Marcin Kącki (ur. 1976) – reporter, redaktor „Dużego Formatu”, zajmuje się reportażem społecznym i historycznym. Zdobywca tytułu Dziennikarza Roku w konkursie Grand Press 2007, dwóch nagród „Watergate” przyznawanych przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nagrody Grand Press w kategorii „Dziennikarstwo śledcze” oraz nagrody studentów dziennikarstwa MediaTory. Autor książek Lepperiada, Maestro. Historia milczenia, Białystok. Biała siła, czarna pamięć, za którą był nominowany do Nagrody Literackiej Nike oraz do nagrody MediaTory, Plaża za szafą oraz powieści Fak maj lajf. Jego ostatnia książka Poznań. Miasto grzechu została nominowana do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki. Jest również autorem sztuki teatralnej Wróg się rodzi.
Ta książka powstała po to, abyśmy mogli sobie wzajemnie spijać z dzióbków w naszej wyższości. Obszerny research niewątpliwie wymagał ogromu pracy. Treści wypowiedzi Korwina są szokujące i absolutnie bulwersujące. Jednak nieustanny sarkazm autora, jego fantazje na temat tego co, kto i kiedy mógłby powiedzieć, podkreslanie na każdym kroku głupoty "tych drugich", bardzo mnie mierziły. Autor zarzuca Korwinowi brak empatii. Ale czy sam pamiętał o empatii wykonując swoją pracę? Czy faktycznie ta pozycja pozwala głębiej zrozumieć temat, czy tylko go wyśmiać? Zastanawiam się po lekturze, dla kogo i po co pisze się książki?
Czy ze złotej wieży własnej mądrości i wyższości da się dostrzec drugiego czowieka i jego motywacje?
Cóż, Kącki znów miał szansę, żeby opowiedzieć o ruchu sfrustrowanych politycznie grup, które szukają alternatywy poza mainstreamem, często błądząc i znajdując środowiska skrajnej prawicy. Zamiast tego poszedł w starą i dziś już wyświechtaną narrację pt. "patrzcie, jakie to prostackie, niemądre i niespójne". Jest 2023 rok, postkorwinowska prawica zdobywa popularność na niespotykaną w III RP skalę, a dyżurnego reportera polskiej szkoły stać co najwyżej na wyśmiewanie podstarzałego Korwina i jego padawanów.
Kącki pisał tę książkę od końca 2019 do końca 2022 roku. Skupił się przede wszystkim na Korwinie (sama jego biografia zajmuje dobre 100 stron książki), historyczności jego środowiska, sprzeczności jego myśli i tabloidowych kontrowersjach, np. związanych z jego kochankami. Czasem zdarza się autorowi skok w bok, by przeanalizować ruch incelowski/meninistowski/redpillowski, ale robi to w pobieżny, streszczający sposób, nie dodając nic od siebie. Ale nie dodając też przypisów, a jedynie "Źródła i inspiracje" na końcu. To dużo świadczy o warsztacie reportera, który uznawany jest za jednego z prominentnych przedstawicieli Polskiej Szkoły.
Z książką "Chłopcy" są dwa główne problemy. Po pierwsze, to nonszalancki, "wyluzowany" styl, który traktuje działaczy korwinistycznych infantylnie, jako niezdolne do prawdziwej działalności politycznej, wyrośnięte dzieciaki, zaburzonych narcyzów, tytułowych chłopców, którzy niosą co prawda niebezpieczne idee, ale to dla Kąckiego tylko lepszy powód, by ich wyśmiać.
Po drugie Kącki musiał być świadomy, że książka wychodzi w połowie 2023, na czele (post)korwinistów stoi Mentzen, a Konfederacja zdobywa poparcie na niespotykaną wcześniej skalę. Uważanie tego za efemerydę jest głupotą, kończenie książki liberalnym pierdoleniem, że Konfederacja i tak wejdzie w koalicję z PiSem – krótkowzrocznością, tak charakterystyczną dla GazWybowej kliki. Poza tym autor raczej nie podejmuje się zbadanie fenomenu chłopców, czemu młodzi ludzie tak garną do altrightu, czemu czują się odrzuceni od główny nurt, czemu jest tam coraz więcej kobiet, skąd wziął się konserwatywny skręt i jaki wpływ ma na to polaryzacja.
Zamiast tego Kącki idzie w dawno już zdezaktualizowaną narrację, że oto zgraja przegrywów-piwniczaków łączy się ze sobą, że nie mają pojęcia, co robią, że z tego się wyrasta, że trzeba wskazywać na logiczne sprzeczności i pokazywać, jak żałosnym środowiskiem są korwiniści. Nie jestem symetrystą, ale to podejście ani nigdy nie działało, ani tym bardziej nie zadziała ponownie. A złote myśli, które Kącki wypowiada o reporterskim podejściu do człowieka, o walki nie o prawdę, lecz o bohatera, są o kant dupy, bo sposób, w jaki on sam traktuje swoich bohaterów z czasem czyta się coraz trudniej.
Niby w tytule „chłopcy”, a praktycznie cała książka skupia się na Korwinie. Jest napisana tak chaotycznie, dodatkowo pod z góry założoną tezę. Mam wrażenie, że momentami sam autor gubi się w swojej narracji. Szkoda, liczyłem na ciekawsze przedstawienie tego nacjonalistycznego tworu.
Jeśli chociaż trochę interesuje Cię polityka, to niewiele nowego dowiesz się z niej o Konfederacji. Oprócz tego, co już wiesz, czyli że na konfederackich faszystów z Nowej Nadziei nie wolno głosować.
Przestroga przed nadchodzącymi Chłopcami. Powinna to być lektura obowiązkowa przed październikowymi wyborami. /miejscami język jest drażniąco infantylny i konwencja opisywania zdarzeń również/
Co znajdziesz w tej książce: 1. Styl wielce konwersacyjny, nastawiony na śmieszki heheszki. 2. Bekę z, umówmy się, łatwych ofiar, czyli tytułowych chłopców. 3. Nadmiar Korwina, który sam w sobie jest jakimś takim nadmiarem, więc może tkwi w tym pewna prawda czasu oraz papieru. 4. Małe ciekawostki, anegdoty, wspominki absurdalnych sytuacji, które pewnie zdążyłaś/zdążyłeś wyrzucić z pamięci.
Czego nie znajdziesz: 1. Refleksji na temat wyborców Konfy, którzy przecież istnieją i jest ich znacznie więcej niż wspomnianych w książce podpisujących listy Winnickiego. 2. Próby zrozumienia motywacji bohaterów, co najwyżej poznasz ich pisarskie inspiracje, ,,duchowych ojców" itd.
Czy to źle? Nie do końca - ta książka jest trochę jak serial ,,1670", nastawiona by śmieszyć, tumanić i przestraszać konkretną grupę docelową. Niby o poważnych sprawach, ale też comfort book. Nie wszystko musi nas wyrywać z bańki, ale reportaż podobno powinien...?
Kto czytał ,,Strażników Wolności" Hugo-Badera i dobrze się bawił, tego ucieszy również ta lektura. Jeśli tamta go głównie obruszyła, to i Kącki nie da zadowolenia.
Po lekturze utwierdziłam się w przekonaniu, że ci wszyscy korwiniści i konfederaci w równym stopniu są śmieszni, głupi i przerażający. I nie do końca zgadzam się z zarzutem, że tu za dużo Korwina - jasne, też myślałam, że to będzie trochę inna książka, ale zamysł autora był chyba taki: pokazać, że z obrzydliwego politycznego korzenia o nazwie Korwin wyrastają obrzydliwe polityczne gałęzie.
Bardzo się zawiodłam tą książką. Po pierwsze, to opowieść przede wszystkim o Korwinie i jego życiowych perypetiach. Jedyne co można wynieść z 3/4 książki to że fakt, że Korwin nie dawał się wygryźć był błogosławieństwem dla wszystkich, którzy boją się wysokich wyników skrajnej prawicy. Po drugie, jak już w końcu dochodzimy do konfederatów którzy na dziś zbierają spory elektorat to autor w sposób zupełnie dla mnie niezrozumiały przechodzi do mało merytorycznych szyderstw z pozycji wyższości. Przez cały rozdział o tym jak Mentzen dochodzi do władzy nabija się z jego logopedycznych problemów. Serio? Już nie ma innej rzeczy której można by się przyczepić? Może np, no nie wiem, programu?
3,5* Ciekawa książka, wbrew pozorom najbardziej mnie wciągnął wątek o Korwinie, który stanowi jakąś połowę tej historii. Pojawiło się sporo nazwisk, momentami nie wiem czy nie za dużo, ale też ciekawa była kwestia różnorodności poglądów wewnątrz samej partii. Chętnie przeczytałabym ciąg dalszy, który zdradza kulisy skrajnej prawicy od czasów wyborów 2023 do dnia dzisiejszego, żeby jeszcze bardziej się podłamać głupotą niektórych ludzi.
Niby czcionka podobna do reportażowej serii wydawnictwa Czarne, ale zawartość poniżej tej poprzeczki. Koncentruje się na Korwinie, który już jest pieśnią przeszłości, oraz innych łatwych celach. Jeżeli chcecie zrozumieć fenomen Mentzena, to ta książka nie pomoże. Gonzo: dużo śmiechu, freak show, wchodzenia ludziom do domu i potem obsmarowywania gospodarzy, a refleksji i empatii mało.
Zawiodłem się tą książką. Bardzo przegadana, skupia się właściwie tylko na Korwinie i zawiera dużo wypełniaczy nie wnoszących zbyt wiele do tematu. Po tym autorze spodziewałem się dużo więcej
tak naprawdę 3,5, jednak przez to, jak długo ją czytałam, nie zaokrąglę w górę.
top 10 rzeczy, których nie było na mojej bucket liście to przeczytanie książki o Korwinie i Konfederacji. dużo rzeczy było w niej dla mnie ciekawych, jednak momentami narracja (pierwszoosobowa, trochę jak pamiętnik, autor w wielu momentach przytacza swoje rozmowy) lekko mnie już przytłaczała. nie zawsze wiedziałam, do czego autor dąży i nie zawsze się tego dowiadywałam.
w każdym rozdziale znalazłam coś interesującego, ale nie wszystkie ciekawiły mnie po równo, czasami niektóre fragmenty lekko męczyły. myślę, że gdybym jakkolwiek interesowała się polityką i znała nazwiska wszystkich przytaczanych tutaj osób, to wyniosłabym z tego więcej.
ogólnie: raczej pozytywne zaskoczenie, ale nie jest to pozycja dla mnie przełomowa. jeśli kogoś ciekawi temat, to śmiało można czytać, jeśli nie to nie wiem czy da nowe światło na (subiektywne) absurdy Konfederacji.
Nie będzie to moja ulubiona książka Kąckiego, ale i tak nadal kocham go miłością prawdziwą i przeczytam wszystko, co napisze, nawet jeśli zacznie pisać naklejki na domestos
Jeśli ktoś szuka rzetelnego reportażu, to tutaj go nie znajdzie. Ale książka ma inne zalety, np. dobry humor. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że Korwin to wypadek przy pracy - jednak bardzo ciekawy. No to pośmiejmy się :)
Popularność Konfederacji dobrze byłoby poważnie omówić. Temat przez autora wyśmiany i traktowany niepoważnie. Książka nie zaspokoiła mojej ciekawości ale przynamniej rozbawiła kilka razy.
Książka na samym początku zawiera bardzo dużo wątków historycznych, które mnie nudziły.
Autor opisuje tytułowych “chłopców” wykorzystując bardzo dużo absurdu i ironii, co z jednej strony uwypukla problem i jest zabawne ale z drugiej strony zastanawia mnie czy obrócenie tej chorej wizji świata w żart nie jest spłyceniem nadchodzącego problemu?
Co więcej, po przeczytaniu doszłam do wniosku że moja wiedza definitywnie nie jest tak obszerna jak być powinna by w pełni pojąć sens książki oraz co miał na myśli autor.
W zasadzie to nie dowiedzialam sie z niej niczego nowego. W kolko walkowany temat gaf JKM ujety w wyzszosciowym tonie, mimo ze daleko mi do sympatyzowania z ta strona sceny politycznej. Ani zabawne, ani informatywne.
Dość dobry reportaż pozwalający poznać samego Krula ,z trochę innej, bo osobistej strony oraz jego rycerzyków. Głebszej analizy tendencji młodych mężczyzn ku skrajnej prawicy nie uświadczycie.
Sporo pracy autor musiał włożyć, abyśmy mogli w sterylnych warunkach zaspokoić swoją ciekawość, zweryfikować niektóre swoje intuicje, nim zweryfikują się same i polityka znowu zainteresuje się może i tymi, którzy nią się dotąd nie interesowali. Podane ze swadą i tym rodzajem poczucia humoru, które sprawia, że czyta się naprawdę lekko, choć nieraz robi się dziwnie, że jednak lekko aż tak, bo przecież autor daje głos bohaterom swej opowieści, ci zaś ani myślą korzystać z prawa do milczenia - jak to oni, zresztą [spoiler].
No, ciekawe teraz, co dalej... Choć tym razem to już chyba jednak my sami, niestety...
Wszystko, co złego przeczytacie o tej książce, jest prawdą. Czyli, że tytuł mylący, bo to książka w co najmniej 80 % o Korwinie. Czyli, że obiektywizmu tu nie ma za grosz, a autor jedzie po Konfederacji jak po łysej kobyle (i pomimo widocznych starań wychodzi mu to żałośnie, a nie błyskotliwie). I że nuda. Chaos. I nic odkrywczego. No kiepścizna straszna, nie polecam.
No książka faktycznie daje nieco inną zawartość, niż ta zapowiedziana w blurbie. Oczekiwałam czegoś w rodzaju dziennikarstwa uczestniczącego. Myślałam, że kącki wejdzie do konfederacji niczym koń trojański i zinfiltruje ich od środka. Nic takiego nie miało miejsca, raczej działał otwarcie, nie podszywał się pod nikogo. I spoko, widocznie nie musiał. To nadal dobra książka. Tym, którzy zawiedli się, że dużo o Korwinie, radzę tylko zwrócić uwagę na to, że ten reportaż potrzebował osi narracyjnej. Nie mógł być przecież zlepkiem historyjek o kilku nazwiskach, bo nie miałby wtedy wartości literackiej. Co więcej, Korwin był jednak postacią centralną i świetnym przyczynkiem do tego, by nakreślić historyczne początki UPR, kultu monarchii i tych wszystkich wartości wyznawanych przez dzisiejszych chłopców. Kącki pokazuje nam, że Korwin, duchowy mentor, to przy chłopcach igraszka. Mimo swoich ekscentrycznych i społecznie szkodliwych poglądów, Kącki udowadnia, że nigdy nie chodziło mu o władzę, a po prostu o rozgłos. Celowo sabotował sam siebie. Zapewne wierzy w to, co głosi, ale wierzy w to na poziomie idei, sam przyznaje że jego program (pomijając przywrócenie kary śmierci) jest po prostu nie do wprowadzenia. Krótko mówiąc, Kącki przestrzega: jeszcze zatęsknicie za Korwinem i jego 1,5% poparciem. Nadchodzi era Mentzena, a razem z nim i Wiplera, którzy mają pieniądze, a także biznesowe i prawne cwaniactwo, którego Korwinowi, brydżyście, myślicielowi i publicyście brakowało. Wiedzą dobrze kiedy schować swoje prawdziwe poglądy, by nie odstraszać centrum, a kiedy docisnąć, jak wtedy, gdy docisnęli pandemię. I to jest najgroźniejsze. Nie będzie już Korwina, który w kluczowym momencie zahajluje w europarlamencie tak, by specjalnie ściągnąć na siebie falę oburzenia. Falę którą przyjmował zawsze ochoczo, jakby jej właśnie oczekiwał. Po nim przyjdą chłopcy hajlujący przy sobie i na demonstracjach razem z kibolami, a później w garniturze gładko się od tego odetną, ale tylko tak długo, jak będzie to konieczne. A czy będzie konieczne, to zależy od naszych wyborów.
Wstyd się przyznać, ale nie przeczytałem żadnej innej książki tego autora i tu właśnie chyba zaczyna się mój problem, książka wydaje się być pisana przez niego dla własnych fanów, zaznajomionych z jego poglądami, poczuciem humoru, tym ciut niedbałym szybkim stylem etc. A ja nie umiem się w to włączyć bo nie znam ani stylu ani osobowości tego człowieka. Na dodatek, mieszkam od lat za granicą więc Korwin kojarzy mi się z KPN oraz z tymi jego wystąpieniami w Unii Europejskiej które przyciągnęły uwagę mediów zagranicznych. Stąd też bliższe przedstawienie mi jego sylwetki było dla mnie ciekawe, natomiast przedstawianie tak wielu nieznanych mi osób (wiele z tych osób owszem znanych w polskich mediach ale już nie mi bo mam inne codzienne media) stało się dla mnie szybko stosunkowo męczące. Z drugiej strony zabieg autora ma jednak sens, wejść w te rejony poprzez konkretnych ludzi i ich doświadczenia, a okazuje się że i nawet u Korwinów nie da się uciec od różnorodności i mało kto na 100 procent tam pasuje, z samym Korwinem na czele który sam niezbyt pasuje bardzo do owej "łacińskiej" moralności którą promuje. W książce czuje się pewne zafascynowanie autora samym Korwinem, który posiada ponoć wielką erudycję oraz oczywiście "cechy przywódcze" podobne do Trumpa, czyli np. tzw. "radosną znieczulicę". Z drugiej strony cały czas trwa wśród wyznawców wysiłek by się od Korwina jakoś dystansować. Rozdział o sprawach politycznych, na temat praw kobiet i mężczyzn jest bardzo ciekawie napisany. W jednym miejscu w książce czytamy że Korwin czytał "pamiętniki Piłsudskiego" a coś takiego nie istnieje. Tu nawaliła korekta. Podobało mi się w książce że autor próbuje jakoś zrozumieć tą ideologię i przyczyny jej popularności. Umiejętnie oddzielił też sprawy "cywilizacyjne i ideowe" od samej ideologii gospodarczej. Ta ideologia polega po prostu na upraszczaniu wszystkiego za wszelką cenę a to się podoba tym którzy nie są zbyt gotowi na kompleksowość współczesnego świata, ale chcieliby "coś zrobić" (np. nawrzeszczeć się). Ciekawe jest też bezpośrednie negowanie demokracji, stosunkowo mniej znany aspekt tej ideologii. Zaciekawiła mnie też sama idea istnienia partii które z zasady nie planują objąć nigdy władzy, a jednak mieć wpływ na opinię publiczną. Oczywiście może być niespodzianka i obejmą wladzę, a wtedy nie wiem co się stanie.
Mój kolega gdy zaczynałem czytać tę książkę określił ją mianem propagandy lewackiej i książką z której wiele nie wynika. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Z książki wynika dużo i bynajmniej nie jest to propaganda "lewacka", jednakże nadal jest to propaganda. Czemu? Wystarczy spojżeć na sposób w jaki autor pisze. Pamiętać przy tym należy że jest to reportaż, czyli gatunek literacki, który powinien cechować się obiektywnością (oczywiście jest to trudne, ale umówmy się - jakieś pozory powinno to zachować). Książka ta obiektywna nie jest wcale - autor sam zaznacza wiele razy, że dla niego to nie ma sensu, że nie potrzeba przytaczać niektórych faktów, że to i to jest głupie, że to i to pokazuje taką prawdę polityczną, sugerując jednocześnie, że myśląc inaczej można być śmiesznym. Zabawne są przy tym niektóre błędy, które popełnia autor przytaczając statystyki. Mimo to książka jest naprawdę zabawna, ale o to nie trudno - Konfederacja i Korwin w polityce to jest jedna wielka kupa śmiechu. Ten żart jest jednak wręcz aż nazbyt wyraźny i niestosowny. Zamiast wprawiać w śmiech sprawiał że zastanawiałem się na ile cokolwiek w tej książce można potraktować poważnie i czy niesie ona jakąkolwiek wiarygodność. Niestosowność tych żartów jest czasem nawet niesmaczna, szczerze nie intryguje mnie co sprośnego Pan Marcin Kącki myślał i rysował w swoim notesiku podczas rozmowy z jakimś korwinistą. Nie chcę odebrać jednak tej książce pewnej dawki informacji które ze sobą rzeczywiście niesie - 200 stron biografii Korwina w której aż mózg boli od powtarzalnych fraz oraz kolejne 200 o samej Konfederacji ale nadal z Korwinem w uciążliwym centrum. Żart którym posłużył się przy tym autor ośmieszył oczywiście Konfederację i Korwina, ale ośmieszył również niekiedy wręcz samego siebie i wiarygodność tej książki. Mimo to zachęciłbym każdemu żeby przeczytać tę czarną owcę reportaży - dla każdego będzie to trochę śmiechu i może trochę refleksji.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nie powiem że miałem jakieś wielkie oczekiwania po tej książce, ale ta lektura zdołała je zawieść dwudziestokrotnie. Miałem nadzieję na jakiś poważny reportaż - ale najwyraźniej autora to nie interesowało. Książka która jest jedną wielką dywagacją autora, który - nawet tego nie ukrywając - uważa się za "lepszego i mądrzejszego", co wykazuje to praktycznie zdanie po zdaniu. Czyta się to ciężko, ze względu na ilość pogardy dla posiadania własnego zdania przez czytelników oraz samouwielbienia dla autora. No, chyba że bezapelacyjnie wierzysz w to samo co autor. Wtedy może się nawet podobać.
Ziobro zaskoczenia, szczególnie jeśli patrzymy na to, że dała mi to Łyczko.
Trochę nudna. Rozwlekłe historie związane z Konfederacją i debilem Januszem Korwinem - Mikke. Z ciekawostek: jeden z działaczy partyjnych pozarażał wszystkie panie członkinie partyjne kiłą. Słaba. Nie polecam.
Sam styl pisania był ciekawy, ale konstrukcja tej książki ciężkostrawna. Plus stronniczy autor, ale ciężko nie być w tej sytuacji XD. Na plus oczywiście sama tematyka, imo warto przeczytać przed wyborami i jakoś się do niej ustosunkować.