Rzeczpospolita, koniec XVII wieku. Jacek Zaremba, podstarości łęczycki, przybywa do Wielkopolski na dwór starego przyjaciela. Ten prosi go o pomoc w rozwiązaniu tajemniczej sprawy.
Kto i po co zgromadził obcych sobie ludzi w majątku pana Ligęzy? Kto i po co napisał do nich dramatyczne listy? I jak, do diaska, zrobił to własną ręką Ligęzy!?
Nie potrzeba paktu z diabłem, by uknuć piekielną intrygę. Potrzeba jednego: piekielnej inteligencji. Jakiś straszliwy demiurg pociąga za sznurki. Pewni ludzie znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i nie mają o tym pojęcia.
Szubienicznik to awanturnicza historia z czasów Jana III Sobieskiego – wielowątkowa, z wciągającą kryminalną intrygą i barwnie opisanymi obyczajami polskiej szlachty.
Od lat zajmuje się multimediami i szeroko pojmowaną popkulturą. Pracował jako zastępca redaktora naczelnego pism „Click” i „Game Ranking” oraz naczelny magazynu „Fantasy”. Prowadził programy autorskie w Radiu WAWA. Reżyserował dubbingi. Tworzył i tłumaczył scenariusze gier komputerowych. Od kwietnia 2008 – szczęśliwy tata małego Kacperka. Jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastycznych. Prowokujący. Zaskakujący. Potrafi rozbawić, zbulwersować, dotknąć do żywego. Wymyka się oczekiwaniom. Ledwie okrzepł w szatach inkwizytora, niespodzianie wdział żupan.
Książka napisana bardzo przyjemnym językiem, nieco stylizowanym na staropolski (powiedziałbym, że wypada to w pozytywnym sensie pociesznie). Wygląda też na to, że autor porządnie przygotował się do pisania, żeby względnie wiernie oddać realia kultury szlacheckiej. Troskę o przybliżenie charakterystycznych elementów świata przedstwionego jest też widoczna w licznych ekspozycjach, które niektórych mogą razić, ale mi zupełnie nie przeszkadzały ze względu na wspomnianą "pocieszność" całej narracji. Historia także jest całkiem wciągająca i ciekawie zgłębia się kolejne opowieści bohaterów. Jedyny problem polega na tym, że kończy się cliffhangerem, więc od razu trzeba sobie sprawić drugi tom.
Na początku denerwująca manierą w stylu "a to pojedli, a to popili, a potem odpoczywali", ale jak już przechodzi do opowieści, to nawet ciekawa. Znów niestety gdzieś tam przewija się polityka i dziwne dla mnie poglądy autora.
Ot i mamy ciekawą pozycję. Do literatury rozrywkowo-historycznej zabieram się od jakiegoś czasu. Chciałem rozpocząć od czegoś Komudy, ale gdy pojawiła się sposobność na przedpremierowe przeczytanie nowej książki Piekary po chwili zastanowienia zdecydowałem, że czas zacząć wielmożni Państwo.
Z twórczością Piekary zetknąłem się przy cyklu inkwizytorskiego z głównym bohaterem uniżonym sługą Mordimerem na czele. Muszę przyznać, że tamta seria mi się spodobała, była lekko napisana, takie rozrywkowe czytanie.
W nowej książce Piekary przenosimy się do pierwszej Rzeczpospolitej końca XVII wieku. Głównymi bohaterami są szlachcice podstarości Jacek Zaremba oraz stolnik imć (bardzo mi się podoba to słówko) Hieronim Ligęza. Pan Jacek przybywa do stolnika na zaproszenie dostojnego gospodarza, jak się później okazuję celem wyjaśnienia pewnej sprawy, czy też może krotochwili? Ot, sam Pan Hieronim nie jest pewny, czy ktoś sobie żarty robi. Otóż do stolnika przybywają dwaj jegomoście, też na jego zaproszenie (Hieronima), tylko problem w tym, że on ich nie zapraszał, a mają listy sygnowane jego sygnaturą, a co gorsza w listach obiecuje wyjaśnić trapiące ich problemy.
Muszę przyznać, że początkowo miałem problem z przestawieniem się na taki język, ale już po kilkunastu stronach zacząłem jak najbardziej wręcz delektować się staropolskim słownictwem. Czasem zastanawiając, czemu już nie używamy niektórych określeń.
Wracając do fabuły, jest ona bardzo ciekawie przedstawiona, akcja momentami nie jest może zbyt dynamiczna, podstarosta i stolnik robią różne wywody na temat szlachty i Rzeczpospolitej, jej przyszłości i stanu obecnego. Trzeba przyznać, że wszystko brzmi bardzo wiarygodnie. Nie jestem jakimś znawcą historii, ale ogólnie mi się bardzo podobało.
Jedynym problemem książki jest niedosyt. Książka pod koniec wyraźnie nabrała tempa, by się zakończyć. Ot, jakby chciała powiedzieć “Cierpliwości, waszmość. Musisz poczekać”. No więc na rozwiązanie sprawy, trzeba czekać do wydania kolejnego tomu. Ja na pewno po niego sięgnę.
Na zachętę tak jak ostatnio, jakieś cytaty.
– A prawo, prawo przecież jest najważniejsze. Choć niektórzy powiadają, panie starosto – podsędek spojrzał na Zarembę – że w Polsce przypomina ono raczej drewniany płot. Żmija się prześlizgnie, wilk przeskoczy, żubr stratuje…… ale za to, co najważniejsze! całe bydło trzymane jest tam, gdzie jego miejsce.
Ja zawsze mówię, że my, wdowcy, jesteśmy niczym złote pierścionki dla tych sikorek. Tylko patrzą, żeby nas w dzióbek porwać i zanieść do gniazda.
Szlachecka fantazja tak we mnie dzień i noc płonęła, że strumieniami wina wciąż musiałem ją gasić.
Pierwsza część cyklu "Szubienicznik", w której zawiązuje się fabuła tej dobrej, kryminalno-historyzującej powieści. Na dwór stolnika Ligięzy ściągają nieproszeni i pozornie nie mający ze sobą nic wspólnego goście, a wspólnym mianownikiem ich historii wydaje się być tajemniczy spiritus movens całego zamieszania. Sfałszowane listy, mroczne sekrety z przeszłości i zagadki kryminalne, to esencja tej książki. Duży plus za barwne opisy polskiej szlachty.
Czy wiadomo o czym jest "Szubienicznik"? I tak, i nie. Bowiem jak się okazuje, jest to dopiero pierwszy tom powieści, który tak na dobrą sprawę jest tylko wprowadzeniem do całej farsy. Dlaczego tylko wprowadzeniem? Bo wiele wątków pozostaje niewyjaśnionych. Zostają nam przedstawieni bohaterowie i ich historie, które przywiodły rzeczonych do majątku stolnika Ligęzy, lecz nie znamy ich rozwiązania.
Ciekawie napisany kryminal w Sarmackiej Rzeczpospolitej. Taki Sienkiewicz troche, ale pan Jacek Zaremba ma troche bardziej cyniczny poglad na swiat niz to bylo u wyzej wymienionego. Troche sie na poczatku obawialam, ze bedzie nudno, ale po skonczeniu pierwszego tomu nie moge sie doczekac jak dalej rozwinie sie intryga.