Ziemkiewicz bardzo prywatny, jakiego nie było w żadnej z dotychczasowych książek. Po raz pierwszy w swoich tekstach odwołuje się do tak różnorodnych tematów aktualnych oraz wydarzeń niepolitycznych - literatury, obyczajów, światka celebryckiego. To nie jest typowa publicystyka. To wybór przepracowanych i połączonych autorskim zamysłem felietonów. Książka diagnozuje problem "predatory state" i całej otoczki wokół państwa kolonialnego ale też udowadnia przekornie, że wszyscy Polacy są ze wsi - zwłaszcza ci z dużych miast. Kiedy od święta wracają do siebie, to miasta pustoszeją, a w pociągach i na drogach robi się tłok. W mediach rządzi wiocha, oszołomstwo i obciach. Celebryci nie znają historii, są cyniczni, sprzedajni i mimo wszystko cała ta prostytucja jest jednak dla większości glamour. Rafał A. Ziemkiewicz dowodzi, iż wszystko, od załatania dziury w drodze, po budowę stadionu narodowego z jego felernym dachem i jeszcze bardziej felerną murawą, od zmiany rozkładu jazdy po próbę wprowadzenia nowoczesnych dowodów osobistych z czipem albo systemu rejestracji świadczeń medycznych staje się najpierw powodem niewyobrażalnej mobilizacji i nadęcia, potem okazją do zmasowanej propagandy sukcesu, a na końcu zawstydzającą katastrofą. Są emocje. Jest cięty język i siła spostrzeżeń.
Daję czwórkę na zachętę za publikowanie takich książek. Jednak wg mnie Ziemkiewicz poszedł na łatwiznę wydając "the best of...". Takie kompilacje wydaje się często kiedy brakuje kasy. Na pewno autor włożył trochę wysiłku wybierając artykuły z "Uważałem że", chociaż mógł zrobić to lepiej. Brakuję mi daty publikacji i sensownego rozmieszczenia. Wszystko wygląda jak wymieszany groch z kapustą. Przydałaby się tematyczna segregacja i krótkie wstępy do artykułów. Następną bolączką jest absurdalnie duża ilość publikacji. Oczywiście nie trzeba wszystkiego czytać, ale wydaję mi się że są wrzucone na siłę, żeby pogrubić książkę.