Zapiski z czteromiesięcznej podróży, w którą nastoletni Hadrien wyruszył ze swoją... krową. Biała Rumianka wytrwale dźwiga ciężary i towarzyszy swemu panu w wyprawie przez Francję, wzbudzając nie lada sensację. Okazuje się, że nie jest może najlepszym zwierzęciem jucznym, ale za to niezwykle wiernym przyjacielem. Hadrien zwierza się z trudów i radości wyprawy, opisuje mijane krajobrazy, z dyskretnym humorem szkicuje obraz Francji innej niż ta, którą powszechnie znamy, a przede wszystkim opowiada o tym, co dla niego najważniejsze - ludziach poznawanych w drodze. Czasem to tylko przelotne spotkania, wymiana dobrego słowa lub uśmiechu, poczęstunek czy zaproszenie na noc. Ale są też spotkania z pokrewnymi duszami, które zaowocują przyjaźnią na lata. Szczególnie interesują Hadriena ginące zawody, potrafi więc nadłożyć kilkanaście kilometrów, by zajrzeć do warsztatu lutnika czy kamieniarza, a w wiosce garncarzy spędza kilka dni, ucząc się zawodu.
Chyba oczekiwałam od tej książki czegoś innego. Myślałam, że to będzie opis podróży, bogaty w opisy natury i czasu spędzanego w samotności (no, z krową). Tymczasem książka zdaje "raport z podróży", ciężko tu o jakieś bogatsze opisy czegokolwiek. Nie wspominając już o tym, że to jest dziennik Hadriena, więc styl pisania jest bardzo płaski i bez polotu. Nie zmienia to faktu, że polubiłam Rumiankę. Dużo świata zobaczyła, jak na krowę :D
Odprężająca i wciągająca lektura. Czytałam ją w lecie siedząc nad Narwią, była idealnym towarzystwem. Przeglądnęłam ją jesienią by chociaż na chwilę przenieść się do tamtego czasu - udało się. Krótka i idealna na weekend.