Najwięcej dla serii Animal Man zrobił chyba Grant Morrison, ale Lemire plasuje się tuż za nim, bowiem sprawnie kreuje nam bohatera z dość ludzką twarzą, z własnymi rozterkami co do posiadanej rodziny. Nie inaczej jest tutaj, bowiem w wyniku niefortunnego zagrania jakim było wejście wraz z Swamp Thingiem do domeny zgnilizny, Buddy de facto traci rodzinę, bowiem po powrocie na Ziemię okazuje się, że mimo że nie było ich godzinę, to czas na planecie biegł inaczej. Ziemia jest pustkowiem, opanowanym przez truchło, będące pod batogiem samego Antona Arcane'a.
Mimo, że nasz bohater chwilowo został oddzielony od Swamp Thinga to ma kilku pomocników, na czele z Black Orchid, Beast Boyem i samym Constantine'm. Reszta bohaterów została zamieniona w żywe trupy. Baker odwiedza ostatni wolny bastion Czerwieni i rusza, aby odzyskać córkę. W tym celu zahaczy o Metropolis, jak i Central City. Widok obu zdewastowanych miast jest przygnębiający, ale Czerwoni mogą liczyć na pomoc niespodziewanego sojusznika... Frankensteina. Motywacja Animal Mana jest bardziej osobista niż Aleca Hollanda. Obok ratowania świata Baker chce po prostu odnaleźć córkę, dzięki czemu szybciej utożsamiłem się z herosem.
Historia podobnie jak w równoległej serii z Potworem z Bagien, prowadzona jest dwutorowo. Widzimy czasy aktualne, gdzie toczy się bitwa o resztki ludzkości, jednocześnie dane nam jest poznać losy rodziny Buddy'iego w czasie gdy ten zniknął. Jego córka, kreowana na klucz do zwycięstwa jest tutaj nieco zmarginalizowana. Mamy tu też łączony zeszyt finalnej batalii z Arcane'm i osobistą tragedię Animal Mana, przez co końcówka jest bardzo depresyjna. Ma też nieco odmienny styl graficzny, co akurat mi się nie podobało, bo ze względu na różnorodność rysowników, całość nie miała tej spójności w obrazie.
Nie mniej przygody Animal Mana podobały mi się ciut bardziej niż te które zaprezentowano w Swamp Thingu i dlatego dam mu o oczko wyżej. Finał z jednej strony daje satysfakcję, a z drugiej nieco zasmuca. Tym bardziej, że Baker w pewnym momencie zostaje zostawiony sam sobie, bo jego "zwierzchnicy" pokazują drugą, obłudną twarz, pozostawiając go bez pomocy. (już nie wspominając o pewnym kłamstwie, które wyszło na jaw podczas finału. Ciekaw jestem jak to się dalej potoczy.)