Marigold Harding, przyjeżdżając do Nowego Jorku, miała jeden cel – zacząć wszystko od nowa.
Była przekonana, że studencka codzienność ułatwi jej zapomnienie o trudnej przeszłości. Pragnęła również zmienić otoczenie, choć to, w którym się znalazła, wcale nie było bezpieczne.
W końcu nowojorski Bronx jest uważany za mroczne miejsce i najlepiej się do niego nie zapuszczać, zwłaszcza po zmroku. Dziewczyna szybko przekonuje się, że te opinie nie są wyssane z palca.
Już pierwszej nocy na Bronksie poznaje Willarda Covingtona – ucieleśnienie wszystkiego, czego w tym miejscu należy się bać. Chłopak ma tatuaże, handluje narkotykami i jest wyjątkowo nieprzyjemny… szczególnie dla niej. Wydaje się, że absolutnie nic nie zdoła ich połączyć. Ale czy na pewno?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
(czytane w wydaniu specjalnym) Mam takie mieszane uczucia co do tego tomu. Z jednej strony się wciągnęłam i czuję się zainteresowana na tyle aby czytać dalej ale z drugiej strony nie wiem czy to jest to czego oczekiwałam. 😅Cała relacja Marigold i Willarda wydaje mi się dziwna i taka szybka? Zważywszy na to jak wyglądała z początku. Natomiast wątek Mavericka mocno mnie zaintrygował mimo że przykro się to czyta 🥹
"Marigold, odnalazłem cię. Moją jedyną zagubioną część. A może po prostu moją jedyną" 🥺 Willard miał swoje momenty, ale moje serce skradł gówniarz z plakatówkami. Słoneczko brzydkiego Bronxu 🥹🖤
TO BYLO TAK DOWALONE, ZE JA NIE MOGE!!!! caly czas wstrzymywalam oddech. od poczatku sie juz wkrecilam i bylo tak do samego konca. jestem zdziwiona, ze nie uronilam zadnej lzy, ale mam przeczucie, ze zrobie to na drugim tomie.
nienawidzilam Willa. powaznie. byl obrzydliwy. pozniej bylo juz lepiej i na samym koncu nie poznawalam go. doslownie xddd inna osoba.
mam pewne podejrzenia do jednej osoby i kiedy to sobie uswiadomilam, przestalam oddychac
Co to było w ogóle?! Tak dziwnej, chwilami bezsensownej, pokręconej, nielogicznej i depresyjnej książki nie czytałam chyba nigdy. Mniej więcej do połowy nie działo się jak dla mnie nic, poza ciągłym wygadywaniem głównych bohaterów jak to siebie nienawidzą, z niewyjaśnionych przyczyn tak naprawdę. Już myślałam, że będzie dnf. Coś tam się jednak ruszyło. Natomiast nie trafiło to do mnie, tak jak się spodziewałam i tak jak się naczytałam w opiniach, że ta książka rozrywa serce na kawałki. Liczę, że drugi tom mi wyjaśni nieco więcej.
4,25/5⭐️ Wciągnęłam się w nią mega i dosłownie przeczytałam ją w w 2 dni. Dużo się działo chociaż były momenty które mnie nudziły. Przeszłość Marigold mega bolesna a zarazem strasznie intrygująca. Nie umiem polubić Willa na końcu zaczął być neutralny ale niewiem czy go pokocham. Ogólnie jestem ciekawa co będzie dalej więc od razu sięgam po kolejny tom!
KOCHAMM TOOOO, tak mnie ta książka wciągnęła, tak bolała i jest poprostu cu-do-wna, ale co to ma być za końcówka halooo, ja potrzebuję drugiej części na juzzz
yyyy nie wiem co powiedzieć. oczekiwałam od tej ksiazki bardzo wiele i myślałam, że bedzie naprawdę solidna piątka,ale coś mi to odjęło i nie wiem przez, które zachowanie bohaterów. niemniej książka zawiera naprawdę trudną historie.
Jestem zaskoczona tak wysokimi ocenami. Książka jest do bólu oczywista, między bohaterami nie ma chemii, w ogóle nie sympatyzowałam z główną bohaterką, a płakałam przy niejednej książce. Nawet językowo jest słabo. Wiem, że to książka polskiej autorki, a czytało się ją jak dość słabe tłumaczenie z angielskiego. Przebrnęłam do końca tylko żeby się przekonać, że pierwszych kilka stron dobrze sugerowało żeby przestać ją czytać.
BÓL. Czuję pustkę... Natychmiast potrzebuję drugiej części. Brakowało mi rozdziałów z perspektywy Willarda. Wtedy może mogłabym go jakoś zrozumieć. Nie zauważyłam też, w którym momencie relacja tej dwójki od "nienawidzę cię" przeszła do "potrzebuję cię".
3,5/5 Podobało mi się, ale jednak poprzednia dylogia tej autorki podobała mi się bardziej. Trochę te książkę zepsuło mi to, że zaczynałam ją czytać jak miałam jakiś dziwny zastój.
Marigold Harding, aby zapomnieć o trudnej przeszłości, przyjeżdża do Nowego Jorku z nadzieją na rozpoczęcie nowego życia. Niestety, z powodu problemów finansowych nie stać jej na bezpieczniejsze miejsce — zamieszkuje więc w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic miasta, na Bronksie.
To właśnie tam poznaje Willarda Cobingtona — tajemniczego, agresywnego chłopaka z tatuażami, oszpeconą twarzą i bolesną przeszłością. Jakby tego było mało, Willard jest dilerem narkotyków, który próbuje po prostu przetrwać, wyżywić siebie i swojego bratanka oraz wyrwać się z mrocznych ulic Bronksu.
Relacja Marigold i Willarda, początkowo pełna napięcia i niechęci, stopniowo przeradza się w coś głębszego – choć wciąż przesiąkniętego mrokiem i zagrożeniem. Naprawdę szkoda mi bohaterów – to, przez co muszą przechodzić, by przetrwać, łamie serce. Ich przeszłość i teraźniejszość są oddane bardzo autentycznie.
Widać w nich prawdziwe traumy, problemy i codzienne zmagania. Nic tutaj nie jest "na sucho" — mimo ciężkich scen książkę czyta się zaskakująco przyjemnie i szybko. Szczególnie rozczula serce wątek bratanka Willarda — dzieciak potrafi cieszyć się z najmniejszych rzeczy, a jednocześnie życie zadaje mu tak niesprawiedliwe ciosy. Nie zawinił niczemu, a mimo to musi płacić wysoką cenę. Mimo własnych ran, Marigold potrafi przynieść trochę ciepła i światła nadzieji — nie tylko Willardowi, ale też jemu.