Podróż odbywa się chyba bardziej w głowie autora, gdyby nie dygresje na tematy związane z historią USA i osadnictwa, to mogłaby to być książka o jakimś innym kraju. Autor niby przeszedł całe Stany z północy na południe, a w sumie nic ciekawego nie widział i niczego ciekawego nie doświadczył - z punktu widzenia czytelnika. Wspomniane dygresje były najbardziej interesujące, ale do tego nie trzeba mi książki podróżniczej. Poza tym było ich mało, nie przesadzę chyba, jeżeli powiem, że zebrałoby się tego raptem kilkanaście stron. Dla tych kilkunastu stron nie warto czytać całej książki. "Hartland" nie jest książką, którą widzę pod hasłem "podróże".