Londyn, 1900 rok. Ponure zaułki East Endu i wielonarodowe, tętniące życiem Soho. Caitlin Brogan – żyjąca na przekór konwenansom złodziejka z Dublina szuka zemsty na człowieku, który zabił jej rodziców. Kiedy jednak poznaje Valentine’a Cosgrove’a, ekscentrycznego inspektora Scotland Yardu, zemsta nie wydaje się już taka prosta… Zafascynowana sekretami mężczyzny, wykorzystuje go do własnych celów, ryzykując nie tylko życie swojego kochanka, irlandzkiego rewolucjonisty, ale także własne, nieczułe dotąd serce.
Czym skończy się igranie z uczuciami inspektora dręczonego demonami z przeszłości? Czy Caitlin zdoła zapomnieć o tragicznej nocy, która zmieniła jej życie kilka miesięcy wcześniej? Nie tylko ona wie, co się wtedy wydarzyło…
W stolicy Imperium Brytyjskiego u schyłku XIX wieku narodzi się zakazane uczucie między detektywem i znienawidzonym wrogiem Fenian oraz Irlandką poza prawem, która każdego dnia odgrywa inną rolę swojego życia.
Kochasz romanse historyczne pełne tajemnic i intryg jak Poldark czy Outlander? A może preferujesz zagadki rodem z seriali Ripper Street lub Alienista? Jeśli pragniesz poznać mroczną stronę epoki, trylogia Londyn – Dublin – Petersburg będzie dla ciebie wymarzoną lekturą.
Londyn – Dublin – Petersburg. Trzy miasta. Dwoje bohaterów. Jedna historia.
Świetnie napisana, ze szczegółowo rozrysowanym tłem historycznym i sytuacją mniejszości narodowych w Wielkiej Brytanii początku XX w. Nie jest to lektura łatwa – pełno tu scen brutalnych i po prostu przykrych, ukazujących rożnego rodzaju radzenie sobie z traumą. Mimo to – zdecydowanie warta uwagi. A pierwsze zdanie – genialne!
Profil Autorek na Instagramie @victorian_fiveoclock uwielbiam od dawna, bo przybliżają nam epokę wiktoriańską i edwardiańską, zabierając do klimatycznej Anglii. Czułam od początku, że ich debiut "Inspektor i złodziejka" będzie niebanalną historią.
Klimatyczna. Brudna. Trudna. Z zakazanym wątkiem miłosnym, który przeciągnie Cię przez multum emocji.
Doceniam, że jest wyraźnie napisane, iż jest to powieść dla osób 18+, bo aż roi się tu od trigger warningów, jednak drastyczniejsze sceny przekonują, wywołują palpitacje serca, grymas obrzydzenia czy okrzyk przerażenia. A o to w książkach chodzi - o emocje. I o prawdziwych bohaterów.
A bohaterowie są nie byle jacy - od początku byłam fanką Caitlin Brogan, tytułowej złodziejki. Młoda kobieta żyjąca wbrew konwenansom, która nie stroni od używek i cielesnych uciech, a do tego ma silną, aczkolwiek rozchwianą, osobowość. Za to inspektor Valentine Cosgrove mnie w ogóle nie przekonywał, a co dopiero jego uczucie do Caitlin. Jak możecie się domyślać, główne postacie nie są jednak takie jednoznaczne i moje odczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie - a na końcu już wiedziałam jedno: Caitlin i Val są patologiczni, ale tak bardzo do siebie pasują. 🤣
"Po prostu jesteś ogromnym wyzwaniem, a ja bardzo lubię wyzwania. Nadają życiu sens."
"Inspektor i złodziejka" klimatem stoi - zagłębiamy się w ponure zaułki East Endu początku XX wieku. Autorki zadbały o mroczny klimat powieści, przybliżając nam różne ciekawostki z epoki, sprawiając, że tło historyczne staje się jedną z najmocniejszych stron książki. Autentycznie czułam, jakbym szła krok w krok z Caitlin brudnymi zaułkami Londynu i wraz z nią piła whiskey w jednym z podrzędnych pubów.
Jeśli chcecie zagłębić się w klimatyczną, nieoczywistą powieść historyczną, to ta lektura będzie zdecydowanie dla Was!
Lektura ponad siedmiuset stron "Inspektora i Złodziejki" zajęła mi dwa dni, a para tytułowych bohaterów weszła do czołówki ulubionych postaci literackich. O tym, jak świetnie jest w tej książce nakreślone tło historyczne, przekonywać nikogo nie muszę. Autorki mają ogromną wiedzę o epoce i przemycają ją w sposób nienachalny, sprawiając, że opisy miejsc i sytuacji w ich powieści są bardzo sugestywne. Doskonale oddały klimat początku XX w., ten niespokojny czas, w którym ścierały się ze sobą różne doktryny i ruchy społeczne. I na tym burzliwym tle przedstawiły losy równie nietuzinkowej pary, Caitlin Brogan i Valentine'a Cosgrove'a. On, inspektor Scottland Yardu, próbujący poukładać swoje życie po różnych zawirowaniach osobisto-zawodowych. Ona, kobieta wyprzedzająca swój czas, wyzwolona z ciemiężniczych kajdan konwenansu. Oboje poturbowani, zaangażowani we wspólną sprawę. Książka jest wielowątkowa, momentami retrospektywna, absolutnie wciągająca. W dedykacji autorki napisały mi, że "Inspektor i Złodziejka" to nie jest Jane Austen. I rzeczywiście nie jest, bo świat przedstawiony jest tutaj o wiele bardziej brutalny i bezwzględny od tego z okresu regencji. Ale też nie chodzi przecież o to, by bezmyślnie naśladować inne pisarki, nawet te najwybitniejsze, a o to, by pokazać swój własny styl. Asiu, Justyno, Wam się to świetnie udało. Gratuluję debiutu! I oczywiście czekam na drugi tom.
Kiedy sięgam po powieść w kostiumie, mam zawsze nadzieję, że przeniesie mnie do innego świata i pozwoli dowiedzieć się czegoś nowego. Znając profil autorek na Instagramie, nie miałam wątpliwości, że w przypadku "Inspektora i złodziejki" się nie zawiodę. Odmalowany przez nie Londyn jest wielokulturowy, żywy i namacalny, można poczuć jego smak i zapach (czy może raczej smród) tak, jakby samemu się tam było. Naturalistyczne opisy ani trochę nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie. Tworzą niepowtarzalny klimat mroku i desperacji, w którym można poruszać się wraz z bohaterami.
Powieść napisana jest wartkim, bogatym stylem, a naturalnie wplecione szczegóły i historyczne ciekawostki jeszcze ubarwiają lekturę. Bardzo doceniam wspominanie przy okazji różnych wątków informacje na temat ruchów komunistycznych czy irlandzkich i chętnie przyjęłabym nawet więcej.
Historia skupia się jednak na relacji tytułowej pary. Valentine od razu zdobył moje serce – swoim nieco wisielczym humorem, szaleńczą odwagą i troską wobec siostry. Bardzo ciekawa była również jego historia, wyznaczana niełatwymi wyborami i rozpaczliwymi próbami odkupienia win. Wydał mi się bardzo ludzki ze swoimi nie zawsze najlepszymi wyborami, wątpliwościami i przemyśleniami. Caitlin z kolei nie zdołałam polubić, chociaż po pewnym czasie zaczęłam jej współczuć jako ofierze własnych działań i innych ludzi. Szybko dostrzegłam istotę jej problemów i w tym kontekście rozumiałam jej emocje i decyzje w związku z Valentinem, jednak jej pozostałe działania często trudno było mi sobie wytłumaczyć. Uważam przy tym, że jej postać została przedstawiona bardzo spójnie, za co należy się uznanie, bo podejrzewam, że nie było to łatwe.
Nie mogę nie wspomnieć o drugoplanowych postaciach, które zapadły mi w pamięć – Hope, Ivy i Edmundzie, którzy od czasu do czasu pojawiali się na scenie. Z kolei postacie Rosjan, poza Fiodorem, zlewały mi się w jedną całość i nie byłam w stanie zorientować się, kto jest kim.
Powieść skłoniła mnie do przemyśleń, co wcale nie zdarza się tak często. Przy lekturze towarzyszyły mi refleksje na temat odpowiedzialności za własne wybory, natury związków między ludźmi i roli, jaką odgrywają uczucia w naszych decyzjach. I choć przedstawiona w powieści relacja budzi we mnie mieszane uczucia, poznawanie jej było ciekawą i wartościową podróżą.
Inspektor i złodziejka” to powieść, która przenosi czytelnika do fascynującego świata fin de siècle Londynu. Autorki w mistrzowski sposób oddały klimat epoki, łącząc elementy społeczne, architektoniczne i kulinarne w spójną i wiarygodną całość. Bohaterowie są starannie skonstruowani, złożeni i pełni życia, a ich psychologiczne portrety głęboko osadzone w realiach tamtych czasów.
Londyn, będący tłem tej opowieści, jest ukazany z wielką precyzją, od miejskich zaułków po wielkomiejskie salony. Autorki prowadzą nas również na prowincję, oferując czytelnikom różnorodność scenerii i dopełniając obraz tamtej epoki.
Powieść jest pełna symboli i powtarzających się elementów, które tworzą gęstą atmosferę psychologicznej głębi. Akcja rozwija się w sposób przemyślany i dopracowany, chociaż niektóre wątki pozostawiają pytania bez odpowiedzi, co może być zarówno zaletą, jak i niedociągnięciem.
Jednym z aspektów, który szczególnie się wyróżnia, jest sposób, w jaki autorki opisują codzienne życie i zwyczaje, w tym powszechne w tamtych czasach picie alkoholu. Choć ilość wypitego alkoholu może być zatrważająca, jest zgodna z realiami epoki i dodaje wiarygodności przedstawianym wydarzeniom.
Podsumowując, „Inspektor i złodziejka” to powieść, która wciąga od pierwszych stron, oferując czytelnikom nie tylko fascynującą fabułę, ale również głęboką podróż w czasie do świata pełnego intryg, emocji i historycznej dokładności.
Dziś przyszła pora na książkę, która przenosi nas do świata pełnego brudnych zagrywek, skąpanego w uzależnieniach i swoistej walce o przetrwanie.
[współpraca barterowa z @wydawnictworomantyczne]
"Jeśli szczęście w ogóle istniało, to miało przestraszone błękitne oczy i ufny uśmiech."
Choć mamy tutaj nie tylko perspektywę Caitlin i Valentine'a, który dorzuca do całej historii coś od siebie, to właśnie Caitlin narzuca jej tempo. Ma swój plan, ale w zasadzie wie o nim tylko ona. My, jako czytelnicy, jesteśmy ukryci w mroku i musimy pozwolić bohaterce się prowadzić, a przy tym nie zawsze możemy się z nią zgadzać lub ją rozumieć. Ja sama przez dłuższy czas nie do końca rozumiałam jej motywacje i postępowanie; wyklarowało się to dopiero po pewnych wydarzeniach i podejściu innego bohatera do jej sprawy.
Chyba właśnie przez ten brak jasności co do planu Caitlin, przez jakiś czas zastanawiałam się, dokąd zmierza ta historia. Trochę ciężko mi było się w nią wkręcić i wyłuskać główny cel działań bohaterów; tak jakby po prostu funkcjonowali w swojej ponurej codzienności.
Relacja głównych bohaterów przywodzi mi na myśl przeciąganie liny. Od początku znajomości coś ich do siebie ciągnie, ale nigdy nie wiadomo, kto tak naprawdę jest górą. Wchodzimy do ich głów i zastanawiamy się, czy nie jest to kolejna gra lub manipulacja.
"Wyzwania mają to do siebie, że im są trudniejsze, tym bardziej je lubimy."
Myślę, że "Inspektor i Złodziejka" to dobry debiut, który może spodobać się osobom chcącym przepaść na trochę w rzeczywistości początku XX wieku. Widać, że autorki znają się na rzeczy. Bardzo realistycznie nakreślają codzienność ówczesnych mieszkańców Londynu, wplatając w nią fabułę oraz fikcyjnych bohaterów. To dosyć trudna i zawiła książka, w którą trzeba się wczytać. Pamiętajcie też, że nie bez powodu na okładce znajduje się znaczek "18+".
Ta powieść zaprosi Cię do niezapomnianej podróży w czasie. Dasz się porwać?
[Współpraca reklamowa z @wydawnictworomantyczne]
Przede wszystkim klimat! Niepowtarzalny i dopracowany. Autorki są pasjonatkami literatury XIX-wiecznej i to zdecydowanie czuć podczas czytania. Miałam wrażenie, jakbym była tuż obok bohaterów. Otoczenie, stroje, słownictwo. Ten tytuł przypomniał mi, jak wielką przyjemność sprawia mi czytanie romansów historycznych. Ta historia jednak nie samym romansem stoi. Dostajemy całą masę intryg i tajemnic, które pochłaniają bez reszty. Fabularnie to rozbudowana pozycja z morderstwami i niedającymi o sobie zapomnieć demonami przeszłości.
Przedstawiono przeciekawy obraz starego Londynu. Funkcjonowanie miasta, podział dzielnic i panujące w nich zasady. Opisy były obrazotwórcze, dzięki czemu bardzo łatwo można było poczuć się jak w XIX wielu. Niebywałe i wspaniałe.
Postaci były interesujące i to nie tylko pierwszoplanowe. Portret psychologiczny Caitlin i Valentine’a był bardzo dobry. To niezwykle rozbudowane persony, z bogatą przeszłością i przyszłością, dodatkowo inteligentne. Tu nie ma tabu, postaci nie są moralnie nieskazitelne, dlatego tak bardzo fascynacje.
„Chcesz usłyszeć prawdę? Cokolwiek dobrego spotka cię w życiu, wolisz sam to zniszczyć niż żyć w strachu, że możesz to stracić.”
Poza treścią należy pochwalić również wydanie. Książka to ponad 750 stronicowa cegiełka, a podczas czytania zupełnie się tego nie odczuwa. Zastosowana wielość czcionki sprawia, że ilość stron nie przytłacza. Co więcej, gdy zostawimy ją otwartą, nie składa się. Oby jak najwięcej tak dobrze przemyślanych książek.
On – doświadczony inspektor Scotland Yardu, ona – intrygantka i aferzystka uwikłana w sieć politycznych spisków. Oboje tak różni, a jednocześnie tak sobie bliscy; po przejściach, z bagażem traum i naręczem bolesnych wspomnień, odnajdują się w samym sercu XIX – wiecznego Londynu.
Ale droga do szczęścia nie jest wcale prosta.
Gdy spotykają się po raz pierwszy, Caitlin Borgan nie ma żadnych skrupułów wobec Valentine’a Cosogrove’a. Znajomość z wpływowym śledczym to nadzwyczaj szczęśliwa dogodność, z której panna Borgan postanawia gorliwie skorzystać. W niepewnych czasach, podczas społecznych niepokojów oraz przełomowych zmian ustrojowych, układ z kimś tak wysoko postawionym, może być bardzo cenny, o ile nie… Najcenniejszy.
****
Powieść Justyny Andrulewicz i Joanny Truchel to nie lada gratka dla koneserów kryminalnych zagadek, szeroko pojętej sensacji oraz miłosnych uniesień. W ,,Inspektorze i złodziejce’’ tych bowiem aż nadto; akcja obfituje w mnogość komplikacji i trudności – niebezpieczne intrygi, zawiłe śledztwa, krwawe rozruchy, rozboje, pościgi, morderstwa – właśnie one stanowią główny pretekst do poprowadzenia angażującej fabuły, a całość pomimo tak dużego nagromadzenia środków, broni się doskonale. I trochę na zasadzie kontrastu, bo wziąwszy pod uwagę ogólny wydźwięk historii (‘dużo, głośno i z rozmachem’), śmiało można rzec, że wyróżnia się ona sporą dozą subtelności; to zaś za sprawą innych aspektów, które również pojawiają się na kartach książki.
,,Inspektor i złodziejka’’ bazuje w znacznej mierze na wątku romantycznym. Nie jest to jednak wątek pośledni i schematyczny, ponieważ główni bohaterowie także schematyczni nie są; wręcz przeciwnie. Ich sylwetki, obarczone ciężarem dotkliwych przeżyć i doświadczeń, rysują się dość niesztampowo. Oboje są jednostkami na pewien sposób złamanymi; starają się żyć normalnie, podejmować racjonalne decyzje, funkcjonować na miarę ograniczonych możliwości, ale – nadal pozostając w okowach demonów z przeszłości.
Justyna Andrulewicz i Joanna Truchel uchwyciły ów dwojakość charakterów. Odnosząc się do ich zasadnych (bądź niezasadnych) postępowań, głębszych przemyśleń, konkretnych schematów działań czy właściwych motywacji, zbudowały portrety niejednoznaczne, acz dynamiczne i naturalne. Postaci o tak wyjątkowych cechach, uwikłane w relację romansową, nie mogą więc prezentować związku typowego. Pełna wzlotów i upadków, gorących emocji, porcji wyrzeczeń oraz poświęceń, relacja Caitlin i Valentine’a jest przykładem więzi unikalnej i niekonwencjonalnej. Rozbudowana warstwa psychologiczna pozwala nie tylko zrozumieć, ale też i sympatyzować z bohaterami powieści.
Spore wrażenie na czytelniku wywołać może również tło historyczno – obyczajowe. Trudno, doprawdy trudno, nie czerpać żywej przyjemności z tak sugestywnie nakreslonych realiów epoki. Malowniczy fresk życia londyńskiego mieszczaństwa wyłania się zza drobiazgowych opisów i skrzętnie ułożonych zdań – proza życia codziennego, sytuacja ekonomiczna, ówczesne nastroje polityczne, ogólnie przyjęte normy i zasady, pozycje konkretnych jednostek w zróżnicowanej zbiorowości – wszystko to stanowi plastyczny plan dla rozgrywających się wydarzeń.
Świetna książka! Wiedziałam, że tło historyczne będzie bez zarzutu, ale to, że fabuła będzie bez zarzutu, postaci świetnie (ro)zbudowane, sporo akcji, a to wszystko nie będzie nudne ani przerysowane - tego nie do końca się spodziewałam. Jak na debiut i jak na sporą książkę, to było naprawdę ok. Faktycznie czasami widać nierówności w fabule, a niektóre wątki mogły być krótsze (bo ociupinkę mnie czasem konfundowały), ale ogółem to naprawdę porządna pozycja na rynku w tym roku i na pewno sięgnę po kolejną część.
Gdy dowiedziałam się że Justyna i Asia, z @vctorian_fiveoclock napisały książkę, nie mogłam się jej doczekać! 🤎🤎🤎 Uwielbiam ich profil na instagramie, obie mają olbrzymią wiedzę o epoce wiktoriańskiej i edwardiańskiej- wiedziałam że książka osadzana w tych czasach, będzie dopieszczona do granic możliwości! i tak się właśnie stało. Dziewczyny przemycają nam dużo ciekawostek i informacji, ale wychodzi to bardzo naturalnie, nie na siłę. Dodatkowo powieść ta jest tak spójna, że całkowicie zapomniałam o tym, że pisały ją dwie osoby! To jest wyzwanie i dziewczyny mu sprostały, na sto procent!❤️🔥
Obawiałam się głównej bohaterki, do tej pory nie przepadałam za krnąbrnymi złodziejkami, zawsze bije od nich sztuczność i na siłę "nie jestem jak inne dziewczyny" (dla mnie przykład Lily Bard z Mroczniejszych odcieni magii oraz Lou z Gołębia i węża), ale tutaj znowu pozytywny zwrot!
W Caitlin nie wyczuwam sztuczności i fałszu, to prawdziwa postać, pełnowymiarowa, nie jest płaska i posiada bardzo rozbudowany zestaw cech, to samo tyczy się Vala. Nasi głowni bohaterzy są porządnie opisani, przedstawiają ogrom emocji i daleko im do typowych postaci z jedną cechą. A świat? Brudny, piękny, śmierdzący, niewinny, okrutny - prawdziwy świat!
Fabuła oraz bohaterzy wchłonęli mnie w swoje przygody, wystarczyło otworzyć książkę, przeczytać jedno zdanie i zapomniałam o realnym świcie! Nawet nie sięgałam po telefon, co niestety ostatnio bardzo często mi się zdarzało podczas czytania!
Jeśli lubicie historie osadzone w tej epoce, to bardzo polecam historię inspektora Scotland Yardu i Irlandzkiej uciekinierki, a jeśli nigdy nie czytaliście tego typu lektury... to tym bardziej zachęcam do sięgnięcia po Inspektora i Złodziejkę! Ja już czekam na kolejny tom! 🤍
Raczej nie czytam książek typowo historycznych, ale ten tytuł to coś, co od razu mnie zaciekawiło.
Najbardzej żałuję, że nie przeczytałam tej książki jesienią. Jej klimat idealnie nadaje się właśnie na tę porę.
Jest mega klimatyczna. Pełna zagadek i sekretów, dzięki którym zaszywałam się z nią wieczorami i nie mogłam oderwać się od czytania, żeby jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej.
Książka ma ponad siedemset stron, ale nie czułam tego podczas czytania. Byłam na tyle wkręcona, że nie zwracałam uwagę na jej grubość… chociaż muszę przyznać, że początkowo męczyła mnie długość opisów. Później wszystko się już unormowało, ale początkowo było ich sporo.
Podoba mi się jak wszystko zostało przedstawione w książce - podczas czytania widać, że autorki zagłębiły się w temat i świetnie udało im się opisać początek XX wieku.
Rzecz do której mogę się przyczepić to brak jasności co do planu Caitlin, przez co w niektórych momentach byłam dość zdezorientowana.
Jeżeli chodzi o bohaterów, to są świetni - intrygujący, to słowo które opisało by ich dwójkę i relacje. Ciągnie się za nimi sporo demonów przeszłości i tutaj chciałabym też podkreślić, że książka jest 18+, na co warto zwrócić uwagę przed przeczytaniem!!
Fabuła „Inspektora i złodziejki" osadzona została w 1900 roku w Londynie. Autorki idealnie oddały klimat epoki wiktoriańskiej oraz edwardiańskiej. Opisały ten okres takim, jakim był faktycznie, bez żadnych sztucznych upiększaczy. Dzięki temu możemy wraz z bohaterami przemierzać ponure zaułki i zadymione ulice miasta oraz zaglądać do dusznych tętniących życiem pubów i innych obleganych przez mieszkańców przybytków.
Pochodząca z Dublina Caitlin Brogan całe swoje życie ukierunkowała na jeden tylko cel – zemstę na człowieku, który zabił jej rodziców. Żyjąca na przekór wszelkim konwenansom złodziejka nie stroni od używek i pozamałżeńskich uciech. Jest piękną i inteligentną kobietą, a do tego znakomitą manipulantką i aktorką. Potrafi owinąć sobie wokół palca każdego mężczyznę. Aby osiągnąć swój cel gotowa jest posunąć się niemal do wszystkiego.
Valentine Cosgrove – ekscentryczny inspektor ze Scotland Yardu nieustannie walczy z demonami przeszłości, a raczej próbuje uciszyć je różnego rodzaju używkami. Swój czas dzieli pomiędzy pracę a opiekę nad chorą siostrą. Val jest inteligentny, bystry i szalenie skuteczny w swoim fachu, ale czy na tyle, by przejrzeć zamiary i nie ulec manipulacjom pewnej urodziwej złodziejki…
Jak doszło do tego, że drogi Caitlin i Valentina skrzyżowały się ze sobą? Czym dla kobiety zakończy się igranie z uczuciami inspektora? Czy Caitlin dokona upragnionej zemsty i czy Val upora się z bolesną przeszłością? Jak potoczy się znajomość tej osobliwej pary?
Muszę przyznać, że liczyłam na nieco lżejszą książkę, przy której będę mogła zrelaksować się i miło spędzić czas. Nie chodzi mi tu absolutnie o jej objętość, choć ta jest imponująca. Tak jak historia samej znajomości głównych bohaterów oraz obserwowanie jak ta relacja się rozwijała bardzo mi się podobała, tak przytłoczyła mnie mnogość nazwisk i informacji polityczno – historycznych, jakimi autorki nas zasypują. Nie zrozumcie mnie źle. Szanuję i podziwiam wiedzę, jaką dysponują autorki i jestem absolutnie przekonana, że miłośnicy tej epoki będą usatysfakcjonowani. Sama również dowiedziałam się kilku bardzo interesujących ciekawostek, ale dla mnie było tego po prostu za dużo. _____________ Książka wymaga sporego skupienia, ponieważ poprzez rozbudowane opisy i liczne retrospekcje łatwo jest się pogubić. _____________ Natomiast jeżeli chodzi o głównych bohaterów, to jestem pod wielkim wrażeniem. Autorki nakreśliły oryginalne i szalenie intrygujące sylwetki, które z pewnością utkwią w pamięci na długo. Zarówno Caitlin, jak i Val to postacie dopieszczone w najdrobniejszych szczegółach. Posiadają zestaw charakterystycznych dla siebie cech. Oboje posiadają ciekawą i bolesną przeszłość, która ciągnie się za nimi i nie pozwala iść do przodu. Bohaterowie ci nie są idealni. Często ich zachowanie irytuje. Mają swoje słabości i uzależnienia, z którymi nie potrafią, a może nie chcą sobie poradzić. Wydają się w tym wszystkim, jednak niesamowicie autentyczni. Taka para mogłaby kiedyś chodzić ulicami Londynu. 😉 __________ Podsumowując. „Inspektor i złodziejka" to niezwykle klimatyczna powieść zawierająca oprócz wątku romantycznego sporo informacji historycznych dotyczących Wielkiej Brytanii u schyłku XIX wieku. Debiutancka książka Justyny Andrulewicz i Joanny Truchiel zawiera motyw zakazanego uczucia, zemsty, trójkąta miłosnego, tajemnicy oraz demonów przeszłości. Jest to historia, która choć wymaga skupienia to wciąga bez reszty. Zaskakuje i zadziwia. Chętnie sięgnę po kolejną część.
Londyn, 1900 rok, moment nie tylko w historii Wielkiej Brytanii, ale również zachodniej Europy, gdzie skutki rewolucji przemysłowej widoczne są już bardzo wyraźne. Jedno spotkanie złodziejki Caitlin Brogan i inspektora londyńskiej policji Valentine’a Cosgrove’a wywróci całe ich życie do góry nogami. Ona szuka zemsty za zabicie jej rodziców, on naznaczony tragedią rodzinną i brzemieniem ojcowskim paradoksalnie właśnie w tej niesamowitej kobiecie o kasztanowych włosach upatruje swój jedyny ratunek.
Ta naprawdę dziwna relacja starszego o wiele lat mężczyzny z błyskotliwą, oszałamiająco piękną kobietą przypomina mi znajomość Izabeli Łęckiej ze Stanisławem Wokulskim. Autorki w swojej powieści stworzyły podobnie ciekawy i jednocześnie niemożebnie denerwujący duet bohaterów, który sam w sobie interesuje. W dodatku przez prosty zabieg wrzucenia go w przygodę pełną zwrotów i wypadków udało im się przyciągnąć uwagę czytelnika. Co istotne jednak: opowieści Andrulewicz i Truchel daleko do ckliwych opowiastek, jakich na pewno sporo znajdziecie na rynku.
Wszystko przez to, że autorki w swojej powieści bazą uczyniły tło historyczne i jak najbardziej wierne odwzorowanie Londynu z 1900 roku. „Irlandzką zemstę” w zasadzie trudno jednoznacznie sklasyfikować. Znajdziecie tu elementy romansu, kryminału, powieści historycznej czy też thrillera szpiegowskiego (szczególnie 2. część). Moim zdaniem najmocniej jednak autorki skupiają się na opowieści o Londynie końca XIX wieku oraz początku XX wieku, z całą panoramą brytyjskiego społeczeństwa i wspomnianymi na początku skutkami rewolucji przemysłowej. Andrulewicz i Truchel jednak najmocniej przyglądają się londyńskim nizinom, czyli po prostu marginesowi, a cały obraz urealnia naturalizm w opisie (scen sek*u, libacji, zażywania alkoholu i mocniejszych używek, przemocy jest multum). To skupienie się na przedstawieniu społeczeństwa i jego problemów niejako również przypomina mi „Lalkę”.
Co jednak istotne, poruszenie tej problematyki w sercu Europy Zachodniej może być gratką dla fanów polskiej historii, bo tutaj widzimy to, czym fascynować się będą nasi twórcy młodopolscy, a później podobne sceny zobaczą przecież mieszkańcy Warszawy. Zresztą tej historii w „Irlandzkiej zemście” (i drugiej części „Carskim agencie”) jest więcej, bo autorki drobiazgowo nakreśliły tło polityczne epoki i realia życia w wielokulturowym Londynie (za samo odwzorowanie tego miasta należą się brawa), ale też przykładowo pokazały sytuację w carskiej Rosji i siłę jej wywiadu w Anglii czy zjawisko tworzenia się ruchów rewolucyjnych. Andrulewicz i Truchel bardzo mocno skupiły się również na języku, co widać na każdym kroku i gdyby więcej autorów i autorek tak drobiazgowo podchodziło do swojego zawodu, to mielibyśmy mniej słabo napisanych książek na rynku. Moim zdaniem jednak momentami aż prosiło się pewne opisy wyrzucić dla zrytmizowania całej akcji. Pierwsza część historii została podzielona na dwa tomy i tu też widzę pewną nierówność, „Irlandzka zemsta” podobała mi się bardziej niż „Carski agent”. Niemniej jeśli lubicie ciekawe historie, z bohaterami obok których nie da się przejść obojętnie (nawet jeśli tylko wkurzają - lepsze to niż płaskie postaci), z drobiazgową i obfitującą w obrazy opowieścią o Londynie z przełomu wieków oraz liczne zwroty akcji, sięgnijcie!
[Współpraca barterowa z Wydawnictwem Romantycznym]
Miałam wobec tej książki bardzo pozytywne nastawienie. Początek naprawdę mnie zainteresował, ale to, co sprawiło, że nie byłam w stanie dokończyć tej historii - były opisy.
Pomimo że "Inspektor I złodziejka" zapowiadał się naprawdę fajnie, a początek, w którym poznajemy Caitlin naprawdę mi się spodobał, to problemy dopadły mnie, gdy opisy zaczęły mnie męczyć. Cała książka ma prawie 800 stron, a przeszkadzały mi w niej niestety opisy, które były bardzo rozwlekłe. Początek był jednak bardzo intrygujący. Wtedy nie przeszkadzały mi te opisy, bo pozwalały mi wdrążyć się w historię. Gorzej było, gdy zaczęły się one pojawiać się za często. Krótkie rozmowy, czy sceny akcji potrafiły przerywać jeszcze dłuższe opisy, które w większości mogłyby być skrócone do jednego akapitu, zamiast kilku akapitów na dwie strony📖
To spowodowało, że musiałam zrobić DNF😅
Ale już odchodząc od negatywów, powiem Wam o tym, co całkiem mi się podobało. Podobał mi się utrzymany klimat. Czytając, czułam się, jakbym faktycznie przeniosła się do innego wieku, co było naprawdę przyjemne.
Główna bohaterka - Caitlin - stanowiła dla mnie zagadkę. Skrywała wiele tajemnic, ale pomimo tego pokazała też swoje emocje. Wiele poświęcała dla ludzi jej bliskich, czym u mnie zaplusowała💗
Historia sama w sobie miała ręce i nogi, ale wydawało mi się, jakby ten 1 tom nie rozpoczynał wszystkiego, a wiele działo się również przed akcją zawartą w nim. To sprawiło, że ciężko było mi wgryźć się w fabułę. Mam wrażenie, że może więcej mogłoby wyjaśnić się w kolejnych częściach, ale to jedynie moje domysły.
Ale czy w gruncie rzeczy poleciłabym tę historię? Na pewno nie wszystkim. Jeśli ktoś jest gotów na taką historię osadzoną w przeszłości z nutką kryminału i zagadek, to może mu ona przypaść do gustu, jeśli nie są mu straszne długie opisy💗
Bardzo długo musiałam czekać na możliwość przeczytania „Inspektora i złodziejki” i prawie tak samo długo zastanawiałam się nad recenzją, bo wiedziałam, że nie wybaczę sobie, jeśli nie odda wszystkich moich myśli.
Caitlin – złodziejka, intrygantka, aktorka, uwikłana w spiski i zemstę. Valentine – inspektor Scotland Yardu, dojrzały i doświadczony. Pozornie nie łączy ich ze sobą nic oprócz uzależnień i poczucia winy. Jednak od momentu, w którym przez przypadek się spotykają, coś ich do siebie niesamowicie ciągnie. Mimo że główną ich reakcją na uczucia i problemy jest ucieczka, zarówno dosłowna, jak i w kolejne uzależnienia, los i jakiś wewnętrzny magnetyzm wciąż popycha ich ku sobie.
Jednak, czy jest to zwyczajny romans? Nie. Czy jest to idealne, wybuchowe combo romansu, sensacji i historii? TAK. Każdy, kto kojarzy autorki z profilu @victorianfiveoclock wie, jak dużą wiedzę na temat epoki edwardiańskiej (i nie tylko) posiadają i mogę z zachwytem powiedzieć, że znajdziemy jej odzwierciedlenie na kartkach książki. Nic nie jest pozostawione przypadkowi, a opisy pozwalają nam dosłownie pstryknąć palcami i znaleźć się w Londynie na początku XX wieku. Jako wielbicielce epoki, aż mi ciepło w serduszko z tego powodu.
Jednak chciałam zauważyć, że to nie jest lekka jak popołudniowa herbatka książka. I nie mówię tu o jej objętości, bo te 700 stron dzięki niesamowitej historii i dużej czcionce czyta się szybko. Wbrew pozorom jest to książka pełna nie tylko smaczków historycznych, ale też drastycznych scen, brutalności, trudów, nałogów i przemocy. Nie bez powodu dostała oznaczenie 18+. Podsumowując, jest to nie tylko idealny mix gatunków, ale niesamowicie wieloaspektowa powieść o złożoności ludzkich charakterów, która wciąga czytelnika i nie pozwala mu się oderwać od lektury. Polecam wielbicielom epoki i nie mogę się już doczekać drugiego tomu!
Ciężko napisać wrażenia o tej książce, i przy tym nie spoilerując, ale postaram się tego nie robić. Powieść zachwyciła mnie od pierwszy stron, i mimo że to solidna cegła, czyta się ją tzw. jednym tchem. Fabuła budująca napięcie i wciągająca czytelnika w świat "raczkującego" XX wieku w Londynie, a dokładnie realiów dzielnicy East Endu i Soho. Akcja fabuły toczy się dwadzieścia lat po licznych zamachach bombowych przeprowadzonych przez rewolucjonistycznych Irańczyków i morderstwach jednego z najsłynniejszych morderców – Kuby Rozpruwacza. W takim świecie swoje życie prowadzą nasi bohaterzy – uzależniony od używek Anglik Inspektor Valentine Cosgrove oraz kobieta z licznymi tajemnicami, Irlandka Caitlin Brogan (która swoimi czynami mogłaby zawstydzić niejedną współczesną feministkę :D). Są jak ogień i woda, jednak los powoduje, że ciągle na siebie wpadają. Czy Irlandka jest wstanie darzyć uczuciem Anglika? Jakie tajemnice ona skrywa przed inspektorem? Czy Valentine będzie w stanie są uratować?
Dodam jeszcze, że kreacje postaci są bardzo wiarygodne, dzięki autorkom powieści, które wykonały solidną pracę, by stworzyć psychoanalityczny i spójny profil obu bohaterów. Imponująca wiedza ją autorki posiadają na temat historii XIX i XX w Anglii, została obszernie przelana na karty powieści. Znajdują się tam historyczne postacie, wydarzenia, lokalizacje i budynki. Powieść pozwala odbiorcy poznać historię schyłku XIX i początków XX wieku nie tylko w Londynie, ale też w Rosji czy Ameryce Północnej.
Zgadzam się z autorkami, parafrazując ich słowa zawarte w "Posłowiu", że postacie są wymyślone, ale realia przedstawione w powieści "Inspektor i Złodziejka" są jak najbardziej prawdziwe.
Caitlin Brogan, irlandka, złodziejka, piekielnie dobra aktorka, szukającą zemsty, działającą politycznie, mająca milion talentów spotyka na swojej drodze, inteligentnego, ekscentrycznego i walczącego z używkami inspektora Scotland Yardu Valentine'a Casgrove'a. Kobieta pragnie znaleźć spokój, uwolnić się od demonów przeszłości, a Val, jak rycerz na białym koniu pragnie ją uratować. Czy w środku walki społeczno-politycznej, wbrew rozsądkowi, jest szansa na coś dobrego? Jest szansa na miłość?
Książka trafiła do mnie dość nietypowo. Jedną z Autorek jest moja koleżanka ze studiów. Kiedy zapytała czy bym nie chciała przeczytać stworzoną przez nią i jej przyjaciółkę książkę nie mogłam się nie zgodzić. Byłam ciekawa co takiego wymyśliły.
Dziewczyny stworzyły ciekawą, pełną akcji historię, gdzie naprawdę działo się wiele. Cała powieść ma ponad 700 stron, więc tych zdarzeń naprawdę jest dużo. Czytając trzeba się skupić, żeby nie pogubić się w treści, nie pomylić bohaterów, których jest nie mało, a na dodatek czasem dostajemy przeskoki w czasie, które też podkreślają, że czytelnik nie może nawet na chwilę się zdekoncentrować.
Jak na powieść historyczną przystało, dostajemy bardzo dużo wstawek, ciekawostek historycznych, co świadczy również o dużej wiedzy, czy też researchu Autorek.
Dla mnie jako osoby, która gustuje w mroczniejszych klimatach, która nie przepada za historyczną otoczką, uważam że jest to udany debiut. Muszę jednak przyznać to lektura wymagająca skupienia, co osobiście mnie męczyło i jednak wielość opisów również była dla mnie przytłaczająca. Z drugiej strony bez tego pewnie byśmy nie otrzymali takiej wersji powieści.
Zachęcam Was do poznania tego debiutu i zatopienia się w Wielkiej Brytanii z początku XX w.
Jestem przekonany, że gdyby powieść "Inspektor i złodziejka" ukazała się oryginalnie w USA lub Wielkiej Brytanii, New York Times ogłosiłby ją bestsellerem, a filmowcy prześcigaliby się w staraniach o prawa do ekranizacji z, powiedzmy, Robertem Pattinsonem i Saoirse Ronan. Autorki, Justyna Andrulewicz i Joanna Truchel (prowadzące stronę @victorian_fiveoclock) stworzyły dzieło wymykające się prostej klasyfikacji. Mamy więc Londyn na przełomie XIX i XX wieku, a w nim - inspektora Valentina Cosgrove'a i Caitlin Brogan - kobietę uwikłaną w środowiska przestępcze i wywrotowe (od irlandzkich konspiratorów po komunistów). Jeśli spodziewacie się prostego, płytkiego romansu, "Inspektor i złodziejka" miło Was rozczarują. Autorki śmiało snują rozbudowaną intrygę i przedstawiają Londyn od najmroczniejszej, najbardziej brudnej strony. Główni bohaterowie to "mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach" - przeżyte doświadczenia i traumy niemal umożliwiają im otwarcie się na siebie nawzajem i rodzące się uczucie. Całość nie kończy się jednoznacznym, ckliwym happy endem i czuć, że Val i Caitlin napotkają jeszcze wiele przeszkód w planowanych kontynuacjach. Ma to bowiem być pierwsza część trylogii. Polecam gorąco sprawdzić tę pozycję i zanurzyć się w edwardiańskim Londynie. Czuć, że powieść powstała z miłości do tego miasta i epoki, a wiedza autorek dorównuje ich pasji. Dziękuję im za egzemplarz!
Książka bardzo mi się podobała. Myślę, że debiut autorek pokazał ich duży talent. Długo nie wiedziałam co myśleć o tej książce, bo to nie mój klimat i nie moja epoka, ale myślę że to naprawdę fajna pozycja dla fanów powieści z tłem historycznym, szczególnie XIXw. Bohaterowie są ciekawi, wyraziści, może ich działania dla mnie czasami niezrozumiałe, ale zważając na „plot” znajdowały uzasadnienie. Ogólnie 3,5/5 :-) czekam na kolejny tom.
Zdążyłam już się zorientować, że czytelnicy tej książki dzielą się na dwie grupy: tych zachwyconych i tych zawiezionych. Niestety ja należę do tej drugiej grupy. Miałam wysokie oczekiwania co do tej książki. Czytałam książkę i byłam znudzona i jak dla mnie nic się nie działo. Długie opisy zabijały całą akcję. Do tego dochodziła chora relacja między bohaterami, sam Valentine uważał się za „pieprzona marionetkę” w rękach Caitlin. A powielające się pytania „spałeś z nim/nia?” spowodowały, że porzuciłam książkę na pół roku i naiwnie liczyłam, że w tym czasie bohaterowie zapiją i zacpaja się na śmierć. Niestety. Najgorsze dla mnie było to, że bohaterowie byli świadomi swojego uzależnienia i nawet gdy deklarowali głośno „od jutra koniec z alkoholem” w kolejnym rozdziale znów wlewali w siebie alkohol. Dodatkowo w użycie wchodziła morfina, opium, laudanum. Ja rozumiem, że XIX wiek to ten moment w historii ludzkości gdzie nie ograniczano się jeśli chodzi o używki, ale bohaterowie byli tak mega słabi dla mnie. Dialogi krótkie do tego nikły w opisach, kiedy zaczęłam pomijać opisy coś się wreszcie zaczęło dziać. Nie przekonują mnie tłumaczenia autorek, ze Caitlin była wzorowana na chorobie psychicznej, która w owym czasie nie była jeszcze znana. Jedynie postać Hope sprawiała, że pomiędzy bohaterów wchodził mały promyk i o ironio to właśnie ta bohaterka miała oficjalnie zdiagnozowaną chorobę psychiczną. A wydawała się najmądrzejsza i najnormalniejsza w całej tej bandzie psycholi. Z lekką ręką dałbym tej książce jedną ⭐️, ale całe tło historyczne dobrze oddane przez autorki obroniło się w sumie na 2 ⭐️ Czy żałuje, że kupiłam tego ebooka, tak, zdecydowanie poczekałbym dziś na nowe wydanie gdzie książka podzielona jest na dwie części. Męczyłabym się tylko przez około 400 stron, a nie prawie 800 jak w tym wydaniu.