Obowiązkowa pozycja dla fanów Pana Samochodzika, Indiany Jonesa i Szatana z siódmej klasy!
Poznajcie Roberta Karcza – złodzieja zabytków, awanturnika i poszukiwacza przygód, który posiada niezaprzeczalny dar do pakowania się w kłopoty. Po pobycie w egipskim więzieniu Karcz wraca do Polski, gdzie na prośbę siostry zostaje nauczycielem na zastępstwie w jednej z legnickich szkół. Kiedy przez przypadek spotyka tajemniczego i bardzo niebezpiecznego pana Devraux, poznaje tajemnicę, jaką skrywa ogromny, opuszczony szpital.
Starcie pomiędzy mężczyznami wydaje się nieuniknione. Jaką cenę będą musieli zapłacić za to bliscy Karcza? I czy naprawdę istnieje coś takiego jak honor złodzieja? Jedno jest pewne – nikt nie będzie mógł się czuć bezpieczny.
Nie musisz szukać przygody, ona sama cię znajdzie. W ramach SQN Originals po raz pierwszy ukaże się cała poprawiona, przepisana i rozbudowana o nowe wątki seria przygód Roberta Karcza, uzupełniona o dwa nigdy wcześniej niepublikowane tomy.
Pisarz, konsultant artystyczny, promotor, konferansjer, felietonista, głos radiowy, lektor, scenarzysta, tłumacz, autor tekstów piosenek… a nawet bajek dla dzieci. Nigdy nie był do niczego nominowany. Wydał kilka książek – w tym opowiadania dla dzieci Opowieści z Białej Doliny, serię sensacyjno-przygodową o awanturniku i złodzieju zabytków Robercie Karczu (Miasto złodziei, Miasto z gliny), powieść dla dorosłych Serca twego chłód, nowelę Gatunek L, a także dwie bestsellerowe biografie, GrubSon. Na szczycie i Rahim. Ludzie z tylnego siedzenia oraz książkę Czesław Mozil. Pocztówki z pandemii.
Prywatnie ojciec Anaszki i właściciel psa o imieniu BRK. Mieszka w Legnicy. Mówi o sobie, że nie jest znany, i ma rację. Ciągle żartuje, ale jest nietowarzyski i chodzi do kina sam. Włóczykij z natury, Muminek z wyglądu.
Corso porwał mnie do świata pełnego literackich tropów, które od razu wywołują skojarzenia z klasyką przygodowej i awanturniczej historii i nie będzie zaskoczeniem, że moja pierwsza myśl to była Indiana Jones.
Co jednak powieść wyróżnia to główna postać w osobie Roberta Karcza złodzieja zabytków, charyzmatycznego i z bagażem przeszłości, co powoduje, że bohater pełen sprzeczności intryguje. Jego historia jest ciekawa, ponieważ Karcz po opuszczeniu wiezienia zostaje nauczycielem. Spodobał mi się kontrast między zwyczajnym życiem, a światem pełnym zagrożeń, tajemnic i niesamowitych odkryć. A to dopiero początek, bo książka nabiera rozpędu po pojawieniu się tajemniczego jegomościa… Wracając jeszcze do Karcza, nie jest to postać jednoznaczna, ponieważ balansuje na granicy prawa, a jednak ciężko z nim nie sympatyzować. Co jednak ciekawe bohatera jest nacechowany lojalnością i oddaniem bliskich. Właśnie za sprawą tych zmiennych książka też pobudza do zastanowienia się nad naturą moralności.
Autor przyjął dla mnie najlepszą koncepcję narracji, czyli połączenie przygody z humorem, ale nie brakuje też mrocznych konfrontacji i właśnie to sprawne operowanie stylem mnie ciekawiło równie mocno co sama historia. „Honor złodzieja” okazał się dla mnie świetna rozrywką, która dała uśmiech. Zaciekawienie historią, która dawała uczucie nieprzewidywalności. Historia pełna tajemnic, dynamicznych zwrotów akcji i bohaterów, którzy bawią i intrygują. Dla mnie to duże pozytywne zaskoczenie i sama nie wiem, jak to się stało, że dotychczas nie trafiłam na tę serię.
Honor złodzieja to historia Roberta Karcza, faceta, który żyje podwójnym życiem, z jednej strony jest trochę bardziej przebojowym nauczycielem historii w Legnickiej szkole, z drugiej łaknącym adrenaliny złodziejem zabytków.
Roberta poznajemy po jednej z jego akcji, po której lekko pokiereszowany wraca do domu. Z biegiem fabuły powoli poznajemy jego burzliwą przeszłość i obecną sytuację życiową.
Jest to bohater raczej zrównoważony, chociaż boryka się ze swoimi przemyśleniami i problemami. Zdecydowanie ma też tendencję do szukania problemów. Jego teksty w większości okraszone są porządną dawką humoru i sarkazmu. Także to jeden z tych, których da się lubić, mimo że jest trochę szary moralnie.
W części poświęconej „normalnemu” życiu fabuła skupia się na jego trochę dziwnej relacji z siostrą, nietypowym uczniem, nowym psem, swoim autem, czy zawziętą niezbyt lubianą koleżanką z pracy, która próbuje mu utrudnić życie i pozbawić go stanowiska. Obserwujemy jak mężczyzna, który nie chce się przywiązywać powoli zapuszcza korzenie. W tym samym czasie, gdy Karcz lawiruje przez codzienność, w jego kręgu zainteresowań pojawia się opuszczony szpital z potencjalnie cenną pozostałością po II wojnie światowej. Do skarbu jednak chętnych jest więcej i to z rodzaju tych niebezpiecznych. Więc we fragmentach poświęconych temu wątkowi trochę więcej się dzieje. W dużej mierze skutkiem wszelkich działań Karcza jest sukcesywne przybywanie nowych siniaków i ran.
W moim odczuciu najważniejszym bohaterem tej książki poza Karczem oczywiście, było miasto Legnica. Dla osób, które pochodzą z tego miasta, ta książka może mieć dodatkowy walor, nie tylko dowiadujemy się dużo o historii poszczególnych lokalizacji, ale i sporo po mieście się poruszamy. Aspekt planu wydarzeń jest bardzo dobrze zrobiony i opisany. I za to zdecydowanie należy się autorowi pochwała. Jestem bardzo ciekawa jak tą historię odebrałby mieszkaniec Legnicy i czy w kolegach z pracy Karcza odnajduje nauczycieli, na których autor mógł się wzorować.
Szczerze mówiąc miałam chyba mylne oczekiwania co do tej książki i zamiast historii przygodowej, której się spodziewałam otrzymałam taki trochę obyczaj z momentami akcji. Wydawnictwo trochę strzeliło sobie w kolano zamieszczając w zajawce porównanie do „Pana Samochodzika”, „Indiany Jonesa” czy „Szatana z siódmej klasy”. I jako że Pana Samochodzika i Szatana bardzo dobrze wspominam to oczekiwałam podobnych wrażeń od tej książki. To, że nie dostałam przygód rodem z książek Dana Browna, nie skreśliło dla mnie tej pozycji, ale trochę zawiodło moje wyobrażenia o niej. Liczyłam, że będzie tu więcej zagadek historycznych, akcji i przygód, więcej scen dotyczących samego poszukiwania skarbu, fabuła skupiła się bardziej wokół rozterek życiowych Roberta, a ta cała intryga i tajemnica zajęły miejsce w tle. Zabrakło trochę pogłębienia niektórych aspektów.
Mimo, że nie jest to raczej gatunek, po który sięgam za często, to opowiadanie autora, które czytałam jakiś czas temu na tyle mnie zaciekawiło twórcą, że postanowiłam dać tej książce szanse i cieszę się, że to zrobiłam, mimo że książka do moich ulubieńców raczej nie trafi. Na skali daje jej dobrą ocenę, bo historię dobrze się czyta. Ja po prostu oczekiwałam od niej więcej.
Opinia powstała w ramach współpracy z wydawnictwem SQN #współpraca @przemekcorso
🗺️"Honor złodzieja" to pierwsza książka z cyklu przygód Roberta Karcza, naszego Indiany Jonesa, współczesnego "Pana Samochodzika"... Ale nie do końca. Karcz, po pewnych wydarzeniach zostaje rzucony do Legnicy by objąć na zastępstwo posadę nauczyciela historii. Robi to by uspokoić znaną z telewizji siostrę i pokazać, że nie ładuje się w kolejne tarapaty. Ale czy gość, który udaje nauczyciela, nosi skórzaną kurtkę i jeździ Fordem Mustangiem Mach 1, może wieść spokojne życie? Potrzeba przygody i adrenaliny prowadzi Karcza do kolejnej tajemnicy do rozwiązania... A pomogą mu rudowłosy 13-latek, nadpobudliwa przyjaciółka i... Pies ze skłonnością do destrukcji otoczenia. Wszystko będzie dobrze.👍 Chyba...
✒️ Zacznę od tego, że uwielbiam takie książki... Przygoda, awanturnik ze skłonnością do ładowania się w kłopoty, starożytne skarby... Kocham to. I nie ukrywam, że jak tylko zobaczyłem tą serię to wiedziałem, że muszę przeczytać. I nie zawiodłem się 🔥
✒️Co pierwsze rzuca się w oczy to główny bohater. Charakterystyczny samochód, skórzana kurtka, cięty język, rządzą przygody i skłonności do autodestrukcji... Przepis idealny. Ale nie jest sam. Do pomocy ma jednego ze swoich uczniów, nad wyraz mądrego ale zamkniętego w sobie, oraz jedyną przyjaciółkę, która bez pytania zawiezie go na doraźną pomoc😅. I siostrę, która z tej miłości do niego by go za... Zamknęła w bezpiecznym pokoju.
✒️ Fabuła rozgrywa się, jak już wczesniej pisałem, w Legnicy. Robert prowadzi tu można powiedzieć podwójne życie. Za dnia nauczyciel, w nocy poszukiwacz przygód i zagadek... I przez to wplątuje się w sprawę tajemniczego jegomościa pilnującego ruin starego szpitala... Czego tak naprawdę pilnuje i dlaczego potrzebuje do tego ludzi pod bronią? Do tego rudowłosy Rajmund i nowy bibliotekarz podszywający trop zaginionego niemieckiego konwoju... To coś dla Karcza. I coś, co nie może skończyć się dobrze... Mamy tu więc właściwie wszystko co potrzeba w literaturze przygodowej. Jest akcja, jest tajemnica, jest spoko bohater i nie spoko przeciwnik. No i jego tajemniczy mocodawca. Kultowy samochód i zawadiacka kurtka. Do tego skarby, wiecej akcji, wybuchów i więcej... Jest to świetna, luźna książka przygodowa. Ma klimat, którego potrzebowałem po serii z Panem Samochodzikiem i szukałem czegoś takiego. A że jest to pierwszy tom, to można być pewnym, że Karcz wpadnie w jeszcze nie jedne kłopoty.
„Po niecałych dwóch minutach Karcz zatrzymał się niedaleko bramy wjazdowej do starego opuszczonego szpitala. Wysiadł z samochodu, odetchnął głęboko, a potem okrążył go i otworzył drzwi od strony pasażera. Hassan wyskoczył prosto w biały puch. - Nie zawiedź mnie – szepnął do niego Karcz – Chociaż raz bądź psem.” Z książką „Honor złodzieja” Przemka Corso zetknęłam się całkiem przypadkiem, głównie czytam fantastykę i non – fiction. Jak zobaczyłam nabór do drugiego tomu przygód Roberta Karcza i zapoznałam się z jego opisem, byłam bardzo zaciekawiona, więc zgłosiłam się do wydawnictwa. W ten sposób otrzymałam tę książkę. Czy to była świetna przygoda? Przekonajcie się. Język i styl autora jest lekki i prosty, książkę czyta się szybko. Fabuła jest interesująca i zachęca do poznania przygód głównego bohatera. Jednak mam pewne uwagi, najbardziej w oczy rzucały mi się sztywne dialogi przez pierwszą połowę książki, były rwane i ciężko się je czytało. Natomiast im dalej tym bardziej rozwijały się one i było już lepiej. Odniosłam wrażenie, że początek autor pisał tak „nieśmiało”, jakby bał się puścić wodze, jednak im głębiej wchodzimy w historię, tym pióro autora się rozwija i zdecydowanie lepiej już się czyta książkę. Ponadto akcja nie jest dynamiczna, najpierw mamy trochę takiej jednostajnej historii, aby dopiero w 2/3 przyśpieszyć i mocno zakończyć. Brakowało budowania napięcia w czytelniku, przez co początek był trochę nużący, jednak końcówka uratowała sytuację. Na uwagę i plus zasługuję sam opis miejsca, gdzie rozgrywa się akcja. Autor wiedział o czym pisze i widać, że zna miasto, gdyż sam w nim mieszka. Bardzo dobrze poprowadzona jest również narracja i perspektywa opowiadania historii. Sama treść jest przekazywana z różnych perspektyw, co pozwala szerzej poznać losy bohaterów i samą historię. Kreacja bohaterów jest bardzo ciekawa, są oni realni, interesujący i można się z nimi utożsamiać. Sam główny bohater – Robert Karcz jest świetną postacią. Tajemniczy, zamknięty w sobie i prowadzący podwójne życie. Bardzo go polubiłam, jest on zdeterminowany i dąży do celu, w zasadzie po trupach. Jednak widać, że nie obce jest mu dbanie o bliskich. Devraux jest niebywale dobrze wykreowanym antagonistą, który zarazem jest zły i dobry. Jednak największą miłością darzę Rudego Rajmunda, który odgrywa symboliczną rolę w całej historii, jednak całą swoją postacią skradł moje serce. Reasumując, książka ma swoje plusy i minusy, a w ogólnym rozrachunku oceniam ją jako w miarę dobrze zapowiadającym się wstępem do historii Karcza i jestem ciekawa jego dalszych przygód. Od razu sięgam po „Serce pustyni”.
Robert Karcz - archeolog, który uczy historii w jednym z legnickich gimnazjów. To jedna z jego twarzy, którą przywdziewa na co dzień. Pracuje, by mieć z czego żyć, ale też dlatego, że obiecał ustatkowanie się swojej siostrze, gwieździe telewizyjnej. Jest lubiany przez swoich uczniów, lubi też uczyć. Znakomicie wszedł w rolę zwykłego, szarego nauczyciela. Bo tak naprawdę Robert to bystry złodziej, który prawdopodobnie działa na zlecenie jakiejś agencji rządowej. Kradnie, choć kieruje się swoistą etyką.
Mężczyznę poznajemy, gdy ratuje się brawurową ucieczką z górskiego domku, oskarżony przez leśnego strażnika o kradzież dzieła sztuki. Rzecz dzieje się w Sylwestra. Góry, mnóstwo śniegu i spory mróz. Wymarzona sceneria do przywitania nowego roku. Robert udaje się do pobliskiego luksusowego hotelu, w którym ma się odbyć bal dla zamożnych i wiekowych gości. W posiadaniu jednego z nich jest rzecz, którą musi zdobyć Karcz. I cała akcja zakończyłaby się sukcesem, gdyby nie wścibski strażnik. Z potyczki Robert wychodzi poturbowany. Wkrótce ferie świąteczne się skoczą i będzie musiał wrócić do szkoły i ponownie wmawiać wszystkim, że jest niezdarny, potknął się i uderzył.
Robert ma swoiste podejście do moralności. Może kradnie, ale przygarnia przypadkowo spotkanego psa. I to właśnie przez czworonoga, podczas wieczornego spaceru w okolicznym lesie, wplątuje się w kabałę. Zostaje zaatakowany w głowę, a z pomocą przychodzi mu nieznajomy, przywodzący na myśl wojskowego. Devraux jest podejrzliwy i niezbyt miły. Wygląda jakby czegoś pilnował. Jego zachowanie wzbudza w Karczu pewne podejrzenia, które postanawia sprawdzić.
"Honor złodzieja" to książka sensacyjna, w której wciąż coś się dzieje. Autor odkrywa kolejne fragmenty układanki, potrafi też zaskoczyć. Poznajemy przeszłość głównego bohatera oraz śledzimy jego aktualną sytuację. Jest nieco mrocznie i tajemniczo, miejscami zabawnie. Dla mnie na tyle intrygująco, że sięgnę po kolejną część.
(...) Robert Karcz, dzięki swojej sławnej siostrze, dostaje posadę nauczyciela historii w jednej z Legnickich szkół. Dokładniej, to przejmuje zastępstwo na dwa semestry, ale dla niego to o dwa semestry za długo. Jednak cierpliwie stara się wykonywać swoje obowiązki, do czasu... Bo kłopoty już czają się za rogiem, a mają wygląd potężnego 50latka z wytatuowanymi wężami, a błyszczą i kuszą niczym nazistowskie sztaby złota, o których każdy słyszał, ale tylko nieliczni wierzą, że istnieją. Na nieszczęście dla Karcza, do tej drugiej grupy zalicza się tajemniczy i niebezpieczny pan Devraux...
"Honor złodzieja" to pierwsza część z przygód Roberta Karcza, złodzieja zabytków, którego kłopoty, to drugie imię. Jak sugeruje tekst na okładce, ta książka jest obowiązkową pozycją fanów Indiany Jonesa i ja się pod tym podpisuję obiema rękami. Cóż za fantastyczna, wciągająca i pełna intrygujących wątków opowieść. I to od samego początku. Choć może się wydawać, że akcja toczy się dość leniwie, to niech was nie zmyli ten pozorny spokój. Z takim człowiekiem jak Karcz nie ma mowy o nudzie. Ależ ja go polubiłam. Dość skryty, roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, przyciąga nieodpartym urokiem, i dobrym sercem, o czym czytelnik przekona się niejednokrotnie. Autor wykreował znakomitą fabułę, która osadzona w dzisiejszych realiach, zaprasza w podróż do przeszłości i kusi czymś, coś co sprawia, że ma się ochotę na przygodę i odkrywanie tajemnic, za które można zapłacić nawet życiem.
Idealna lektura na już prawie jesienne wieczory, sprzyja klimatowi, który znajdziemy w książce.
Jako fanka Indiego czy Drakea 😜 miło spędziłam czas z lekturą i troszkę się pośmiałam i troszke pogłówkowałam. Może jak dla mnie bylo odrobinka za mało przygodówki w tej przygodówce, ale zakładam że tez nie wszystko od razu kawa na ławę ,i może w kolejnej części już będzie sie coś więcej działo. Pierwsza książka autora przeczytana przez mnie, pozytywnie jestem zaskoczona, rączej nie przepadam za polskimi autorami, ale nie da się ukryć że coraz częściej mnie zaskakują bardzo Bardzo pozytywnie ☺️
Dobrze się bawiłam. Zamiast polubić głównego bohatera to polubiłam wszystkich innych 🙃 Natomiast nie mogę przejść obojętnie obok ilości szczęścia, które ma główny bohater.
Ehem. "Obowiązkowa pozycja dla fanów Pana Samochodzika, Indiany Jonesa i Szatana z siódmej klasy!" Czego byście oczekiwali po książce opisanej takim blurbem? Przecież to jasne, że powieści obyczajowej z niewielką ilością akcji i poszukiwania skarbów, które będzie się działo gdzieś tam w tle, właściwie zupełnie niezależnie od poczynań głównego bohatera!
Bo książka obyczajowa to jest całkiem niezła, nie powiem. Przemek Corso ma wyjątkową lekkość w tworzeniu dialogów i opisywaniu relacji między postaciami. Gdybym właśnie tego oczekiwał, sięgając po tę powieść, z pewnością byłbym zadowolony.
Ale, do kroćset, to miała być książka o poszukiwaniu skarbów, a nie wymówek przed spędzaniem czasu z siostrą! To miała być książka pełna przygód, a nie rozmów! To miała być książka o mierzeniu się z niebezpiecznym przeciwnikiem, a nie z nielubianą nauczycielką! Jasne, te wszystkie elementy mogłyby tam również się znajdować, lecz nie na pierwszym miejscu!
Jeżeli to był dopiero wstęp do faktycznych przygód Roberta Karcza, otwarcie świata i zawiązanie wątków, to OK, jestem jeszcze w stanie to zrozumieć. Tylko że... wcale nie jestem pewien, czy kiedykolwiek sięgnę po następny tom, by to sprawdzić.