Jump to ratings and reviews
Rate this book

13 wojen i jedna. Prawdziwa historia reportera wojennego

Rate this book
Linia frontu często biegnie w poprzek ulicy. Piekło zaczyna się tuż za samochodem, za którym chowa się reporter. Wojna to przygoda dla wytrzymałych. Nieliczni potrafią żyć w ciągłym stresie i zagrożeniu. Nieliczni potrafią pokonać swój strach, by poznać prawdziwe oblicze wojny.

Trudno sobie wyobrazić, ile niewygodnej prawdy o wojennych oprawcach Krzysztof Miller ujawnił światu. Był świadkiem najważniejszych konfliktów zbrojnych XX wieku. Jeździł do Afganistanu, Czeczenii, Gruzji, Kongo, uczestniczył w wielu rewolucjach, m.in. w Rumunii i Czechosłowacji. Zawsze z aparatem w ręku, czasami obiektywem celując w tych, którzy karabinem celowali w niego. W każdej chwili mógł zginąć, gdyż pocisk bywa niestety szybszy od spustu migawki.

Wstrząsająca opowieść, która ujawnia, ile kosztuje news zdobyty dla gazety i jak wysoką cenę trzeba zapłacić za życie na krawędzi śmierci. Miller spisał swoje wyznania w męski, dosadny sposób. Nie można przejść obok jego słów obojętnie. Przekonajmy się, kim trzeba się stać, by wytrzymać piekło wojny.

360 pages, Paperback

First published March 18, 2013

Loading...
Loading...

About the author

Krzysztof Miller

4 books3 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
45 (37%)
4 stars
44 (36%)
3 stars
21 (17%)
2 stars
10 (8%)
1 star
1 (<1%)
Displaying 1 - 8 of 8 reviews
Profile Image for Polevka.
144 reviews10 followers
July 25, 2013
absolutnie genialna książka. poszarpany styl Millera nadaje jej niepowtarzalnego charakteru i namacalnej realności. Wyłania się z niej żywa postać autora, jego przeżycia materializują się i objawiają barwnie, dokładnie jak na jego zdjęciach. Każde użyte określenie jest nieznośnie trafne, przeszywające do bólu. Każdy powinien przeczytać tą książke
Profile Image for Lidia Radzio.
71 reviews9 followers
October 5, 2018
To drugi, po "Depeszach" Herra (https://www.goodreads.com/book/show/3...) zbiór korespondencji wojennych, który przeczytałam w ostatnim czasie. Łączy je wiele, dzieli jeszcze więcej. W tamtej armia planuje rozbudowę infrastruktury, dzielni chłopcy odliczają dni do powrotu do domu, do którego zawożą ich kursujące regularnie helikoptery. Niby wojna, a jakby amerykański film.

Miller oglądał głównie bardziej swojskie, zrozumialsze dla słowiańskiej duszy konflikty a na nich Gruzinów w papachach, kradzione kałachy, Ormian ciągnących na front szwagra, barany i zapasy bimbru, ruskie czołgi. Chaos, bezsensowną śmierć, niewypowiedzialne okrucieństwa. Niektóre z wydarzeń, o których pisze, pamiętam jeszcze z telewizyjnych newsów. Może dlatego, a może ze względu na geograficzną bliskość konfliktów, książka wydała mi się o wiele bardziej przejmująca niż tekst Herra.

Autor jest przede wszystkim fotografem, pisanie nie jest jego domeną. Momentami operuje genialnym, skrótowym stylem, pełnym poszarpanych równoważników zdań i wykrzykników, nieprzewidywalnym jak życie na froncie. Trudno nie skojarzyć go z "Pamiętnikiem z Powstania Warszawskiego" Białoszewskiego. Niestety, zdarza mu się niepotrzebnie filozować (tak, filozować) i dzielić z czytelnikiem wspomnieniami z dzieciństwa, które mógłby zachować dla siebie.

Smaczkiem tego zbioru są opowieści o warsztacie pracy fotografa wojennego. Miller pracuje na analogowym sprzęcie. Zmienia klisze w aparacie, kiedy zachodzi słońce i nerwowo przewija je w koreksie, choć kule świszczą mu koło uszu a w walizce wozi chemię do wywoływacza. Aż się nie chce wierzyć, że przy wszystkich tych ograniczeniach robi niesamowite, dynamiczne ujęcia z wymrożonymi w ruchu kulami, nienaganną ekspozycją i kompozycją, które nie pozostawia nic do życzenia.

Książka do przeczytania i przeżywania, bo niektóre obrazy trudno mi będzie wymazać z pamięci.
Profile Image for Ola.
131 reviews60 followers
March 28, 2014
Co ty, k****, wiesz o prawdziwym życiu?

Aby się bać, niektórzy ludzie oglądają horrory. Ja jednak nie mogę zapewniać sobie podobnych rozrywek, ponieważ mnie się potem te potwory po nocach śnią i to jest problem. Mogę za to zrobić coś innego – wymyślać alternatywną rzeczywistość, równie straszną. W rzeczywistości tej wszystko jest à rebours, na przykład Wojciech Jagielski robi fotografie, a Krzysztof Miller pisze i byłoby okej, gdyby nie to, że te dwa światy jakoś zaczynają przeświecać, jeden przez drugi. Nie znam, nie widziałam żadnego kadru Jagielskiego, który zostałby opublikowany, natomiast Miller książkę wydał. W związku z tym zaraz postaram się Wam przekazać, na podstawie rzeczonej książki, dlaczego uważam, że rzeczywistość, którą mamy, z jedną tylko pozycją jego autorstwa, jest lepsza od klejonej przeze mnie.

Podczas długoletniej fotograficznej współpracy z „Gazetą Wyborczą” Miller zebrał sporo doświadczeń. Spośród nich wyselekcjonował zaś materiał do „13 wojen” – konflikty w Gruzji, Czeczenii, Kongu, Rumunii, w Górnym Karabachu, RPA, Afganistanie oraz Burundi. Zwykle pokazywał je na zdjęciach, ale oczy wraz z uszami, w przeciwieństwie do negatywu lub matrycy, rejestrują nieprzerwanie i o wiele więcej. Nadszedł moment w którym wszystko, co nawarstwiało się przez lata, eksplodowało; leczenie w Klinice Stresu Bojowego stało się dla fotografa koniecznością. Proces powracania do względnie normalnego stanu psychicznego zakończył się sukcesem; tymczasem ktoś zaproponował reporterowi spisanie wspomnień. Jedna eksplozja goni drugą, raz po raz przewijają się niezmiernie zajmujące postaci i sytuacje, jednak sposób, w jaki je przedstawiono, pozostawia sporo do życzenia.

"Czernoriecze, dzielnica Groznego, wita mnie katiuszami, rakietami Grad, organami Stalina. Nie takimi typu nerki, wątroba, serce które można by wszczepić komuś innemu, potrzebującemu." Poważnie? Kurczę, już wyobraziłam sobie krwisty kawał stalinowej wątroby, który radośnie biegnie... i tak dalej.

Millerowi przydałby się jakiś inny Pan Redaktor, który by mu podsunął myśl, że autoterapia autoterapią, czasami jednak warto coś skreślić (O sklepie z winami i koniakami: "Teraz witryna jest rozbita, towaru, czyli butelek, w sklepie nie ma"), czasami zaś można skleić dwa zdania z jedno, używając choćby przecinka, a z listy synonimów i wyrazów bliskoznacznych wypada korzystać, kiedy zdarza się paląca potrzeba oraz że nie ma obowiązku natychmiastowego używania ich wszystkich. W wielu oddzielnych zdaniach. Zawierających często podmiot. A także orzeczenie. Czasami nawet dopełnienie. Którego mamy dwa rodzaje. Bliższe i dalsze. ("Wiedziałem, że nie wystarczy mieć na zdjęciu podniesiony karabin. Musi być jeszcze atrybut dynamiczny. Wylatująca łuska, dym z lufy. Wtedy wiadomo, że zarejestrowany obraz to nie ściema. Nie fałszerstwo. Że to, co wylatuje z lufy, to prawda i absolut. Który dobrze wycelowany, gdy dosięgnie i trafi, to skończy. Skończy coś, kogoś. Przerwie jakąś myśl, marzenia, troski i rozterki. Nie będzie już odwrotu jak w komputerze, gdzie mamy wiele żyć. Jak ktoś pociskiem wyłączy, to na amen.")

Podobno każdy pisarz pisze dla swojego idealnego czytelnika. Nie bardzo wiem, jak wygląda czytelnik Krzysztofa Millera; może jest czterdziestolatkiem w bojowym hełmie z eBaya i spodniach khaki, lubiącym rwane zdania oraz męską narrację (cokolwiek by to miało oznaczać)? A może w ogóle nie istnieje i Autor nie zastanawiał się nad nim ni minuty, zwłaszcza że (do czego sam się pod koniec książki przyznaje) Miller pisać nie lubi, a i na pytanie: po co pisze? odpowiedzieć nie potrafi. Nie mam pojęcia. Wiem jedno – ja tym czytelnikiem nie jestem. Poza niespotykanie dużą dawką skrupułów i współczucia dla fotografowanych, wyborem świetnych zdjęć, paroma historycznymi nazwiskami oraz trzeszczącym stylem – co akurat do zalet nie należy – nie znalazłam w „13 wojnach” zbyt wiele.
232 reviews2 followers
July 20, 2019
Mocna rzecz. Świetna rzecz. Co dziwne, nie napisana przez pisarza czy reportera ale przez fotografa. Wiele widział, wiele przeżył i potrafił to bardzo barwnie opisać.
Na początku drażniły mnie te lajki, fłajery, kokakole ale szybko je polubiłem. Polubiłem szorstki, nieudawany język, urywane zdania, szczere i autentyczne opisy kolejnych zdarzeń. Zdarzeń szokujących, przerażających, dosłownie mrożących krew w żyłach. Zwłaszcza jeśli się uświadomo, że wiele z nich działa się całkiem niedawno i całkiem blisko.
Przejmująca jest też to lektura ostatniego, najbardziej osobistego rozdziału, a zwłaszcza kontrast jego zakończenia z wiedzą o tym, jak to się skończyło naprawdę.

Jedna z tych książek, które przeczytałem w wersji elektronicznej i wpisałem na listę do kupienia papierowej. Żeby stała na półce i zachęcała żeby podejść, otworzyć, spojrzeć na zdjęcie, przeczytać opis i przeżyć to z autorem jeszcze raz. I przeczytać następny rozdział i obejrzeć następne zdjęcie.

Czas czytania: 10h
Profile Image for Beata.
129 reviews27 followers
November 28, 2019
Praca fotoreportera od podszewki. Napisana bardzo kolokwialnym językiem, ale - jak staram się unikać takiego słownictwa i raczej mnie razi - tak tutaj w oczy nie szczypie. Podoba mi się spolszczona pisownia różnych anglicyzmów (sanglasy, dizel), zastosowana konsekwentnie w całym tekście. Nie podoba mi się, że korekta przepuściła jednego ortografa (żądzą zamiast rządzą). Ale ogólne wrażenie zdecydowanie na plus, i to duży. I tylko zdjęcia małe się zdają na czytniku, no i plik strasznie dużo pamięci zabiera - akurat w przypadku tego tytułu wersja papierowa byłaby chyba lepszym wyborem.
Profile Image for Wojciech Koscielny.
74 reviews2 followers
September 23, 2021
Bardzo autentyczna rzecz. Zawsze zazdościłem pisarzom wyobraźni i umiejętnosći stworzenia świata, który w głowie twórcy spaja się w jedną całość. W tej książce nie ma wymyślonego świata, zawiłej fabuły znajdującej wspólny mianownik i efektowny finał. Są za to obrazy i opowieść o ludzkim cierpieniu, dramatach będących wynikiem polityki i zwykłej ludzkiej, ślepej nienawiści.
Bardzo dobra książka skłaniająca do refleksji. Szkoda, że Pan Miller już nic nie napisze. Miał talent - okazuje się, nie tylko do fotografii. Polecam!
Profile Image for Anna Gracey.
98 reviews1 follower
September 21, 2016
Doskonała książka w unikatowym stylu, pisana emocjami i obrazami bardziej niż słowami. Trudna książka, zmuszająca do myślenia. Nie można wobec niej i przedstawionej w niej rzeczywistości pozostać obojętnym.
Displaying 1 - 8 of 8 reviews