało mi się bardzo dobrze. Styl i język Autora przypadły mi do gustu. Warto dodać, że było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością i jak widać – bardzo udane. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak polecić 😊
Fantastycznie przedstawione tło historyczne powojennej Polski dopełnia makabryczne wydarzenia powieści. Styl pisania przyjemny, dość łatwa lektura. Mój jedyny przytyk, to że chciałbym aby autor więcej rozwinął relacje między swoimi bohaterami i dał im więcej trójwymiarowości, szczególnie Basi. Poza tym debiut absolutnie udany, dobra lektura na zastój literacki.
Bardzo sprawnie napisany debiut. Podoba mi się pomysł, fabuła i bohaterowie. Wyjątkowy team: Ugne Galant, Basia i lwowiak. Ich różne charaktery i zdolności okażą się niezbędne, by rozwikłać tę zagadkę. Podobały mi się też realia życia w powojennym Szczecinie. Interesując pozycja.
"Kozioł" leżał u mnie na półce ponad dwa lata. Trochę było mi nawet z tego powodu głupio, bo książkę kupiłam na spotkaniu z autorem i mój egzemplarz zawiera nawet dedykację. Mimo negatywnych komentarzy mojej mamy, która zdążyła przeczytać go na długo przede mną, zdecydowałam się w końcu dać mu szansę.
Zacznę od jedynego plusu, który znalazłam. Mieszkam w Szczecinie od zawsze, więc czytanie o dobrze znanych mi miejscach i zmianach, które nastąpiły w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, było dość ciekawe. Na tym zalety powieści się kończą.
Styl autora pozostawia wiele do życzenia i jest bardzo nierówny. Nadużywa on niepotrzebnych opisów, dokładnie przedstawiając nam wygląd nawet nieistotnych bohaterów oraz czynności przez nich wykonywanych. Odnoszę wrażenie że jego warsztat bardzo zmieniał się podczas pisania, ponieważ niektóre części napisane są zdaniami bardzo krótkimi, złożonymi nawet z jednego słowa, a niektóre mają te zdania wręcz rozwleczone. Miałoby to sens, gdyby w ten sposób autor chciał przedstawić np. pośpiech bogaterów, ale tak nie było. Nie mogłam znaleźć żadnego uzasadnienia dla tych nagłych zmian stylu. Wyhaczyłam też wiele zdań o dziwnym, nienaturalnym szyku oraz powtarzające się na przestrzeni akapitu słowa lub sformuowania. Oczywiście w tej kwestii nie winię autora, tylko korektę, która powinna była poprawić takie błędy.
Fabuła, mówiąc szczerze, nie porwała mnie. Sam pomysł wydaje się ciekawy, ale układ scen jest bardzo chaotyczny. Trudno było mi posklejać wszystkie informacje, które otrzymałam. Wątek kuru, który pojawia się już na samym początku został potraktowany po macoszemu (nie wspominając o tym, że z tego co przeczytałam na temat tej choroby, taka sytuacja praktycznie nie miałaby prawa się wydarzyć). Wszystkie rozdziały z roku 1952 opierają się na tym samym schemacie, co szybko stało się nudne. Tempo, tak jak styl, było nierówne. Końcówka wydawała się zbyt szybka i zupełnie niewiarygodna, chociaż na to jestem w stanie przymknąć oko, bo książki rządzą się swoimi prawami.
Wspomnę jeszcze o czymś, na co nikt chyba nie zwrócił jeszcze uwagi, jednak mnie bardzo denerwowało. Prawie każdy opis wyglądu kobiety, musiał być w jakiś sposób seksualny. Jeżeli miała na sobie koszulę, to musiało być zaznaczone, że opinała jej pokaźny biust. Jeżeli miała krótką spódniczkę, to musiały być opisane jej długie, zgrabne nogi. Nie byłby to dla mnie problem, gdybym przeczytała takie coś raz czy dwa, ale naprawdę, było tego sporo, bo jak wspomniałam autor opisy lubi. Może miał to być jakiś komentarz, na temat przedmiotowego traktowania kobiet, ale nie sądzę. Z pozytywnych aspektów (jednak znalazłam jeszcze jeden), muszę przyznać, że jedyna istotna bohaterka kobieca jest wykreowana w porządku i na pewno lubię ją najbardziej ze wszystkich postaci. Szczególnie po tym, jak sprzeciwiła się wyzywaniu innych kobiet.
Zdenerwowała mnie jeszcze jedna rzecz. Może zbytnio się czepiam, ale przeszkadzało mi, że pojawiali się bohaterowie o takim samym imieniu. Tak, w prawdziwym życiu tak się dzieje, ale to nie jest prawdziwe życie i przez to trudniej jest zorientować się, kto kim jest.
Kończąc, mam szczerą nadzieję, że kolejne książki autora będą lepsze. Już w drugiej połowie książki widać było poprawę stylu i myślę, że autor ma jakiś potecjał. Po książki z tej serii już raczej nie sięgnę, ale jeżeli napisze on coś innego o Szczecinie, to może się skuszę. "Kozła" raczej nie polecam, ale jak pokazują inne opinie ma on swoich miłośników.
"Kozioł" to książka, która wzbudziła wiele emocji jeszcze zanim odbyła się jej oficjalna premier, ponieważ jest to debiut autora, a blurb na okładce głosi wszem i wobec, że najlepszy tego roku. Musiałam to sprawdzić i dzięki Wydawnictwu Filia miałam okazję sprawdzić o co tyle szumu.
Tematyka jest jedną z moich ulubionych, czyli medyczna. I zmieszana jest z opcją, za którą nie przepadam szczególnie, czyli jest to powieść historyczna. No, ale dokładając do tej kanapki okładkę, która jest genialna i która mnie kupiła jak tylko ją pierwszy raz zobaczyłam... co tu wiele mówić, wiedziałam, że albo będzie to również moja topka tego roku, albo się nie polubimy. A, że bardzo chętnie sprawdzam debiuty, to chciałam się przekonać co Kowalewski stworzył.
Wybieramy się więc do Szczecina, do roku 1957. Wyobraźcie sobie moment, kiedy pojawia się nieznana choroba, jak u nas covid i zaczyna się panika. Do szpitali zgłasza się całe mnóstwo ludzi, nikt nie wie co się dzieje, co to za wirus. Zaczyna się dziać spustoszenie, ludzie umierają, a na tamte czasy jest to ogromny problem więc do działań i znalezienia przyczyny zostaje włączona milicja. Tutaj pojawia się wątek kryminalny, gdzie to funkcjonariusze cofają się w śledztwach aby zweryfikować skąd ta choroba się wzięła. A nie jest ona przypadkiem...
Bardziej spodziewałabym się, że tego typu opowieść zostanie wydana jeszcze w trakcie trwania pandemii. Faktycznie wtedy był wysyp opowieści nie tylko post apokaliptycznych, ale też dreszczowców z pandemią w tle. I choć "Kozioł" też zahacza o tematykę dziwnej choroby wyniszczającej ludzkie organizmy, to jednak jest... inna. To dobre określenie. Wszystko dzieje się szybko, cofamy się jeszcze bardziej w czasie, do nierozwiązanych spraw, w tym do morderstwa. Czyżby to wszystko mogło być powiązane?
Zagadka kryminalna jest iście fascynująca i generalnie zakładałam, że może to być dobry debiut, ale moje oczekiwania zostały zmiecione z powierzchni ziemi, chapeau bas panie Kowalewski za stworzenie czegoś tak zaskakującego, mocnego i wciągającego. Jak na pierwszą książkę tego typu, to jest to absolutny sztos i wcale, a wcale się nie dziwię, że wszyscy się nią zachwycają.
Ale powiem jeszcze o głównym bohaterze, bo jest stworzony tak, że myślę, że osoby, które żyły w czasach PRL-u mogłyby powiedzieć, że to taki człowiek z tamtych czasów, prawdziwy, z krwi i kości. A podszepnę tylko, że autor zahaczył o sprawę, która faktycznie miała miejsce, co jeszcze bardziej podbija napięcie podczas czytania.
Podsumowując, mamy tutaj kawał dobrego kryminału wymieszanego z rozmachem z thrillerem, do tego bohaterów i akcję stworzone tak, że można się zapomnieć i pozwolić wyobraźni poszybować te niemal siedemdziesiąt lat wstecz i pozwolić się zaskoczyć. A wtedy nie było zbyt wielu metod badania dowodów, a mordercy mieli swoiste niebo na ziemi, bo gdyby się tak zastanowić... gdyby nie zjadało ich własne ego i by nie popełniali błędów, to mogliby nigdy nie być złapani.
Mocna, dobra książka, po którą warto sięgnąć i z czystym sumieniem ją polecam.
Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Filia.
jak na debiut pisarski to książkę naprawdę czytało się dobrze. miała powodować strach, obrzydzenie i zdecydowanie to robiła, ALE końcówka mnie rozczarowała. zakończenie tak naprawdę nie dało mi odpowiedzi na pytanie - co z ludźmi, którzy chorowali na kuru? też należeli do sekty (szczerze w to wątpię), czy w jaki sposób ludzkie mięso do nich dotarło? pomysł na historię super, ale właśnie nie czuję satysfakcji, bo mam wrażenie, że zakończenie było napisane na kolanie, byle skończyć, a we mnie - czytelniku nadal pojawiają się pytania. na pewno duży plus za Szczecin i dokładne przypisy, dzięki którym zwiedziałam moje miasto w latach 50 XX w. mimo tego wszystkiego polubiłam bohaterów i na pewno wezmę się również za przeczytanie 'Szóstki'.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Powrót do powojennego Szczecina. Nietuzinkowy kryminał milicyjny w którym przeszłość ma duże znaczenie dla kształtowania teraźniejszości. Bardzo dobrze napisana powieść sensacyjna, ciekawi bohaterowie.
ależ to było mocne, aż miejscami obrzydliwe i odechciewało się czytać - jak dla mnie za dużo przemocy s3ksualn3j, no i ta scena podczas bombardowania... wtf czemu to miało służyć? nie polubiłam bohaterów a fabuła już pod koniec męcząca. mimo wszystko to nie jest zła książka
dobra nie spodziewałam się tego po tej książce. Co prawda czytałam ją podczas dosyć problematycznego dla mnie czasu przez co czytałam ją tak długo jednak zakończenie trochę mnie zatrzymało i nie do końca zrozumiałam co tam się stało. jednak fabuła ma dosyć sens i nie nudziłam się przy niej.
Przykro mi to pisać, ale się zawiodłam na tej książce... Okłada super i spis o czym jest książka było ciekawe, ale no niestety. Męczyłam się czytając tę książkę, myślałam, że będzie ciekawsza.
Jako Szczecinianka lubiąca kryminały byłam bardzo wciągnięta w tę interpretację dobrze znanej historii Rzeźnika z Niebuszewa. Dobry page turner! Wątek sekty jednak nieco mnie rozczarował
Kolejny autor eksploruje kryminalny świat polskich miast bezpośrednio po drugiej wojnie światowej. Ciekawy obraz Szczecina jako miasta repatriantów, nienawiści wobec Niemców. Idiotyczne zakończenie